Tak się zgadałam z Dziewczyną Inżyniera, bo tak, jak mnie naszła ta tasakowa torebka, tak ją naszedł napis na t-shircie... i będzie miała :) Za niedługo ma urodziny, to mam problem z głowy.
A przy okazji włóczęgi odkryłam pinkową stronę mojej wioski
Plac przed operą otulipaniony i ostokrotkowany cały :)
Nosz, pinkowy welocyped...
Na Świętym Marcinie dywan z bratków.
Tu bratki jeszcze się trzymają, ale pieścichłopy już się żegnają. Do zobaczenia za rok... A co roku jesienią myślę, czy was jeszcze zobaczę :)
I sklep dla kociar. Wszystko w koty, ojapierdolę. Zwariowałabym.
Fara pinkowa...
Kamienica na ulicy pinkowa...
Srajda na ścianie też pinkowa, żeby nie było, że mam przywidzenia, trzaśnięty dwa razy....
... a w sąsiednim oknie jej kolega, niepinkowy :>
Hmmm... Zmienił się miejski konserwator zabytków, ale nowy też ma nie tenteges z kolorkami. Jakby piorun w rabarbar strzelił...
A to specjalnie dla Sikorki :)
I na Kolegiackim też pinkowo do bólu...
Tylko koziołki niepinkowe :P
To akurat mi się podobało, w słońcu wyglądało jak jedwab... Ale to kardynalski kolor, nie pink :)
Winobluszcz prawie jak mój, mój też miejscami bardzo mizerny i zieleni sie tylko na końcach :( Nie wiem dlaczego, a Baran gdzieś wsiąkł :(
No to się pocieszyłam, robiąc obiadek. Ta kumpela, co mnie wkurwia orzekła, że szaleję w kuchni. Jakie szaleję? Że jaja ugotowałam... Rechot na sali :D
Prawie 10 tys. kroków dzisiaj, podobam się sama sobie :D
piątek, 25 kwietnia 2014
To był zwyczajny
szary dzień...
... ale kwitną bzy... No dobra, lilaki.... Choć jak to brzmi ;)
I magnolie gdzieniegdzie wciąż...
I znów w tym roku matura...
I to coś, cudne, choć nie wiem, jak się zwie...
No i bez, oczywiście...
... po naszemu hyczka....
i ten lilak, co za serce chwyta, do bólu...
I zapomniałam, co to ja atlas krzewów jestem?
Kaczki stadami się wszędzie włóczą i sekszą...
Kos...
I? To nie rudzik, nie chce mi się szukac...
Ale pozował cierpliwie...
Upał był taki, że kosy bezwstydnie....
... taplały się...
... aż przyłapałam na gorącym uczynku....
i znów serce mi zatrzepotało...
Jakie cwane te ptasiory, ponumerowały sobie budki, żeby poczta do nich docierała ;)
Wcale się człowieka nie boją...
I już wiadomo, co potem zrobić z ciałem ;)
Od podwórka...
Urok miejskiej szarzyzny...
Pozdrowienia dla niejakiej Zmorki narcyze ślą z mojej wioski...
A końca budowy nie widać....
Się poleci, się zobaczy :)
... ale kwitną bzy... No dobra, lilaki.... Choć jak to brzmi ;)
I magnolie gdzieniegdzie wciąż...
I znów w tym roku matura...
I to coś, cudne, choć nie wiem, jak się zwie...
No i bez, oczywiście...
... po naszemu hyczka....
i ten lilak, co za serce chwyta, do bólu...
I zapomniałam, co to ja atlas krzewów jestem?
Kaczki stadami się wszędzie włóczą i sekszą...
Kos...
I? To nie rudzik, nie chce mi się szukac...
Ale pozował cierpliwie...
Upał był taki, że kosy bezwstydnie....
... taplały się...
... aż przyłapałam na gorącym uczynku....
i znów serce mi zatrzepotało...
Jakie cwane te ptasiory, ponumerowały sobie budki, żeby poczta do nich docierała ;)
Wcale się człowieka nie boją...
I już wiadomo, co potem zrobić z ciałem ;)
Od podwórka...
Urok miejskiej szarzyzny...
Pozdrowienia dla niejakiej Zmorki narcyze ślą z mojej wioski...
A końca budowy nie widać....
Się poleci, się zobaczy :)
środa, 23 kwietnia 2014
Takiej koszmarnej
nocy nie pamiętam. Opleciona tymi kablami, na których dyndał cyckonosz, bo zdjąć się tego nie dało, a spać w nim tym bardziej, umęczona, bo na brzuchu śpię, a nie było jak się na nim położyć, bo tam leżał ten aparat, z usztywnioną na amen ręką, której też nie mogłam zwinąć jak lubię, pompowana co godzinę z tzw. dopompowaniem, kiedy odnosiłam wrażenie, że za chwilę odleci mi ręka, co zamknęłam ślepia, znów pompowanie.... tarararara bum...
Rano wyczyniając akrobacje umyłam ten głupi łeb, nie wyjdę bez umycia łba z domu, obmyłam się na ile kable pozwalały i poleciałam, w charakterze arabskiej terrorystki do przychodni. Udało mi się napompować przed przystankiem (bo cholerstwo warczy i bałam się, że hmmm... faktycznie będę arabską terrorystką), a pompowanie w bimbie minęło bez echa, bo bimba wyła i zgrzytała lepiej jak to ustrojstwo. Wyniki, moim zdaniem mam niezłe, ale to się okaże we wtorek, jak pójdę do kardiologa, bo rozrzut też jest spory :) Dziś pani doktor przyjmowała od 13, więc nie chciało mi się ani czekać (bo to takie betonowe osiedle), ani wracać, bo to na drugim końcu miasta jest.
I tak
planuję łazęgę z aparatem, bo pięknie jest, a obiektyw w ajfonie mam brudny i nie chce mi się ściągać osłonki, więc zdjęcia są mizerne.
Ale wioska moja piękna jest, soczystą zielenią, wyburzoną, wymytą, ciepło...
Koszmarny Chrystus Król olał Kościól katolicki i...
przybrał się w przepiękną tęczę. Aż wysiadłam i cofnęlam się, żeby to sfocić, bo nie daj blog jakiś wariat zlikwiduje ją, jak w Warszawie. Na mój mały rozumek, Chrystów gejów też kocha. Inaczej by ich nie stwarzał, of course :) Konwalie też już kwitną, co oznacza, że lato już niedaleko, a z nim piwonie, gladiole i inne cuda wianki...
No i dla potomności:
Fistaszek wyrósł na schwał, waży już 320 gramów, wielkolud jakiś z niego :) Ale dalej nie wiemy, czy to On czy Ona, bo wstydliwie skrzyżował nóżki, jak wynika z raportu Sikorki i ni chuchu nie wiadomo, co nas czeka.
Osobiście uważam, że to cały urok, no ale nie dziwię się stęsknionym Rodzicom :)
Zatem kciuki i oklaski dla Fistaszka :) I buziole :)
Update
I zaczepil mnie sąsiad, pytając, czy mam laptopa i Internet bezprzewodowy. Odrzeklam, że mam, a gość na to, że to bardzo szkodliwe dla serca, że mu szkodzi, że on sam ma tylko Internet w telefonie i że mój bezprzewodowy mu przeszkadza. What?? Sama mam w mieszkaniu dostępnych co najmniej 6 sieci bezprzewodowych, w tym dwie niezabezpieczone, a skąd on wie, która jest moja i że to ona mu przeszkadza?? Ma w mieszakniu co najmniej tyle, co ja, jak nie więcej :) Cos ma źle w telefonie ustawione i mu sie koci, no nie, posądzać mnie, że ja komuś zazdroszczę necika?? Tego bez wódki nie razbieriosz... :)
Rano wyczyniając akrobacje umyłam ten głupi łeb, nie wyjdę bez umycia łba z domu, obmyłam się na ile kable pozwalały i poleciałam, w charakterze arabskiej terrorystki do przychodni. Udało mi się napompować przed przystankiem (bo cholerstwo warczy i bałam się, że hmmm... faktycznie będę arabską terrorystką), a pompowanie w bimbie minęło bez echa, bo bimba wyła i zgrzytała lepiej jak to ustrojstwo. Wyniki, moim zdaniem mam niezłe, ale to się okaże we wtorek, jak pójdę do kardiologa, bo rozrzut też jest spory :) Dziś pani doktor przyjmowała od 13, więc nie chciało mi się ani czekać (bo to takie betonowe osiedle), ani wracać, bo to na drugim końcu miasta jest.
I tak
planuję łazęgę z aparatem, bo pięknie jest, a obiektyw w ajfonie mam brudny i nie chce mi się ściągać osłonki, więc zdjęcia są mizerne.
Ale wioska moja piękna jest, soczystą zielenią, wyburzoną, wymytą, ciepło...
Koszmarny Chrystus Król olał Kościól katolicki i...
No i dla potomności:
Fistaszek wyrósł na schwał, waży już 320 gramów, wielkolud jakiś z niego :) Ale dalej nie wiemy, czy to On czy Ona, bo wstydliwie skrzyżował nóżki, jak wynika z raportu Sikorki i ni chuchu nie wiadomo, co nas czeka.
Osobiście uważam, że to cały urok, no ale nie dziwię się stęsknionym Rodzicom :)
Zatem kciuki i oklaski dla Fistaszka :) I buziole :)
Update
I zaczepil mnie sąsiad, pytając, czy mam laptopa i Internet bezprzewodowy. Odrzeklam, że mam, a gość na to, że to bardzo szkodliwe dla serca, że mu szkodzi, że on sam ma tylko Internet w telefonie i że mój bezprzewodowy mu przeszkadza. What?? Sama mam w mieszkaniu dostępnych co najmniej 6 sieci bezprzewodowych, w tym dwie niezabezpieczone, a skąd on wie, która jest moja i że to ona mu przeszkadza?? Ma w mieszakniu co najmniej tyle, co ja, jak nie więcej :) Cos ma źle w telefonie ustawione i mu sie koci, no nie, posądzać mnie, że ja komuś zazdroszczę necika?? Tego bez wódki nie razbieriosz... :)
wtorek, 22 kwietnia 2014
Całą
noc miałam koszmary w związku z tym holterem, a rzeczywistość okazała się tragikomedią. Dostałam aparat, przy którym mój aparat słuchowy z czasów komuny to był szczyt techniki i wypas. Żebym nie poczytała w necie, byłabym głupia, bo pani która mi to ustrojstwo zakładała rzekła, że nie wie, nie zna się, zarobiona jest. Radziła nie kijkować (choć w necie pisało, że należy żyć tak, jak codziennie), bo "może się odkleić". Aparat poklejony cały plastrami (ciekawe, jak to wpłynie na wyniki), a ja o mało nie umarłam z gorąca (w kurtce, a o 9 było już 20 stopni, ale tego ustrojstwa nie zakryje żadna odzież, a wszędzie wiszą czarne, gumowe rurki jak od bimbru, czy cuś). I jeszcze muszę do jutra w tym wytrzymać, kąpać się nie wolno, cyckonosza się nie da zdjąć przez te rury.
I ogólnie to ojapierdolę.
Wiem, powinnam się cieszyć, że tylko to :D
Zatem (tak jak nie cierpię tego hasła Zmorki) uśmiecham się i... ojapierdolę.
Zmorkę uwielbiam, ale keep smiling za wszelką cenę to zboczenie seksualne.
My echo, my shadow and me liczą te półgodziny, co zostały nam do jutra :) Ciekawe, jak to w nocy z tym pompowaniem będzie??
I ogólnie to ojapierdolę.
Wiem, powinnam się cieszyć, że tylko to :D
Zatem (tak jak nie cierpię tego hasła Zmorki) uśmiecham się i... ojapierdolę.
Zmorkę uwielbiam, ale keep smiling za wszelką cenę to zboczenie seksualne.
My echo, my shadow and me liczą te półgodziny, co zostały nam do jutra :) Ciekawe, jak to w nocy z tym pompowaniem będzie??
Subskrybuj:
Posty (Atom)




















































