na główkę i pojechałam.Pogoda... hmmm... coś do mnie mają moje Umarlaki, bo jak jechałam, było chłodno, jak zaczęłam sprzątać na cmentarzu wszystkie chmury się rozlazły i żar lał się z nieba, a założyłam czarnego i-shirta, bo było chłodno. Wyszłam z cmentarza, znów chłodno... :) Ale dzielna byłam, nie dałam się, posprzątałam. Znów była sterta śmieci nie wiadomo skąd do wyniesienia, ręka mnie bolała, ale nie poległam. Poległam tylko na chwastach, nie są wysokie, ale jest ich sporo. Wokół grobu Cioci z dwóch miejsc się plenią, ale odpuściłam. Raz, że nie miałam czasu, dwa, że padłabym. Groby koło Cioci są absolutnie zaniedbane, a co najlepsze - należą do rodziny. Kiedyś sprzątałam, ale... Rodzina przyszywanego wujka opierdoliła mnie (jedna połowa), że się mieszam do ich rodziny, zaś druga oświadczyła, że mama płaci za sprzątanie grobu. Wujek nie jest miejscowy, mieszkał z Ciocią i zmarł pierwszy. Ciocia pytała jego rodzinę, gdzie chcą Go pochować, powiedzieli, że tu. To Ciocia dała wykupione miejsce, postawiła pomnik, wszystko załatwiła. Problemu nie było, póki żyła. Przejęłam po niej pałeczkę po wszystkich grobach, co mnie kosztowało i zdrowia, i kasy. Póki Inżynier albo Pierworodny ze mną jeździł, nie było problemu. Jak ich zabrakło, a moje bukiety ciągle wywalano z obu grobów, wypięłam się. Niech ich rodziny dbają, łaski nie robią, a ja sama czterech grobów w półtorej godziny nie ogarnę. I żebym jeszcze dziękuję usłyszała, ale nie: mam się nie mieszać. Nie wiem, czy córka Wujka nie mieszać". No to się nie mieszam, ale na wujka grobie zielsko rośnie między płytami, rozwali je za jakiś czas. Trudno. Wola boska i skrzypce. Grób drugiego Wujka, pierwszego męża Cioci zadbany jest, myślę, że rodzina chce wziąć miejsce, bo tam tylko on leży. A miejsc w K. nie ma. Niech biorą, mi to lotto. Mam jeden problem z głowy.
Leciałam z wywieszonym ozorem, bo mało, że w mojej wiosce objazdy, bo wiadukt zamknięty, to jeszcze po drodze był wypadek i zrobił się taki korek, że dojechaliśmy 20 minut później. A w sutuacji, gdy mam 2 godziny na wszystko to jednak robi różnicę.
Ale dzielna ze mnie dziewczyna, poradziłam sobie i mam spokój do października. I sorry, Winnetou, jak nie będziecie dbali o temperaturę, to Wam wykorkuje na mogiłce i będzie obciach :D
I dorwałam grabarza, który jednocześnie jest kamieniarzem i przekładał grób moich rodziców. Podczas ostatniej wizyty zauważyłam, że u Cioci wazon się odkleił, a i litery coraz bardziej na obu grobach wyblakłe. Pisałam do córki kuzynki, żeby zorganizowała jakiegoś kamieniarza, że zapłacę za wszystko (kuzynki nie proszę, bo... walnęła mi kiedyś numer i mam na nią wyjebane. Zresztą znalazłam list od Cioci, w którym skarży się, że Lucyna jej nic nie pomoże, a mieszka 10 minut spacerkiem od cmentarza...). Agnieszka zaś do mnie: "ciocia, ciociunia, bo ciocia rozumie blablabla". Ciocia rozumiała, biżuterię dała, nocowala, chuchała i dmuchała. Jak ciocia potrzebowała pomocy, to Agnieszka nawet na emilka nie odpisała.... Przeczytała emilka, bo fejsbunio mówi, kiedy jest przeczytane. I nawet cioci nie napisała: odpierdol się, nie chce mi się.... Dlatego ciocia (czyli moi, SJ) ma wyjebane na Lucynę i Agnieszkę, i całą resztę rodziny z K. Bo już nie ma nic do dania i nie będzie płacić. I w dupie to ma, a wie, że jest karma.
Chciałam prosić o tę przysługę koleżankę z K., zresztą niedoszłą szwagierkę, ale... No właśnie. Spotkałyśmy się po latach na tych zjazdach, ale... No ale :D
I dobrze, że nie prosiłam i nie narobilam sobie długów wdzięczności.
Dorwałam dziś przypadkiem sama tego grabarza i zrobi. Do seksu wykorzystam bezczelnie Sikorę, nie bacząc, że ciężarna nieboga, a co, okrutna jestem. Zadzwoni i ustali z nim. Złotówka za literę, myślę, że jakąś stówę, jak nie więcej ze mnie zedrze za wszystko. Trudno. Jak się wazon zbije (odpukać, nie, nie, nie), będzie drożej.
Do kibelka mnie wpuścił, bo ma dom przy cmentarzu. ale żałowałam, że poprosiłam, na Statoil bym miała wypas :D Nie, że biednie, sama miałam biedną łazienkę latami, lamperia i bez bajerów, ale zawsze było czysto. No nic, życie :D
Powrót też się wlókł, bo korki, ale się już nie denerwowałam, bo nigdzie mi się nie spieszyło. Koło mnie siedziała blond Wenus, jeszcze chudsze nóżki i rączki miała od Barana, a zapewniam, że nie można być chudszym od Barana, który zresztą swoje centymetry ma. Ona ich nie miała, i... Co rusz trzepała swoją blond kitę na mnie, a włosy miała a la topielica. Nienawidzę dotyku cudzych włosów, poza nielicznymi wyjątkami (wyjątki wiedzą, bo dopraszam się o pozwolenie na głaskanie, a i bez pozwolenia głaszczę). Wróciłam więc do domu tak zestresowana tymi kłakami, że od razu wlazłam do wanny, wzięlam dłuuugą kąpiel i dopiero później ogarnęłam tę kuwetę. I jajeczniczkę sobie zrobiłam MLASK, bom przepękala dzień na śniadanku, pół litrze wody (mineralnej :>) i bułeczce jogurtowej. Żałowałam, że nie kupiłam więcej bułeczek, jeszcze takiej nie jadłam i była MLASK :)
I dowiedziałam się, że mebelki już są, więc jutro polecę ogarnąć pracowe szaleństwo, pokrzepiona, że Umarlaki mają wygodnie i ładnie i że żadnego z nich nic nie uwiera w plecki...
A co, staram się.
Ale wiem, że ile bym się nie starała i tak mi po papie natrzaskają, jak dorwą.
Nie ma zmiłuj.
Zasłużyłam na trzaskanie.
Życie :)