sobota, 31 sierpnia 2013

Giełda ogrodnicza

pada. Pojechałam, bo chciałam kupić kwiaty dla Umarlaków moich, paskudnie ich zaniedbałam. I co ja paczę?? Wszystko popakowane w wazoniki platikowe, obciążone, a jakże, ale... nie mam pewności, że zmieści mi się takie cuś do wazonu, na kwestię pani, że "to standardowy rozmiar" westchnęłam głeboko, bo remont naumiał mnie,  że nie ma czegoś takiego, jak "standardowa rzecz". No i poza tym takie cuś waży ze 2 kilo, ja potrzebuję dwa cusie i co?? Mam to na plecach tachać? A gdzie narzędzia do mycia grobów?? I cena powala na kolana - 45 zyla. Na giełdzie. To ile będzie to kosztowało w sklepie. Razy dwa groby, plus bilet i inne zabawki. Żeby pojechać do Umarlaków niedługo będę musiała iść do Providenta... No nic, czas mam, więc przeryłam cała giełdę i znalazłam ostatnie w miarę przyzwoite bukiety za 20 zł od sztuki. Nie szalałam dalej, bo dno w szkatule świeci, ale humor mi się jeszcze bardziej spieprzył, bo wszędzie wrzosy, dąbki i chryzantemy... To już listopad?? Jak to, przecież lata nie było...
Walcząc z tym kopnęłam się w tłuste, kubańskie dupsko i poszłam na kijki. A co... Półtorej godziny łażenia i zero... Null... Łopatka w ruchu i kopię sobie grobek.
Jako że ma przyjść KB z Dziewczyną popełniłam (oprócz wczorajszej pomidorowej, ale dupy nie urywa, więc do jedzenia nie będę zmuszała, zamiast klusek dałam ryż i wyszło jak wyszło)


Czeka na zapieczenie...

A kultowe drzwi dziś zostaną wywalone, bo... musi być miejsce na montaż szafy. Oto co majster niby-Anioł zrobił temu kultowemu drzwiowi. Powiedział, że "coś wymyśli, śrubą się skręci, omskło mu się"...

A ja, wbita w kąt, czuję się jak więzień, za kratami. Z tym że moje słabe, zawsze mogę wyłamać i skoczyć... Wszak po drugiej stronie tęcza jest, więc może??? Może warto???



Najbardziej boli to, że przylecieli dziś do PL, a do mnie ani słowa... Czymże sobie zasłużyłam??
A Inżynier też coraz mniej czasu ma.
Wydziela go na kartki.
Bo ciężko pracuje. Zawsze ciężko pracował, ale czas miał.

Nevermind...





piątek, 30 sierpnia 2013

Wypakowałam

prawie całą kuchnię.
Odebrałam kartę bezprzewodową. Znaczy się, kupiłam.
Kupiłam szafę do pokoju, będzie taka. Kiedy ją dostanę, nie wiem.





Kupiłam szafę do przedpokoju. O taką, dostanę w środę i w środę zmontują od razu. Bardzo miło robi się zakupy w Black Red White.




Zła jestem, jak osa.
Wrócę, jak mi przejdzie...

Miłego weekendu.




Myśli nieuczesane i skłębione

Znów miałam koszmarne sny, z teściową, Eksem i małym Inżynierem, z brudną wodą i z goniącym mnie lwem. I już wiem dlaczego. Bo jestem głupia cipa i tyle. Tego się nie da ukryć. Z zasady nie jadam wołowiny, ale kiedyś skusiłam się na steki i jeden wrzuciłam do rosołku, bo zwłok wczoraj nie dostałam i gotowałam na skrzydełkach. A że byłam na Manhattanie i włoszczyzna mnie zaatakowała znienacka i podstępem, rosołek musiał być. I tak sobie pyrgolił, a ja sprzątałam i jak wieczorem padłam, to zapach po mieszkaniu się szwędał, bo nie miał nic innego do roboty i... Łakomstwo nie na darmo jest grzechem głównym. Zjadłam ten ugotowany stek na noc. A nie mam już dwudziestu lat i strusiego żołądka!!! Amen. Mam nadzieję, że prawidłowo rozwiązałam zagadkę, a nie że Teściowa, brudna woda i lew to zapowiedź Apokalipsy :(

Zamówiłam, jak pisałam, kartę bezprzewodową w Komputroniku. Ale jak to ja, nie doczytałam drobnym makiem i po paru dniach braku emilka, napisałam, pytając co sie stało z moją kartą. Przyszedł automatyczny emilek, że pan Remi jest na urlopie, że zastępuje go pan Łukasz. No to sobie myślę, zawalony chłop, co będę go bacikiem popędzała, tym bardziej, że bacik mam wciąż zwykły, nie z seks shopu :) A tu surprise i emilek od pana Piotra:
Dzień Dobry

Towar będzie do odbioru dzisiaj po 16.00

Zgodnie z informacją na stronie, termin oczekiwania za tym modelem to 5 dni roboczych.

Uśmiałam się, bo wyobraziłam sobie, jak oczekuję stojąc za tym modelem przez 5 dni... Wiem, wiem, zboczenie zawodowe, ale przecież można czekać na ten model, nieprawdaż?? Albo na tego modela, jak umówię się wreszcie z tym uroczym facetem ze zdjęć ;)
No nic, perełka została na koniec, emilek był nadpisany na emilku pana Łukasza do pana Piotra:

Lukniesz i odpiszesz bo widze ze to Twój sezam


:)


Kiedyś była w jakimś czasopiśmie, nazwy już nie pomnę, bodajże w Przekroju rubryka: Humor z zeszytów.
Teraz może założyć strone: Humor z emilków??

Powiesiłam właśnie pranie i uświadomiłam sobie wieszając, że... moje sznury mają już 30 lat...
Ojapierdole... Jako że zawsze byłam szopem praczem (stwierdzenie dzieci, z których bezlitośnie zrywałam ciuch, jak tylko jedna plamka była, nigdy nie były szczęśliwymi, brudnymi dziećmi, a na widok szopa pracza w zoo zawsze była odgrywana ta sama scenka - tarzali się po trawie, pokazując go paluchem i wrzeszcząc na całe zoo: zobacz, zobacz, kumpel mamy...), więc pierwszą rzeczą jaką musiał zrobić Eks po wprowadzeniu się do tego mieszkania było zawieszenie sznurów w loggii. Wiszą do dziś... I pomyśleć, że w którymś ze stanów USA zakazane jest suszenie prania na powietrzu. Nie mogłabym tam żyć :)

Nic to, lecę na łów... Może dziś upoluję jakąś szafę?? Albo cuś innego??

Trzymajcie kciuki... :)

Weekend nadchodzi wielkimi krokami :)

czwartek, 29 sierpnia 2013

Biegałam dziś

jak koń w Wielkiej Pardubickiej. Szukałam szafy i to naprawdę ciężka praca. Nie znalazłam nic, bo albo za długa, albo za niska, albo za droga. Jeszcze jutro skoczę do BRW, no i muszę odebrać bezprzewodową kartę sieciową, zamówiłam i doszła. Mam dość kabli, kabelków i tej całej plątaniny, co się da - bezprzewodowo.
Chyba się skuszę na taką z Ikei, nie są najtańsze, ale wyglądają solidnie, a wiadomo, chodzi o to, żeby mnie przeżyły. To moje ostatnie meblowanie w życiu, raz, że nie mam już kasy, dwa, że i sił nie staje. Dziś znów wywaliłam tonę papierów, powinnam to była zrobić przed remontem, ale nie było za bardzo ochoty. Teraz już nie mam wyboru, nie ma gdzie schować, a po kątach kolanem nie będę upychała.
Rano, jak wstaję, lecę do dużego pokoju, żeby zobaczyć, czy to nie sen i czy wciąż mam półeczki...
Wczoraj podczas wywalania papierów miałam uczucie, że mam alzheimera. Nawet nie uczucie, ale pewność. I tak sobie myślałam, że poszukam testu zegara, a jak będzie źle, to jednak pójdę do lekarza, może się zlituje i uśpi?? Co rusz znajdowałam kartki z pozdrowieniami od Anny K. z mężem. Żeby nazwisko było, ale nie, nic, Anna K. Pocztówek nawet sporo, datowane na lata 2001-2003. Ki czort?? Dobiła mnie pocztówka z Dublina. Przypominam sobie wszystkie Anny, teściowa była Anna R., jej córka też Anna R.,  a Inżynier poznał kiedyś w necie i zaprzyjaźnił się z Anną R., jako że zbliżyło ich identyczne nazwisko, a ja miałam nadzieję, że będzie z tego chleb. Chleba nie ma, bo się nie da, ale Inżynier ma przyjaciółkę, ja też znam Annę R. i bardzo się lubimy, choć rzadko widujemy :) Szwagierka czasem do mnie kartki pisała, ale nie personalnie do mnie, ale do całej rodziny naszej, no i po mężu jest Anna B. i nie jej pismo. Bo ja poznaje po piśmie, kto pisze, taka uroda tego modelu. I ni chuja żadnej Anny K. w moim życiorysie. Mówię wczoraj KB, że się obawiam o stan zdrowia, a on na to, że no przecież nie pamiętam jak mówiliśmy o meblowaniu. Dobił mnie, ale żeby zabił, to kurka, nie...
I tak cały dzień wraca do mnie ta Anna K. Może w latach tych byłam less i faktycznie nie pamiętam, a ten mąż w podpisie to tylko dla kamuflażu. Wygrzebałam z pamieci wszystkie grzeszki zasługi, ale Anny K. nie pamiętam.
Na dokładkę rano ukradli mo Googla z kompika i mój wkurw osiągnął apogeum.
Tak więc miotam się, a jak dla mnie wciąż jest gorąco, wpadam do chaupki, wstawiam rybę do piekarnika i z motorkiem w dupie sprzątam dalej. Znów kartka od Anny K., tym razem z Włoch. No nie ma wyboru, trzeba iść jutro do lekarza, nawet bez testu zegara.
Ale dzielnie przekładam papierzyska i nagle w ręce trafia mi kalendarz na rok 2003 z Irlandii... I... już wiem, kim jest Anna K., i dlaczego nasz romans trwał tylko 3 lata. Pracowałam z nią w gazecie lata temu, potem gazetę zamknęli i odnalazła mnie parę lat później, bo przeszła na emeryturę po tym i dorabiała w jakiejś gazecie rolniczej (nie pamiętam już tytułu, pamiętam miejsca, gdzie była redakcja). I owa Anna K. raz do roku wyjeżdżała z maużonem na wakacje na miesiąc i zawsze prosiła mnie o zastępstwo w tej gazecie... Czuła się zobowiązana, więc słała kartki na święta, z podróży i z tego Dublina przywiozła mi kalendarz i jakieś słodycze, osiągalne już wtedy w polskim Tesco, ale podkreślała, że to z Irlandii. Potem albo gazetę zamknęli, albo ona zrezygnowała z tej fuchy i kontakt się urwał, bo nie łączyła nas wielka przyjaźń, tylko interesy.
Zatem nie muszę iść jutro do lekarza (ale pójdę, bo mi się piguły kończą).
Nie mam alzheimera.
Jaka ulga.
Bo alzheimera ma Sean Connery. Przykre. On chociaż ma środki na leczenie, a ja byłabym wrzodem na dupie dzieci.
Uffff....
To są skutki uboczne remontu, czytam stare papierzyska i ileż rzeczy wraca. Rodzina męża traktowała mnie zawsze lekceważąco, a z listów Cioci wynika, że gdyby nie ja, szwagier nie postawiłby takiej chałupy, jak chciał, bo wtedy nieważne były pieniądze, ale chody. A moja rodzina, lekceważona na maksa miała dojście do najlepszego klinkieru w Wielkopolsce. Takie to były czasy...
Jak bajka o żelaznym wilku dziś to brzmi.
Warto trzymać stare papiery.
Warto odświeżać pamięć.
Jest ulotna...

środa, 28 sierpnia 2013

Siostro, tlenu!

O tak... Dalej orzę, jak wół w kieracie, zlecenie oficjalne goni zlecenie nieoficjalne, ale będzie kaska, o której chłop nie wie, a i mieszkanie trzeba ogarniać.
Dziś wstałam o 5, zlecenie, książki, zlecenie, śmieci (oj, nawywalalam znów od metra, książki z których już nic nie będzie,  bo się sypią - taki papier, a funduszy na restaurację niet, a i nie warto, bo żadne tam cuda wianki) i już wpada KB, bo trzeba było słupki odebrać.
Ale jeszcze przedtem dzwonek do drzwi i tym razem zobaczyłam dyg listowego (mój zawsze wdzięcznie dyga, może myśli, że napiwek dam?? Daję, jak przychodzi kasa, za przesyłkę nie, bo zazwyczaj albo nie mam kasy, albo mam banknoty).
I co ja paczę??
Sikorka mi dosłała:






Na końcu świata, Skubana, była... :) Też bym się tam wybrała, ale samej na koniec świata cięzko iść...

A przeglądając papierzyska poczułam, że zaraz wrzasnę: siostro, tlenu!!!! Znalazłam papier dla mnie bezcenny, którego szukałam od 10 ponad lat!!!! Przydział na moje mieszkanie :) Jako że zanim podrę lub wyrzucę jakikolwiek papierek oglądam go 10 razy nie wierzyłam, że mogłam coś takiego wyrzucić. W długie zimowe wieczory siadałam i przeglądałam stertę makulatury wte i wewte i nic. Diabeł ogonem nakrył. A dziś pierwsza teczuszka i tadam.... Jest!!! W koszulce, a jakże, wdzięcznie spoczywał na swojej kserokopii. Drżyj, biurwo pierdzistołkowa!!! Już się nie muszę do Ciebie przymilać, żebyś łaskawie raczyła mi to skserować i poświadczyć, że mam przydział.
Mogę z powrotem zameldować Pierworodnego.
Wiem, że meldunek już nie jest potrzebny, ale czasem lepiej go mieć, jak nie mieć.
Błogosławiony remont.
A z kwiatków z oślej łączki znalazłam

Tak Pierworodny w przypływie dobrego humoru zaadresował kopertę do mnie.
Myślicie, że nie doszło?
Doszło :)

I znalazłam dowód mojej wszechstronności (a co, bylam kiedyś młoda i dzielna)





i miałam te osiagnięcia na koncie ;)

A profesor Jakubek do końca życia nie zapomnę... Uczyła też WF i była jedyną z wuefistek, która nie zapisywała kiedy ćwiczyłyśmy, a kiedy nie i nie komentowała: znowu masz okres?? Ja miałam zawsze, całe życie długi, ponad 7 dni. I zawsze jak burak, jak wuefistka karciła: Stara Jędzo, zrób coś z tym, może do ginekologa?? A profesor Jakubek (uczyła jeszcze moją Mamę) zawsze mówiła: to posiedź, dziecko na ławeczce, oszczędzaj się, będziesz matką... Za mojej młodości nie było tamponów...
Ale to taka dygresja.
Bo potem zjawił się KB i pojechaliśmy odebrać słupki i do Agaty, gdzie zamiast szafy do przedpokoju kupiłam.... szafę do pokoju. Szafa do przedpokoju, która mi pasowała była dostępna tylko z wystawki, a nauczona doświadczeniem nie pokusiłam się na 100 zł rabatu. Szafę obtłukło już pół Poznania i z pierdyliard gości z Lubonia, Swarzędza i innych miast wokól mojej wioski. Poszukam innej, nie pali się :D 
A że towarzyszyła nam tęcza na cale niebo (nie sfociłam całej, bo telefon jest jaki jest), a momentami nawet podwójna




wielka, cudowna i tęczowa, co wzięłam za nomen omen...
stwierdziłam, że KB ma rację i powinnam wrócić do dużego pokoju, bo niby po co się kisić w klaustrofobicznym, skoro mam specjalną świetlistą farbę na ścianie, wypasioną biblioteczkę, winobluszcz i może roletki doczekam??
Mądre słowa KB: gości masz na ruski rok, jak chcą, niech się w małym pokoiku kiszą. Tu i tam kanapa dwuosobowa. Niechciani szybciej się wyniosą. Ma chłopak rację. Mieszkanie jest dla mnie, nie dla gości.
I zatem to ja będę miała nową kanapę, choć Baran lubi na starej sypiać. Zatem on doceni mały pokój jako pokój gościnny.
I tak kolejna nowa koncepcja :)


wtorek, 27 sierpnia 2013

Koń po westernie

to ma luz.
Poleciałam do miasta w związku z niedziałającymi bankomatami, bo kto mi zadzwoni, jak mi coś pierdyknie?? Wypłaciłam kasę w oddziale, na szczęście nie było kłopotów, tam zawsze mogę liczyć na pomoc i kurcgalopkiem poleciałam do domu, węsząc w każdym złodzieja, co babcię Starą Jędzę zaciuka dla marnych paru groszy. Ale o dziwo, nikt nie zaciukał, więc poleciałam po chlebek i w międzyczasie (a wyobraźnia pracowała, jak to gniję na stołku w przedpokoju, co by domofon słyszeć) dostałam SMS, czy mogą przyjechać o 13 zamiast między 14 a 15 :) Wrzuciłam turbodoładowanie i  doleciałam do domku, mokra jak szara mysz, a o 12.57 już byli. O 13.59 wychodzili, zostawiając za sobą... cuda wianki...

Ojapierdolę... :) Miszczowie, bez dwóch zdań, warci swoich pieniędzy. Z pleckami mi zrobili i specjalnie wzmocnione półeczki, żeby się trzymały... Ojapierdolę, orgazm miałam bez chłopa :D
Miszcz skrytykował moją kuchnię, że masówka, no ale mnie na tyle orgazmów nie stać, bo sam się zaśmiał, że nie zrobi mi kuchni za tę cenę.
Zatem:

Before:







After


  Poszli, a ja rzuciłam się do roboty i po 6 godzinach latania po drabince i wdychania tony kurzu (odkrywałam perełki wydawnicze, muszę dzieciom powiedzieć, że zanim wszystko obleją naftą i podpalą pod śmietnikiem, powinny spojrzeć na rok wydania i pokulać się do antykwariatu), wywalając to co zupełnie nie ma wartości, zostalam z

 pięknie, pięknie, ale drugie tyle czeka na podłodze, rozmnożyły się jak króliki, czy cuś??  Ojapierdolę...
Niech mnie ktoś zabije... :|

poniedziałek, 26 sierpnia 2013

Do łazienki

wchodzimy w okularach przeciwsłonecznych, tak wyczyściłam kafelki :) A podłogę szorowałam na kolanach (nie pamiętam, kiedy ostatnio tak szorowałam), a i o dziwo, wstawanie z podłogi, chociaż z podparciem idzie mi coraz raźniej. Odsunęłam pralkę, co by za nią wyczyścić i tadam, padła rura odprowadzająca wodę. Pojechałam do Praktikera, ale koleś z działu sanitarnego był okropny, więc kupiłam tylko poxicilline czy jak się to tam zwie i prowizorycznie zamontowałam rurę, nie za dobrze. Ale może na horyzoncie pojawi się jakaś dobra dusza i pojadę po rurę :)
Sikorkę zgwałciłam. Zadzwoniła i tadam... stolarz się na jutro (odpukać, odpukać, odpukać) obiecał, więc tak jakby coś drgnęło.
Jak byłam w  Praktikerze, listowy był z przesyłką od Joli T. i zostawił awizo, bo mu się w szparę unijną nie mieściła. Co za kretyn tę szparę wymyślił, kiedyś listowy otwierał wszystkie drzwiczki i wkładał spokojnie takie przesyłki, a teraz on ma robotę dodatkową, bo musi wjechać do domu i stwierdzić, że mnie nie ma, awizo wypisać, a ja z awizem zapieprzać na pocztę.
Ale warto było.
Zostałam właścicielką dwóch pięknych

niestety, muszą poczekać na półeczkę...

Ale cieszą oko przed monitorkiem i przypominają, że mam dużo takich skarbów, tylko GDZIE?? :)

Wracam do domu i dopada mnie emilek, że jest pracki po kokardę i dobrze, bo kasa się kończy, a jeszcze tyle planów mam. A wiadomo, pieniądze zarabia się po to, żeby je wydawać, więc dokończyłam łazienkę i zabrałam się za kasę o której chłop nie wie. Nudne jak flaki z olejem, ale co tam, pecunia non olet, będzie na roletki :)
Stolarz chce z łapy do papy (a tak kurde, narzekają na życie, a ja wszystko mam na koncie udokumentowane, każdą złotówkę, a oni proszę...), po poczcie poszłam do bankomatu, a tam tragedyja. Bankomaty w całym mieście ponoć padły, działa tylko PKO (i to nie wiadomo które), ale nic to. Zdążę rano do banku jak coś... :)

Więc od juterka z motorkiem w dupie, bo obiecałam w pracce i może coś będzie, mają mało czasu, praca, o której chłop nie wie i stolarz, a zatem potem przerzucenie tony książek i gratów.
Powolutku, pomalutku ;)
Jolu, dziękuję :)

niedziela, 25 sierpnia 2013

Blady świt

zastał mnie na mrówczej pracy, ogarniałam zlecone. Nie tak, jak te majstry, co to odwalają fuszerkę. Jest robota, jest termin, nieważne, święto czy dzień powszechni, pracuję. A że jestem skowronkiem, najlepiej pracuje mi się z rana.
I co potem zrobić z tak pięknie rozpoczętym dniem, skoro nawet obiadu nie muszę gotować? Jako że haniebnie zaniedbuję moich Umarlaków, postanowiłam odwiedzić wujka Mietka, świeczuszkę mu zapalić, co by się tam na mnie na górze nie gniewali za bardzo.
No i pojechała...
I tak szłam sobie przez niedzielną wioskę, jeszcze pustą, bo jeszcze lato i po raz pierwszy od dawna cykałam fotki...


Jeszcze nie wszędzie dojrzało, ale już niedaleko i kasztany już są...

I Podgórną zdobyłam, czego nienawidzę.
Nowa galeria (nawet nazwy nie pamiętam, nie byłam w niej nigdy) już skończona, przypomina mi Titanica. Ponoć ma taras widokowy, ale... :)


Szłam gapiąc się do góry i niespodziewajkę znalazłam, Bank Włościański

I takie zboczuchy strzegące wejścia do niego...


Golasy, publicznie się obmacują, a ponoć kiedyś pornografii dziecięcej nie było ;)

A już kawałek dalej (to samo centrum miasta, kiedyś pełne sklepów i tętniące życiem, kawiarnie, sklepy, tłumy ludzi)

Tu jeszcze wygląda jako tako, Okrąglak odrestaurowany


I buda Inżyniera od góry fason trzyma, ale na dole już nie bardzo, a przecież tam jest monitoring!!!


I kawałeczek dalej poczułam się jak w slumsach...



Bo jak inaczej to nazwać??
Jedyne sklepy w okolicy to Żabki, Biedronki i Małpki Ekspress. Ojapierdolę. Małpki to nowy wynalazek Świtalskiego, tego od Elektromisu i innych cudów wianków...
I kawałeczek i znów inny świat

Koło opery otworzyli nową knajpkę, Tosca, ale... ceny z sufitu. Śniadanie za 37 zł, to ja dziękuję, postoję :)
Ale kwiatki ładne posadzili

I tak się dokulałam do celu, lampkę zapaliłam

o, to ta zielona,

orzełkowi sweet focie zrobiłam

i pan kierowca był uprzejmy poczekać, aż ziając i sapiąc i trzęsąc kubańskim tyłkiem doleciałam do autobusu, za co mu pięknie dziękuję, bo na następny musiałabym 20 minut czekać, a Inżynier już o randkę prosił...
Porandkowałam, potem zajęłam się leniuchowaniem i tak minęła mi ostatnia sierpniowa niedziela.
Nieoficjalne źródła donoszą, że Pierworodny będzie w PL w przyszłą sobotę. A u mnie nawet kanapy nie ma...
Nic to, oficjalnie nic mi o tym nie wiadomo, ale jest mi przykro. I tyle w temacie...




sobota, 24 sierpnia 2013

Kuchnia

ucywilizowała się, a ja... padam na pysk. Czytałam dziś jakieś czasopismo o rehabilitacji, nie że chciałam i mnie to kręci, znów jestem chora po lekturze, uświadamiając sobie, co mnie ominęło, a co mnie może jeszcze czekać.
No, ale za to mi płacą, a panamajstrowe wybryki trzeba jakoś pokryć, a i jak chce się zaszaleć, to kasę też trzeba mieć, nieprawdaż??
Pierwsze kwiaty od wieków w chałupce, fakt, że nietypowo, bo na oknie, ale nieważne. Domek załapał się na mieczyki jeszcze (uwielbiam mieczyki, Mama też je kochała, może dlatego, że była Mieczysława??, wujek też Mietek ;) i astry, jesienne astry, mówiące znów, że lato minęło i nadchodzą te trudne dni, piękne, ale trudne. I że darowano mi kolejną wiosnę i lato...
Mój wczorajszy wyskok z gotowaniem zaprocentował, odgrzałam tylko i mam gotowy obiad.
Jutro następna gazetka, dziś już nic nie zrobię, nie chce mi się, zresztę termin dopiero na poniedziałek, a ile można?? I na juterko też mam obiad, a i pułk wojska mogę nakarmić... Rozrzutna kobieta :D


A kuchnia wygląda tak:








Trzeba jeszcze koło kafelków pomalować i nad szafkami, tam gdzie "artysta" pobrudził i nadziurawił, ale to czeka na wolny czas KB, bo ściana nie jest gładka, a ja malować umiem, ale wygładzać nie chcę, bo coś spieprzę i zabawa zacznie się od nowa. Da się z tym żyć... I roletki będą, nie wiem kiedy, ale będą :D

Podoba mi się... :)

piątek, 23 sierpnia 2013

Piąteczek

po porannym zrywie płynie leniwie. Porobiłam zakupy chemiczne, chemii idzie u mnie ostatnio multum, i spożywcze na weekend, jutro tylko chleb i pomidorki i nie będę kolędować w kolejkach. Siłą rozpędu zrobiłam powidła do słoików i męczę się z bryftanną, bo się trochę przypaliła i za Chiny Ludowe nie mogę odskrobać. Jakiś sposób??
A na targu przede mną w kolejce stał tatuowany gość. Nie gapię się na tatuaże, podobają mi się, ale jak jest coś napisane, muszę przeczytać. Gość we wszystkich odkrytych miejscach miał tatuaże po hebrajsku (uczyłam sie, ale nic nie pamiętam), jakimiś arabskimi robaczkami i coś chińsko-japońskiego, też nie znam :) Nie wiadomo, co tam za hasełka miał, może coś mądrego, a może tak głupiego, że jak trafi na znającego język to go wyśmieje, albo co gorsza, facjatę mu obije?? Bo ja miałam ochotę dać mu w mordę, choć wiem, damie nie przystoi i nie miałabym żadnych szans, położyłby mnie jednym palcem. Za co?? Ano, na nadgarstku pięknym gotykiem miał wytatuowane "Gott mit uns". Ja wiem, że to hasło ze Starego Testamentu, że nie zawsze kojarzyło się tak fatalnie. Ale... Jak dla mnie, w tym kraju, bardzo nie na miejscu. Nie osądzam Niemców, ale wciąż pamiętam, że odebrano mi wujka, a moim najbliższym brata. Że dzieciństwo mojej Mamy upłynęło na służbie, że nabawiła się tam reumatyzmu, który ją zabił. Nie zieję nienawiścią, ale... pamiętam.
I na osiedlu moim

Ile kotecków widzisz??

Zamelinował się...





Co się paczysz?? legnij koło mnie, gorąco...


 Nawet jaja w Internecie. Koniec świata :)
A na weekend proponuję, żebyście wypili ze mną zdrowie wszystkich majstrów ;)




Prosit :)


Update

Papryczka nadziewana...





Mlask :) Zielonych już nie ma...



Brudasinka

Tak mówił Inżynier, jak się wymorusał do niemożliwości: mamo, jestem brudasinka, co miało znaczyć, że jest brudną świnką :)
No i dziś jestem brudasinka. Wstałam o 6.30, jeść mi się nie chciało, zajrzałam na balkon i... ruszyłam do boju. Uprzątnęłam graty, pomyłam, popakowałam, podwiązałam winobluszcz, podcięłam, ogarnęłam. Właśnie skończyłam, przejechałam ręką po włosach, mam tonę kurzu, kiecka do prania, a ja do wanny. Jeszcze trzeba tylko wynieść starą szafkę, ale to już albo KB, albo któryś z chłopców zrobi, jak wlecą, nie będę się wygłupiać.
Idę dalej ogarniać tę kuwetę, jeszcze sporo przede mną, ale powolutku, pomalutku...
Będzie dobrze :)

czwartek, 22 sierpnia 2013

Pogadałam

z Baranem.
Dobrze mieć Przyjaciela.
I miejsce w samochodzie, jak coś :)
Trzymam kciuki i dziękuję, że jesteś :*

Uderz w stół...

... a nożyce się odezwą.

Dostałam od majstra SMS, że mam go nie opisywać w necie :)
Ciekawe skąd wie, że mam bloga?
I zniknęły wszystkie zdjęcia jego niedoróbek.

Coś mi śmierdzi.

Jak jeszcze raz znikną zdjęcia, zgłoszę włamanie na bloga.
To wolny kraj, a ja namiarów personalnych majstra nie dałam.
Jak zdjęcia znikną jeszcze raz - podam.

Jakie rześkie

są teraz poranki, wylazłam na balkon i miałam ochotę krzyczeć. Z radości, że żyję.
W nocy męczyły mnie koszmary, śniła mi się brudna woda, a dokładniej Warta, wezbrana i spieniona, płynąca pod Mostem Teatralnym, na którym byłam ze Słonkiem i Wąsaczem. Zobaczymy, zapowiedzią jakich przykrości była, bo dużo mam dziś na głowie: dentysta (oj, tam wszystko schrzanione na maksa) i Black Red White, cisza w sprawie kanapy, pojadę i zapytam. Mam nadzieję, że to tylko dwa możliwe warianty kłopotów, ale któż wie, co przyniesie życie. I śniły mi się moje dzieci, jako małe dzieci, to też kłopoty. Wiem, wiem, kto wierzy w gusła temu dupa uschła, ale dlaczego w poniedziałek, jak rozwalał moją kuchnię miałam takie uczucie dławienia, lęku i niepokoju?? Ta taśma, którą przykleił nie daje się niczym oczyścić, spróbuję jeszcze denaturatem, ale muszę go najpierw kupić. I w najgorszym wypadku KB przykręci tam listwę, jak będzie musiał. Przecież jak widział, że klej do dupy, to po co kleił?? Jak bardzo nierozgarniętym trzeba być :(
On by pewno coś wymyślił, złota demolująca rączka :)
Powidła pyrkoca i pachną, słońce zagląda do mieszkania.
Jeszcze dziś umyję okno w kuchni, ale to po południu, bo na słońcu zacieki mi się porobią. W sumie kuchnia jeszcze do pomalowania odłupanych kątów i już funkcjonuje. Jeszcze pewno po kątach jakieś rzeczy znajdę, wazony (mam na nie miejsce w szafce zaklepane) czekają na wydostanie z balkonu.
Pozostaje mi czekanie na wolny czas KB.
Na odebranie słupków.
Zamówienie szafy i montaż.
Stolarza.
Zamówienie roletek. To już będzie kosmetyka.
I stół, krzesła.
Odebranie wywiezionych do KB gratów.
Przemeblowanie małego pokoju.
I potem można już klapnąć z herbatką.
Albo i piwkiem, dlaczemu nie??? :)
Jest jeszcze lato, ale takie dojrzałe, pełne. Stateczne. Owocujące.
Moje lato też takie było.
Nawet nie połaziłam z aparatem.
Zero imprez.
Ale...
Jest cudnie.
Choć już życia psia mać, popołudnie. Jest cudnie.
A może wieczór już?
Wieczór przyjść musi, duszo moja, to daremne...
Dzięki Ci, życie, że mogłam dojść aż tak daleko :)


PS Niezła ze mnie blondynka (tak, Bossie, PS bez żadnych kropek, proszę nie poprawiać swojej wykwalifikowanej siły roboczej). Jako Szkotka wyrzucona ze Szkocji za skąpstwo mam zwyczaj wyłączać na noc wszystko, co świeci. No i wyłączyłam wieczorkiem zasilacz od kuchenki, a rano zastanawiam się, za jakie grzechy odcięli mi gaz, albo co się spsuło, że się nie zapala?? Biorę zapalniczkę - gaz jest. Przycisk nie działa. Spsuł się, jasny gwint. Duszę, duszę i nic. No trudno. Wtem co ja paczę?? Zasilacz nie świeci... Brunetki, blondynki, ja wszystkie was dziewczynki, tylko rude to już nie :(.... A co dopiero siwe :(


środa, 21 sierpnia 2013

Trzy "P" rządzą...

Trzy "P", bo nazwisko mam na "P", powidła smażę i piwko popijam...
Żyć, nie umierać :)







Tak wyglądają dziewicze powidła...

Rano zauważyłam, że obił próg listwą, ale schyliłam się i co ja paczę?? Listwę za mało dociął i uszkodził boczną ścianę. Niewiele, nie widać bez schylenia, ale jednak.
W pracy dziś wszyscy mówili, że jestem inna. A jaka miałam być, jak wiedziałam, że NIC już nie zniszczy, że już nie muszę się niczym martwić?? Zatem spokojnie zamknęłam, żartując z ludźmi i szefostwem,
Jedyny pożytek z nerwów, że mi 5 kilo zjechało w dół, znienacka :D
Trzeba było majstra nie wywalać, zanim nie schudłam jeszcze ze 30 kilo :)
Ale to byłaby bardzo droga kuracja odchudzająca.
Wracając z pracy stałam się posiadaczką




Nie chcę jej, wściekam się, ale już teraz są kolejki pod punktami jej wydawania,  a co będzie, jak zbliży się termin, że komkarty stracą ważność, wrócą uczniowie i studenci?? Moją wydawała mi w punkcie 20 minut!!! A wniosek złożyłam przez Internet i miałam tylko odebrać na pętli. Podpisałam więcej papiórków niż w banku przy kredycie. Komkartę mam jeszcze do września, od września jeżdżę już na PEKĘ. Na złożeniu podania zaważyło, że znalazłam fotkę sprzed 8 lat w formacie elektronicznym, więc zaoszczędziłam na zdjęciu :D Podziwać Starą Jędzę, jak jeszcze ruda była. To se ne vrati.
W jubileuszowym numerze widać już siwą, grubą Starą Jędzę :D
Ale i tak nikt ze znajomych go nie kupi, więc spoko wodza.
U mnie już powoli pachnie jesienią, bo to i powidła (a KB grozi, że ma jeszcze duuuużo śliwek, ale ja mu dałam wszystkie moje puste słoiki!!!), a i kasztanowce u mnie już jesienne, bo zżera je ten robal

I zachody słońca też jesienne, dzień coraz krótszy jest.


Ale cieszę się, że w jesienne wieczory będę sobie parzyła herbatkę o tu

(bałaganu na oknie nie będzie).

I... Z prawd świętych do zapamiętania: rosół z kościami to zupa, a chłop z wąsami to dupa. Eks, jak się w nim zakochałam, miał wąsy, ślub brałam z wąsatym, ale od czegóż dobra motywacja i argumenty?? Zgolił je w trymiga. Nie mówię o zalotnych wąsikach młodych męskich piersi :) Mówię o sumiastych wąsach panów 50+. Wszyscy znani mi - niezależnie od profesji i wykształcenia sumiaści wąsacze są do... :) Dośpiewajcie sobie. Wszyscy majstrowie o kant dupy ich potłuc mieli wąsy. I śmierdzieli fajkami. Takim zatęchłym, niekąpanym smrodem, fuj... I myśleli, że są męscy i ojapierdolę, Tfuuuuuuuujjjjjjjjj..... :)
Nic dziwnego, że przerzucam się czasami na dziewczynki.
Ale jestem już po drugiej warce - w promocji w Żabce za 10,99 :)

Więc nie brać wszystkiego serio, ale i tak prawda: rosół z kościami to zupa :)


Update

Teraz już pachnie...




wtorek, 20 sierpnia 2013

Wleciał

KB, jak zwykle spóźniony i co zrobił?? Śliwek mi paskudny nawiózł, jak ja mam jeszcze powidła z ubiegłego roku :> Trudno, będę smażyć.
Obejrzał szkody, powiedział, że nie, nie przesadziłam, ale że dojdziemy ze wszystkim powoli do ładu. Że powoli, to wiem, bo on z tych co szybko żyją...
Ale nic to.
Pojechaliśmy do Leroy i kupiłam dwa słupki :) Wenge łączone z białym, więc się ładnie skomponuje w łazience, tyle że... do odbioru dopiero w przyszłym tygodniu, ale już zadatkowałam, bo okazja była, jeden słupek 135 zł, więc mam dwa w cenie jednego w sumie, bo z innych modeli były od 300 za jeden.
Potem polecieliśmy do Agaty i ojapierdolę, ile szaf. Zatem nie robimy żadnej złotorączkowej, kupujemy gotowca. Ceny niewygórowane w granicach 1000 niecałego, a i za 600 zł były całkiem całkiem. Mieliśmy tylko 10 minut do zamknięcia sklepu, więc nie widzieliśmy wszystkiego, ale jestem pewna, że tam kupię. Montaż kosztuje 10% ceny szafy, zrobią od razu, więc zaoszczędzę na niezatrudnianiu majstra, bo pewnie ze 3 dni by montował, jak nie dłużej i jeszcze nie wiadomo, co by przy tym rąbnął.
Rurki przy baterii są zakrzywione, a ponoc zakrzywione można wymieniać bez kucia, zatem olał sprawę. Ale i tak trzeba baterię rozkręcić i jeszcze raz zakręcić. Może kombinował, skręcając byle jak, że każę mu to zrobić jeszcze raz i ze dwie dniówki wlecą??
Ten dynks, co zepsuł spróbuję sama kupić. Bez łaski :)
Rozpakowałam jeden karton, zanim KB przyjechał, teraz skończyłam mycie szklanek i... wycieram je :) Ja, zaciekły wróg wycierania. Ale mam za mało miejsca na osączarce, nie mam wyboru, wycieram.
W tym całym bajzlu urok polega na tym, że żaden dziad mi nie wejdzie znów, nie będzie smrodził ćmikami, zostawiał podniesionej deski w kibli i wycierał rąk w ten sam ręcznik, co ja :)

Kocham bałagan i nieuporządkowane życie :)

Poszedł

Przyszedł, o dziwo, 3 minuty przed czasem, co mu się nigdy dotąd nie zdarzyło. Nie odezwał się słowem, a ja nie wytykałam, bo... moje ciśnienie jest dla mnie cenne.
Zabrał manele i poszedł, jednego przepraszam za zniszczenia. Nic.
Jak fajnie mieć dom. Nie wiem, co będzie dalej.
KB będzie żałował, bo chciał z nim rozmawiać, ale może to i lepiej, że nie rozmawiali.
Będę sama usuwać usterki w miarę możliwości.
Malowałam już sama, więc poradzę sobie z tym.

Czuję ulgę, nie muszę się już bać SMS: Stara Jędzo, sprawa sie rypła, ale coś wymyślę...


Zwolniłam go

Przysłał SMS, że już jedzie, że ma "koncowke do bateri, wymalowac i nad szafkami zrodie". Pisownia oryginalna. Odpisałam grzecznie, że nie, że nie chcę końcówki żadnej, że mieszkanie zamknęłam, z jego usług rezygnuję, a narzędzia będzie mógł odebrać, jak znajdę czas. Odpisał OK :) No i OK, teraz spokojnie siedzę i robie swoje.

Nikt mi mieszkania nie demoluje.

KB wleci. Pomaluje, umie chłopak i wiem, że malując nie sprowokuje kolejnego nieszczęścia. Dziury nad szafkami też ogarnie, bo to grzeczne dziecko jest. Będzie dobrze. Na razie krany zostaną, jak są. Aż znajdziemy hydraulika. Inżynier twierdzi, że żeby wymienić te zaśniedziałe rurki, trzeba ściany kuć. Czy to prawda??
To mógł nie zakładać, jak nie pasowało, można zawsze inne baterie kupić. Ale już wkręcił. Trudno.
Idę szukać (w necie) środka do czyszczenia śniedzi. A co. Sama zrobię. Kupę kasy zaoszczędzę :) I będę Wam opowiadała, jaka to genialna ze mnie złota rączka :)


Czyż nie dobija się koni??

A nowiuteńką baterię zamontował na starych częściach tak:




Utalentowany, nieprawdaż?? :)
Nie śpię od 3 w nocy.

Jak pięknie pada deszcz...

poniedziałek, 19 sierpnia 2013

Ojaciebiedokwadratupierdolę...

Ubrawszy rano kieckę, pomknęłam chyżo do pracki, gdzie ochom i achom nie było końca, że srutututu majtki z drutu :) Nawet powiedzieli, że się zakładali, jaki t-shirt będę miała. Ponuro odrzekłam, że trzeba było kasę obstawiać, zgarnęłabym cała pulę :) No nic. Wciąz miałam nieokreślone uczucie, że coś złego się stanie. Poleźliśmy całą redakcją pod Arenę, gdzie wesoło spędziliśmy 2 godziny na robieniu sweet foci. Rezultatów jeszcze nie widziałam, ale będą. W druku. Ojapierdolę.
Po powrocie do pracy zaczął się młynek, i wtem sruuu... SMS. Od - a jakże - cudowianki majstra.
Witam p. Stara Jędzo. Dzisiaj miałem pechowy dzień. Uszkodziłem baterię wannową coś wymyślę. Drzwi zrobię jutro gratis. Jestem wściekły.

OJAPIERDOLĘ. On jest wściekły?? SMS poleciały z szybkością karabinu maszynowego, że ma nic nie robić i nie wymyślać, że ma zostawić moje drzwi w spokoju i że dam znać, jak skończę pracę.
Nie dałam.
Nie dam dziadowi ANI złotówki.
Baterię



 kupiłam w promocji za 80 zł. Teraz kosztuje prawie 300. To dobra bateria, z Armatury Kraków i nie chcę żadnego "coś wymyślę", nie mam ochoty zalać sąsiadów.
Ścianę otynkował, schnie. Byle jak. Ale nie szkodzi, od czwartku mam wolne, pojadę, kupię siateczkę do ścierania, widziałam jak malarz robił i sama pomaluję ten kawałek. Umiem.

Powiedział, że nie uszczelniać silikonem, że taśma lepsza. Kupiłam taśme. 39 zyla za pudełko.
I co??
Okleił.





Tylko szafkę, zlewu już nie. I coś czarnego i klejkiego jest na wierzchu.

Chuj mu w oko i niech się miarowo rusza.
Znajdę warsztat, zapłacę. Dostanę gwarancję. Założą mi baterię. Albo Inżynier założy.

Teraz tylko autoryzowane ekipy, dające gwarancję mają wstęp. Niesrające mi po kątach, niekorzystające z mojej lodówki, kibla i ręczników tygodniami.
KONIEC!!!
Naruszę kredyt, zapłacę, chcę mieć GWARANCJĘ. A złote rączki niech zdychają z głodu, szukają frajerów albo idą na kasę do Biedronki.
A chuj w oku niech im się miarowo rusza...

Amen.

Jednak jestem chytra. Dałam tylko jeden klucz. Jutro zamknę mieszkanie na 2, jak chce narzędzia, niech czeka, aż wrócę. Jestem kobietą cieżko pracującą na takich darmozjadów, ale mówię stanowczo i wyraźnie: RAUS.
Po niemiecku, bo nie lubi Niemców...

PS Właśnie zauważyłam, że nową baterię nad umywalką zamontował na STARYCH śrubach, zaśniedziałych, na starych okuciach. W zestawie w pudełku są nowe.
Nie wytrzymam !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

niedziela, 18 sierpnia 2013

Dziady na Madagaskar

Dżunglę karczować.
Wszystkie pozostałe prace będą robić ekipy sklepowe, ile by nie brały, taniej, szybciej i można reklamować.
Ponoć skończy poprawki jutro.
Zobaczymy.
Ma jeszcze założyć dwa krany, co je Demolka zepsuł, zamontować obicie na drzwi i do widzenia ślepa Genia.
Jeszcze nie przeniosłam wszystkiego, a już mam pełne szafki w kuchni, ojapierdolę.
Kładę ci ja papier na szafki i co ja widzę?? Ściany pomazane ołówkiem, dziury wybite byle jak, brudno. Chłopcy moi, jak wieszali szafki, to mikrusy jeszcze byli i żadne tam złote rączki co to kibel mają wytapetowany dyplomami, a zawiesili elegancko. Że nie widać?? Ale ja wiem!!!
Chuj mu w oko i kotwica w plecy.
Pojechałam wczoraj do Castoramy, bo miał kupić brakujące zawiasy, ale nie kupił, bo... pani rozumie, mam gości. Ma samochód, dojeżdża do Castoramy w 3 minuty. Ja jadę godzinę w jedną stronę. Olać, pojechałam, korona mi z głowy nie zleci. Chuj mu w drugie oko. Kupiłam zawiasy (przedtem wleciałam do sklepu na osiedlu, ale panienka "nie wie", "nie zna się", a tipsy miała takie, że nie wiem, jak ona dupę podciera, bo ja bym całe gówno za paznokciami miała :)
I kupiłam sobie już


A co, na kanapie da się usiąść, w miarę ogarnięte, więc welcome :)

Wchodzę do mieszkania i od proga przyklejam się do podłogi, a nienawidzę klejkiego. Więc pytam, co się wylało, a on, że zdjął stare obicie z drzwi i coś wypadło... Kurwa... Wypadła pianka, zdobyta w latach 80., kiedy nic nie było, która przez te prawie 30 lat starła się na pył. Klejka, bo... była klejka, bo to odpady były od produkcji elektrod do EKG, które szwagier robił... Ojapierdolę. Na kolanach ścierałam, modląc się, żeby zeszło z moich nowych, pięknych paneli. Zeszło. Majster Rąbnięty (bo żaden z niego Anioł, jak widać) dwa ćmiki w tym czasie spalił. A co, w ciągu 3 godzin, które "pracował" spalił ich osiem. Wiem, bo wywalił mi je do KUBŁA, więc nie zdzierżyłam i mordę wydarłam, że ma zostawić na balkonie, a nie, że się w mieszkaniu duszę od fetoru. Też stwierdził, że jestem dziwna, zainkasował za "ciężką" pracę w piątek i sobotę 100 zł i poszedł... KURWA...
Dziś ogarnęłam na maksa kuchnię, co mogłam, umyłam lodówkę, pojechałam do Praktikera i do Ikei, mam cztery fajne kubełki na śmieci, mieszczą się pod zlewem, a ja mogę swobodnie segregować śmieci i nic mi się po mieszkaniu nie wala :)





Ogarnęłam, mamrocąc, bo tak jak nienawidzę składania kartonów, tak jeszcze bardziej nienawidzę ich rozkładania, wolałabym kamienie na drodze tłuc, ale kartony pożyczone, muszę oddać. Później łapię za miotłę i co jest, KURWA grane?? Miotła nie zamiata, nowiutka, za całe 30 zyla... Co ja paczę??? Rąbnięty zamiast piankę zmieść starą, zniszczoną remontem miotłą (stała OBOK nowej) zamiótł nową ( 4 dni miała) i zniszczył ją dokumentnie. Na amen. Zeszła w niemowlęctwie i boleśnie.
Zmorka ma rację.
Dziady są do niczego. Nie mają opcji: myślę.
Zapomniałam o naukach babci: kupuj drogo, boś biedna.
Biorę ekipę, mam rachunek i prawo do reklamacji.
A te dziady to tylko erotomany gawędziarze, co to nie oni i jak to nie oni, kiedyś tam... Coś tam...
Jestem starsza od nich i mam pracę. Jestem cenionym pracownikiem, nie mam się czego wstydzić, nikt mnie nie zwalania i nikt nie chce żebym szła na emeryturę.
Im zaś zawsze pod górkę i pracodawca ich wyzyskuje. I zwalnia.
2 papierosy na godzinę, każdy po 10 minut, to 20 minut, efektywnie pracuje więc 40, zakładając, że jeszcze do kibla nie poleci. Jak ma przerost prostaty, to tam parę minut też urwie, jak ma zatwardzenie - również. Więc 15 zł to wygórowana stawka, jak dla mnie.
A właśnie, ZUS mi przysłał "orientacyjne" wyliczenie emerytury. 795 zł.
Ojapierdolę. :)
Ale będę się martwiła, jak już na nią przejdę, a co tam :)

I tak wciąż chuj bombki strzela i świąt nie będzie.

Przepraszam za wulgaryzmy we wpisie, w nadmiarze.
Na co dzień tyle nie klnę, ale czasami człowiek musi, inaczej się udusi :)




piątek, 16 sierpnia 2013

Nie ma już nic....

Przysłał mi SMS, że brakuje mu 1 cm, ale że coś wymyśli.
Potem przysłał SMS, że szafki weszły, ale poszło 5 kafelków.
Że je w domu przytnie.
Że jutro wklei.
Ciekawe, ile jeszcze ze mnie zedrze za nicnierobienie????
Kurwa, nie mógł przyciąc i od razu przykleić??
Powiedział, że mogę wstawiać naczynia już... ale... nie przykręcił blatów!!!!!
I tak paskudnie wbijał plecki do szafki, że podziurawił dno szafki wiszącej.
Proszę mi nie mówić, że będzie dobrze, bo nic nie jest dobrze!!!

To już koniec!!!!

Nie dam rady :(