w wojenkę z Pocztą Polską. W ubiegłym tygodniu miałam awizo w skrzynce, mimo że siedziałam w domu. Dziś to samo. A ta przesyłka od Zmorki na wycieraczce? Dziś przelała się czara goryczy, bo specjalnie pilnowałam dzwonka, a i tak złażąc na dół znalazłam awizo. To kij w oko listowemu.
Myślę, że leci po domofonach, a domofonu to ja akurat nie słyszę.
Poszłam więc na pocztę, bo choć przypuszczałam, co przyszło, nie lubię poleconych i a nuż jakaś świńska sprawa. Obudzę się w nocy i będę się wkurzała.
I wkładając awizo zauważyłam, że mogę sobie zażyczyć wrzucania poleconych do skrzynki. I takoż na poczcie zarządziłam. Pani okienkowa mówi, że to dla listowego kłopot. A ja na to słodko, że dla mnie jest kłopotem kolędowanie w kolejce. Poczta mała, ciasna, zaduch i kolejka emerytów o każdej porze z pierdyliardem rachunków i innych świstków. Rozumiem, że nie ogarniają bankowości netowej, mogą nie mieć ani komputera, ani wnuczka z kompikiem.
Ale nie po to mam konto bankowe, żeby kolędować i nie po to siedzę w domu czekając na przesyłkę, żeby awizo wyciągać.
Jak kasa jest, to łazi do oporu, bo napiwek, of course.
W dupie to mam. Wypełniłam druczek i pytam, gdzie wpisać emilka do powiadomień. A z okienka idzie wzdech, że ona musi druczku kolejnego szukać, że listowy ma kłopot i że SMS. Jest opcja: emilek albo SMS. Chcę emilka i wali mnie to, jak go wyślą :D
Wzdech, kolejka nóżkami drobi, pani druczku szuka, a ja mam to w nosie. Jednostka aspołeczna jestem i raz mam prawo powoli załatwiać. Nie wyszłam z okienka, druczek wypełniłam przy okienku. Nie będę się kolejny raz przepychała ani też stała, bo ogonek się rozrósł.
Załatwiłam. Dostałam naklejkę - literkę R na skrzynkę i każdy polecony tam wyląduje, no chyba że za potwierdzeniem odbioru, ale takie listy to już syf, kiła i mogiła...
A propos kolejek. Bieżę dziś do bankomatu, jak pasterze do Betlejem. Kolejka. Stoi. Idzie jakiś facet i staje jakieś 4 kroki z boku. Stoi. Ja w kolejkę. Dochodzę do bankomatu, a facet jak strzała (szczała chyba) rzuca się przede mnie i wrzeszczy, że on tu był pierwszy i tu stał. Hmmm... A ja zastanawiałam się, czy facet czasem nie ma w kieszeni czegoś co PIN sczytuje i nie hakuje... Wiem, wiem, za dużo amerykańskich seriali :) Ludzie przechodzący stanęli, a ja grzecznie wskazując rączką rzekłam: ależ proszę, skoro pan tu stał nie stojąc i pan musi... Na gołe klaty z panem nie będę się biła :) Ludzie w ryk, facet ze 130 kilo ważył, to co ja, jakaś amazonka jestem, żeby się z nim tłuc. Niech sobie wypłaci, starczy dla wszystkich.
Robię się coraz wredniejsza i dobrze mi z tym :)
Z pracki oddali mi całość za okulary, decydował ten, co zawsze patrzy na moje cycki, rechoce i przeprasza, że on nie na cycki, tylko napis na t-shircie fajny :) No to sobie poczytał, a mi na okularki dał i dobrze, że kupiłam dwie pary :D Ale uważam, że uczciwie na tę dotację zarobiłam :>
I Bossa opierdoliłam emilkowo, jak się okazało, częściowo niewinnie. Zaległą kasę wpłacił mi na początku kwietnia, a ja tego nawet nie zauważyłam. Częściowo usprawiedliwia mnie fakt, że zapłacili mi za mało, więc dalej będę się handryczyć. Umawialiśmy się na więcej i nie ma znaczenia, że dostałam za okulary, bo to inna bajka... Jak się uprze, że więcej nie da, to sorry Winnetou, ale pierdolę, nie robię. Przeżyję, bo okulary poniekąd wyrównują mi stratę, ale za takie pieniądze to niech mu studentka robi. Tak jak kiedyś mu numer walnęła. I jeszcze dopilnuję, żeby moje nazwisko zniknęło ze stopki. Nie będzie sobie nim nikt pyska wycierał :)
No i tyle na dziś, Kochany Pamiętniczku, rozpisało mi się, że hej :)
A ponieważ jutro Święto Pracy, pracowała będę. Jako sprzątaczka. Chyba że będzie ładnie, to zostawię ten chlewik i pójdę w świat. Bez plecaczka...
czwartek, 30 kwietnia 2015
My home
is my castle.
Zapasy mam..
Filmy mam.
Drzwi zamknięte na klucz.
Kocek czeka, seriale też. Miałam sprzątać, ale nie.
Nie ogarniam wszystkiego.
Więc... Wypiłam kawę po południu, co gwarantuje niespanie w nocy.
Sama nie wiem, co lepsze - spanie i koszmary, czy leżenie i myślenie.
Co zrobię jutro, nie wiem, nie myślę.
Co ma być, będzie.
A na razie odmóżdżam się Arrow. The Flash czeka.
A kto bogatemu zabroni??
W poniedziałek znów z uśmiechem na twarzy do pracy marsz.
Ale to dopiero w poniedziałek.
Udanego długiego weekendu wszystkim... :)
Maturzyści mają przerąbane, jak w ruskim czołgu.
A ja...
Chętnie bym znów poszła zdawać maturę.
Mimo wszystko :)
To były piękne dni... :)
Zapasy mam..
Filmy mam.
Drzwi zamknięte na klucz.
Kocek czeka, seriale też. Miałam sprzątać, ale nie.
Nie ogarniam wszystkiego.
Więc... Wypiłam kawę po południu, co gwarantuje niespanie w nocy.
Sama nie wiem, co lepsze - spanie i koszmary, czy leżenie i myślenie.
Co zrobię jutro, nie wiem, nie myślę.
Co ma być, będzie.
A na razie odmóżdżam się Arrow. The Flash czeka.
A kto bogatemu zabroni??
W poniedziałek znów z uśmiechem na twarzy do pracy marsz.
Ale to dopiero w poniedziałek.
Udanego długiego weekendu wszystkim... :)
Maturzyści mają przerąbane, jak w ruskim czołgu.
A ja...
Chętnie bym znów poszła zdawać maturę.
Mimo wszystko :)
To były piękne dni... :)
środa, 29 kwietnia 2015
Again
pracuję w pocie czoła na atak dny. Jednak będąc na Manhattanie nie potrafię oprzeć się szparagom. Oj tam, oj tam, ograniczam się do jednego pęczka dziennie, więc może przeżyję? Tym bardziej że zero alkoholu, więc jakaś sprawiedliwość dziejowa musi być.
I czegoś mi brakuje, bo twaróg żrę tonami, a nie przepadam.
Obiad prosty jak budowa cepa: pyry, gzika i szparagi. Od tygodnia. A jutro kupię śledzie i będą pyry, śledzie z jabłuszkiem i cebulką w jogurcie i szparagi. Że dziwne zestawienia? Nowy trend kulinarny, taki design kuchni a la Stara Jędza. Jeszcze to opatentuję i sprzedam drogo, a co?? :) W czym ja gorsza od Gesslerowej, mordę też umiem drzeć. I to nawet lepiej, jak ona :>
Dobrze, że nawet cień podejrzenia ciąży nie istnieje w moim przypadku.
A może jednak jakaś przenoszona się trafiła? Kto wie... Może to bez te nawozy sztuczne??
I jak miło jest wchodzić do sklepu, gdzie personel uśmiecha się od ucha do ucha i... kładzie bez słów na ladzie towar :) Mam tak w piekarni. Wszyscy przerzucili się na prywatne, a ja pozostaję wierna Faworowi. Jak mija mi natchnienie do pieczenia chleba, wracam do Fawora, a tam czekają na mnie trzy ziarna. Dziś pusto było, wlazłam w drzwi, podchodzę do kasy, a tam już pani z uśmiechem donosi trzy ziarna. Przypuszczam, że od jakiegoś czasu chomikują dla mnie, bo chleb schodzi (ten gatunek) bardzo szybko, a jak ja wchodzę, to zawsze ląduje przy kasie. Parę razy zamarudziłam, że już nie ma i kobietki się ogarnęły :) Ale też kiedyś im ten grzybek tybetański podrzuciłam i tak jakoś się zgadałyśmy. Sympatycznie, bo z poprzednią ekipą, choć znałyśmy się 20 parę lat nie było tak. Miło być chlebową celebrytką. Mała rzecz, a cieszy :)
Pooglądałam zdjęcia Małej Wiedźmy na FB. Niepotrzebnie, znów sobie ciśnienie podniosłam. Mówiłam, żeby małej nie malowali paznokci. Prosiłam grzecznie. Malują wciąż. Najpierw zwalali na tę drugą babcię, bo ona maluje i MW też zawsze maluje, jak przyjedzie. Teraz widzę, że MW ma w domu lakier. Ojapierdolę. Nie rozumiem tego, nie rozumiem tapetowania się i dlaczego mam być elegancką kobietą dopiero, jak położę na siebie tonę farb i lakierów. Dlaczego nie docenia się mnie za to, co mam w sobie, a za to, co na sobie?? Jestem czysta, zadbana, pachnąca, a że nie wyglądam jak laska z wybiegu?? Trudno. Że nie zapierdalam na szpilkach? Halluksów nie mam :) A tu mi dziecko przerabiają na jakiegoś dziwoląga, ucząc, że liczy się tapeta, a nie rozumek. Mnie mama uczyła: ucz się, majątek ukradną, a tego, co masz w głowie nikt ci nie zabierze. I to święta prawda. Nigdy w życiu nie byłam zależna od faceta, od nikogo, nie wiem nawet, co to znaczy i niech już tak zostanie.
I tym bardziej serce mi pęka, że z wnuczki robią mi taką zwykłą cipę. Malowaną. I będzie kolejną cipą, na którą będzie narzekała następna SJ, żę takie coś niewydarzone, a syna jej wzięło... A może i córkę, za wcześnie na wyrokowanie. Ale będzie niewydarzona i już.
A Pierworodny gębę miał pełną ochów i achów do moich metod.
Trudno.
Będę musiała z tym żyć.
UPDATE
Oglądnęłam właśnie Chajzera, pytającego przechodniów, co oznacza symbol SS. Wiem, że od wojny upłynęło już sporo lat, ale jakim cudem ci młodzi maturę zdali?? Opadły mi gacie, z trzaskiem. I moja wnuczka też będzie taką ignorantką?? Nie zgadzam się!!!
I czegoś mi brakuje, bo twaróg żrę tonami, a nie przepadam.
Obiad prosty jak budowa cepa: pyry, gzika i szparagi. Od tygodnia. A jutro kupię śledzie i będą pyry, śledzie z jabłuszkiem i cebulką w jogurcie i szparagi. Że dziwne zestawienia? Nowy trend kulinarny, taki design kuchni a la Stara Jędza. Jeszcze to opatentuję i sprzedam drogo, a co?? :) W czym ja gorsza od Gesslerowej, mordę też umiem drzeć. I to nawet lepiej, jak ona :>
Dobrze, że nawet cień podejrzenia ciąży nie istnieje w moim przypadku.
A może jednak jakaś przenoszona się trafiła? Kto wie... Może to bez te nawozy sztuczne??
I jak miło jest wchodzić do sklepu, gdzie personel uśmiecha się od ucha do ucha i... kładzie bez słów na ladzie towar :) Mam tak w piekarni. Wszyscy przerzucili się na prywatne, a ja pozostaję wierna Faworowi. Jak mija mi natchnienie do pieczenia chleba, wracam do Fawora, a tam czekają na mnie trzy ziarna. Dziś pusto było, wlazłam w drzwi, podchodzę do kasy, a tam już pani z uśmiechem donosi trzy ziarna. Przypuszczam, że od jakiegoś czasu chomikują dla mnie, bo chleb schodzi (ten gatunek) bardzo szybko, a jak ja wchodzę, to zawsze ląduje przy kasie. Parę razy zamarudziłam, że już nie ma i kobietki się ogarnęły :) Ale też kiedyś im ten grzybek tybetański podrzuciłam i tak jakoś się zgadałyśmy. Sympatycznie, bo z poprzednią ekipą, choć znałyśmy się 20 parę lat nie było tak. Miło być chlebową celebrytką. Mała rzecz, a cieszy :)
Pooglądałam zdjęcia Małej Wiedźmy na FB. Niepotrzebnie, znów sobie ciśnienie podniosłam. Mówiłam, żeby małej nie malowali paznokci. Prosiłam grzecznie. Malują wciąż. Najpierw zwalali na tę drugą babcię, bo ona maluje i MW też zawsze maluje, jak przyjedzie. Teraz widzę, że MW ma w domu lakier. Ojapierdolę. Nie rozumiem tego, nie rozumiem tapetowania się i dlaczego mam być elegancką kobietą dopiero, jak położę na siebie tonę farb i lakierów. Dlaczego nie docenia się mnie za to, co mam w sobie, a za to, co na sobie?? Jestem czysta, zadbana, pachnąca, a że nie wyglądam jak laska z wybiegu?? Trudno. Że nie zapierdalam na szpilkach? Halluksów nie mam :) A tu mi dziecko przerabiają na jakiegoś dziwoląga, ucząc, że liczy się tapeta, a nie rozumek. Mnie mama uczyła: ucz się, majątek ukradną, a tego, co masz w głowie nikt ci nie zabierze. I to święta prawda. Nigdy w życiu nie byłam zależna od faceta, od nikogo, nie wiem nawet, co to znaczy i niech już tak zostanie.
I tym bardziej serce mi pęka, że z wnuczki robią mi taką zwykłą cipę. Malowaną. I będzie kolejną cipą, na którą będzie narzekała następna SJ, żę takie coś niewydarzone, a syna jej wzięło... A może i córkę, za wcześnie na wyrokowanie. Ale będzie niewydarzona i już.
A Pierworodny gębę miał pełną ochów i achów do moich metod.
Trudno.
Będę musiała z tym żyć.
UPDATE
Oglądnęłam właśnie Chajzera, pytającego przechodniów, co oznacza symbol SS. Wiem, że od wojny upłynęło już sporo lat, ale jakim cudem ci młodzi maturę zdali?? Opadły mi gacie, z trzaskiem. I moja wnuczka też będzie taką ignorantką?? Nie zgadzam się!!!
wtorek, 28 kwietnia 2015
No i po lecie...
Zapeszyłam tymi bluzeczkami. Rano lało i wiało. Pojechałam więc do pracy MPK, posiedziałam, ciacho zjadłam, zrobili mi już ścianę z szaf, mam ciemniej troszkę, ale za to cicho i nie słyszę gadania przez telefon. Od poniedziałku będzie tam stażystka, więc dobrze, że gość chciał mi zrobić na złość i wstawić szafy, mnie to akurat zakręciło :)
Jako że było między deszczami, doleciałam piechotką do domu i klapnęłam, a zaraz potem lunęło i leje, ale co mi tam... Mam kocek i kaloryfery jeszcze grzeją :D
Wiem, złośliwa maupa jestem, ale poległam, gdy Synowa wrzuciła dziś posta na FB z prośbą i poradę, co robić, bo chce zacząć ćwiczyć. Grzecznie napisałam: nordic walking. A w głębi duszy zarechotałam, bo hmmm... W tej chwili ważę mniej od niej (sama się przyznała), a ze mnie nie ułomek przecież. Z tym, że ja po ciąży jak trzcinka byłam, ale też nie leżałam plackiem na kanapie. Z 3. piętra na dół zapitalałam, najpierw z jednym, potem z dwojgiem dzieci (wtedy mieszkaliśmy na 3. piętrze bez windy), kilkanaście razy dziennie, gotowałam i to nie, że dla moich, ale i mój ojciec i mój brat uwielbiali się u mnie stołować, teściowa też przychodziła na obiady i szwagier, tak że w porywach miałam niekiedy 7-8 gąb. Na urlopie "byłam", bo na lewo cały czas pracowałam, jakieś chałupnictwo zawsze było, z terminem na wczoraj :D
A ona... Hmm... Pierworodny wraca z nocki i zapitala odprowadzić Małą Wiedźmę do szkoły, a że samochodu nie mają, to leci per pedes albo autobusem, wraca, kilka godzin snu i znów leci po Małą. A nie łaska Papryczka do wózeczka i zaliczyć dwa godzinne spacery dziennie?? Odprowadzając i przyprowadzając MW? Po drodze zakupy (wózeczek ma wszak koszyk na dole i zakupy nie obciążają), i już jesteśmy jakieś 600 kcal do przodu. A nie, będzie dieta, takie podrygi, siakie, tylko seriously gdzie?? Jak u nich w pokoju jest tyle wolnego miejsca co na wyciągnięcie jednej ręki, a jak podskoczy, to się antresola zawali?? I za sprzątnie się wziąć, raz a dobrze, a nie na telefonie klikać :)
Nie mój cyrk, nie moje małpy. Ale żal.pl :)
No i jedzonko pizza, chińszczyzna, takie tam :D
Oj tam, oj tam...
Nie wywnętrzam się dalej.
I jeszcze napomknęła, że chce tu zakupy porobić. Jakby w UK galerii nie było, a w ich mieście sklepów od cholery. I odzież, zwłaszcza dla dzieci dużo tańsza i dużo lepsza jak u nas. Ale nie będę wredna, niech polska gospodarka też skorzysta na tym, że państwo przylecieli :P Ależ proszę bardzo. Sama po galeriach latała nie będę, bo zawsze "zapominają kasy", "ma mama kartę??", "oddam w domu". Dla mnie 70 zł na pieluchy to duży wydatek i nie, nie będę finansowała. W szafie jeszcze leżą pieluchy po Małej Wiedźmie, bo im "się właśnie skończyły, potem do bagażu się nie zmieściły, a podczas kolejnej wizyty MW już na nocniku siadała", a rozmiar nie wiem, czy na Papryczka przypasuje.
Więc wolna droga, dzieci kochane, robicie zakupów w cholerę, ale macie na to sobotę, kiedy będziecie u mnie, bo w niedzielę macie komunię. I nie, nie idę na zakupy, a jak już, to raz mogę zapomnieć portfela, w moim wieku to nic dziwnego, co nie?? Ponoć im wszystkie ciuchy wysłane w paczce podczas ostatniego wyjazdu zginęły. Przykro mi. Ja wożę rzeczy w walizce, a poza tym zabiera się męża do dźwigania, a i nie trzeba brać wszystkich ciuchów, bo w Polsce znamy wynalazek zwany pralką i proszki też mamy :)
Z Inżynierem zaś heca w drugą stronę. Wlatują na jeden dzień zobaczyć dworek, który ona wybrała. Myślałam, że pojadę z nimi, ale nie, nie życzy sobie. Ona. Understand. To i OK, choć akurat wtedy bym mogła dzień z pracy urwać. Pewno tam zjedzą obiad, więc gotowanie mam z głowy, a wylatują rano następnego dnia, więc mu tylko śniadanie zrobię. I dobrze. Niech urządza wszystko po swojemu, mnie to ani nie zieje, ani nie grzębi, nie rozumiem dylematów typu lawendowy czy pinkowy, takie kwiatki czy srakie :) Mało kobieca jestem. A najlepsze jaja, że biorą ślub cywilny. W plenerze, dodatkowy 1000 zł. Kto bogatemu zabroni? Jak dla mnie, obojętne. Ja ślubu nie biorę, sama kościelny wzięłam 6 lat po cywilnym i do dziś żałuję. Ale... Jej rodzina ma zastrzeżenia i jak sama powiedziała, gdyby mama jej żyła, to by na taki ślub nie przyszła. Nie moje zmartwienie. Jak Szwajcaria jestem, nie będę pouczała, strofowała i nawracała. Nie ma sprawy, odpada problem spowiedzi i rzeczy, których robić nie chcę. Pewno mi też oszczędzą szopki z błogosławieństwem, co miało miejsce u Pierworodnego, a na co nie byłam absolutnie przygotowana, bo nikt mi nie powiedział. A na żadnym ze ślubów, na których byłam nie było takich cudów wianków, z błogosławieństwem, klękaniem i przemówieniami. Ojapierdolę, aż strach włączyć nagranie ze ślubu (do dziś nie oglądnęłam, a jak u kogoś bywam, to musowo pokazują a to ślub, a to komunię, a to inne hopsasa, co mnie zupełnie nie interesuje, nie znam ludzi i nie uważam tego za zabawne), bo gadałam, co mi ślina na jęzor przyniosła. Na trzeźwo coś tam bąkałam, na rauszu to bym pewno wierszem i płynnie gadała :)
Zatem jest opcja, że będzie jeszcze zakręcone wszystko, bo to nie kościelny.
Ale w sumie dlaczego mnie to absolutnie nie martwi?
Muszę jeszcze znaleźć złotnika, bo mam obrączki do przerobienia, ale może też tak być, że ona będzie chciała nowe, bo...
A, księżniczka na ziarnu grochu z koteckami mi się trafiła.
Jak dobrze, że mam swój dom i swoją pracę.
Niech to trwa i trwa...
I tak, Kochany Pamiętniczku, może powinnam zmienić tytuł bloga na blog najgorszej teściowej na świecie??
I dla tych, co podziwiają mnie za mówienie NIE. Drodzy czytacze, jak jadę do kogoś w gości, dostosowuję się do sytuacji. Staram się sprzątać po sobie, nie zawracać dupy. Jeżeli gospodarze mają rozpiździel większy (Pierworodny) bądź mniejszy (Inżynier), nie rzucam się z obłędem w oczach i ze szmatą w rękach do sprzątania. Ich dom, ich bałagan, ich zasady. Nie tłumaczę, że "ja tak, bo lubię porządek". Gdyby poprosili, posprzątałabym. Jak sprzątają, proponuję pomoc. Nie ścieram po kotach ze stołu, choć wierzcie mi, korci mnie i chodzi za mną szorowanie rąk w domestosie. Przeżyję. Zresztą Inżynier, póki swoich kotów nie miał, był jak mamusia. Pogłaskał zwierzątko i szedł myć ręce przed jedzeniem. Teraz nie. Trudno. Jest dorosłym facetem i robi co chce. Nie wycieram po dziecku, jak nachlapie.
Ale u mnie w domu, w moim domu, bo to teraz mój dom, cały, nie życzę sobie wylewania soku na podłogę, bo dziecko nie chce pić przy stole, tylko lata. Nie pozwalam na jedzenie z doskoku, bo od tego jest stół, żeby przy nim siąść i zjeść. Ma prawo wylać się, spaść, sprzątnąć zawsze można, to tylko dzieci, a i dorosłemu nieraz spadnie coś. Ale... No właśnie... Jest codzienne życie i jest zwykły burdel. Burdelu nie znoszę, a jesień średniowiecza w mieszkaniu mnie przerasta...
I dlatego burzycielom moich zasad mówię stanowczo NIE :)
Jako że było między deszczami, doleciałam piechotką do domu i klapnęłam, a zaraz potem lunęło i leje, ale co mi tam... Mam kocek i kaloryfery jeszcze grzeją :D
Wiem, złośliwa maupa jestem, ale poległam, gdy Synowa wrzuciła dziś posta na FB z prośbą i poradę, co robić, bo chce zacząć ćwiczyć. Grzecznie napisałam: nordic walking. A w głębi duszy zarechotałam, bo hmmm... W tej chwili ważę mniej od niej (sama się przyznała), a ze mnie nie ułomek przecież. Z tym, że ja po ciąży jak trzcinka byłam, ale też nie leżałam plackiem na kanapie. Z 3. piętra na dół zapitalałam, najpierw z jednym, potem z dwojgiem dzieci (wtedy mieszkaliśmy na 3. piętrze bez windy), kilkanaście razy dziennie, gotowałam i to nie, że dla moich, ale i mój ojciec i mój brat uwielbiali się u mnie stołować, teściowa też przychodziła na obiady i szwagier, tak że w porywach miałam niekiedy 7-8 gąb. Na urlopie "byłam", bo na lewo cały czas pracowałam, jakieś chałupnictwo zawsze było, z terminem na wczoraj :D
A ona... Hmm... Pierworodny wraca z nocki i zapitala odprowadzić Małą Wiedźmę do szkoły, a że samochodu nie mają, to leci per pedes albo autobusem, wraca, kilka godzin snu i znów leci po Małą. A nie łaska Papryczka do wózeczka i zaliczyć dwa godzinne spacery dziennie?? Odprowadzając i przyprowadzając MW? Po drodze zakupy (wózeczek ma wszak koszyk na dole i zakupy nie obciążają), i już jesteśmy jakieś 600 kcal do przodu. A nie, będzie dieta, takie podrygi, siakie, tylko seriously gdzie?? Jak u nich w pokoju jest tyle wolnego miejsca co na wyciągnięcie jednej ręki, a jak podskoczy, to się antresola zawali?? I za sprzątnie się wziąć, raz a dobrze, a nie na telefonie klikać :)
Nie mój cyrk, nie moje małpy. Ale żal.pl :)
No i jedzonko pizza, chińszczyzna, takie tam :D
Oj tam, oj tam...
Nie wywnętrzam się dalej.
I jeszcze napomknęła, że chce tu zakupy porobić. Jakby w UK galerii nie było, a w ich mieście sklepów od cholery. I odzież, zwłaszcza dla dzieci dużo tańsza i dużo lepsza jak u nas. Ale nie będę wredna, niech polska gospodarka też skorzysta na tym, że państwo przylecieli :P Ależ proszę bardzo. Sama po galeriach latała nie będę, bo zawsze "zapominają kasy", "ma mama kartę??", "oddam w domu". Dla mnie 70 zł na pieluchy to duży wydatek i nie, nie będę finansowała. W szafie jeszcze leżą pieluchy po Małej Wiedźmie, bo im "się właśnie skończyły, potem do bagażu się nie zmieściły, a podczas kolejnej wizyty MW już na nocniku siadała", a rozmiar nie wiem, czy na Papryczka przypasuje.
Więc wolna droga, dzieci kochane, robicie zakupów w cholerę, ale macie na to sobotę, kiedy będziecie u mnie, bo w niedzielę macie komunię. I nie, nie idę na zakupy, a jak już, to raz mogę zapomnieć portfela, w moim wieku to nic dziwnego, co nie?? Ponoć im wszystkie ciuchy wysłane w paczce podczas ostatniego wyjazdu zginęły. Przykro mi. Ja wożę rzeczy w walizce, a poza tym zabiera się męża do dźwigania, a i nie trzeba brać wszystkich ciuchów, bo w Polsce znamy wynalazek zwany pralką i proszki też mamy :)
Z Inżynierem zaś heca w drugą stronę. Wlatują na jeden dzień zobaczyć dworek, który ona wybrała. Myślałam, że pojadę z nimi, ale nie, nie życzy sobie. Ona. Understand. To i OK, choć akurat wtedy bym mogła dzień z pracy urwać. Pewno tam zjedzą obiad, więc gotowanie mam z głowy, a wylatują rano następnego dnia, więc mu tylko śniadanie zrobię. I dobrze. Niech urządza wszystko po swojemu, mnie to ani nie zieje, ani nie grzębi, nie rozumiem dylematów typu lawendowy czy pinkowy, takie kwiatki czy srakie :) Mało kobieca jestem. A najlepsze jaja, że biorą ślub cywilny. W plenerze, dodatkowy 1000 zł. Kto bogatemu zabroni? Jak dla mnie, obojętne. Ja ślubu nie biorę, sama kościelny wzięłam 6 lat po cywilnym i do dziś żałuję. Ale... Jej rodzina ma zastrzeżenia i jak sama powiedziała, gdyby mama jej żyła, to by na taki ślub nie przyszła. Nie moje zmartwienie. Jak Szwajcaria jestem, nie będę pouczała, strofowała i nawracała. Nie ma sprawy, odpada problem spowiedzi i rzeczy, których robić nie chcę. Pewno mi też oszczędzą szopki z błogosławieństwem, co miało miejsce u Pierworodnego, a na co nie byłam absolutnie przygotowana, bo nikt mi nie powiedział. A na żadnym ze ślubów, na których byłam nie było takich cudów wianków, z błogosławieństwem, klękaniem i przemówieniami. Ojapierdolę, aż strach włączyć nagranie ze ślubu (do dziś nie oglądnęłam, a jak u kogoś bywam, to musowo pokazują a to ślub, a to komunię, a to inne hopsasa, co mnie zupełnie nie interesuje, nie znam ludzi i nie uważam tego za zabawne), bo gadałam, co mi ślina na jęzor przyniosła. Na trzeźwo coś tam bąkałam, na rauszu to bym pewno wierszem i płynnie gadała :)
Zatem jest opcja, że będzie jeszcze zakręcone wszystko, bo to nie kościelny.
Ale w sumie dlaczego mnie to absolutnie nie martwi?
Muszę jeszcze znaleźć złotnika, bo mam obrączki do przerobienia, ale może też tak być, że ona będzie chciała nowe, bo...
A, księżniczka na ziarnu grochu z koteckami mi się trafiła.
Jak dobrze, że mam swój dom i swoją pracę.
Niech to trwa i trwa...
I tak, Kochany Pamiętniczku, może powinnam zmienić tytuł bloga na blog najgorszej teściowej na świecie??
I dla tych, co podziwiają mnie za mówienie NIE. Drodzy czytacze, jak jadę do kogoś w gości, dostosowuję się do sytuacji. Staram się sprzątać po sobie, nie zawracać dupy. Jeżeli gospodarze mają rozpiździel większy (Pierworodny) bądź mniejszy (Inżynier), nie rzucam się z obłędem w oczach i ze szmatą w rękach do sprzątania. Ich dom, ich bałagan, ich zasady. Nie tłumaczę, że "ja tak, bo lubię porządek". Gdyby poprosili, posprzątałabym. Jak sprzątają, proponuję pomoc. Nie ścieram po kotach ze stołu, choć wierzcie mi, korci mnie i chodzi za mną szorowanie rąk w domestosie. Przeżyję. Zresztą Inżynier, póki swoich kotów nie miał, był jak mamusia. Pogłaskał zwierzątko i szedł myć ręce przed jedzeniem. Teraz nie. Trudno. Jest dorosłym facetem i robi co chce. Nie wycieram po dziecku, jak nachlapie.
Ale u mnie w domu, w moim domu, bo to teraz mój dom, cały, nie życzę sobie wylewania soku na podłogę, bo dziecko nie chce pić przy stole, tylko lata. Nie pozwalam na jedzenie z doskoku, bo od tego jest stół, żeby przy nim siąść i zjeść. Ma prawo wylać się, spaść, sprzątnąć zawsze można, to tylko dzieci, a i dorosłemu nieraz spadnie coś. Ale... No właśnie... Jest codzienne życie i jest zwykły burdel. Burdelu nie znoszę, a jesień średniowiecza w mieszkaniu mnie przerasta...
I dlatego burzycielom moich zasad mówię stanowczo NIE :)
poniedziałek, 27 kwietnia 2015
Zakręciło się
jak słoik po ogórkach. Kupując pierścionek plumkał, że ślub za dwa-trzy lata, a wczoraj mówili już, że za rok. Dziś już mają datę wstępnie ustaloną, 11 maja wlatują na półtora dnia do PL, żeby oglądnąć miejsce. Ślub będzie cywilny i spory, bo ok. 80 osób. Tak im spieszno, bo to w zasadzie jedyny weekend w roku, kiedy można też angielskich gości zaprosić - mają tam właśnie długi weekend. No nic, zobaczymy, w końcu lepiej mieć to z głowy. Jako że chcą na kilkanaście dni przyjechać, planują zabrać... koty. Ojapierdolę. Nie ma opcji, że zgodzę się na koty u mnie, Dziewczyna też jest z wioski i ma tu rodzinę. Pomijając już wożenie kotów z UK (może ktoś pamięta, że JEDEN kot miał zimą taką wyprawkę na dwa dni, że ja się do samochodu nie zmieściłam??), co będzie kosztowało i to nieźle, ona ma w domu psa. To już nie mój cyrk, ale nie wyobrażam sobie, że te dwa diabełki latają u mnie po półkach i po parapetach. Nie ma opcji. Nie jest to przesądzone, nikt mnie nie pytał, ale od razu mówię NIE.
Zatem nie jadę w tym roku niańczyć kotecków, bo w związku z wydatkami rezygnują z Paryża.
Szczerze mówiąc, jest mi to na rękę, bo mam swoje chytre plany :D
Ale to jak się spełnią. :)
Nie bawi mnie już latanie, tak wyszło.
No a potem odezwałam się do Pierworodnego. Spał po zmianie, szedł znów na nockę, ale dorwałam wnuki. Z Małej Wiedźmy wyrosła panienka jak trzcinka, a Papryczek, spaślak jeden, ma 4,5 miesiąca i cyckiem pędzony waży 9 kilo. Synowa będąc tu na święta sama poniekąd została za niezabranie Pierworodnego karmą pokarana, bo na lotnisku ledwo z życiem uszła, ciągnąc 2 dzieci i bagaże. Nie dziwię się, też bym nie dała rady z 9-kilowym wrzaskunem i latającym srebrem. Więc następnym razem lecą wspólnie i to już... 16 maja. Bo mają komunię jakąś w PL i muszą być. Hmm. Nie mój cyrk, nie moje małpy. Ale... chcą wlecieć na 2 tygodnie do mnie. I tu znów syf, bo ja w tym czasie pracuję, i to na pełnych obrotach. I nie, nie zgadzam się na taką okupację, sorry Winnetou. Powiedziałam, że mogą wlecieć na weekend, czyli w sumie na sobotę, przenocować, pójść na komunię i w poniedziałek jechać do teściów, bo nie będę ani gotować, ani nie ma opcji: babcia bawi się z dziećmi. Bo babcia wraca zmęczona i nie ma już 20 lat. A po całym dniu przebywania bez nadzoru tego tatarskiego taboru, to ja dziękuję. Jak chce, może przed wylotem na weekend przyjechać i na lotnisko ją zawiozę (syn poleci wcześniej), ale nie ma opcji wczasów u babci. Trudno, babcia pracująca jest, a horda się nic nie zmieniła, więc NIE. Skoro fajnie im się żyje miesiącami nie odzywając się do mnie, dlaczego mam pozwalać na najazdy wtedy, kiedy im pasuje?
Mam swoje życie.
Dziwne, ale moje.
I oni po części się do tego przyczynili, podejmując takie, a nie inne decyzje.
Więc przepraszam, ale my home is my castle. Jeżeli tamci dziadkowie nie protestują, pasuje im, to nie znaczy, że ja będę pokornie się na wszystko zgadzała. Nie.
I tak mi niedziela ładnie minęła na pogawędkach i serialach, nawet mi się nie chciało wyjść, bo pogoda była niezdecydowana, jako i ja :D
A dziś bladym świtem zjadłam
śniadanko jak za dawnych, dobrych lat, z gazetką, planując długi majowy weekend, bo będzie się w wiosce działo. I nic to, że będę sama. To wspaniałe towarzystwo i ja się w nim nie nudzę, bo jestem ciekawą towarzyszką ;)
Następnie kopnęłam się w dupę, ogarnęłam
chałupkę, a śliczna jest, co nie???, i szybko poszło, łóżko, zmywanie i och, ach i... w 15 minut miałam zainstalowany program i wypełnionego PIT-a. Myślę, że mój uraz do tego bierze się z pierwszych lat pitolenia, gdy nie było programów, przepisy były jeszcze gorsze, a kto pitolił? Oczywiście ja dla całej rodziny, z kalkulatorem, ołówkiem, stertami papierów i z obłędem w oczach.A teraz rach-ciach-ciach i gotowe. Mogę wydrukować w pracy (nie mam jakoś przekonania do e-deklaracji, coś się plątało, a nie chciało mi się już męczyć), ale... drukarkę mam daleko od pokoju, a firma ma surowe zasady co do mówienia o zarobkach, a przy drukarce stale ktoś się kręci. Więc odżałowałam troszkę kasy i na szczęście okazało się, że ocalał punkt drukujący z pendrive'a, więc odtwarzacz mp3 posłużył za pendrive i po bólu. Ostatnim rzutem na taśmę (a lato było piękne dziś) poszłam do urzędu skarbowego i tym sposobem zaliczyłam dziś 8 kilometrów w pełnym słońcu. W rybaczkach, przewiewnej koszulinie i sandałkach. A co tam :D A ludzie wciąż w kurtkach i szalikach. Wprawdzie Sikora straszyła mnie kolejkami, ale nie było kolejki. Na rynku wildeckim zaś szparagi o 3 zł droższe niż na Manhattanie, więc cieszę się, że mieszkam tam, gdzie mieszkam. Grzeszę znów, bo jem szparagi. A nie powinnam. Za to nie piję, więc się wyrównuje, co nie?
I zgrzeszyłam, Kochany Pamiętniczku, bo po drodze jest taki fajny sklepik i... Gorąco mi było, a tam...
Kupiłam. Nie przyznam się, ile zapłaciłam, ale. W dupie to mam :)
Pełna szafa t-shirtów, ale czarne, grube i nie wytrzymuję. Zresztą nie do twarzy mi już w czerni, a to że wyszczupla to urban legend. Więc powoli przerzucam się na pastele, bo tak i już :D I pani mnie pamięta, i miarę w oku ma, i odłoży dla mnie po długim majowym weekendzie rybaczki. Koniec z niedbaniem o siebie, mogę być gruba, ale nie muszę być mysza :>
Wróciłam i zaczęło się słoneczko psuć, a teraz jak lisek wkoło drogi chodzi burza.I już doszła :D
Więc do juterka, Kochany Pamiętniczku :)
Juterko na imprezkę weselną do pracy lecimy :)
Zatem nie jadę w tym roku niańczyć kotecków, bo w związku z wydatkami rezygnują z Paryża.
Szczerze mówiąc, jest mi to na rękę, bo mam swoje chytre plany :D
Ale to jak się spełnią. :)
Nie bawi mnie już latanie, tak wyszło.
No a potem odezwałam się do Pierworodnego. Spał po zmianie, szedł znów na nockę, ale dorwałam wnuki. Z Małej Wiedźmy wyrosła panienka jak trzcinka, a Papryczek, spaślak jeden, ma 4,5 miesiąca i cyckiem pędzony waży 9 kilo. Synowa będąc tu na święta sama poniekąd została za niezabranie Pierworodnego karmą pokarana, bo na lotnisku ledwo z życiem uszła, ciągnąc 2 dzieci i bagaże. Nie dziwię się, też bym nie dała rady z 9-kilowym wrzaskunem i latającym srebrem. Więc następnym razem lecą wspólnie i to już... 16 maja. Bo mają komunię jakąś w PL i muszą być. Hmm. Nie mój cyrk, nie moje małpy. Ale... chcą wlecieć na 2 tygodnie do mnie. I tu znów syf, bo ja w tym czasie pracuję, i to na pełnych obrotach. I nie, nie zgadzam się na taką okupację, sorry Winnetou. Powiedziałam, że mogą wlecieć na weekend, czyli w sumie na sobotę, przenocować, pójść na komunię i w poniedziałek jechać do teściów, bo nie będę ani gotować, ani nie ma opcji: babcia bawi się z dziećmi. Bo babcia wraca zmęczona i nie ma już 20 lat. A po całym dniu przebywania bez nadzoru tego tatarskiego taboru, to ja dziękuję. Jak chce, może przed wylotem na weekend przyjechać i na lotnisko ją zawiozę (syn poleci wcześniej), ale nie ma opcji wczasów u babci. Trudno, babcia pracująca jest, a horda się nic nie zmieniła, więc NIE. Skoro fajnie im się żyje miesiącami nie odzywając się do mnie, dlaczego mam pozwalać na najazdy wtedy, kiedy im pasuje?
Mam swoje życie.
Dziwne, ale moje.
I oni po części się do tego przyczynili, podejmując takie, a nie inne decyzje.
Więc przepraszam, ale my home is my castle. Jeżeli tamci dziadkowie nie protestują, pasuje im, to nie znaczy, że ja będę pokornie się na wszystko zgadzała. Nie.
I tak mi niedziela ładnie minęła na pogawędkach i serialach, nawet mi się nie chciało wyjść, bo pogoda była niezdecydowana, jako i ja :D
A dziś bladym świtem zjadłam
śniadanko jak za dawnych, dobrych lat, z gazetką, planując długi majowy weekend, bo będzie się w wiosce działo. I nic to, że będę sama. To wspaniałe towarzystwo i ja się w nim nie nudzę, bo jestem ciekawą towarzyszką ;)
Następnie kopnęłam się w dupę, ogarnęłam
chałupkę, a śliczna jest, co nie???, i szybko poszło, łóżko, zmywanie i och, ach i... w 15 minut miałam zainstalowany program i wypełnionego PIT-a. Myślę, że mój uraz do tego bierze się z pierwszych lat pitolenia, gdy nie było programów, przepisy były jeszcze gorsze, a kto pitolił? Oczywiście ja dla całej rodziny, z kalkulatorem, ołówkiem, stertami papierów i z obłędem w oczach.A teraz rach-ciach-ciach i gotowe. Mogę wydrukować w pracy (nie mam jakoś przekonania do e-deklaracji, coś się plątało, a nie chciało mi się już męczyć), ale... drukarkę mam daleko od pokoju, a firma ma surowe zasady co do mówienia o zarobkach, a przy drukarce stale ktoś się kręci. Więc odżałowałam troszkę kasy i na szczęście okazało się, że ocalał punkt drukujący z pendrive'a, więc odtwarzacz mp3 posłużył za pendrive i po bólu. Ostatnim rzutem na taśmę (a lato było piękne dziś) poszłam do urzędu skarbowego i tym sposobem zaliczyłam dziś 8 kilometrów w pełnym słońcu. W rybaczkach, przewiewnej koszulinie i sandałkach. A co tam :D A ludzie wciąż w kurtkach i szalikach. Wprawdzie Sikora straszyła mnie kolejkami, ale nie było kolejki. Na rynku wildeckim zaś szparagi o 3 zł droższe niż na Manhattanie, więc cieszę się, że mieszkam tam, gdzie mieszkam. Grzeszę znów, bo jem szparagi. A nie powinnam. Za to nie piję, więc się wyrównuje, co nie?
I zgrzeszyłam, Kochany Pamiętniczku, bo po drodze jest taki fajny sklepik i... Gorąco mi było, a tam...
Kupiłam. Nie przyznam się, ile zapłaciłam, ale. W dupie to mam :)
Pełna szafa t-shirtów, ale czarne, grube i nie wytrzymuję. Zresztą nie do twarzy mi już w czerni, a to że wyszczupla to urban legend. Więc powoli przerzucam się na pastele, bo tak i już :D I pani mnie pamięta, i miarę w oku ma, i odłoży dla mnie po długim majowym weekendzie rybaczki. Koniec z niedbaniem o siebie, mogę być gruba, ale nie muszę być mysza :>
Wróciłam i zaczęło się słoneczko psuć, a teraz jak lisek wkoło drogi chodzi burza.I już doszła :D
Więc do juterka, Kochany Pamiętniczku :)
Juterko na imprezkę weselną do pracy lecimy :)
sobota, 25 kwietnia 2015
Otwieram
rankiem bladym zaropiałe ślepia i co ja paczę? O tym, że Inżynier jest w związku dowiedziałam się z FB, a o tym, że się zaręczył z FB i z SMS :) Bo wyskakuje mi powiadomienie o znajomych z FB, no a SMS sam napisał. I teraz nie wiem: skąd wiem? ;)
Widziałam pierścionek, kupił, jak był w PL. I cała long story z jego zaręczynami i takie tam, ale szczegółów jeszcze nie znam.
Zatem klamka zapadła.
Nie oceniam. Jest specyficzna, jako i ja, nie nadajemy na tych samych falach. Trudno. Ważne, że On jest szczęśliwy i że wciąż jest dla mnie Synem.
I z tym zaropieniem wysyłam wiadomość gratulującą, zgadnijcie do kogo??
Hahahahaha, na Zmorkę padło.
Bo w zaropieniu odpisałam na ostatniej odebranej wiadomości a to od Zmorki była.
Najpierw zarobiłam ochrzan za pobudkę, bo to 6 rana była. gdy się pokajałam, odpisała, że dobra, dobra, już nie spała :>
Ufff...
I dobrze, że jej np. seksu nie proponowałam, jak mi się to niekiedy bladym świtem zdarza ;)
Po ostatnim weselu Inżynier mówi, że będzie się za rok żenił, choć przedtem bronił się nogami i ręcami. Dojrzał, a jak dojrzał, to i spadnie. Oby tylko (odpukać) pozostał Inżynierem, to reszta to nic.
I tak kombinowałam, jak do Kórnika na te magnolie jechać, gdy wtem Kierownik Budowy pyta, czy mogą wlecieć na parę minut.
Mogą.
Wlecieli, gadamy, oblewając stoliczek w loggii i... co ja słyszę?
Wpadli :)
Ślub w czerwcu, a oni teraz wpadli.
A że historia podobna do Sikorzej, to sama radość z wpadki :)
I znów pęknie worek z wnukami :) Zatem prosimy o kciuki dla Bąbla i Groszka, nieustannie... :) Dziękujemy :)
Coś wiatr mocno wiał, bo oczka mi zamokły, ale nic to.
No i nici z Kórnika, bo za późno.
Ale przypomniałam sobie, że dziś inwazja jest. Magnolie magnoliami, kwitną co roku, odpuściłam, poszłam walczyć z najeźdźcami :D
A miasto nie do poznania, na ulicach "normalsów" nie uświadczysz, sami Obcy... Już na pętli mnie zaatakowali, to znaczy ja, szczerząc krzywe pieńki, zagadnęłam, czy mogę fotkę zrobić :) Mogłam...
A potem (się śmierdzi) zaczęło się szaleństwo... Gdzie człowiek nie spojrzał, Obcy...
I wszyscy, i miejscowi, i Obcy klikali, tapali i co tam jeszcze można na ajfonach, smartfonach i innych wynalazkach robić...
Żadna z osób, które poprosiłam, nie odmówiła pozowania, choć uważam, że najfajniejsze są te fotki "trzaśnięte" znienacka. Takie lubię. Ale rzeka szła, i szła i nie nadążałam, a jak ktoś pozował, to po prostu nie włazili w kadr :)
Niekiedy wystarczył drobiazg, jak ogonek :) Na dupie, of course...
... bo kolejka na targi zawinięta była jak świński ogonek i drut sprężynowy :D
A na samych targach masakra...
Pacz, Kościuszko na to z nieba i szablę trzymaj mocno, bo Ci ukradną jeszcze...
I kasztany już są, skandal, tak szybko?? Kiedy się uczyć do matury?? :>
Papierosy zabijają, co widac :) Pani miała cerę ziemistą jak cholera :D
Okrążywszy targi, poszłam do Parku Wilsona, a tam jakaś profesjonalna sesja była, zatem ja chyłkiem i ukradkiem pofociłam, bo niektórzy warczeli... Że co, że im pomysły skradnę?? Ale jestem rasowy papparazzi, choc Inżynier zawsze mówi z naciskiem: nie robimy zdjęć, ale oj tam, oj tam, nawet jak mnie do pierdla zapuszkują, to też będzie się działo :D
I fontanna już działa...
Pogoda dopisała, negliż nie przeszkadzał, był na miejscu ;)
Aniołyszkowi skrzydełko się wygło, fotograf poprawiał (no i proszę, jaka mi fajna fotka wyszła), czy ktoś fotografowi fotki strzela??
I kopnęłam się przez Matejki, ubolewając, jak umierają przepiękne kamienice...
Myślałam, że to srajdy, ale nie, to figurki ptaków. Gdzie dziś znajdziemy takie domy?? Z takimi detalami??
zabite dechami :(
I drugą furteczką hyc do parku...
Tu nawet srajdy mają pałacyk :>
Upał był nieziemski :)
Wilson wypiął się na wszystko... i wtem...
... zapomniałam, że tu są magnolie. Trzy na krzyż, ale są :D Trzasnęłam z 10 fotek, no ale ile można oglądać magnolii...
... i rozamorowanych srajd??
Puszył się, jak wesz na grzebieniu :)
Kultowa knajpa z czasów komuny, iść do Magnolii to było hohoho, sama miałam szczęście raz tam być na dancingu, dziś niszczeje, zabita dechami...
Jako i ta chatka, numer dwa na mojej liście po kamienicy z K. do kupienia po wygraniu w totka. Piękna jest.... Urokliwa, choć zniszczona...
I zabawa się kończy, trzeba z siatami do domu zasuwać...
Ale może jeszcze trochę...
I zderzenie. Żeby nie te lata, nie byłoby dziś inwazji... Tak się życie plecie... A wczoraj Bartoszewski zmarł :(
I "zero" jechało, pamiętam jeszcze jak się drzwi zamykało samemu i jak się wskakiwało w biegu. Ta nasza młodość...
Kocham moją wioskę.
I rano coś mi bombarduje ajfonika, a to Synowa sobie przypomniała, że istnieję. Czyżby też czytała bloga i wzięła sobie do serca moje jęczenie i ten kij? Nie wiem. Ale mam na to wyjebane, bo tak lepiej.
Powrzucałam fotki na FB i odzywa się kumpela z Naszego Miasta, że je chce do gazety :) Fiu, fiu, lubię swoje fotki, ale żebym była aż tak dobra??
I dostałam zaproszenie na event.
Fiu, fiu, jak to brzmi. Jako nieprofesjonalny fotograf do grona profesjonalnych. Czyżbym znalazła zajęcie na stare lata?
Ale nie potrzebuję rozgłosu, Kochany Pamiętniczku, bawi mnie trzaskanie fot dla samego trzaskania. I na serio, nie rozumiem profesjonalnego sprzętu i programów. Albo fotka wyjdzie, albo nie, przegrzebana to już nie fotka, nie to, co widziało moje oko.
I PIT mi nad głową wisi.
Pomyślę o tym jutro :P
Widziałam pierścionek, kupił, jak był w PL. I cała long story z jego zaręczynami i takie tam, ale szczegółów jeszcze nie znam.
Zatem klamka zapadła.
Nie oceniam. Jest specyficzna, jako i ja, nie nadajemy na tych samych falach. Trudno. Ważne, że On jest szczęśliwy i że wciąż jest dla mnie Synem.
I z tym zaropieniem wysyłam wiadomość gratulującą, zgadnijcie do kogo??
Hahahahaha, na Zmorkę padło.
Bo w zaropieniu odpisałam na ostatniej odebranej wiadomości a to od Zmorki była.
Najpierw zarobiłam ochrzan za pobudkę, bo to 6 rana była. gdy się pokajałam, odpisała, że dobra, dobra, już nie spała :>
Ufff...
I dobrze, że jej np. seksu nie proponowałam, jak mi się to niekiedy bladym świtem zdarza ;)
Po ostatnim weselu Inżynier mówi, że będzie się za rok żenił, choć przedtem bronił się nogami i ręcami. Dojrzał, a jak dojrzał, to i spadnie. Oby tylko (odpukać) pozostał Inżynierem, to reszta to nic.
I tak kombinowałam, jak do Kórnika na te magnolie jechać, gdy wtem Kierownik Budowy pyta, czy mogą wlecieć na parę minut.
Mogą.
Wlecieli, gadamy, oblewając stoliczek w loggii i... co ja słyszę?
Wpadli :)
Ślub w czerwcu, a oni teraz wpadli.
A że historia podobna do Sikorzej, to sama radość z wpadki :)
I znów pęknie worek z wnukami :) Zatem prosimy o kciuki dla Bąbla i Groszka, nieustannie... :) Dziękujemy :)
Coś wiatr mocno wiał, bo oczka mi zamokły, ale nic to.
No i nici z Kórnika, bo za późno.
Ale przypomniałam sobie, że dziś inwazja jest. Magnolie magnoliami, kwitną co roku, odpuściłam, poszłam walczyć z najeźdźcami :D
A miasto nie do poznania, na ulicach "normalsów" nie uświadczysz, sami Obcy... Już na pętli mnie zaatakowali, to znaczy ja, szczerząc krzywe pieńki, zagadnęłam, czy mogę fotkę zrobić :) Mogłam...
A potem (się śmierdzi) zaczęło się szaleństwo... Gdzie człowiek nie spojrzał, Obcy...
I wszyscy, i miejscowi, i Obcy klikali, tapali i co tam jeszcze można na ajfonach, smartfonach i innych wynalazkach robić...
Żadna z osób, które poprosiłam, nie odmówiła pozowania, choć uważam, że najfajniejsze są te fotki "trzaśnięte" znienacka. Takie lubię. Ale rzeka szła, i szła i nie nadążałam, a jak ktoś pozował, to po prostu nie włazili w kadr :)
Niekiedy wystarczył drobiazg, jak ogonek :) Na dupie, of course...
... bo kolejka na targi zawinięta była jak świński ogonek i drut sprężynowy :D
A na samych targach masakra...
Pacz, Kościuszko na to z nieba i szablę trzymaj mocno, bo Ci ukradną jeszcze...
I kasztany już są, skandal, tak szybko?? Kiedy się uczyć do matury?? :>
Papierosy zabijają, co widac :) Pani miała cerę ziemistą jak cholera :D
Okrążywszy targi, poszłam do Parku Wilsona, a tam jakaś profesjonalna sesja była, zatem ja chyłkiem i ukradkiem pofociłam, bo niektórzy warczeli... Że co, że im pomysły skradnę?? Ale jestem rasowy papparazzi, choc Inżynier zawsze mówi z naciskiem: nie robimy zdjęć, ale oj tam, oj tam, nawet jak mnie do pierdla zapuszkują, to też będzie się działo :D
I fontanna już działa...
Pogoda dopisała, negliż nie przeszkadzał, był na miejscu ;)
Aniołyszkowi skrzydełko się wygło, fotograf poprawiał (no i proszę, jaka mi fajna fotka wyszła), czy ktoś fotografowi fotki strzela??
I kopnęłam się przez Matejki, ubolewając, jak umierają przepiękne kamienice...
Myślałam, że to srajdy, ale nie, to figurki ptaków. Gdzie dziś znajdziemy takie domy?? Z takimi detalami??
zabite dechami :(
I drugą furteczką hyc do parku...
Tu nawet srajdy mają pałacyk :>
Upał był nieziemski :)
Wilson wypiął się na wszystko... i wtem...
... zapomniałam, że tu są magnolie. Trzy na krzyż, ale są :D Trzasnęłam z 10 fotek, no ale ile można oglądać magnolii...
... i rozamorowanych srajd??
Puszył się, jak wesz na grzebieniu :)
Kultowa knajpa z czasów komuny, iść do Magnolii to było hohoho, sama miałam szczęście raz tam być na dancingu, dziś niszczeje, zabita dechami...
Jako i ta chatka, numer dwa na mojej liście po kamienicy z K. do kupienia po wygraniu w totka. Piękna jest.... Urokliwa, choć zniszczona...
I zabawa się kończy, trzeba z siatami do domu zasuwać...
Ale może jeszcze trochę...
I zderzenie. Żeby nie te lata, nie byłoby dziś inwazji... Tak się życie plecie... A wczoraj Bartoszewski zmarł :(
I "zero" jechało, pamiętam jeszcze jak się drzwi zamykało samemu i jak się wskakiwało w biegu. Ta nasza młodość...
Kocham moją wioskę.
I rano coś mi bombarduje ajfonika, a to Synowa sobie przypomniała, że istnieję. Czyżby też czytała bloga i wzięła sobie do serca moje jęczenie i ten kij? Nie wiem. Ale mam na to wyjebane, bo tak lepiej.
Powrzucałam fotki na FB i odzywa się kumpela z Naszego Miasta, że je chce do gazety :) Fiu, fiu, lubię swoje fotki, ale żebym była aż tak dobra??
I dostałam zaproszenie na event.
Fiu, fiu, jak to brzmi. Jako nieprofesjonalny fotograf do grona profesjonalnych. Czyżbym znalazła zajęcie na stare lata?
Ale nie potrzebuję rozgłosu, Kochany Pamiętniczku, bawi mnie trzaskanie fot dla samego trzaskania. I na serio, nie rozumiem profesjonalnego sprzętu i programów. Albo fotka wyjdzie, albo nie, przegrzebana to już nie fotka, nie to, co widziało moje oko.
I PIT mi nad głową wisi.
Pomyślę o tym jutro :P
Subskrybuj:
Posty (Atom)





























































































