Kochany Pamiętniczku, jak babcię w kapcie, szaleństwo wszędzie.
W czwartek, jako że Boże Ciało było, wpadł Pierworodny z Połowicą i Małą Wiedźmą.
A, ciekawie było, bo MW przyszła z iPadem i z nowymi słuchawkami na głowie i w zasadzie dziecka nie było.
Weszła, rzuciła cześć bapcia, tulasek i sruuu....
Ni ma.
My gadu, gadu, a dziecko głuche i zajpadowane.
Wiem, wina rodziców, nie dziecka, ale...
No nic.
My gadu, gadu, ja patrzę na to dziecię i nagle mnie olśniewa, że to już czas na kieckę, która od ponad 30 lat czeka w szafie na to, że komuś uda się ją założyć.
Ta kiecka. I nie, nie jestem tą dojrzałą panią, to siostra mojej Mamy. Jestem do niej coraz bardziej podobna, aczkolwiek jeszcze paru kilo mi do niej brakuje...
Na tym zdjęciu mam 32 lata. Inżynier ma 2 lata, Pierworodny 6.
Mała Wiedźma z grymasem wielkim, oburzona, że ktoś wyrywa ją z przepięknego świata iPadowej gry zakłada suknię cienką (na wiosnę kwiatki rosną, i kwitnie miesiąc maj...)
i...
... nie wiem, jak wam, ale mnie szczęka opadła :)
Ona nie ma jeszcze 10 lat. Jest 15 cm ode mnie niższa, co widać po długości kiecki, ale reszta - idealna.
Tak idealna, jak na mnie nigdy nie była.
Uśmiech do fotki wyrwany z młodej piersi.
Powrót na kanapę, do iPada, nie ma dziecka.
Paa bapcia...
Nastawiłam się na rozmowę z Pierworodnym, byliśmy umówieni na niedzielę, bo on kolejny raz słomiany wdowiec, w międzyczasie dzwoni Inżynier, że w niedzielę tańce, hulanki, swawola,na które i owszem, Pierworodny ma wbijać na krzywy ryj...
Nie wyszło, znaczy się już w samą niedzielę Pierworodny zadzwonił, że sorry Winnetou.
A, pewno ma znów ten swój bajzel do ogarnięcia pod nieobecność jaśnie pani,w sobotę pracował 12 godzin, rąbie nadgodziny, bo mu płacą.
I sam jak ten palec w dupie.
No nic.
Ja w międzyczasie zlądowałam zgodnie z zamówieniem u Inżynierostwa. Na moje nieszczęście 15 minut przed czasem, ale ochrzaniłam za ochrzanienie, bo do licha, na to 4. piętro wlazłam bez windy :)
Dwa jajka niespodziewajki i radości było za milion dolarów. Po kątach nie łaziłam, kurzy nie sprawdzałam, a to, że są w piżamach - gdyby nie wyjaśnili, nie ogarnęłabym. Autobus po prostu jeździł jak chciał i dlatego byłam wcześniej.
Na spacer poleźliśmy w okolice Areny, gdzie najpierw zostałam porzucona z Alienkiem (to moje kochanie, po pleckach dał się drapać, batia kocham szeptał, nocniczek do mych stóp przytargał i inne takie tam, Kalafiorkówna wciąż zdystansowana, łapówkę, a jakże, zeżarła, ale już na pieszczotki nie ma opcji), w piaseczku, psiakrew, w piaseczku.
Przedtem lody zeżarli, ja wdzięcznie odmówiłam, albowiem, no...
W piaseczku bawiła się dziewczynka w wieku MW. Mulatka. Prześliczna. A Alienek zapałał miłością wielką do piaseczku, ale...
Serio?
Moje wnuki idą na plac zabaw bez przyrządów do grzebania w piasku?
Serio?
Pierdyliard razy pytałam, czy mogę kupić.
Nie, bo...
Mała Mulatka (jak mam to, kurwa, napisać nie obrażając nikogo? Jej mama niańczyła białe jak śnieg niemowlę, więc jaki scenariusz mam napisać?) grzecznie, z uśmiechem podsunęła Alienkowi swoje piaskowe gospodarstwo. W pewnym momencie Alienek sypnął na nią piaskiem, aż mi włosy dęba stanęły, bo widziałam wyczesywanie piaseczku z tego gąszczu włosów... Dostał ochrzan, polecenie przeproszenia, buzia w podkówkę, podszedł, zawahał się, przytulił, przeprosił i już była zgoda...
Odchodząc nie chciał oddać łopatki, na moje "Alienek, ogłuchłeś, co do Ciebie mówię?" usłyszałam "te małe zawsze głuchną na zawołanie", wymruczane pod nosem :) Była bardzo grzeczną dziewczynką i serio? Byłabym zadowolona, gdyby moje wnuki miały takie przyjaźnie.
Akurat dla Alienka kolor skóry nie był problemem, bo on w UK miał to na co dzień.
No ale jego upór to inna bajka.
Gdy wracaliśmy z parku Kalafiorkówna udała się w objęcia Morfeusza, więc zadeklarowałam, że na ławeczce spocznę z delikwentką, chytrze kombinując, żeby znów nie drapać się na 4.piętro bez windy :)
Ludzie, siedzenie pół godziny na ławce w ciszy, przerywanej tylko świergoleniem ptaszydeł, serio?
Nie pamiętam takich chwil.
Kalafiorkówna sobie spała, ssąc paluszek, no wiadomo, w tej rodzinie same Ssipalce i Ssiłapki, a ja myślałam logicznie:co ja, tu, k..., robię? Serio? Zamiast wi-fi, i innych takich tam teraz mam, po 15 latach na karku takie coś?
Potem poleźliśmy na działki. A, long story, rodziny Inżynierowej siostry. Nieważne. Wlazłam i...
Gotowa byłam kredyt brać, żeby działeczkę kupić.
Bo chaszcze niebywałe
... z leksza przez dziewczyny podkoszone,
... wierzba hakironiszyki
czereśnie, wiśnie, agrest, chrzan, pietruszka wybijająca w pośpiechy już, jabłonie, dzicz, Kuba wyspa jak wulkan gorąca...
I grill. Kaszanka z kiszoną kapustą, jakem od kilkunastu dni wege, smakowała mi obłędnie.
I Alienek, straszący wszystkich słoniem i pająkami.
I Kalafiorkówna, za Chiny Ludowe niechcąca iść na mełon, wyrywająca się z niego jak z piekła, która nagle, znienacka, pocałowała mnie w polika i na mój szok zaśmiała się perliście, domagając się żółwika i piąteczki.
I Alienek, głośno protestujący na pożegnanie, że nie, nie żegnamy się.
Serio?
A miała być taka spokojna niedziela :)
No i była.
A i Baranowi dzięki, bo bez niego nie wiedziałabym, z czym oprócz ślimaków idę spać :D A okazało się, że z wierzbą hakironiszyki i milinem amerykańskim :)
Porąbane to, ale może Inżynierostwo zostaną w mieście i...
Ciiiiiii...
Do śmietnika polazłam, bio w tym upale trzeba na bieżąco wyrzucać.
Obywatelska straż osiedlowa krążyła jak sępy nad trupem i: dzień dobry. A pani SJ, co pani taka czerwona...
Wracam do domu, lecę do lustra, a faktycznie, jak upiór dzienny wyglądam.
Cera siwej rudej i ten dekolt :)
Ojapierdolę:)
Mam nadzieję tylko, że skóra nie będzie ze mnie złazić, a jeżeli już, to zlezie powoli i na klęczkach.
Amen :D
A jutro kurcgalopkiem do roboty, z żalem, że nie da się iść na randkę z Inżynierem, który dziś z dziką satysfakcją na wszystkie me pytania odpowiadał: to tylko głosy w mamy głowie :P