piątek, 31 stycznia 2014

Biurwa biurwie

łba nie urwie, wiadomo. Męczyłam się pół nocy, zastanawiając się, skąd mam te zawrotną niedopłatę 37,50 na koncie i nagle mnie olśniło. W zeszłym roku miałam 10 zł nadpłaty, ale nie odliczyłam sobie jej, wychodząc z założenia, że 10 zł mnie nie zbawi, a co nadpłata, to nadpłata i mogę się jak coś na parę groszy pomylić. Po powrocie z UK znalazłam tę fakturę na 47,50 za wodomierz, przeterminowaną, a jakże, ale biurwa nr 2 powiedziała, że spoko, mogę zapłacić ze styczniowym czynszem. Tak też zrobiłam. 9 stycznia wypisali pisemko, że zalegam 37,50 (47,59 - 10) na 31.12.2013, dostarczając mi je 30.01.2014, kiedy ja już zapłaciłam dawno!!!! No i dziś okazało się, że dobrze kombinuję i nie mam niedopłaty, ale mam nadpłatę 9,98 (biurwa nr 3). Nie wnikałam już, kto się nie bał i 2 grosze zajebał, boby mnie jeszcze szlag trafił!!! I co najfajniejsze, znów przysłali książeczki do płacenia czynszu, choć osobiście nie płacę za ich pomocą od 10 lat, a mam problem z ich likwidowaniem!!! I jakie to generuje koszty w skali spółdzielni, bo takich jak ja jest więcej. Cisną się na usta brzydkie słowa...
A potem poszłam do banku i zatkało mnie. Wiem, dziwna jestem, ale znalazłam sobie kolejne zmartwienie. Dostałam pensję. O 300 zł większą od mojej i nie wiem, czy to jednorazowy hojny gest szefa, doceniający moje zaangażowanie, czy indeksacja. Jak indeksacja, to mam problem, bo chyba nie wolno mi tyle zarobić, no ale jeszcze nie widzialam aneksu, więc spoko wodza. Od przybytku głowa też boli, jak widać.
Okniarz dojechał, spóźniony jak cholera, bo korki i... udało mu się wyregulować okno w pokoju, ale w kuchni poległ. Będzie w przyszłym tygodniu jeszcze raz, wymieni jakieś okucie. Przyznał mi rację, że piździ, więc dobrze, że się uparłam, żeby mi to naprawił. Więc jeszcze nie koniec "podgórki", ale światełko w tunelu jest.
Ma znów padać marznący deszcz, ale jestem tak zaopatrzona, że po nic wychodzić nie muszę, a Wysokie Obcasy sobie później online przeczytam, albo online kupię... Hmmm... A może w ogóle przerzucę się na czytanie wszystkiego online??
Ale i tak: zimo, wypierdalaj...


czwartek, 30 stycznia 2014

To trafia w sedno...

Но грустно думать, что напрасно
Была нам молодость дана,

Что изменяли ей всечасно,

Что обманула нас она;

Что наши лучшие желанья,

Что наши свежие мечтанья

Истлели быстрой чередой,

Как листья осенью гнилой.

Несносно видеть пред собою

Одних обедов длинный ряд,

Глядеть на жизнь, как на обряд,

И вслед за чинною толпою

Идти, не разделяя с ней

Ни общих мнений, ни страстей.

Przykro mi, że nawet śnię w tym języku, choc mówić się w nim nigdy nie odważę. Jako rzecze Inżynier: nie ten akcent :)

Dobrze

że dla moich bliskich ten rok jest fajny, że mają się z czego cieszyć, że dobrze im idzie.
Dla mnie dalej jest ciulaty.
I to jak...
Że ojaciepierdolę.
Dostałam pismo ze spółdzielni, że mam niedopłatę. Niedużo, niecałe 40 zł, ale skąd?? Znów będę musiała iść na bliskie spotkanie 3. stopnia z biurwą. Przypuszczam, że to za licznik, powiedzieli mi, że mogę zapłacić w styczniu, choć faktura była płatna do 25 grudnia (nie było mnie, nie miałam faktury w łapie). Ale suma mi się nie zgadza.
I takie inne tam.
Nevermind.
Chyba dołek łapię i to całkiem spory.
A to się nazywa syzyfowa praca...



I kolejne dwa tygodnie przeleciały między palcami, choc obiecywałam sobie cuda niewidy, Okniarz po raz kolejny przełożył wizytę i w ogóle nic się nie klei.
W poniedziałek powrót do pracy, ale jak będzie ślisko, a ma być to sorry, olewam, Polagra była, więc w sumie powinnam tylko wlecieć kwiaty podlac, o ile ze szczętem nie padły.
Spać nie mogę, dziś w nocy od 2 do prawie 3.30 czytałam Politykę, lepsze to jak przewracanie się z boku an bok.
Rzeczywistość mnie przerasta, przeliczyłam się z siłami i nic na to nie poradzę.

wtorek, 28 stycznia 2014

Będzie

u mnie do soboty...






Niezłe ciacho, co nie?? :) W sobotę wymienię go na nowszy model, a co, kto starej zabroni?? ;)

Każdy ma to, co lubi :P :)
A tak poza tym wkurzona jestem maksymalnie, bo czekam na okniarza i nic, dupa. Ale nie odpuszczę, bo nie. Zobaczymy kto kogo...
Chociaż w sumie jak patrzę na plamę na ścianie, to nóż w kieszeni mi się otwiera.
Dlatego lubię takich facetów.
Nie szkodzą :)
Nie brudzą.
Jak coś, mogą nawet pachnieć, bo zamiast damskiego kupiłam męski Colour of Benetton, za ostry jak na zimę, będzie w sam raz latem, chłodny jest :D
Zimno jak cholera i gęsiej skórki dostaję na myśl o powrocie do pracy.
Na razie mam zapas jedzenia, filmów i oprócz tego miłego chłopaka mam wielkiego lenia, tak wielkiego, że ojaciepierdolę :)

niedziela, 26 stycznia 2014

:)

Hej, Baranie!

Twoja ulubiona ostatnio piosenka z pozdrowieniami, autentycznymi, z Pyrlandii... Jak wlecisz, zaprowadzę Cię w każde miejsce i zatańczymy razem, obiecuję :)




Kocham moją wioskę :D :)

Nie dorastam

do pięt znajomym Perfekcyjnym Paniom Domu i Oszałamiającym Kucharkom, ale co tam, zaszałałam dziś.
U Kandulskiego.
I na obiad miałam.
O. Bezy :)


Prawda, że zdrowe i pożywne?? :)


piątek, 24 stycznia 2014

Oprócz złych

rzeczy, takich jak to, że po wyregulowaniu okna zachodzą wodą, nawet jak nie gotuję!!!, dzieją się też rzeczy dobre, a nawet bardzo dobre i wspaniałe.
Baran uporządkował swoje sprawy, wyrzucił trupa z szafy i jest przeszczęśliwy. Ja oraz parę innych osób razem z nim :) A nie mówiłam, Baranie uparty??? :) Chociaż tu jest cudnie :)
I tego się trzymajmy :)
Sikora głupawki dostaje, ale to normalne, bo hormony szaleją.
Może i inne rzeczy się poukładają??
Zawsze jest jakieś jutro...

czwartek, 23 stycznia 2014

Ruszyłam

nareszcie te tłustą, leniwą dupę i pojechałam do AR, złożyć papierki na "wczasy pod gruszą", tradycyjnie. Nie dojechałam, bo odezwał się gość od okien, który mnie ignorował od tygodnia i mówi, że za godzinę mogą mi wyregulować okna. Więc zawróciłam i pojechałam do domu, bo przeraża mnie wizja rachunków za ogrzewanie, przez plastikowe okna piździ lepiej, jak przez stare drewniane. Przyszło dwóch, ci, co wstawiali, popodkręcali kluczami imbusowymi, dołożyli silikonu i co?? Dupa, jak wiało, tak wieje.
Zna ktoś na to ratunek?? Poza obtykaniem kotami, bo nie po to wstawiałam okna, żeby ocieplacze wkładać.
Będę chyba formalną reklamację pisać, ale na samą myśl o wpuszczeniu ich do chałupy znów cierpnie mi skóra. Resztę dnia spędziłam na sprzątaniu, bo wleźli, jak ta świnia prosto z błota, z toną błota i soli na butach... Może poczekam, aż śnieg stopnieje, gorzej już być nie może.
I oczami duszy widzę, jak Pierworodny z MW wkracza beztrosko, siejąc tony błota... Bo osobiście włażę na wycieraczkę i tam ściągam buty. Jak nie ma na dworze tej bryi, nie robię cyrków z podłogą, ale te tony soli... Nowe buty stoją i czekają, ponosiłam je tyle, co w UK i u nas, jak śniegu nie było. Stare powoli roztapiają się od soli...
Poleciałam też po zakupy i załadować sieciówkę, bo widziałam ogonki (wymieniają komkarty na PEKĘ, zrobiłam to już dawno temu). Trafiłam akurat na wymianę kasjerek, więc odkolędowałam 5 minut, oczywiście, nie otworzyły punktualnie. Przede mną jedna kobiałka, to sobie myślę, rach ciach ciach. Rach ciach ciach trwało 20 minut, bo kobiałka składała podanie o PEKĘ. Już widzę, co się będzie działo, bo PEKA obowiązuje od marca, komkart nie będą już ładowali. Pozostaje mi znów cyrklować tak, że młodzież będzie jeszcze w szkołach, a wiek produkcyjny w pracy przy następnym ładowaniu, będzie się działo...
I tak sobie parę fotek strzeliłam ajfoniczkiem, wracając w promieniach zimowego słońca, a świeciło dziś cudnie...


Sporo rezczy okrytych jeszcze jest warstwą zmarzliny, jak oparcie tej ławki, gałęzie też tym pokryte i wszystko lśniło i błyszczało, jak diamentowa kolia...

... blisko przy Twoim sercu. Obok niego. A za oknem śnieg. Wrony na śniegu... Zna ktos to bez guglania?? :)

I wszędzie widać ślady...

Zawsze tu tylko srajdy żerują, a teraz srajdy, wrony, gawrony i cała masa mew...


I taka baśniowa, koronkowa robota na krzewach Muszę sobie jakieś disneyowskie arcydziełko z lodem oglądnąć...


środa, 22 stycznia 2014

Nieprzespana noc

za mną. Dobrze, że nie muszę iść do pracy, że nic dziś nie muszę.
W nocy napisałam do Pierworodnego i chyba się obraził, bo cisza.
Ale skoro wyraźnie mówię, że można do mnie przyjechać po 20 każdego miesiąca, to 15 nie jest 20!!! Jeżeli przyjeżdża do mnie, żebym się nacieszyła Małą Wiedźmą, to nacieszenie nie polega na tym, że idę do pracy do jakiej idę w godzinach nie wiadomo jakich i wracam do domu, kiedy Mała zwija się do spania!!! A ja zostaję na ruinach i zgliszczach. Napisałam, że ma spróbować jeszcze raz w pracy. Bo skoro żyją miesiącami bez kontaktu ze mną i układam sobie życie na nowo, dlaczego mam je burzyć, bo "on tak urlop ma". Zawsze dostosowuję mój urlop do ich możliwości - i jednego, i drugiego. Nie jestem dzieckiem i nikt mnie nie musi nianczyć.
Mam już dość.
Jeżeli się obrazi i nie przyjedzie, zyskuję spokój.
Nie mam nic do stracenia, bo nie czuję już żadnego uczucia.
Ułożył sobie życie po swojemu, dla mnie nie ma tam miejsca, a krzyki: pokaż się babci na kamerce do dziecka, które nie reaguje na nic, które kopie rodziców, żeby coś osiągnąć są po prostu rzucaniem grochu o ścianę.
Zbierają owoce bezstresowego wychowania. Ale dlaczego ja mam wpadać w ten kompot??
Mała ma początki alergii na kurz. Mówię: wywalcie wszystkie poduszki (bawi się jakimiś wielkimi poduszkami w kształcie różnych dziwolągów, większymi od niej, ma ich pierdyliard). Odpowiedź brzmi: nie trzeba, to nic nie szkodzi. Nie szkodzi??
OK.
Nie mój cyrk, nie moje małpy.
Chcę znów sypiać spokojnie w nocy :(

wtorek, 21 stycznia 2014

Fuck

Przylatują, właśnie wtedy, jak będę miała najgorętsze dni w pracy.
Mojego mieszkania już nie ma.
Zostaną ruiny i zgliszcza.
Nie poradzę nic na to, że nie jestem babcią.
Kurwa mać.
Nic więcej nie ciśnie mi się na usta.
Nie złożyła mi życzeń, nie pamiętali. Nie rozmawiała ze mną, skakała jak szalona po meblach i wrzeszczała.
Nie wiem, z czego mam się cieszyć??
Że jest dziką, niewychowaną dziewczynką??
Że będę miała kłopoty w pracy, bo będę myślała, co znów zdemolowali??
Że nie mam kasy na naprawienie szkód??
Że cały remont idzie w pizdu u nie warto było się starać.
Tak, jestem wredną egoistką.
Powiedziałam, że nie widzę tej wizyty,
Nie pomogło.
Przyjeżdżają, no bo jak to tak??
Moje dzieci mając trzy lata (a niezłe z nich były diablęta) jechały do Babci i recytowały wierszyk.
Ja usłyszałam tylko dzikie wrzaski, z których nie zrozumiałam ani słowa.
Nie chcę żyć :(

Wszyscy wiedzą

że za mówienie do mnie "babciu" można oberwać i to nieźle. Jedyną taką istotą jest Mała Wiedźma, bo faktycznie jestem jej babcią i uchodzi jej to na sucho. Ale zwyczajowo nie dostałam od niej życzeń, no cóż, nie mogę wymagać tego od trzylatki, a że jest ze swoją mamą u jej mamy, czyli swojej babci, więc... :) Wiadomość ze źródeł nieoficjalnych. W zeszłym roku też nie pamiętali, więc kij im w oko, bo w dupę to jeszcze by mieli przyjemność :)
Ale...
Chcę Wam przedstawić kogoś, wyczekanego, wytęsknionego, wymarzonego, wymodlonego, kto uszczęśliwił nie tylko mnie, ale i pół świata.
Przedstawiam Sikorzy i Cygana skarb


moje nowe wnuczątko, roboczo zwane Fistaszkiem :)
Dostałam od Niego życzenia, oj tam, nie czepiać sie, Sikora zawsze o swojej Mamci pamięta...
Będziemy chuchali, dmuchali i posyłali dobre fluidy w stronę Fistaszka, bo... 7 lat na niego czekamy, jak w pysk strzelił.
Oczywiście, fotkę rzeczonego osobnika publikuję za zgodą Sikorki, a jakże, inaczej nie śmiałabym.
Prawda, że fajne 5 cm???
No i tym sposobem Sikora jest w ciąży, a ja mam zachcianki. Muszę jej jakoś kibicować, co nie??
A ponieważ ostatnio chodzi za mną pasta z avocado, wpadłam wczoraj do Biedronki, ale nie było go. Więc dziś po ciężkiej walce z samą sobą, z gębą pełną śliny wykopałam tę leniwą dupę do Lidla. Ojaciepierdolę. Dziś tak ślisko, że nawet moje kolce niewiele pomagają, więc super, że nie muszę jechać do pracy.
Avocado dostałam, ale twarde takie, że zabić można (kiedyś takie zjadłam i przypłaciłam nieprzespaną nocą, tak mnie wątroba bolała), więc wciepnąwszy je w papierową tytkę razem z jabłkami, co by mi szybciej dojrzało, zadowoliłam się pastą z tuńczyka z jajkiem, cytryną, pieprzem, czerwoną cebulą, pietruszką zieloną i białym serem. Mlask, też dobre, ale avocado wciąż za mną tupta.
Mam nadzieję, że zachcianek nie będę miała całe 9 miesięcy, bo zwariuję.
W realnej ciąży nie miałam żadnych, a tu na stare lata na łeb dostaję :)
U kolejnych Przyjaciół też się dzieje, nie, ciąża nie wchodzi w grę, ale też życiowe sprawy, zatem znów wraca stary cykl czekania.
Na lepsze jutro.
Na dobry los.
Na uśmiech od życia.
Na zaparcie tchu.

poniedziałek, 20 stycznia 2014

Blue Monday

dzisiaj, podobno najsmutniejszy dzień w roku.
A dla mnie jakoś nie.
Całkiem spokojnie zamknęłam lutowy numer, choć dojazd i powrót z pracy to był horror.
Dziś pozamarzały u nas... tramwaje, w związku z tym wszystko jeździło, jak jeździło, wszystko pokryte warstwą lodu i  nie do wiary, najstarsze pyry czegoś takiego nie pamiętają.
A ja... nie poślizgnęłam się ani razu dziś, szłam pewnie, nie szurałam i ojapierdolę, te raki z Lidla to naprawdę rewelacja. Kupiłam je dwa lata temu i wczoraj do nocy szukałam i super, że znalazłam. Niewygodnie w nich w tramwaju, w sklepie, tam, gdzie nie ma śniegu i lodu, ale na ulicach super!




I tak cała nówka nieśmigana wróciłam do domu, mimo że po drodze wywalili nas z tramwaju, bo się spsuł, a zdjęć lodu oblepiającego wszystko nie zrobiłam, bo nie chciało mi się przekopywać do Ajfonika, skrytego w wewnętrznej kieszonce płaszcza (zakładałam, że zaliczę glebę i ze zwyklej kieszeni się wyślizgnie)...
I jaki Blue Monday, jak jest Fistaszek??
Uprzejmie prosimy o trzymanie kciuków za Fistaszka.
Bo Fistaszek delikatny jest i kruchy, a jakże cenny.
Cenniejszy niż całe złoto i brylanty tego świata.
No i inne takie tam...
Teraz będę leżała i chyba jednak popachnę :)
Mam do załatwienia parę drobiazgów, a i skunks, co okna montował nie odpowiada na emilka, a w kuchni piździ tak, że roletki wiwają.
Ale nic to.
Co to jest rachunek za ogrzewanie wobec Wszechświata, który uśmiecha się do nas??
Nie szef, bo szefowie mają przerost formy nad treścią, więc nie popieram Zmorki w haśle uśmiechania się do szefa :P
Czasem można, ale bez przesady...


niedziela, 19 stycznia 2014

Siedzę ja sobie

w piżamce i pod kockiem, gawędzę z Inżynierem i żebym nie musiała obiadu odgrzać, nie wiedziałabym, że za oknem apokalipsa jest...
Patrzę na parapet, a tam żadna srajda nie zląduje, bo zleci na pysk, i dobrze. Ale na ulicach niedobrze, a ma padać i ma cały czas latać wkoło zera, więc jak ja jutro do pracy dotrę, nie wiem. A dojść muszę.

Notka niżej jest horror...


Nosz, kurka wodna, pięknie.
I dzieje się u Przyjaciół. Aż głowa pęka.
Nic to, będzie dobrze, musi być.

A u mnie, jak twierdzi koleżanka, tete a tete sprowadziło zimę, bo pięknie dziś przywitało ranek :)



Winter is coming :|

Gołoledź w Poznaniu (Black Ice in Poznań) 19.01.2014

sobota, 18 stycznia 2014

Dni pędzą jak szalone...

... i to był ciężki tydzień. Dobre duchy strzegły, że nikogo nie zabiłam, a zapewniam, że byłam o krok od tego.
W związku z tym stałam się sławna, bo ukułam nowe powiedzenie i jak mi ktoś na odcisk włazi to ripostuję: niektórzy żyją po to, żeby pracować, ja pracuję, żeby żyć. I nie kręci mnie gładzenie, rzeźbienie i tego typu pierdolenie kotka za pomocą młotka w różnych dziwnych godzinach, bo koń jaki jest każdy widzi i wie, a cała reszta to pierdolenie i tyle.
Na facetach z tych rzeźbiących zemściłam się, pisali o bajerach w telefonach dla rolników, ale nie wiedzieli o tym, że w telefonie można mieć poziomicę :) A ja takową w telefonie posiadam, pokazałam im dopiero, jak już poszło do druku. I... denerwuję ich, bo umiem obsługiwać ekrany dotykowe, a oni mają z tym problem :) Pogrywam sobie z całą czwórką, zemsta jest rozkoszą bogów :D No co, młodzi są, technicy, a głupiego ekranu dotykowego nie mogą rozgryźć??  Za dużo rzeźbienia, messieurs, za mało smyrania :)
Pierdolenie dalsze, bo marketing wysyła mi w emilku reklamy do przejrzenia, w formie wklejonego gotowca. Tłumaczę jak dziecku, że poproszę w PDF, bo drobnego druku nie odczytam ani z emilka, ani z wydruku, nikt nie odczyta, a tam też są błędy. No to dostaję emilka z czymś dziwnym, opisanym costamcosta.pdf, co za Chiny Ludowe i Tajwan się nie otwiera. Piszę więc kolejnego emilka (a czasu nie mam na taką korespondencję) i dołączam do niego przykładowy, rasowy plik PDF. I co?? Cisza, żadnej odpowiedzi. Kurwa. Nie potrafią pewno zapisać w formacie PDF. W tej pracy to podstawa. Żeby było śmieszniej, człowiek ten jest młodym facetem po studiach i sądzę, że pensję ma co najmniej trzy razy taką jak ja. Kurwa.
Workholizm niektórych osiąga paranoję, kolega chodził z... kością kurczaka w gardle. Jak zaczął się dusić, zabrali go do szpitala, a tam apiać operacyjka na cito. Następnego dnia wypisują go ze szpitala do domu, a ten... do pracy chce jechać, choć już wszystko od niego poszło do drukarni. Zresztą siedzi w pracy non stop. Nie wnikam, może żony nie lubi i nie chce na nią patrzeć, ale żeby aż tak?? Ojapierdole :D 
Ale jeszcze tylko poniedziałek i będę dwa tygodnie leżała i nawet pachniała nie będę, choć Żaba insynuowała, że nie będę się kąpała. Będę, będę, bo kąpiel kocham więcej jak żaba błoto ;)

Więc (wiem, nie zaczyna się zdania od więc) znieczuliłam się wczoraj lekuchno, musiałam, na nieszczęście otworzyłam ten chorwacki alkohol od Inżyniera, dupy nie urywa, nie smakuje mi specjalnie, a i rano głowa bolała. Nie, nie z nadmiaru, bo prawie cała butelka została, ale nie wchodzi mi i już... Będę do herbaty dolewać :D
I amarylis, wyglądający na niedorozwinięty zaczął mi pięknie kwitnąć

 Z tyłu ma trzeci kwiatek, a wyglądał na niedorobiony, jak go kupiłam. Kocham amarylisy :)
A w wiosce była dziś cały dzień taka mgła, że świata nie było widać...

Kocham również mgłę, jak nie muszę nigdzie latać i jak nikt do mnie nie leci. Jest taka mglista, aksamitna, zaczarowana :D


I wiosnę już zaklinam, niech nadejdzie, choć zapowiadają cały tydzień śniegu, ale spuszczę roletki i... nie będę widziała tego białego shitu.
U mnie będą tete a tete i żonkile i te takie dzwoneczki w drewnianej doniczce, takie fiołkowe, jak rozkwitną wstawię fotkę, Dora będzie wiedziała co to, ja nie pamiętam nigdy nazwy. Baran też będzie wiedział :) Ale on zajęty jest. Lampy Tiffany i takie tam, ale to super, niech ogarnia Koszulkową Alejkę :D

PS A już wiem - szafirki mam ;)

I zupełnie niechcący popełniło mi się samo

z cyca indyczego rolada z kaszą niepaloną gryczaną w środku. Z grzybami. Z włoszczyzną. Bo w pracy było w tym miesiącu wszystko z kaszy, ciasto z kaszy też, jak będzie wydrukowany przepis popełnię, ale ta rolada z mną szła i wołała: zrób mnie, bo ci w pysk dam. No i kto teraz to zje?? No kto??

I to by było na tyle :D :)


Wbijam się w dumę... Po zapisaniu notki wydawało mi się, że źle napisałam to francuskie słowo, ale nie... A nie używam języka od hmmm... ponad 30 lat... Ale to dobrze, nie dziadzieję :P

piątek, 10 stycznia 2014

Nareszcie

dotarł do domu.
Franuś.
Od Żaby.
Bo każda wiedźma musi mieć kota.
Mam i ja :)
Dziękuję, Zabko :*
Jest idealny, kartka również.
No cóż, jestem Starą Jędzą, jakby na to nie patrzyć :)
Proszę Państwa: oto Franuś we własnej osobie w towarzystwie Miśków.
Franuś, bo mieliśmy kiedyś kota i Pierworodny, złapawszy go, nalał na spodek mleka i trzymając Franusia za skórę na karku wlewał mu łyżeczką mleko do pyszczka, mówiąc czule: jedz, Franuś, jedz. Teraz za mamusię, a teraz za tatusia...
Kot zwiał, nie że nie lubił karmienia mlekiem, ale że ktoś drzwi otworzył i tyle kota widzieli...
To było w pięknych dniach na Makowej.
Kiedy koty piły mleko i animrumrały, nie miały uczulenia i żadnych cudów wianków. Były kotami.
Kiedy dni były prostsze i łatwiejsze.
A teraz Franuś mieszka wśród maków, jak kiedyś na Makowej... :)
Też mam kota, o.
We łbie też mi się koci, o.
Jestem kociarą.
Platoniczną, ale jestem.
I proszę Kociary przez duże K o niezadzieranie nosa.
O :)

PS za stara jestem na prawdziwego kota. One żyją 20 lat. Wątpię, czy tyle jeszcze jest mi dane, a tego się nie robi kotu :>




Chora

chorsza, trup.
Wczoraj znienacka chwyciło mnie w pracy coś. I nie puszczało, ledwo się dowlokłam do domu.
Obłożyłam się kocem, imbiru napiłam. Na noc na grubą (sic!) kordłę położyłam koc. Rano dycham. Ale założyłam swetr. A zazwyczaj mi gorąco. I trzęsłam się. Dojechałam do pracy, obleciałam kominki i okazało się, że robota w polu, a śniegu nie ma.
Zatem czuj duch i myknęłam do domu (fajną mam prackę, co nie??).
Po drodze sruuu do Lidla i uzupełniłam zapasy,
Nie, nie alkoholu.
Imbiru.
Buraków.
Jabłek.
Bagietka z czosnkiem, śmierdzę na kilometr, ale co tam.
I... kakao. Ale nie byle jakie kakao, ale takie z dzieciństwa, takie, jak robiła moja mama i takie, jakie robiłam lata całe dzieciom. Z prawdziwego kakao, cukru, ukręcane. Cowieczorny rytuał, kto dziś dostaje wylizywanko.
A nienawidzę mleka.
Wypiłam pół litra gorącego kakao.
Kubas soku z buraków, marchwi i jabłek, świeżo wyciskanego.
Herbatki.
Teraz lecę gotowac imbir.
Ciut lepiej i jest nadzieja, że przeżyję.
Na zdrowy rozum ten miszmasz powinien mi zaszkodzić i spowodować wymioty, ale...
Co ja za to mogę, że to za mną chodziło?
I chodzą jeszcze za mną pyry.
Gorrrrrrące, z białym serem.
Chora, chorsza, trup...
A może ja w ciąży jestem??
Łomatkozcórkom, będzie się działo...

I tete a tete mam...
I boligłówki trzy :)
Jak ten styczeń szybko leci, niech leci, niech nadejdzie szybciej dzień wyprowadzki....

Bo ja

złą kobietą jestem.
I tyle w temacie.
Wyszło szydło z worka...
Kiedyś musiało.
Ano...

czwartek, 9 stycznia 2014

Już wkrótce

będę miała kota.
O.
Osobistego.
Też się będę nim chwaliła, jak i Wy.
O.
Też będę kociarą.
O.


poniedziałek, 6 stycznia 2014

Ciężko

zabrać się za pisanie, co zupełnie do mnie niepodobne, a więc...
Dziś dopiero zgrałam fotki z aparatu, więc z kronikarskiego obowiązku, pomijając wcześniejsze zapisy, kto chce, niech czyta...

Ławica pożegnała mnie szopką, a potem jak było w UK, kto czytał, ten wie, a kto nie czytal, ten trąba :)
W międzyczasie Inżynier nie tylko nie wykończył Małej Wiedźmy, ale... bawią się w swoim towarzystwie znakomicie, czego nie można powiedzieć o mnie. Bawiąc się z nią w chowanego naderwałam sobie tłustą łydkę i napierdala mnie, że ojapierdolę... Końska maść nie pomaga ani nic...





Niepomiernie uradowani nieobecnością Herr Fricka (poprzednio zwanego Smerfem Marudą) i jego połowicy, Helgi, udaliśmy się tradycyjnie  do


tu... drink naszego niepijącego kierowcy, w którego alkohol zawsze trzeba wlewać siłą i przez lejek, ale który tym razem do końca upojnego wieczoru cały kieliszek Sheridana zmógł i mimo tego odwiózł nas w całości do domu (spróbowałby nie... )...
Ale jako że naraził mi się

oberwał tasakiem, a co??




Lubię tę rudą laskę, pracuje w tym pubie od zawsze chyba, bardzo angielska i przesympatyczna...

I... nie starzeje się nic a nic... :)


 Pod tą jemiołką Inżynier z Gadułką całowali się namiętnie, ale... Gadułka poszła do pubu tylko dlatego, że nie chciała mnie rozczarować. Dziewczyna, która pije na równi ze mną, a nie mogła zmóc piwa, zaś następnego dnia szła na 7 do pracy była ewidentnie chora. Zatem odwieziono ich z pompą i orkiestrą do Sroczego Zaułka, a my szaleliśmy dalej...


W tym roku dali nam jakieś niewybuchy, nie wybuchły :P


... ale i tak zaszalałam :D
Współtowarzyszom szaleństwa dziękuję, że mnie znosili :)

I potem Nowy Rok był, nieskacowany, spokojny, szuraliśmy paluszkami każdy po swoim przyrządzie... I dziwiliśmy się, że Herr Fricka i Helgi nie ma. Wrócili wieczorem i... nie. Tego się nie da opisać, to trzeba przeżyć.
Drugiego stycznia szczęśliwa, że wyjeżdżam, przejechałam z Inżynierem drogę do Luton, zalewana wodą...

i...



... po krótkim kiśnięciu i bez macanka...
po cudnych widokach, zapierających dech w piersiach


wróciłam


do krainy ciepła, słońca, cicho zamykających się drzwi, bez kłócących się wariatów...
Do mojego azylu...
Dziś, pomijając dni kolędowo-weekendowe, poleciałam do wujka Mietka, potem z nadzieją na Trzech Króli, ale było... jakoś tak nijako...













więc przeleciałam szybcikiem i wróciłam do domu, gdzie upiekłam chleb, zjadłam obiad i... czekałam na połączenie z Pierworodnym
Ojapierdolę.
Jak się nie odzywa, robię sceny.
Jak się odzywa, jest jeszcze gorzej.
Ludzie, ile można się kąpać??? "Rozmawiałam" z nim i Małą Wiedźmą godzinę. O ile rozmową da się nazwać gapienie się w widoczny w kamerce TV (bez dźwięku, doceniam), raz po raz lecące poduszki z kurde-co-to jest i rżące po angielsku różowe pierdoły, koniki, potwory... I jęczenie: pokaż się babci Yodzie na kamerce, kiedy ona nie chce się pokazać. Po godzinie pokazała się za to synowa, wykąpana, owinięta w ręcznik i machająca do mnie łaskawie.
Wiem, wredna jestem.
Ale... ona za każdym razem kąpie się godzinę albo i dłużej.
Sam kąpię się co dzień.
Zajmuje mi to zazwyczaj 15 minut z myciem głowy i zębów.
Czasem mam seans na dłużej.
I w ten sposób wychodzi na to, że jestem wredna.
Ale jak ona jest u mnie tydzień i co dzień zużywa mi pełńą wannę wody i blokuje łazienkę godzinami, to...
Znacie adres zakładu, który by mnie uśpił.
Może za części zamiennie.
Wątroba odpada, ale inne są całkiem, całkiem...