miejsce na ziemi i chęć do życia.
Bladym świtem pokonwersowałam z Inżynierem, doprowadziłam Go do białej gorączki kupując bilet, ale co ja mogę, że system mnie nigdy nie pamięta i za każdym razem zakładam nowe konto, bo nie mogę się zalogować. Drogo, najdrożej odkąd pamięcią sięgam, ale... to mogą być ostatnie święta w takim gronie, więc polecę. Mam nadzieję, że Smerfa Marudę i jego Donnę wywieje, Dziewczyny Inżyniera w same święta nie będzie, bo rodzina by jej nie darowała. Nie, żebym nie chciała, żeby była, jest spoko, z kuchni byśmy ją bezboleśnie usunęli, bo w kuchni w świeta rządzi Baran i Stara Jędza, wykorzystywana jako kuchcik... No nic, jeszcze muszę dolecieć, bo nie było opcji ubezpieczenia, coś w systemie padło, ale... olać.
Zatem pogawędziwszy z Inżynierem, za którego kciuki należy mocno trzymac i spojrzawszy za okno, stwierdziłam, że nie kochać w taką noc to grzech, tfuuuuj, co ja plotę, chwyciłam Soniczka w łapy i sruuuuuuuuu, na spacerek. Tym razem od dupy strony, wujka Mietka zostawiłam na koniec.
Zatem paczcie, nieprzyjechane, co straciłyście w dzisiejszym dniu, wiem, wiem, wola boska i skrzypce, mogę Wam zagwarantować wrażenia, ale pogody nie. A ta dziś była wyśniona.
I tak
Biedronki są wszędzie, nawet w szacownym Kupcu Poznańskim.
W perspektywie
Choć po gorączce sobotniej nocy trzeba było iść uliczkami Starego Miasta patrząc uważnie pod nogi, a i zdjęć nie chciałam robić, bo wstyd, obciach i ojapierdolę.
To jest niewinny widok...
Nawet srajdy zataczały się, skacowane, a łby miały gołe i oskubane z piór... Działo się... A może to jakiś srajdowy lump był?? Zwykły alkoholik???
A koniki jeździły i tym razem udało mi się je capnąć...
Brovaria zaś wiernie czeka, aż Baran tam ze mną wleci i rozniesiemy w strzepy tę spelunkę, a co???
I lato wciąż jeszcze nie odeszło. Nie mają chyba Mickiewiczowskich dylematów... O czymże dumać na poznańskim bruku??
Pogoda była wymarzona dla modelek, w kilku miejscach robiono im zdjęcia
A srajdy pikowały bezlitośnie, są coraz bezczelniejsze
I jakby tak koniki szarpnęły, to co, mocium panie???
Na rynku rozgościli się Słowianie, pracując...
... plotkując i romansując
A na złoczyńców czekał katowski topór
Ta mamusia musiała być bardzo zdesperowana, bo namawiala nic nieprzeczuwające dziecię czule i serdecznie, by włożyło główkę i rączki w dyby. A potem wio koniku i pozbyła się potomka ;)
Biedny Rudasek, oskórkowali Go...
A ponoć wtedy mężczyźni nie byli zniewieściali...
I cuda wianki też były
A srajdy dla nikogo szacunku nie mają, osrały nawet Pręgierz...
I jak zwykle proszalnych dziadków i artystów zabraknąć nie mogło
Ploteczki przed wiekami były tak samo popularne, jak obecnie
Przeszłość żyje w symbiozie z teraźniejszością
Wybija poznańska godzina
Piękny jest nasz ratusz, a niebo dziś było jak malowane
Tylko Gargamelowy zamek psuje klimat...
Zastanawiałam się, dlaczego ta kamienica jest zawsze taka czysta i już wiem, zoom zdradził tajemnicę.
Takie same siatki, jak na moim balkonie i kolce...
I... nie tylko dziewczęce tyłki wyłażące z dżinsów nie są ok. Nie mogłam się oprzeć, jak stał, też mu wyłaziły, łącznie z metkami, jakim snobem trzeba być, żeby się metką w gaciach chwalić?? Tfuuu... Nawet młode, jędrne, męskie tyłki czasem nie są pociągające...
Jak dla mnie ten kamienny ma więcej uroku... Przynajmniej się metką nie chwali... ;)
I tuptałam sobie dalej grzejąc się w promieniach wrześniowego słońca...
Samoloty latały i znów uciekło mi kapitalne ujęcie, bo wyszłam z założenia, że nic już nie złapię, wyłączyłam aparat, a za chwilę samolot spotkał się z kluczem ptaków. Trudno...
Drzewo na Placu Wolności już gotowe na święta...
Tu już widać jesień...
A na tle odrestaurowanego Okrąglaka kultowe góralskie budki...
Tu był Pewex, a Domarze Eks w tygodniowej kolejce wystał lodówkę... Ale mam na myśli ten daszek z szybami, ktoś tam wlazł i otagował. Ktoś się nie bał i pojebał...
Cztery słonie, różowe słonie... Tfuj... Faktycznie mam delirium :D
Specialite a la maison po poznańsku: rozkopywanie świeżo odremontowanego...
Okolice szkoły Inżyniera to seria "poczytaj mi, mamo" :)
Rowerów na płocie
A tu fotka z serii nie robimy fotek. Dostojny gość miał na sobie dżinsy... ;)
Poznaniacy zaś karnie maszerowali pieszo, nie mając wyboru, bo Teatralka zamknięta...
Z tej okazji kultową fontannę pod Opera ozdabia urocza toi toi ku wygodzie panów robotników, pracujących w pocie czoła nawet w słoneczne, niedzielne, wrześniowe popołudnie...
Mogli jednak ten kibel gdzie indziej postawić, nieprawdaż??
Skręciłam w lewo i
poleciałam do wujka, zapaliłam znicz, złapałam autobus i tym sposobem skończyła się wycieczka. Gdybym miała miłe towarzystwo, polazłabym jeszcze dalej.
Do wiadomości Żaby: taka wycieczka to tylko niecałe 3500 kroków. Porządna wycieczka to ok. 22 tys. kroków :)
Żegna się z Państwem Państwa przewodniczka po poznańskich ścieżkach i zaułkach - Stara Jędza. Napiwki mile widziane.
Miło wrócić do starych zboczeń ;)