Ciasno jest. Wiem. Popierdoliło mnie, że tak mówię.
Ale...
Dzieciństwo to były 4 osoby w jednym pokoju z kuchnią, tak na oko razem ze 30 m kw., bo drugi pokój, "tapczan", tak na niego mówiliśmy, stał praktycznie nieużywany, bo z przydziałowego węgla nie dało się go ogrzać, kuchnię też mieliśmy na węgiel.
Studia to akademiki i wynajęte pokoje, koszmar wiecznych przeprowadzek, nie było walizek na kółkach, nikt nie miał samochodu i wszystko trzeba było dźwigać.
A ja zawsze słabą niewiastą byłam. Do dziś mam czasami koszmary, że się znów przeprowadzam z tą tekturową walizką...
W małżeństwo wystartowaliśmy na 16 m kw. Od zera, nie mieliśmy żadnego mebla. Mój ojciec dał nam meble z tego "tapczanu" na start, bo i tak stały w nigdy już po śmierci Mamy nieogrzewanym pokoju, nieużywane. Była na tym też kuchnia i łazienka, a właściwie kuchniołazienka w jednym, potem korytarzyk, na którym było WC. W kamienicy teściowej, a jakże, kamienicznikiem była. Sama mieszkała na 150 m kw., ale... w suterenie. A dwa piętra po 150 m kw. zajmowali lokatorzy z kwaterunku, którzy nie chcieli się za Chiny Ludowe wyprowadzić, bo im się należało, mieli przydział i w sumie za darmo mieszkali, bo trudno to było nazwać czynszem, skoro teściowa dokładała nawet do wywozu śmieci. A w spółdzielni dostaliby to, co my i musieliby płacić czynsz, że hohoho.
Ale to były nasze metry i byliśmy tam szczęśliwi, choć po rozłożeniu łóżek i tapczanów nie można było chodzić.
Po wielu staraniach, uruchamiając znajomości, załatwiając zaświadczenia, a fakt, że grzyba jak złoto mieliśmy na ścianie i był to strych, więc latem jak na patelni, dostaliśmy mieszkanie, w którym jestem. Rotacyjne. Ojciec mój załatwił stolarza z rodziny, chciałam położyć podłogi (w pustym mieszkaniu to proste), nie żadne panele ani cuda wianki, bo ich nie było, deski były już wysezonowane, a mój uroczy szwagier, który wtrącał się do wszystkiego, rzekł do Eksa w te słowa: zwariowałeś, babie na fantazje dasz 200 marek, przecież to mieszkanie rotacyjne. I Eks brata posłuchał i skończyliśmy na lenteksie. 200 marek w owym czasie to były 2 miesiące spokojnego życia. Za panele obecnie zapłaciłam więcej, niż dwie pensje. Życie.
A - jak życie pozwoli - na rotacyjnym mieszkaniu będę do końca.
Tylko dlaczego ono się tak skurczyło??
Fakt, że jestem duuuuuużo grubsza od tej 45-kilowej chudziny, co się tu wprowadziła, no ale...
Wciąż widzę, jak Inżynier wlatuje do domu, a ja wrzeszczę: uważaj, głowę sobie rozwalisz... Przelatywał pod parapetem, nie muskając go wcale, taki mały był, ale wszędzie go było pełno.
A dziś chłop jak malowanie. Nikt nie wierzył, że z takiego rojbra wyrośnie Inżynier. Ja nigdy w Niego nie zwątpiłam, paskudny jest do dziś. I niech tak zostanie :)
A za ten zarwany urlop, co poświęcił go na przywracanie mnie do życia, oprócz piwka chili, które z przyjemnością wypił, dostanie gratisa :)
Chociaż boję się, że Go w alkoholizm wpędzę. Ale... Żaden z moich majstrów i pomocników nie pracował tak rzetelnie za nic. Za frico. Wiem, że to mój syn i że to jego psi obowiązek, ale mam dwóch synów... Ponoć...
A dzień był dziś
jak z bajki.
Gość, co był wczoraj w sprawie ościeżnic, to kawał ciula. Jak się umawiał z Inżynierem, nawalał. Wczoraj powiedział mi, że przyśle kogoś, bo nie wie, jak obmierzyć... i nic, cisza w eterze. Olać. Rozmawiałam dziś z Sikorką i jak wrócą z wojaży Sikor podeśle mi swojego kolegę, bo w branży drzwiowej kiedyś robił. A jak nie, to Sikora zadzwoni do mojego stolarza od półek, może on też coś takiego robi. Nierzetelnym rzemieślnikom mówimy stanowcze NIE :)
Czegoś mnie jednak ten remont nauczył: płacę, wymagam.
PS Na oko wyprałam połowę klocków Lego, suszą się ładnie w misce. Zabrakło mi wsadu do prania, a same klocki to niebezpieczna zabawa, jak sądzę :) Nigdy nie prałam klocków... Na co mi na starość przyszło ;)
Do dobrego się szybko przyzwyczajamy :)
OdpowiedzUsuńSyn nie syn,ale napracował się, doradził,najeździł z Tobą,podziękowanie od Ciebie z pewnością było dla niego miłe.
Nie prałam nigdy klocków.Co z nimi zrobisz?
Włożyłam do takiej siatki do prania delikatnych rzeczy, zamknęłam ja na zamek i wsadziłam na 60 st. z rzeczami do pralki :) Ktoś na FB radził mi zaszyć w poduszce, ale za leniwa jestem na zaszywanie, więc piorę na raty w tej siatce. Bardzo dobry pomysł, choć do głowy mi nie przyszło prać klocków, jak dzieci się nimi bawiły. Teraz od lat leżały w kubełku, do tego remont i więcej tam było kotów z kurzu, jak ustawa przewiduje. A takimi wypranymi się jeszcze Mała Wiedźma pobawi. Mam nadzieję :D Nie odpisał nic na ten alkohol, więc nie wiem, czy miłe, ale dam mu spokój, dziś pierwszy dzień po "urlopie" był w pracy :D
UsuńTo ja, to ja Ci powiedziałam o tym ;)))
UsuńA samych nie pierz, zawsze wkładam do takich Różnych miękkie ręczniki i pioro się, że talala ;)
Tak, Żabo Ty jesteś genialna :) Oczywiście, że samych nie piorę :) Bo jak wiadomo, kota się pierze, ale nie wyżyma ;) A Ty prałaś klocki???
Usuńale 60 * ?? w 30 * cza było prać :-) ja mam poszewki do poduszek na zamek ;-)
OdpowiedzUsuńByły brudne, że ojaciepierdolę :)
OdpowiedzUsuńteż mam taką poszewkę. ale klocków mam tyle, że zapchałyby pralkę i rozsadziłyby poszewkę... ;)
Usuńaaa ,jeśli, tak to rozumiem :)))
OdpowiedzUsuńSkoro mozna prac klocki ,to ja futrzaki wypiore i...odwiruje,z wanny mi niekiedy uciekaja.Wymiziam w 30%
OdpowiedzUsuńA buteleczka cudna
ktosia