poniedziałek, 23 września 2013

Orzeł

poleciał bladym świtem, doleciał, szczęśliwie ze swoją Dziewczyną, jako i Baran szczęsliwie do Sroczego Zaułka wrócił z zamorskich wojaży.
A ja, popłakawszy się na ramieniu Inżyniera przy pożegnaniu, wlazłam do łóżka, ale za chwilę wylazłam, bo raz obudzona nie umiem już zasnąć.
I wzięłam się do roboty i tak...
Dzień był ciekawy...
Zapieprz.
Łomatkozcórkom ile ja mam filmów, i to nie byle jakich filmów!! A filmy jeszcze są w kartonach u KB, ale zgodnie z poleceniem Inżyniera kasety wideo wywalamy, niezależnie od tego, czy nagrane czy kupione w Beverly. Nagrane już wywalone, ale kupione jeszcze są. Będzie się działo :D
I zabrałam się za klocki Lego. Pierwszy odruch - wrzucić do szafy, ale... jak zobaczyłam ile jest na nich kurzu... Będę prać, zgodnie z radą Żaby w pralce. Ale przedtem posegregowanie zajęło mi 4 godziny!!! Czegóż tam nie było w tym kuble...




W tym białym był  śmietnik. A ja, jak ten Kopciuszek mak od popiołu segregowałam... Zostały klocki i

śmieci, pół na pół...
I takie cuda wianki, nawet nie pamiętam, że coś takiego mieli i... małych sadystów hodowałam??

Kto zgadnie, czym jest kupka czegoś z lewej strony?? Urywali, jak widać wszystko... ;)

Potem wzięłam się za papiery i choć serce pękało mi z bólu, wiem, wiem stara wariatka ze mnie, wywaliłam na śmietnik

Bohomaz. Ale malowała go moja Mama, o której wszyscy mówili, że ma talent. Dziś wiem, że nie miała talentu, nie była nawet uzdolnioną kopistka, ale... To wisiało w sypialni nad łóżkiem i nikt takiego nie miał, bo wszyscy mieli jarmarczne oleodruki. Lepsze jak ten obraz, ale nasz obraz był inny...
I przedarłam się przez tonę papierzysk, w tym ślubne telegramy. Moje i rodziców. Rodziców poszły do śmietnika. Kojarzyłam je już tylko ja, pokolenie moich dzieci ma do tego stosunek obojętny.
I wciąż mi w głowie wiruje myśl, jak myśmy z tym całym bajzlem mieścili się we czwórkę, skoro  w tej chwili sama się nie mieszczę??
Wsadziłam do niszczarki wypłaty Eksa z lat przed ślubem, kurde, czego ja w domu nie trzymam??
I rachunki za malucha.
Rachunki za pierwsze meble.
Papiery zmarłego brata.
Ojapierdolę...
Przede mną znów czyszczenie szafek od początku, ale cichosza, bo mi za śmieci dowalą.
I wzbogaciłam się jak cholera, bo oprócz tego dolara znalazłam


I rzeczy naprawdę dla mnie bezcenne


Moi chłopcy kochani :)

W międzyczasie wleciał facet od ościeżnic, ale jakiś nierozgarnięty, pokręcił się i orzekł, że ościeżnice nietypowe i przyśle kogoś, kto się na tym zna do pomiaru. A że nawalił w piątek i animrumrał do dziś, a dodzwonił się do Inżyniera w UK, to ja chyba kogoś innego poszukam sobie... A co tam, tego kwiatu to pół światu :D
I bonusik na koniec. Zamówiłam. To jest wizualizacja.
Jestem oszołomiona i jeśli w rzeczywistości będzie to tak wyglądało, to... warto żyć, nieprawdaż??


8 komentarzy:

  1. Oj,ciężko się rozstawać z takimi pamiątkami.


    No to czekamy na rolety!:)


    OdpowiedzUsuń
  2. to jest głowa żółwia Nindża :-)
    co wygrałam ( tylko nie pisz że buziaka od męża no chyba że nie od mojego hahaha)
    o roletach już pisałam "wieża " wymiata i chwała Inżynierowi że Ci te pola lawendy wybił z głowy ! bo wieża jest po milion kroć piękniejsza i przecież kochasz Paryż a pól nie koniecznie no i co byś zrobiła zimą jak pola będą ośnieżone hehehe
    o klocach się nie wypowiem ,mam tylko nadzieję że nie nadepnę na żaden :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nic, więc musisz obejść się bez pocałunków, nawer mężowskich ;)

      Usuń
  3. Nie mam pojęcia co to jest:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Jajco..niespodzianka,nie mam bladego pojecia,ktosia>)

    OdpowiedzUsuń
  5. Nikt nie zgadł, Tak wygląda piłeczka po latach leżenia pod stosem klocków Lego. Nie była gumowa, może kauczuk?? :)

    OdpowiedzUsuń