czwartek, 19 września 2013

Urlop

rzecz święta, niby miałam dziś, zapowiedziany, że nie ma mnie, umarłam. Punktualnie o 15.03 odebrałam dwa SMS, że... jest robota. Odpisałam. Wlazłam na pocztę, jak dotarłam do domu i faktycznie, była robota, od Bossa, który sam urlop podpisał i coś, co miało być zrobione do 10...
Amen.
Nie ma ludzi niezastąpionych, ale???
U mnie się działo.
Straciliśmy pół dnia z Inżynierem w marketach.
Łypnął na mnie spod oka i rzekł: powoli mamę rozumiem.
Drzwi będą za trzy tygodnie, ale jak po SMS pojadę do marketu, uprzejmi panowie dopasują mi wkładkę do zamka w tymże markecie. A jak się uśmiechnę do tych, co przywiozą je, wsadzą mi w zawiasy... Amen...
Za trzy tygodnie będzie również reszta przedpokoju i stół oraz 4 krzesła, jako ostatni akord meblowania mieszkania. Amen... Jeden transport, jeden montaż.
Inżynier kupił mi serwis. Przepłacił, ale już nie muszę się tłumaczyć, że stary się stłukł i jem na skorupach. Ledwo dowlókł to do taxi, a nie kupiłam kubków i innych takich tam. Dlatego jadłam na skorupach, bo nie miałam osiołka na stanie.
Wróciliśmy do domu, padł.
Korekciłam, potem pracowicie myłam skorupy i odrywałam piszczałki i etykiety.
Wstał.
Rozpisaliśmy wiercenie i stukanie na jutro, jak się wyrobi, będzie cud.
Jutro wpadają na pomiar roletek, ościeżnicom coś wypadło i zadzwonią, kiedy wlecą.
Pojechaliśmy na randę z Dziewczyną Inżyniera i naparłam się na sushi, nie na Manekina.

I... prosz...

Po drodze była ironia losu, bo burgery z krowy w Świętej Krowie to dla mnie ojapierdolę.

Nie pozwolili mi jebnąć fotki uroczej Azjatce na progu, a i aparatu nie zabrałam, ale... :)
Byliśmy jedynymi gośćmi.
Kelner też debiutant.
 Baliśmy się, ale jedzenie rozpływało się w ustach, zjedliśmy wszystko, najedliśmy się - jak kiedyś mówiły moje dzieci - po pępuszek i naprawdę warto.







Smakowało. Dotąd jadałam sushi z Tesco w UK, ale to zachwycało. I nawet glony, niejadalne zdaniem Zmorki są jadalne, jak się je doprawi. Ja wzięłam Rainbow i chętnie zjadłabym to jeszcze raz, ale kto tam ze mną pójdzie??
A potem wylądowaliśmy w Naprzeciw


 nie idąc spać...
bo w Full House alkoholu nie ma, a rybka lubi pływać...

Bonus za znalezienie byka.


I polecieliśmy do SB odebrać pranie, ale okazało się, że choć SB otwarty do 22, to mało co tam tak długo pracuje i tym sposobem będę musiała kombinować, jak jutro odebrać pranie, bo Inżynier musi mieć garnitur, a ogarnia resztę domu, wiercąc, a ja zamykam...

No ba.
Nie takie rzeczy się robilo ;)
Życie nabiera barw, jak wokół są odpowiedni ludzie...


7 komentarzy:

  1. BRZOZKWINIA
    co dostanę?

    a ta taca z pysznościami to dla wszystkich czy porcja 1-osobowa?
    ja mogę iść skoro piszesz że dobre.

    OdpowiedzUsuń
  2. Może być dla wszystkich, może być jednoosobowa. Nie wzięłam i żałuję, ale dali mi podjadać :) Moje, to tęczowe, też było przepyszne. Zeżarłabym sama wszystko, hamowała mnie cena - taka duża tacka z różnościami kosztuje sporo - 58 zł. Ale raz się żyje, potem się straszy, nieprawdaż??
    Mądra dziewczynka, poproś męża o buziaka ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Czasami warto poszaleć :-)
    Dziękuję przekażę.
    Teraz się zastanawiam czy zwróciłabym sama uwagę na ten błąd.
    Bardziej w mówieniu poprawiam niż pisaniu, bo czasami sama pewna nie jestem jak coś się pisze poprawnie.

    OdpowiedzUsuń
  4. nawet taki tuk ortograficzny jak ja wypatrzył błąd ;-) na sushi z Tobą nie pójdę bo muszę iść na pyry z gzikiem bo kurde tak nie moze być żebym nie wiedziała co się w pyrlandii je :P ale adres tego sushi mi podasz bo Paskud chętnie tam się zastołuje kiedyś ( ma jakoś w ciągu miesiąca jechać więc pewnie nie zamkną do tego czasu :-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Pyry z gzikiem to sama zrobię. Ale... musisz wtedy dłużej u mnie zostać, bo choć raz musimy wyjść na miasto :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Ruda nie ma dłużej ..wpadamy w sobote rano wypadamy w niedziele po południu ...sobotę łazikujemy nie ma to tamto ;-)

    OdpowiedzUsuń