O tak... Dalej orzę, jak wół w kieracie, zlecenie oficjalne goni zlecenie nieoficjalne, ale będzie kaska, o której chłop nie wie, a i mieszkanie trzeba ogarniać.
Dziś wstałam o 5, zlecenie, książki, zlecenie, śmieci (oj, nawywalalam znów od metra, książki z których już nic nie będzie, bo się sypią - taki papier, a funduszy na restaurację niet, a i nie warto, bo żadne tam cuda wianki) i już wpada KB, bo trzeba było słupki odebrać.
Ale jeszcze przedtem dzwonek do drzwi i tym razem zobaczyłam dyg listowego (mój zawsze wdzięcznie dyga, może myśli, że napiwek dam?? Daję, jak przychodzi kasa, za przesyłkę nie, bo zazwyczaj albo nie mam kasy, albo mam banknoty).
I co ja paczę??
Sikorka mi dosłała:
Na końcu świata, Skubana, była... :) Też bym się tam wybrała, ale samej na koniec świata cięzko iść...
A przeglądając papierzyska poczułam, że zaraz wrzasnę: siostro, tlenu!!!! Znalazłam papier dla mnie bezcenny, którego szukałam od 10 ponad lat!!!! Przydział na moje mieszkanie :) Jako że zanim podrę lub wyrzucę jakikolwiek papierek oglądam go 10 razy nie wierzyłam, że mogłam coś takiego wyrzucić. W długie zimowe wieczory siadałam i przeglądałam stertę makulatury wte i wewte i nic. Diabeł ogonem nakrył. A dziś pierwsza teczuszka i tadam.... Jest!!! W koszulce, a jakże, wdzięcznie spoczywał na swojej kserokopii. Drżyj, biurwo pierdzistołkowa!!! Już się nie muszę do Ciebie przymilać, żebyś łaskawie raczyła mi to skserować i poświadczyć, że mam przydział.
Mogę z powrotem zameldować Pierworodnego.
Wiem, że meldunek już nie jest potrzebny, ale czasem lepiej go mieć, jak nie mieć.
Błogosławiony remont.
A z kwiatków z oślej łączki znalazłam
Tak Pierworodny w przypływie dobrego humoru zaadresował kopertę do mnie.
Myślicie, że nie doszło?
Doszło :)
I znalazłam dowód mojej wszechstronności (a co, bylam kiedyś młoda i dzielna)
i miałam te osiagnięcia na koncie ;)
A profesor Jakubek do końca życia nie zapomnę... Uczyła też WF i była jedyną z wuefistek, która nie zapisywała kiedy ćwiczyłyśmy, a kiedy nie i nie komentowała: znowu masz okres?? Ja miałam zawsze, całe życie długi, ponad 7 dni. I zawsze jak burak, jak wuefistka karciła: Stara Jędzo, zrób coś z tym, może do ginekologa?? A profesor Jakubek (uczyła jeszcze moją Mamę) zawsze mówiła: to posiedź, dziecko na ławeczce, oszczędzaj się, będziesz matką... Za mojej młodości nie było tamponów...
Ale to taka dygresja.
Bo potem zjawił się KB i pojechaliśmy odebrać słupki i do Agaty, gdzie zamiast szafy do przedpokoju kupiłam.... szafę do pokoju. Szafa do przedpokoju, która mi pasowała była dostępna tylko z wystawki, a nauczona doświadczeniem nie pokusiłam się na 100 zł rabatu. Szafę obtłukło już pół Poznania i z pierdyliard gości z Lubonia, Swarzędza i innych miast wokól mojej wioski. Poszukam innej, nie pali się :D
A że towarzyszyła nam tęcza na cale niebo (nie sfociłam całej, bo telefon jest jaki jest), a momentami nawet podwójna
wielka, cudowna i tęczowa, co wzięłam za nomen omen...
stwierdziłam, że KB ma rację i powinnam wrócić do dużego pokoju, bo niby po co się kisić w klaustrofobicznym, skoro mam specjalną świetlistą farbę na ścianie, wypasioną biblioteczkę, winobluszcz i może roletki doczekam??
Mądre słowa KB: gości masz na ruski rok, jak chcą, niech się w małym pokoiku kiszą. Tu i tam kanapa dwuosobowa. Niechciani szybciej się wyniosą. Ma chłopak rację. Mieszkanie jest dla mnie, nie dla gości.
I zatem to ja będę miała nową kanapę, choć Baran lubi na starej sypiać. Zatem on doceni mały pokój jako pokój gościnny.
I tak kolejna nowa koncepcja :)




ale tą szafę do pokoiku wstawisz ??? i nie podejrzewałabym Pierworodnego o taki dowcip !!! Inżynier co innego po nim widać że "kawalarz"
OdpowiedzUsuńNie, szafa do dużego pokoju, pod kolor do półek, z lustrem. A co, raz się żyje, potem się straszy :)
UsuńOn tylko tak niewinnie wygląda, łobuz był z niego niewąski... Choć Inżynier bardziej broił ;)
Same skarby!
OdpowiedzUsuńOj, Doro, żebyś wiedziała, ile tego jest :D
UsuńI bardzo dobrze, w końcu Ty tam mieszkasz ;)
OdpowiedzUsuńMądrze prawisz, Żabko, też do tego dojrzewam :)
UsuńI to jest bardzo dobra koncepcja:)
OdpowiedzUsuńA tak na marginesie to czytając notkę, gdzie z rozrzewnieniem wspominałaś czar dożynek, pomyślałam, że gdybym miała bloga to wrzuciłabym fotki wieńców bo gdzieś takie posiadam z dożynek z mojej wsi:)No ale bloga niet:)
Lubuszanko, to pisz bloga, pisz :)
OdpowiedzUsuń