jak koń w Wielkiej Pardubickiej. Szukałam szafy i to naprawdę ciężka praca. Nie znalazłam nic, bo albo za długa, albo za niska, albo za droga. Jeszcze jutro skoczę do BRW, no i muszę odebrać bezprzewodową kartę sieciową, zamówiłam i doszła. Mam dość kabli, kabelków i tej całej plątaniny, co się da - bezprzewodowo.
Chyba się skuszę na taką z Ikei, nie są najtańsze, ale wyglądają solidnie, a wiadomo, chodzi o to, żeby mnie przeżyły. To moje ostatnie meblowanie w życiu, raz, że nie mam już kasy, dwa, że i sił nie staje. Dziś znów wywaliłam tonę papierów, powinnam to była zrobić przed remontem, ale nie było za bardzo ochoty. Teraz już nie mam wyboru, nie ma gdzie schować, a po kątach kolanem nie będę upychała.
Rano, jak wstaję, lecę do dużego pokoju, żeby zobaczyć, czy to nie sen i czy wciąż mam półeczki...
Wczoraj podczas wywalania papierów miałam uczucie, że mam alzheimera. Nawet nie uczucie, ale pewność. I tak sobie myślałam, że poszukam testu zegara, a jak będzie źle, to jednak pójdę do lekarza, może się zlituje i uśpi?? Co rusz znajdowałam kartki z pozdrowieniami od Anny K. z mężem. Żeby nazwisko było, ale nie, nic, Anna K. Pocztówek nawet sporo, datowane na lata 2001-2003. Ki czort?? Dobiła mnie pocztówka z Dublina. Przypominam sobie wszystkie Anny, teściowa była Anna R., jej córka też Anna R., a Inżynier poznał kiedyś w necie i zaprzyjaźnił się z Anną R., jako że zbliżyło ich identyczne nazwisko, a ja miałam nadzieję, że będzie z tego chleb. Chleba nie ma, bo się nie da, ale Inżynier ma przyjaciółkę, ja też znam Annę R. i bardzo się lubimy, choć rzadko widujemy :) Szwagierka czasem do mnie kartki pisała, ale nie personalnie do mnie, ale do całej rodziny naszej, no i po mężu jest Anna B. i nie jej pismo. Bo ja poznaje po piśmie, kto pisze, taka uroda tego modelu. I ni chuja żadnej Anny K. w moim życiorysie. Mówię wczoraj KB, że się obawiam o stan zdrowia, a on na to, że no przecież nie pamiętam jak mówiliśmy o meblowaniu. Dobił mnie, ale żeby zabił, to kurka, nie...
I tak cały dzień wraca do mnie ta Anna K. Może w latach tych byłam less i faktycznie nie pamiętam, a ten mąż w podpisie to tylko dla kamuflażu. Wygrzebałam z pamieci wszystkie grzeszki zasługi, ale Anny K. nie pamiętam.
Na dokładkę rano ukradli mo Googla z kompika i mój wkurw osiągnął apogeum.
Tak więc miotam się, a jak dla mnie wciąż jest gorąco, wpadam do chaupki, wstawiam rybę do piekarnika i z motorkiem w dupie sprzątam dalej. Znów kartka od Anny K., tym razem z Włoch. No nie ma wyboru, trzeba iść jutro do lekarza, nawet bez testu zegara.
Ale dzielnie przekładam papierzyska i nagle w ręce trafia mi kalendarz na rok 2003 z Irlandii... I... już wiem, kim jest Anna K., i dlaczego nasz romans trwał tylko 3 lata. Pracowałam z nią w gazecie lata temu, potem gazetę zamknęli i odnalazła mnie parę lat później, bo przeszła na emeryturę po tym i dorabiała w jakiejś gazecie rolniczej (nie pamiętam już tytułu, pamiętam miejsca, gdzie była redakcja). I owa Anna K. raz do roku wyjeżdżała z maużonem na wakacje na miesiąc i zawsze prosiła mnie o zastępstwo w tej gazecie... Czuła się zobowiązana, więc słała kartki na święta, z podróży i z tego Dublina przywiozła mi kalendarz i jakieś słodycze, osiągalne już wtedy w polskim Tesco, ale podkreślała, że to z Irlandii. Potem albo gazetę zamknęli, albo ona zrezygnowała z tej fuchy i kontakt się urwał, bo nie łączyła nas wielka przyjaźń, tylko interesy.
Zatem nie muszę iść jutro do lekarza (ale pójdę, bo mi się piguły kończą).
Nie mam alzheimera.
Jaka ulga.
Bo alzheimera ma Sean Connery. Przykre. On chociaż ma środki na leczenie, a ja byłabym wrzodem na dupie dzieci.
Uffff....
To są skutki uboczne remontu, czytam stare papierzyska i ileż rzeczy wraca. Rodzina męża traktowała mnie zawsze lekceważąco, a z listów Cioci wynika, że gdyby nie ja, szwagier nie postawiłby takiej chałupy, jak chciał, bo wtedy nieważne były pieniądze, ale chody. A moja rodzina, lekceważona na maksa miała dojście do najlepszego klinkieru w Wielkopolsce. Takie to były czasy...
Jak bajka o żelaznym wilku dziś to brzmi.
Warto trzymać stare papiery.
Warto odświeżać pamięć.
Jest ulotna...
Jak mowi Alutka "to fascynujace" pisz wiecej takich historyjek lepsze od kryminalu.
OdpowiedzUsuńJolu, nie dobijaj. Jaka Alutka?? :> Lubisz kryminały? ;)
UsuńAlutka to postac w serialu "rodzina zastepcza".
UsuńKryminaly nie wiem ale zagadki tak.
co to test zegara ????
OdpowiedzUsuńTest rysowania zegara rozwiązujesz, jak idziesz do psychiatry i jest podejrzenie demencji i innych zaburzeń osobowości. Hmmm... Psychiatrię kliniczną też przerabiałam, stąd wiem :)
UsuńNo widzisz,i dlatego szkoda wywalać:)) I ja wielu historii nie pamiętam, czasem szczegół,rzecz ,albo właśnie listy,widokówki,zdjęcia, przypominają mi ludzi,miejsca,wydarzenia.
OdpowiedzUsuńTez chciałabym poznać tajemnicę testu zegara:)
OdpowiedzUsuńDoro, fakt, ale ile śmieci można nagromadzić?? Mam życzenia świąteczne, niektóre jeszcze z czasów dzieciństwa!!! Ale jak wyrzucić wielki zeszyt, w którym Mama zaczynała pisać dla mnie pamiętnik, a zapisała tylko kilka kart?? Te karty są dla mnie cenniejsze niż złoto...
UsuńTest zegara
http://www.healthcare.uiowa.edu/igec/tools/cognitive/clockdrawing.pdf
Doro, ja myślę, że test ten powinna rozwiązać Twoja Teściowa...
UsuńFaktycznie, Babinka,do której chodziłam opowiadała,ze miała taki test.
OdpowiedzUsuńMoja teściowa zaliczyłaby ten test,pisanie,liczenie idzie jej doskonale.
Doro, niekoniecznie. Wic polega na tym, że dostajesz pustą kartkę z tarczą zegara i musisz wpisać godziny w kombinacji, jaką podaje lekarz. Można liczyć i pisać, a na tym się potknąć. Dlatego stosuje się ten test :D
UsuńAha! Dzięki za wyjaśnienie:)
OdpowiedzUsuń