wtorek, 26 sierpnia 2014

Noc

była koszmarna. Najpierw okazało się, że dostałam taki kącik, że nie zmieściło się w nim nawet biurko, nie mówiąc już o badylkach, które chcieli mi po prostu ukraść. A potem wracałam do domu, Głogowska była jakimś labiryntem złożonym z parysko-londyńskich rzeźb i zaułków i nie wiedziałam, gdzie jestem. Ten widok Głogowskiej był tak sugestywny, że wracając do domu już na jawie miałam wrażenie, że za chwilę wjadę w coś nieznanego...
A potem był ranek i pojechałam, nie spiesząc się na stare śmieci.
Wszyscy siedzieli na tobołkach, a ja pomywszy statki w kuchni na nieswoim piętrze, bo tam same hrabiny pracują, a sekretarka na pysk padała, spakowałam swoje badylki do kartonu i złapawszy panów od przeprowadzki poprosiłam o zabranie ich. Boss deklarował, że zabierze je swoim SUV, ale nie wiedział, biedak, że badylki za duże do jego małego samochodu. Zatem zabrał tylko mnie i scindapsusa, skubaniec ledwo się zmieścił, a musiałam go wieźć na kolanach i Bossowi widok zasłaniał, i miło gawędząc (a bałam się tej jazdy z nim, w sensie że od lat mam uraz do bossów wszelkiej maści, ale ten jest OK) zajechaliśmy do nowej siedziby. Ojapierdolę, bałam się wejść.
Ale mamy gadającą windę (inna para kaloszy, że bez aparatów jej nie będę słyszała), i całe piętro dla siebie. Wbrew wszystkim wronom i innym krakajcom, jest super. Każdy ma swój pokój, no prawie każdy, ale nie ma jednej wielkiej hali :)  W kuchni jest nawet zmywarka do naczyń, skończą się więc zawalone zlewy (ja tam swój kubek i talerzyk myję staroświecko, ale jak wspominałam, mamy hrabianki na stanie). Kibelki też nowością tchną :) No i najważniejsze - salę konferencyjną mogę obserwować z okna, już nie jestem skrępowana przemykaniem się w czasie narad i nasiadówek.
Mój pokoik jest na samym końcu korytarza, do kibelka i kuchni mam blisko. Jest przechodni, będzie w nim dodarkowe biurko dla prawnika, który dyżuruje 2 razy w miesiącu i dla stażystów, tak że praktycznie jest mój, bo stażyści bywają przelotem i rzadko, a prawnik ma dyżur, jak ja mam wolne. Za ścianą mam tych, których lubię (chociaż lubię wszystkich). Panowie od przeprowadzek w końcu dowieźli moje kwiatki i z należytą czcią i szacunkiem wnieśli je na piętro, nie dając mi doniczki (bo się pani zmęczy, my jesteśmy od noszenia :) , nie jestem przyzwyczajona do tego, że mogę się zmęczyć, ale miło było). Ustawiłam badylki i poleciałam, bo moje biurko i reszta piernatów miała przyjechać następnym meblowozem, czyli nie wiadomo o której :) Chcialam iść do domu na piechotę, ale przy samej pętli się zapętliłam (górą, po wiadukcie bym przeszła, ale nie chcę chodzić po wiadukcie). Wsiadłam więc w bimbę i dojechałam do dworca, gdzie błądząc znów (ten mój brak orientacji w terenie) poszłam do Saturna, kupiłam podkładkę pod mysz na rachunek (już do firmy), zakupy w P&P zrobiłam i dotarłam do chaupki, gdzie popełniłam




 zapieczone w piekarniku.

Wczoraj były

oprócz ziemniaków z pomidorami i majonezem, miały być na dziś, ale były takie dobre, że zniknęły. Tak jakoś, same. Pewno Miśki się do nich dobrały, bo ja sobie nie przypominam :)
A tak wyglądały stare śmieci dziś

bez badylków okropnie, nieprawdaż??

A tu nowe, za oknem zamiast kół samochodowych mam drzewo i widok na ogrody domków jednorodzinnych.

Prześwietlone, ale kącik już oswojony, choć bez mebli. Mamy klimatyzację na pilota, u sąsiadów już sobie grzeją, bo im zimno :)

A to okno na najwyższym piętrze, z badylkami, to moje :)
Jutro polecę, może bym się mogła rozpakować.
Do pracy mi się spieszy, ale... Nie ma jeszcze dla mnie pracy, najwcześniej 8 września wrócę :)

Niepotrzebnie się martwiłam, zmiany nie zawsze są złe... :)


Update

 2,5 kilo węgierek, zero cukru, 4 dni smażenia i brytfanna do szorowania. Kiedyś by starczyło na dwa dni, a teraz postoi, czekając na amatora, bo go nie widać :)

9 komentarzy:

  1. Jak się cieszę,że na nowym jest tak super:) Tydzień luziku tez przyjemny!

    Ja dzisiaj mieszam w gruszkach.

    OdpowiedzUsuń
  2. dziś była papryka to się domyślam ale czym ją napełniłaś ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Twoją metodą, Zmorko :) Nie miałam mięsa, więc co się nawinęło. Ugotowałam kaszę gryczaną, dodałam cebul (białą, czerwoną, szalotkę), czosnku, pomidorów, przesmażyłam wszystko, sruuu do papryki, ser żółty utarty, zioła, majonez i zapiekłam. Na zimno, tak samo jak ta cukinia jeszcze lepsze niż na ciepło :) Polecam :) Tylko mało sycące jest, czyli trzeba mięsa dołożyć, bo Kuby tym nie zatkasz... A może ja taka łakoma??? :)

      Usuń
  3. No i niepotrzebny stres:)) Ja tam lubie nowosci i przeprowadzki... jak Cyganka. Dlatego nigdy nie marzylam o zadnym wlasnym kacie, bo to dla mnie kara bylaby. Na sama mysl, ze moglabym miec mieszkanie jedno do konca zycia az mnie dusi w gardle. Dom byl by dla mnie na sto procent najciezszym wyrokiem:))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, niepotrzebnie się zawsze na zapas martwię :) Podziwiam Cię i rozumiem, ale to nie na nasze polskie warunki... Mieszkam w tym mieszkaniu już 28 lat i pewno do końca życia zostanę, bo najzwyczajniej w świecie nie stać mnie na wyprowadzkę. Ale ostatni remont zmienił je nie do poznania, więc mam nowe-stare mieszkanie :)

      Usuń
    2. Ja podobnie, zawsze sieję panikę przed zmianami a potem się okazuje, że w większości niepotrzebnie.Ale taka już moja uroda. Do przeprowadzek tez niechętna, narzekam na siebie, że jestem osiadła jak ta stułbia ale mimo wszytko chyba to mi jednak pasuje.Cieszę się, żeś zadowolona z przeprowadzki pracowej a domowe zamieszkanie masz po remoncie bardzo miłe dla oka.Lubię te Twoje detale, 0statnio wgapiałam się w te dzbanki czy jak nazwać to cuś co stoi na parapecie:).Powiedz mi prosze coś Ty tam nawkładała w te cukinie? I jak długo to zapiekasz?Apetyczne toto:)Mariola.

      Usuń
  4. Stosuję metodę Zmorki, co znajdę w lodówce to włożę. Akurat mam dużo pomidorów i cebuli, ser był do wykończenia taki sałatkowy, czosnek, zioła, naprawdę trudno powiedzieć co, co fantazja przyniesie, a i majonez, bo zaciekawiło mnie zapiekanie majonezu przez Zmorkę (miszczyni jest moją inspiracją ;) ). Zioła, przyprawy, ostatnio odkryłam zioła dalmatyńskie Kamisu i zachwycił mnie ich smak, więc sypię. Następnym razem spróbuję z musztardą i miodem. Lubię takie zabawy :D Mój piekarnik akurat najlepiej zapieka w 200 st., więc na tyle włączam i sprawdzam widelcem, czy miękkie. Jak miękkie, to gotowe :D I na zimno, jak już pisałam, te zapiekanki są jeszcze lepsze :) Cukienie przed wszystkim (puste) posypuję na kilkanaście minut solą, zeby sok puściły, bo inaczej są gorzkie.

    OdpowiedzUsuń
  5. Podziękowanie:)

    OdpowiedzUsuń