Przychodzi taki czas.
Smutno.
Boję się nowego, jak zawsze. Nie musi być źle, będzie na pewno inaczej. Zobaczymy. Wiem, że stracę spokój, będę z ludźmi, nie wiem, jak to się poukłada, zawsze mogę aparaty wyłączyć, ale się już do nich przyzwyczailam.
Zobaczymy.
Na zawsze zostanie w moich wspomnieniach ten dom, bo spędzilam tu cztery lata, jedne z najpiękniejszych w pracowym życiu.
I mój pokoik. Kwiaty wybujały przez te cztery lata, ale ich nie przesadziłam. Nie wiem, jak zniosą przeprowadzkę, ani czy będzie im służył klimat nowego miejsca (zdaje sie, że tam klimatyzacja będzie). Nie będzie już pokoiku tylko dla nich...
Mój pracowy dobytek zmieścił się, po segregacji, w jednym kartonie, bo... nic nie gromadzę. Ludzie mają po kilkanaście, a co makulatury wywaliliśmy, to ojapierdolę...
I nie do wiary, jak puste może być dziennikarskie biurko :) Aż żal serce ściska...
No nic, coś się kończy, coś zaczyna...
Przesiadam się i co ja paczę?? Na skrzyżowaniu "18"... Dziś wyjątkowo nie nadjechała "2", ale "10", no ale co jest z tą "18"?? W sumie były dwie, bo druga jechała w przeciwną stronę :)
Napad miałam po czytaniu książki kucharskiej, więc wlazłam do "mojego" rzeźnika. Była ta sama dziewoja i było jeszcze salami. Poprosiłam, poznała mnie i rzekła: znowu salami??? A ja na to: fazę mam, w ciąży jestem... A kobiałka: niemożliwe. A ja: o in vitro pani nie słyszała?? Już nic nie rzekła :) Melodię zaś miałam na polędwiczki i że jeszcze był stragan, kupiłam śliwki i... Ledwo się do domu dowlokłam, bo parę rzeczy zabrałam do domu z pracy, a i koleżanka podrzuciła mi cudnej urody i smaku pomidorki ze swojego ogródka, MLASK :)
I polędwiczki wytarzałam w musztardzie z Guinnessem (mam taką od Słonka) pomieszanej z miodem, obsmażyłam na oleju i wpieprzyłam w śliwkowy - hmm??? - miąższcz?? Bo powidła to jeszcze nie były. I udusiłam w tychże śliwkach, doprawiając pieprzem i solą himalajską. Niebo w gębusi. Jako że sos śliwkowy został, jutro spróbuję w to wrzucić schab.
Dentysta jutro i może wlecę na pożegnalne słodkości do pracy. A potem będę ogarniała rzeczywistość do wtroku, we wtorek muszę badyle przetransportować. No i Umarlaki. Zobaczymy, jak się pouklada.
Balkon też się prosi o pańską rękę, a nadwyrężyłam tę chorą pakując... Wszystko leży i kwiczy, a mi jest żal...
Nikomu nie żal pięknych kobiet, co zamiast serca mają głaz...
Nie żebym piękna była :D






Miąższ nie miąższ,ważne ,że pycha :))) Powiem Ci, że jeszcze polędwiczek (wołowych? ) nigdy nie przygotowywałam.
OdpowiedzUsuńTa 18 tka to jakiś znak, może trzeba jakieś cyferki obstawić w totalizatorze i wygrasz miliony?
Myśle,że nie będzie tak źle na nowym miejscu, ale to prawda,jeśli nie będziesz miała osobnego pokoiku,to trochę niefajno.Może jednak uda znaleźć coś extra na Twoje potrzeby? też nie lubię zmian.
Dzisiaj chciałam do moich umarlaków,ale się rozpadało,a później ochota minęła.
Wołowe kupić dobre - wołowinę z mięsnej rasy, a nie z mlecznej, zdechłej ze starości, w PL zapomnij :) Jestem ekspertką, wiem co mówię... Stek, prawdziwy stek z mięsnej rasy kosztuje od 300 zł w górę za kg. Polędwiczki były więc skromne, wieprzowe, ale MLASK :) Były po 25 zł za kilo, wieprzowina tanieje. Polędwiczki są OK :) No i mam same 18 obstawić?? Bo 18 mieć już nie będę, choć będę miała 18 z 42% VAT :) Zobaczymy, co będzie. Życie :D
UsuńProwde prawicie Jedzo:))) Ja dopiero w Ameryce poznalam smak prawdziwej wolowiny. Poledwiczki takie na wpol krwiste to przysmak nad przysmaki. Tego z polskiego miesa nie zrobi, szkoda marzyc.
UsuńWieprzowe poledwiczki lubie wlasnie tak na ostro-slodko, robilam kiedys w pomaranczach z paprykami habanero.
Az mi slina cieknie na samo wspomnienie:)))
Przyzwyczaisz sie do nowego miejsca, Ty jestes madra i wiesz jak z ludzmi postepowac, wiec nie obawy, ze sobie poradzisz z nowym otoczeniem. A kwiatom nic nie bedzie, moje rosna w klimatyzacji jak najete, a ja mam spokoj, bo nie trzeba ich tak czesto podlewac:)))
Stardust, w PL jest już gość, który będąc w Ameryce posmakował steków i żeby móc je jeść, zaczął hodować bydlo wagyu... Ma restaurację w Sopocie, 1,5-kg stek kosztuje prawie 500 zł (ten z najlepszej części) i wizytę trzeba rezerwować 2 tygodnie naprzód. Chcę Inżyniera tam przy okazji wysłać, bo on jest stekomaniakiem i stać go na to :) Mnie nie, ani za wołowiną nie przepadam :) Dzięki za dobre słowo, dobra kobieto ;) Też myślę, że będzie OK, ale żal...
Usuń