dziś, oj działo.
Zgodnie z planem poleciałam na Manhattan po gazetkę i chleb. Pani sprzedająca gazety ma już... kalendarze na 2015 rok. Jak dla mnie przegięcie, ale sama mówiła, że ją o kalendarze męczyli, więc sprowadziła. Co ludziom się tak śpieszy do następnego roku, jak jeszcze ten się na dobre nie rozkręcił?? :)
Potem poleciałam na pętlę i na giełdę kwiatową tramwajem pojechałam i ojapierdolę.
Już nie będę sadziła żadnych badyli, jak mi padną, zrobię do co w zeszłym roku - kupię dąbki i postawię na parapecie, co by mieć widok na badylki. W zeszłym roku tak zrobiłam (skleroza), bo nic nie było po remoncie na balkonie, ale w tym roku zrobię to z wyboru. Mam nadzieję, że znów pogoda je oszczędzi. Zaraz na pierwszym stoisku - o dziwo - trafiłam na ładne bukiety i niedrogie, bo tylko 15 zł, więc kupiłam dwa dla moich Umarlaków. Jak te wiosenne będą się jeszcze trzymać, to nowe wstawię na Wszystkich Świętych, jak nie, to wstawię je teraz, a na Wszystkich Świętych będą jeszcze OK. Już się nie wyrabiam z tym wszystkim. Też wolałabym im dać żywe, ale kto o to zadba, żeby podlać? Życie.
I za 10 zł dostałam bukiet słoneczników, ledwo się z nim do domu dowlokłam, ręce mi mdlały. Słoneczniki miały ponad metr długości i uświadomiłam sobie już po kupnie, że... nie mam takiego wazonu, a w każdym innym się przewrócą. Z bólem serca więc je skróciłam, ale i tak mam w chaupce wypas...
i jeszcze astry mam i goździki, które wczoraj kupiłam. Astry na giełdzie za 2 zł za duży pęczek, a na targu chcą 6 zł za mały. To już wolę jechac na giełdę, czas mam :)
I na koniec zaszalałam, a co tam, kto bogatemu zabroni i mam
wiem, mogę sama takie coś zrobić, ale... nie chce mi się :D Małe chińskie rączki zrobiły za 5 zł polskich... Podoba mi się... :)
Potem poleciałam na kijki i ładnie leciałam :>
Ostatnio słyszalam, że wróble giną, a u nas w tym roku zatrzęsienie. Już miałam strzelić fotkę, całe stado rozrabiało na chodniku, ale jakaś baba szła jak czołg i choć widziała, że przymiezram się do zdjęcia rozgoniła towarzystwo na cztery wiatry. Zatem złapałam tylko niedobitki na drutach i nie, to nie sa jaskółki, to sa wróbelki :)
Z ajfona guzik widać, pójdę może jutro na nie popolować z aparatem :)
Muszę uważać, bo co chwila mam jakiegoś nieproszonego gościa, nie wiem, czy to osy, czy pszczoły, ale co rusz coś wlatuje. A jak nie mogą wlecieć, to kopulują z moimi świeżo mytymi szybami, zostawiając na nich jakieś klejkie placki. Pornografia, psiakostka :)
Jak leciałam na kijki, dałam dziadkowi, u którego kupuję zawsze miętę i badylki 3 zł, bo w zeszłym tygodniu lało, wiało i sama brałam kwiaty, dopiero w domu zauważyłam, że zamiast jednego bukietu astrów wzięłam dwa, ale mi sie już nie chciało w ulewę na Manhattan wracać. Człowiek oczy kwadratowe zrobił i mówi, że nic nie wie i nie pamięta, ale ja wiem. Złodziejem nie jestem. Chciał mi badylki dać, ale podziękowałam, bo z kijkami nie miałam jak nieść i powiedziałam, że jak coś liczę na zniżkę. I od razu mi się lżej zrobiło na tej parszywej duszyczce.
A propos mycia okien - nie wiem, czy to wina tego, że są plastikowe, czy budów w okolicy, braku firanek, ale wciąż widzę brud. I Mama Klary też na to narzeka. A w pracy kumpela mówi, że w Matki Boskiej Zielnej okna myła, bo... teściowa miała wpaść z wizytą.... :) Moja teściowa to słodka nie była, kawał wtrącacza się, ale na czystość nigdy mi nie zwracała uwagi. Może dlatego, że większej bałaganiary jak ona to ze świecą można było szukać. Sama się nie zhańbiła sprzątaniem, robiła takie cyrki, że albo ja sprzątałam, albo szwagier brał kobietę do sprzątania... Panikę w oczach miałam, jak przyjeżdżała Ciocia moja, Mamy Siostra, bo ta i pod wannę zajrzała, czy tam kurzu nie ma, ale... bywała tak rzadko, że nie było źle...
I uświadomiłam sobie, że nigdy w życiu nikt mi okien nie umył!!!! Eksa odganiałam, bo jak widziałam, jak umył okna u Teściowej, to mi serce pękło. Przetarł i olał... Brudne były czystsze, jak po jego myciu :D Też metoda... A chłopcom nigdy nie pozwalałam, choć się kłócili (umieją myć okna, myli w pracy i gdzie indziej), bo bałam się, że wypadną. Po tym, jak wleźli na parapet na zewnątrz, pacholęciami będąc, do dziś wrzeszczę, jak zbliżają się do barierki balkonu i mam odruch wymiotny :) Więc pozostaje mi się modlić, żebym dawała radę myć te pieprzone okna, bo na usługę mnie nie stać... :)
Cicho, spokojnie, chmurzy się, pachnie powidłami...
Sobota.
Jedno, czego mi żal, że nie mogę dziś być w Londynie. Jest Notting Hill Carnival i od lat marzę, żeby to na żywo zobaczyć. :)
Takie marzenie z tych niespełnionych nigdy...
I takie trzeba mieć :D





potwierdzam to jest brak firanek ;-)
OdpowiedzUsuńNie powieszę, nie mam na czym, a żadnego kucia ścian nie będzie :D
Usuńe tam kupuje się szmatkę z mikrofibry i przeciera zewnętrzną szybę i jest jak nówka nieśmigana ;-) słoneczniki masz piękne ;-)
OdpowiedzUsuńU mnie szmatka z mikrofibry NIE DZIAŁA. Czary jakieś, czy cuś?? :) Dziękuję, też się nimi zachwyciłam i musiałam je kupić, choć już w piatek kupiłam kwiaty. Psychika mi siada ;D
UsuńPotwierdzam, u mnie szmatka z mikrofibry też nie działa!!! Firanek też nie mam i póki co nie zamierzam! W kuchni to nawet rolet nie mam, nie mogę się zebrać żeby zmierzyć okna i zadzwonić do Zmorki :)
OdpowiedzUsuńKupiłabym sobie takie słoneczniki ale nie mam wazonu, ani jednego!
mamaKlary
Wazonów mam tyle, że mogę się podzielić, ale takiej baryły do metrowych słoneczników nie mam. Nigdy nie kupiłam, bo nie było gdzie postawić. Czasem trzymam kwiaty w butelkach po procentach, niektóre są nawet fajne, choć znacznie już przerzedziłam kolekcję. Albo w jakimś fajnym kubeczku czy słoiku, wszędzie można :) Najważniejsze żeby badyle były :)
OdpowiedzUsuńA ten men na trzecim zdjeciu to co?,kalendarz ten wlasnie?
OdpowiedzUsuńFajny:)
Kalendarz, ale tegoroczny. Co roku mam jakiś z menami, bo... :) Nie podobają mi sie dziewczyny :P To znaczy nie kręcą mnie. W pracy też takie miałam, ale teraz koniec z tym :(
Usuń