niedziela, 8 maja 2016

Zgodnie

z zapowiedzią - działo się.
Ponieważ wyszłam z domu za wcześnie, więc przetuptałam 5 km, co mi na zdrowie wyszło. Pogoda jak marzenie...
Wypatrywałam wieżyczek :)
 Takie graffiti to jest ok.
 Szpital ortopedyczny im. dr. Degi.
 Kamieniczka.
 Kamieniczka w całości.
 I kotecek. Korektorka wszędzie błąd znajdzie :D
 Budynek szachulcowy, strasznie mi się takie podobają :)
 Polibuda.
 Kościół przy rynku Wildeckim.
 Kamieniczka.
 I fontanna, nareszcie czynna, bo ostatnio sucha była wciąż...


 Rozśmieszyło mnie, tak jakby fryzjer był u Pawła :)
 Można ukwiecić balkon? A można go olać?
 Czy jak dosypię tego relaksu do wódki ominie mnie kac?
 Nowy sklep ze starociami, cudne rzeczy tam mają, fotele jak marzenie... Muszę wdepnąć.
 Tu stanęłam. A pan śmieci na torach zbierał. W niedzielę, szok :)
 Wszyscy czekaliśmy cierpliwie.
I stara bimba przejechała, łezka mi się w oku zakręciła :) Można było wsiadać i wysiadać w biegu. Com czyniła, ale byłam młoda i głupia :)
I za niedługo zaczął się on.
Poznań - Wings for Life World Run 2016

Idea wyścigu jest taka, że meta goni uczestników. Samochodem kierował Małysz, niestety na fotkę u mnie się nie załapał, nie zasłużył :)

 Nadchodzą...
 Bezkarne robienie fotek policji to to, co tygryski lubią najbardziej :P

 Pierwsi biegacze :)

 A nad nami helikopter krążył.




 Na wózkach jechało mnóstwo osób. Stałam na lekkim wzniesieniu, gdzie ciężko było im podjechać, ale w przeciwieństwie do innych wyścigów, tu zawodnicy pomagali tym na wózkach. Bez proszenia, odruchowo, naturalnie...






 A blond włosy rozwiewał wiatr :)
 I like, Szymon :)

Zachwycił mnie ten fryz ;)

 I pieseczek był, a jakże. Patriota :)

 Batman.



 Dzieci nie są żadną przeszkodą, jak widać.

 I naprawdę wszyscy tacy uśmiechnięci.


 Poznanianka. Porzundek zaś ale musi być :)




 Zakopane też biegło :)
 No i oczywiście Gwiazdor. Bo to Poznań, Gwiazdor musi być.

 I dziewiczy wianeczek ;)
 I statua Wolności :)
 Skojarzyło mi się to z gościem z Wikingów :)
 No i Ruda, Ruda zawsze musi być, bez Rudej nie ma zabawy :)
 I weganizm tez propagowali :P
Do tej starej bimby można by było wskoczyć i kawałek się podwieźć ;)



 I Żyrafka też biegła :)


 No i oczywiście Kubuś Puchatek. Podziwiam, bo żar lał się z nieba, więc wdzianko na pewno nieźle grzało :)
 Farbowana ruda, na dokładkę facet :P
 Panu się kierunek pomylił :D
 A tu pan nie wytrzymał, strip-tease zrobił. Futerko w maju, w cieniu było 26 stopni :)


 Niektórzy powoli pasowali...



 Młode męskie piersi. Rozmarzyłam się :D




 Pan kibicujący zmartwiony, że to już koniec i nie będzie miał komu piątki przybijać.


 Małysza wypatrują...
 Wolontariusze polewali wodą biegnących, ale nie sądzę, żeby to był dobry pomysł... No cóż...

 Bezkarne selfie z policją :)


 Małysz za kierownicą :D



 A tym autobusem jechali ci, których Małysz wyeliminował już. Na razie było w nim pustawo.  I to już koniec jak dla mnie, biegacze biegli do Gniezna. Wpisowe, bagatela, 120 zł, poszło w całości na badania naukowe. Mam nadzieję, że do zobaczenia za rok :)


sobota, 7 maja 2016

Zakochałam się

w szewcu.
Ty, Baran, nie pochlebiaj sobie, żaden szewc nie robił moich dzieci :P
Znaczy się, przypomniało mi się, jak kłóciłam się z Eksem o Pierworodnego.
Bo Eks, niepomny swojego dzieciństwa i naporu rodziny, dążył, by dzieci były lekarzami.
Pierworodny poszedł do liceum ekonomicznego, bo nienawidził biologii.
Inżynier poszedł do wówczas technikum kolejowego, bo tam była najlepsza informatyka w całej wiosce, no i nie było biologii.
Moja Mama, a ich Babcia uczyła biologii.
A ja jestem, oprócz tego, że jestem Starą Jędzą - wariatką na badylki.
Wychodziłam z założenia, że jak moje dzieci maja być nieszczęśliwymi lekarzami, niech będą szczęśliwymi: mleczarzami, gazeciarzami, szewcami...
Była wojna...
Inżynier jest zawodowo spełniony, Pierworodny mam nadzieję też, ale z nim mam gorszy kontakt i trudniej go rozgryźć...
Wracając do naszych baranów:
Ten szewc się nie starzeje (wciąż go widzę, jak siedzi w warsztacie na Makowej, toczka w toczkę taki sam, jak przed 30 laty...) - a przeniósł się na Manhattan jakieś 3 lata temu.
Butki pasują idealnie... Polazłam w nich do Lidla, co zazwyczaj zajmuje mi około godziny, i nic. Zero pechęrzy, aczkolwiek nieco mnie nogi bolały.
Mam przynieść te klapki z Tamarisa, co mi nogi żrą do żywego mięsa.
Taka stara, a taka głupia...
Wciąż widzę siebie, jak siedzę w warsztacie u pana Zmyślonego, który pracowicie wbijał ćwieczki w buty i gawędził...
Mój Dziadek, którego nie poznałam realnie, bo zmarł krótko po moich urodzinach, też był szewcem.
Mam 61 lat i nie wpadłam na to, że każde buty można spróbować naprostować.
Zwłaszcza te, które kosztowały ponad stówę. :D 
O, zwłaszcza. Nasze ulubione słowo... Z czasów, kiedy mieliśmy TV,  zakładaliśmy się, kiedy padnie zwłaszcza...
Jutro, Kochany Pamiętniczku, będzie się działo.
Albo i nie :D