Że tak hip-hopem zarzucę, a kto mi zabroni?
Dziękuję za słowa pod ostatnim postem, który... ostatnim postem nie jest, jak widać, za wszystkie opinie, że jestem przydasię.
Ano, może.
Kij w oko tym, którzy zasłużyli, bo w dupę by jeszcze przyjemność mieli.
Słodka jestem, jak zawsze, a kto mi zabroni??
Choć życie nie przyjdzie już do mnie z laurką, to wracam na swoje podwórko...
Bo... nudno jakoś do szuflady marudzić, co nie, Kochany Pamiętniczku.
I nawet mi do głowy nie przyszło, że można było ostatni wpis potraktować jako Prima Aprilis.
Od lat się w takie numerki nie bawię, no ale...
Diamonds are forever. True story :)
Zatem w telegraficznym skrócie, za to ci, którym brakowało zdjęć już nigdy o zdjęcia nie poproszą :)
Pogoda przedwielkanocna była cudna, zatem
włóczyłam się namiętnie, podglądając
Nawet padalec mi się trafił.
I taka piękna żaba :)
A potem tradycyjnie przyszła zima...
Wielkanoc minęła spokojnie, na trzeźwo, jak w jakimś pieprzonym śnie AA.
Bo do rozgoryczenia dołożyć alkohol, to mogiła by była.
W pierwsze święto Inżynier wywalił mnie godzinę wcześniej, bo się biedakowi ckniło, jako że samotnie święta spędzał, Dziewczyna była w pracy.
Podzieliliśmy się zatem jajeczkiem, a że pogoda była pod zdechłym Azorkiem, ułożyłam wygodnie tłustą dupę koło baranka
i pożerałam
oczywiście kulturalnie, z talerzyka, widelczykiem, ąę bułkę przez bibułkę.
W drugi dzień Wielkanocy Inżynier wieczorkiem znienacka zadzwonił i dostałam opierdol, że w piżamie łażę. No co, wykąpałam się, a zimno było tak, że psa grzech wyrzucić, więc co :)
Pierworodny ograniczył się do jednego zdania na Gmailu, Synowa nie rzekła nic. Nawet jak wróciła do UK nie napisała pro forma, że wnuki dziekują za prezenty, bo doszły.
Kij im w oko. Im, nie wnukom, bo co dzieci winne, że mają głupich rodziców. I nie tak syna chowałam, ale widać w tym przypadku nauka poszła w las. Trudno... Będę musiała z tym żyć.
Powrót do pracy to była jazda bez trzymanki, ale kto da radę, jak nie ja?
I tak dojechaliśmy do lądowania Orła, który tym razem wylądował w Gdańsku. Pierwszy raz w życiu nie miotała mną złość, że jak to. Dorosłam. Ma swoje życie, no i w Gdańsku jest Ania, najmilsza dziewczyna pod słońcem. Lata całe miałam nadzieję, że... Ale to mission impossible, więc trudno :)
Olałam zatem, że jest nad morzem, a nie w wiosce.
Ugotowałam gar rosołu i poszłam na imprezkę w dniu jego przyjazdu do domu .
I miałam na wszystko wyjebane.
Prawidłowo.
Wylądował, to i dojedzie...
A imprezka była ojapierdolę. Będę odtąd stałym gościem imprezek, no bo :)
Batman i Joker, a jakże...
Senator rzymski...
I czerwony krawat też był...
Szacunek i podziw...
Blondynka ;) Nie mogła się rozstać z telefonem, i nie, nie słuchała muzyki, słuchawki miała na szyi ;) A forka niżej gość sobie sweet focie robił (ten na drugim panie)... Ojapierdolę :D
Ta Maleńka biegła z zawodnikami, starając się dotrzymać im kroku :)
Rude mignęło i tyle ją widzieli :D
Końcówka, ale i tak szacunek :)
No i doczekałam wreszcie Inżyniera na memłonie... Ostro się wziął, opierdolił, bo okazało się, że kompiczka tak zapchałam, że zdjęcia z imprezki już się nie dały zgrać. W ramach pokuty musiałam wysłuchać wykładu na temat działania kompika, aczkolwiek i mimochodem pochwalił, mówiąc, że dumny jest z matki, która lepiej się zna na kompiku, jak ludzie u niego kilka lat pracujący.
Spuchłam z dumy.
Kupił mi nowy dysk, podłączył ten co w szafie gnił (ten umiałam sama podłączyć, ale go oszczędzałam ;) ), reinstalkę fachowo wykonał, że nie powiem, co przeżyłam szukając Windows 7, bo to wielka trauma była. Ale znalazłam, nic w tym domu nie ginie, Miśki oczywiście schowały, choć się Skubańce do dziś nie przyznają...
Ogarnął, jak chciałam, na 99%. Został jeden, albo ogarnę sama, albo i nie... :)
Wpadła Dziewczyna Inżyniera. Spytałam, jak mieszkanie po remoncie, bo stare jej się nie podobało. Rzekła sucho: może być, lepiej, ujdzie.
Kij jej w oko, bo w dupę to by przyjemność miała...
Nic na to nie poradzę.
Wleciał na moment Kierownik Budowy z Dziewczyną i... mamy zaproszenia na ślub i na wesele, na piśmie.
Inżynier zaś już w piątek pojechał do Kołobrzegu na następny ślub, wrócił w niedzielę późnym wieczorem, w poniedziałek rano wyleciał i tyle go widzieli.
Do czerwca, bo będzie ślub Kierownika.
A potem będę tydzień niańczyć koty.
Potem wleci w sierpniu na ślub do K. I już obiecał ogarnąć Umarlaki, bo pojadą wcześniej do hotelu. Zatem letnią wyprawę do K. mam z głowy. I litery mi odnowi. Coś mu się łezka zakręciła, jak o Umarlakach gadaliśmy. Mięczak, psiakostka... Ale oj tam, oj tam, ma wybaczone, te łezki w oku to po Starej Jędzy ma, nie da się ukryć, że sentymentalna dupa z niej...
Bywa.
I systematycznie chodzilam do pracki, 8 km co dzień.
Chapeau bas...
I Zmorka się martwiła, bo w wiosce bimby się zderzyły. Na mojej trasie. No ale ja spieszona, więc nic mi się nie stanęło. Dzięki, Zmorko, za troskę.
I zamknęłam znów na kluczek kolejny numerek, a działo się, że ojapierdolę. Ale nie chcę nawet o tym myśleć, bo po co?? :) Jest cudnie, zamknięte i spokój do 4 maja.
Inżyniera nieco zgwałcilam, bo opierał się, że się nie da, bo beton. Jaki beton, jak styropian i tynk i nawet się nie opieram, ale mam
Fajnie wieczorkiem sobie piwko wypić na balkonie do serialu :D
A jak się zrobi cieplej, to i śniadanko się tam wszama.
A dziś zaszalałam i
tralalala :)
Lawenda przezimowała w akwariumie i... :) Będą z niej chyba kwiaty...
... w puszce od lizaków, co ją Pierworodny z kariery w Beverly Hills przywlókł posadziłam trochę badyli i miotłę Małej Wiedźmy. Może wreszcie urośnie... :) Żyworódka rośnie bez opamiętania, coś muszę z tym fantem zrobić, ale nie wiem co...
Winobluszcz żyje, vivat :)
Sikora jest w ciąży i dziś się dowiedziała, że Bąbel to chłopak.
Super :D
Cieszę się Ich szczęściem, bo jest czym
Sóweczka rośnie i jest coraz mądrzejsza. Nic dziwnego, skoro ma taką babcię, jak Stara Jędza. Że przyszywaną?? Oj tam, oj tam, drobiazg. To jakoś zygzakiem idzie.
Przykre, że Bliscy mają na mnie wyjebane, ale widocznie zasłużyłam.
Nie wszyscy, wiem. Na Inżyniera i Sikorę nie dam złego słowa powiedzieć. Są wierni. Co dzień rano muszę się meldować, że dycham, bo jak nie, to mi tu ABW albo inny SWAT naślą :D
No nic.
Jak nie ma po co żyć, żyje się na złość. Co nie?
I tak się mobilizuję, żeby jutro wybyć do Kórnika, bo magnolie kwitną.
Sądzę, że nie dotrzymają do majowego weekendu, kiedy to są tam Dni Magnolii.
Obaczymy.
Zakupy i sprzątanie odfajkowane, więc maybe?? :)
I tak, Kochany Pamiętniczku, znów wylazła ze mnie Stara Erotomanka Gawędziarka.
Tfuj :>


















































