środa, 26 lipca 2017

Chińskie

przysłowie, a raczej przekleństwo, mówi, Kochany Pamiętniczku: obyś żył w ciekawych czasach.
Na mnie padło.
Zamknęłam ukochaną gazetkę, w szaleńczych okolicznościach, bo i warzywka doskoczyły znienacka, a tam robi się jeszcze większy bajzel.
A już były demonstracje. A mnie serce bolało, bo wiedziałam, że jak nie pójdę chociaż raz, to będę pluła co dzień na lusterko, a nie lubię go myć...
I bach, po gazetkach spadło na mnie

do przeczytania.
Oczywiście, nie mam nic do redaktora, bo on rolnik, nie wydawca.
Ani do profesorów, bo kto tam widzi, czy jest jedno ii czy dwa w łacińskiej nazwie.
Więc i piątek spędziłam na dłubaninie, ale ogarnąwszy znienacka wszystko rzekłam dość, że mam życie osobiste, tym bardziej, że działo się coraz więcej.
Więc zabrawszy na nowo druknięte do domu plus indeks, który okazał się leżący i kwiczący pomaszerowałam do domu, lewa, prawa, lewa, prawa...
I pojechałam wieczorem pod operę.
Ciepło mi się na sercu robiło, bo widać było, kto tam tupta, jak na dłoni.
I tak sobie tam szukam miejsca na przystanięcie, gdy wtem...
Ojaciepierdolę :)
Na murku siedzi...
Grażynka, nie Grażynka?
Czasem komentuje moje posty. Znalazła mnie na fejsiku, kiedy zawiesiłam działalność na kołku i molestowała :)
I tak kwitniemy w znajomych tamże, ale realnie nigdy się nie spotkałyśmy, choć mieszkamy w tej samej wiosce.
Ona mnie też od razu poznała :)
A więc FB łączy ludzi, a co :)
I tak razem przetrwałyśmy demonstrację, po czym ja zwiałam z prędkością światła, albowiem mój ostatni autobus za chwilę odjeżdżał, a potem już tylko nocne, a te co pół godziny jeżdżą i nie z tego przystanku, musiałabym kurcgalopkiem lecieć kilometr, a nazajutrz roboty po kokardkę i kucyki miałam.
I laurka dla Grażynki, bo była na WSZYSTKICH łańcuchach światła.
Dzielna kobieta.
Ja nie. Bo w sobotę ugrzęzłam w robalach, a w niedzielę siedziałam nad nimi 13 godzin non stop.
Na oczy już nie widziałam i klęłam, na czym świat stoi.
Ale cóż, zależy mi na kasie, bo tak. Bo jestem taką zasraną materialistką.
Taki life :)
Ale z Grażynką się spotkam na kawie, jak tylko mi się zluzuje, bo jest fantastyczna :)
Internet łączy ludzi, FB takoż i nie damy sobie w kaszę pluć :)
A sama impreza, tu w wiosce, była pod hasłem: porzundek zaś ale musi być. Ani jednego kwiatka pod operą nie zadeptano. I nie był to wiec taki, jak parasolkowy. Był inny. Bezpartyjny. Spokojny. Stonowany. Było widać, że ludzie, którzy mówią ze sceny wiedzą, co mówią. Że chodzi o Polskę, nie o żadną partię. I wiersze były, pisane przed laty, ale jakże tragicznie pasujące do okoliczności. I ludzie wokół rozumiejący, co się mówi.
Te chwile. Niezapomniane.
I te 10 minut ciszy, ze światełkami w rękach. To nie chodziło o PiS, o PO, o Nowoczesną.
To chodziło o nas, nasze dzieci, nasze wnuki.
Jestem dumna z mojej wioski, mimo że powstańcy z niej nie zdobyli dworca, bo nie mieli peronówek.








I hymn śpiewałam, fałszując, jak to ja, ale ze szczerego serca. Bo kocham mój kraj i na pohybel wszystkim popierdoleńcom.
Nieważne, kto rządzi, niech rządzi mądrze i sprawiedliwie.
I dlatego mówię nie.
A dziś (bo dopiero dziś znalazłam chwilę) wysłałam kartkę

Nie była na tej manifie, na której taki piękny napis ułożono, trudno. To wszystko przez tę pracę, bo jednak stara jestem i tak zmęczona wracam, że nie pójdę stać, bo nie chcę do szpitala na noszach. A jeszcze na dokładkę upały takie, że nogi mam jak dwa słupy do podpierania dupy, gdzie te pęcinki smukłe, ach gdzie :)
A i wokół na co dzień dzieje się :)


Bandyci atakują znienacka :)



Mało, że muszę robale opracowywać, to jeszcze mnie w domu nawiedzają.

Psy samochodami się rozbijają, kto im dał prawo jazdy?

W Biedronce szatan zamieszkał na stałe i mnie na złą drogę sprowadza.
A Synowa myślała, że zaniedbuję bandę dwojga, ale nie

Bo na nią czeka cały karton. A jeszcze znów mnie w PEPCO nie skasowali za kręgle. Ja to mam farta, co nie? Śmiałam się do pani, że muszę tu częściej zakupy robić, to się dorobię :P

A na Manhattanie już się jesień zaczyna...

Mieszkam w porządnym bloku, co nie?

Upływa szybko życie...
Jak potok mija czas...

W międzyczasie, 22 lipca Mała Wiedźma skończyła siedem lat.
Za niedługo ją dorwę.
Za miesiąc.

Za rok, za dzień, za chwilę, razem nie będzie nas...

4 komentarze:

  1. Cudni jestescie, Wy wszyscy "spacerujacy" ze swiatelkami. Teresa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie spacerujemy. Siedzimy na dupie, albo stoimy w miejscu :) Przynajmniej w mojej wiosce :P Ale dziękujemy za słowa uznania :D

      Usuń
  2. Jestem daleko, ale podziwiam demonstracje w Polsce ogladajac rozne dzienniki swiatowe i dumna jestem i wzruszona, ze tak was duzo, ze tak spokojnie, no po prostu milo sie robi widzac te demonstracje, jak zobaczylam transparent wolajacy Europo pomoz to mialam lzy w oczach, i te swiatelka. Te demonstracje robia ze znowu mozna uwierzyc w czlowieka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A nam nie jest miło, niestety, bo jak się nie uda, będzie gorzej jak za Stalina. A miało być tak pięknie. I osobiście zazdroszczę wszystkim, którym udało się stąd wywiać. Przyzwyczajona do własnego kibla nie wyobrażam sobie kibla w więzieniu. Ani bezdomności. A życie trwa...

      Usuń