wtorek, 21 grudnia 2021

Auć

 Kochany Pamiętniczku, już nawet Zatopek czasu by nie dogonił.

Zamknęłam spokojnie, com zamknąć miała, a w tym tygodniu zaproszenie na spotkanie online z zarządem (małe litery celowe), że będzie homo nie wiadomo niespodzianka. Nie poszłam, bom dziś latała jak kot bez pęcherza (notki skaczące będą i niechronologiczne, trudno). Wracam, a na poczcie od asystenta zarządu pytanie, czy podobała się publiczności niespodziewajka w wykonaniu w chuj nieznanego nikomu zespołu ludowego kolęd? Płyty do odebrania w sekretariacie.

W chuj mi z płytami. Mam YT :)  A kolędy lubię, jak sama je śpiewam (no, dobra, drę się, ale jestem sama w domu, więc mogę, kto bogatemu i głuchemu zabroni?) :)

W czwartek jakiś debil przeciął światłowód, a ja zamykałam warzywka, życie uratował mi internet z wiaderka, a dokładniej z Orange. Z 85 GB poszło 1,5 GB, więc nic się nie stało.


Dni przedszczepienne przeżyłam jak w transie.Polazłam do apteki z wydruczkiem e-recepty, którą odwalila mi pani magister, biedny Pierworodny znów dzwonił po receptę... Na wydruczku jak byk: ważna do 30 marca 2022 r...

Inna pani magister tłumaczy mi jak krowie na rowie, że i owszem, ale po wypisaniu takiej recepty muszę pierwszą transzę leków wykupić w terminie 30 dni, dopiero potem recepta jest ważna do 2022 r. Nosz, kurwa, to nie jest nigdzie napisane, a może i jest, ale człowiekowi trzeba czasem jak krowie na rowie...

W aptece zostawiłam prawie 150 zł, gdy jeszcze do niedawna ta sama porcja dragów nie kosztowała więcej niż 100.

No nic.

Kolejne szczepienie przeżywałam jak mrówka okres, ale wtem znienacka Inżynier napisał, że zawiezie starą matkę na szczepienie. 

Certoliłam się jak dziewica w noc poślubną, ale ponieważ że dziecię zakupiło do przesadzenia chamedory i Alienkowego dębu 45 litrów ziemi (ojapierdolę), bo w Selgrosie mniejszych opakowań nie było, więc w ramach podrzucania owej dałam się powieźć na Szwajcarską. Błogosławiłam to potem, albowiem zza szyby i zza maseczki gówno widziałam, co kobieta mówi, w miejscu, w którym się ostatnio szczepiłam kłębił się dziki tłum ludzi, a ja miałam jechać na 1. piętro, gdzie tłumacz chyba tłumaczył, że matka aczkolwiek niedosłysząca i nierozgarnięta, ma wszystkie klepki na swoim miejscu, panie szybciutko rzeczoną ukłuły, a ta, szczęśliwa, nawet minuty nie czekała i poooojechali... Do Inżynierostwa, na krzywy ryj, na obiad, bo miały być frytki, a frytki SJ uwielbia, ale jada raz na ruski rok.

W gościnnych progach Inżynierostwa SJ o mało nie zeszła z tego świata, albowiem na jej powitanie z niehamowanym entuzjazmem rzuciła się... Kalafiorkówna. Domagająca się pieszczot i w ogóle. Alienek też nie był od tego, ale Kalafiorkówna przeszła sama siebie.

Coś jest w powietrzu :) 

Kupiłam literki dla Alienka, zatem na lodówce mam

rysunek obok to ja: autorka Kalafiorkówna.


A na drugich drzwiach obok arcydzieła Inżyniera, wiszącego w kuchni od lat, zawisnął rysunek jego syna, zwanego Alienkiem, na którym jestem ja z Alienkiem i moim przyszywanym wnukiem (to ta różowa postać).

Moje mieszkanie powoli zamienia się w galerię sztuki, jeszcze trochę, a wywieszę plakaty i za bilety kasować będę, a co :) 

Szczepienie, pomijając bolącą rękę w zasadzie przeszło bezboleśnie, aczkolwiek mam niejakie obawy, bo będąc taki  połamańcem nie wiem, czy mnie coś w nowym miejscu boli, czy to poszczepienne, czy człowiek tak sobie bolenie przerzucił. Nieważne, dopóki z wyra się mogę zwlec, jest cudnie :) 

W poniedziałek wylazłam z chałupy i wparowałam do fryzjera, bo zarosłam jak bór. Pani zła, bo gość umówiony nie powiedział ani tak, ani nie, więc wkurwiona, doczekawszy umówionej godziny, ostrzygła mnie, ale mój rachunek z napiwkiem (bo daję napiwek, doceniam, że wzięła mnie z ulicy, że nie muszę znów dzielić dnia) urósł pod niebiosa. No cóż, wszystko drożeje.

A ja teraz młoda i piękna jestem


Pan od Pomidorków na FB pisał, że ma ostatnie pomidory, więc 10 zł wydałam. Dobrze, że tylko tyle, albowiem


w środku wyglądał tak


w pierwszej chwili myślałam, że rzeżucha w pomidorze rośnie, ale nie. To kiełkowały nasiona. Wywaliłam wszystkie pomidory, albowiem to psiankowate, a nie wiem, jak wygląda kwestia jedzenia kiełkujących psiankowatych, tym bardziej, że przy moich schorzeniach są niewskazane. No nic :) Powiem mu wiosną, o ile dożyję :) I zasada zapisana w kajeciku: nie kupujemy pomidorów z pola od końca października jest słuszna i należy jej przestrzegać.

Wczoraj kupiłam jeszcze pierogi ruskie dla Łobuzów, bo jest opcja, że to zjedzą na wigilię. Uległam jednak, bo wzrok Inżyniera...

Też się tam nie czuje za dobrze. Dla mnie to dodatkowy, niepotrzebny zupełnie wydatek, a long story, bo homo nie wiadomo. Siostra nie wie, co można kupić dla brata. A, nieważne, będą Łobuzy i Mały T :)

No cóż, życie.

Jakoś tak wyszło, że hasło "jesteśmy rodziną" nie działa tak, jak w amerykańskich tasiemcach. Zaczynam lubić Inżynierową i jej siostrę, ale co do reszty...

Lubić pisiorów?

Nie ma opcji.

Ale czegóż się nie robi dla Łobuzów i Małego T. Moja miłość nie sięga jednak na ogarnianie chałupy po najeździe hordy w Wigilię.

Wrócę, otworzę wino i będzie git majonez. I radio Pogoda. Brzmi jak plan, nie przeciągnie się, bo Łobuzy i Mały T. chodzą spać o przyzwoitej porze.

 A ja dziś, wykończona zakupami, bo dzikie tłumy, do sklepu, do którego mogą wejść 2 osoby, wchodzą 4, w tym dwie staruchy o kulach (gdybym wiedziała, że zlądują w kolejce, wpuściłabym, bo w sumie ciepło, co mi szkodzi postać te parę minut dłużej), które się nimi okładać zaczęły, która bardziej poszkodowana, wszędzie kolejki takie, że za komuny ich nie było


w Pepco i KiK półki wymiecione z towarów gwiazdkowych, pewno się już na Wielkanoc szykują, za to w chińskim sklepiku lud wyszarpuje sobie z rąk ostatnie gwiazdkowe gadżety, a w kolejce do kasy na plecach leżał mi jakiś ohydny staruch jak z Synów Anarchii, nie odważyłam się mordy rozewrzeć, aczkolwiek jestem wyszczekana, ale tatuowany, w skórze, z siwą brodą, a ja cóż...

Kurwa.

Więc zaopatrzona już, w domku, odzyskawszy humor, bo do twarzy mi



 a kupowałam z myślą, że na Kalafiorkówny łebek nie wejdzie.

I wymieniwszy baterie znienacka znalezione, z trudem, drugi image też mam OK 


urobiwszy się po kokardkę i kucyki, aż mnie kręgosłup zaczął napierniczać...


wprawdzie nie taka choinka miała być, ale jest jak jest i mnie się podoba, a o to chodziło...

Jutro ogarnę całokształt, bez okien, of course, bo się boję przeziębienia, a jak Dzieciątko nie przyjdzie, bo JA nie umyłam okien, to niech mi ludzkość wybaczy. Starzeję się... Młodsza nie będę, więc albo Dzieciątko się do mnie dostosuje, albo?

 Na serio, w stajence okna były?

I myślałam, że znów się kaloryfer zapowietrzył, bo na górze gorący, a na dole ciepły. Męczę biednego Pierworodnego, który pracuje non stop, bo za nadgodziny mu ekstra dużo płacą (nie jak mi, kolędami), ale podkręcam, bo mróz i...

jest ciepło, a nawet gorąco.

Więc co mam robić, Kochany Pamiętniczku?

Sama myśl o czekaniu na kogoś obcego, co wparuje i będzie mi grzebał w kaloryferze doprowadza mnie do szału.

Jak żyć?


8 komentarzy:

  1. Przede wszystkim.
    Skoro już masz kiełkujące pomidory a Twoje dziecko 45 litrów ziemi, to czemu nie skojarzyłaś faktów i ich nie posadziłaś? Na wiosne wielkie by były jak drzewa i sprzedałabyś Panu od Pomidorów super specjalne bardzo wczesne sadzonki. Może jeszcze je wygrzebiesz żywe z śmieci?
    Z przedświątecznym pozdrowieniem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mianowicie: gdzie? W apartamentach coraz mniej miejsca dla mnie, z trudem się mieszczę we własnych kątach, a kiedyś mieszkało nas tu czworo, a w loggii rzeczone psiankowate zimy nie przetrwają, tym bardziej, że ma być jaka jest :) I nie, nie ma opcji grzebania w śmieciach bio na osiedlowym śmietniku :) Dzięki za dobre rady :)

      Usuń
    2. Dawać dobre rady innym jest bardzo łatwo. Byle nie sobie samej.
      Zabiłaś dzieci pomidora. Że tak się wyrażę, zarodki. Zła z Ciebie kobieta.

      Usuń
    3. Zgadza się, bardzo zła. :)

      Usuń
  2. Ale zes sie rozpisala!
    Gratuluje drugiego szczepienia, pewnie niedlugo dostaniesz boostera, bo u nas juz przebakuja, ze powinien nastapic juz po trzech miesiacach. A w ogole juz dopuscili te szczepionke z martwych wirusow, czyli calkiem klasyczna, ktora moze przekona nieprzekonanych do tej pory. A moze nie...
    Kielkujacego pomidora trzeba bylo wsadzic do ziemi i hodowac, na wiosne mialabys jak znalazl wlasny krzak pomidorowy. W koncu ziemi macie dosyc :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No muzy mnie napadły, tom pisała :) Też mam nadzieję na zaszczepienie klasyczną szczepionką, z dumą pokazuję Łobuzom ślady po szczepionce na ospę i mówię: dzieci kochane, nie uszkadzać babci, nie w szczepionkę :) Nie muszę mieć T-shirta jak syn :) Niestety nie mam ani kawałka własnej ziemi i nie w mojej wiosce takie zabawy. W UK u Barana by może przeszło, on ogrodnik i ma szklarnię :) C'est la vie :) nie można mieć wszystkiego :)

      Usuń
  3. Siem niepotrzebnie zamalowałaś, taką masz uroczą buziulę. Alienek rożnie na artystę "nowoczesnego":)
    W kwestii pomidorów się nie wypowiadam. Nie próbowałam siać pomidorów.
    Kącik choinkowy klimatyczny.
    I nie opieprzaj nas, kiedy się deczko martwimy o Ciebie:):): Wiem, wiem, samodzielna i dorosła jesteś. No... a i tak będziemy pytać i niepokoić się, bo taka nasza natura:):):)
    Spokojnych, radosnych oraz zdrowych Świąt Jędzo, niech Ci gwiazdka wigilijna świeci, a świeci...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jaskółko, świat jest mały. Jak przed wojną strażak do kucharki mówił: panno Maniu, ja pluję na twarz, ja patrzę w serce, wiem, że tu są osoby z mojej wioski, jedną kiedyś na wiecu spotkałam i rozszyfrowała mnie od razu. Więc strzyżonego wszyscy strzygą. Jedna z Baś od razu rozgryzła teren Inżyniera... Jeszcze raz dzięki za troskę, miło mi niezmiernie. A życzenia, również dla Ciebie w następnym poście są :* Jeszcze raz dzięki :)

      Usuń