wtorek, 28 grudnia 2021

Trzecie

 urodziny Kalafiorkówny, Kochany Pamiętniczku, znów świętowaliśmy w bardzo kameralnym gronie, albowiem Mały T. z mamami pojechał na Śląsk, Pierworodny z rodziną gościł w O., został tylko dziadek i babcia oraz wujek z żoną, którego babcia nie znosi (pisior na maksa). W ogóle jakieś sztywne to wujostwo, ale cóż.

W sumie miło było, mama Kalafiorkówny przepyszny tort zrobiła, albowiem nie ma opcji gotowca na 26 grudnia. 

Łobuzy zajęte były atakami kocykami na dziadka i babcię i absolutnie nie przejmowały się tym, że mogą dziadostwo zepsuć, mimo ostrzeżeń, że mają tylko jednego dziadka i jedną babcię, więc powinni ich oszczędzać.

Tym niemniej impreza była szalona, aczkolwiek babcia (nie wiem, jak dziadek), wróciła do domu szczęśliwa, że wraca do domu.

I reszta włosków jej stawała na łysej główce na baczność, albowiem poproszono ją na dziś, znaczy się na wtorek, na służbę, albowiem jest to dzień kiedy nieszczęsna kobieta wyjechała na szalone święta do UK, a rodzice Łobuzów poszli na taką pierwszą randkę.

I odkąd wrócili do PL, biedną babcię wykorzystując, leząc w tango...

No nic...

Zatem biedna babcia, wstawszy bladym świtem (6.30 na urlopie to blady świt), szlachetne zwłoki ogarnąwszy, polazła do apteki, bo kończy się przeterminowana o rok woda morska. Zanabyła tejże wody i jeszcze żel dla Alienka, za miliony monet (bo eko sreko i bez środków uzależniających takich jak ksylometazolin), ale na miejscu okazało się, że nie ma siły, która bez trzęsienia ziemi poda to Alienkowi, zatem morda w kubeł i wzięła to dla siebie, albowiem zużyje dla siebie, nie ma innej opcji w mieszkaniu, w którym mimo nawilżaczy na kaloryferach i naczyń z wodą na tychże jest w porywach 30% wilgoci. Kiedyś nie było tak źle, bo pralka chodziła co najmniej raz dziennie, ale od lat jak idą dwie pralki tygodniowo, to jest cud, a w home office jedna to wypas...
No nic, przynajmniej z nosa już mi krew nie bucha, chociaż wstając w nocy na siku, szprycuję się wodą morską, ponoć z dna Atlantyku, no to musi kosztować.

Niańczenie bandy Łobuzów było wielką przygodą, albowiem coś jebło na sieciowym Netflixie, sytuację uratował ajpadowy Netflix, w którym też coś jebło (no musiało, mam N do I.), ale zostało YT z piosenkami dla dzieci, z grami i w ogóle. Pomijając momenty, kiedy chciałam im łebki poukręcać, bo były dwa rodzaje chipsów z jabłek (świeżych jabłek kijem tknąć nie chciały), a każdy Łobuz chciał to opakowanie, kiedy źle obrałam banana (tak, można źle obrać banana, wystarczy skórka o parę milimetrów za daleko ściągnięta, OJAPIERDOLĘ i dziecko banana za Chiny Ludowe i Afganistan tego nie ruszy), w międzyczasie Pierworodny, wybierający się do mnie z wizytą po wizycie u lekarza z powodu przeziębienia, a i owszem, to nie COVID, tylko coś co Papryczek z przedszkola przywlókł błyskawicznie po jednym dniu... Pełna troska o matkę, lądować z przeziębieniem (rzekomym). Rozumiem, że może za mną tęsknić, ale kurde...

I genialne Łobuzy, walące każde z nich kupę, ale przedtem grzecznie pytające: wytrzesz mi dupkę?

No, teraz widzą mnie już tak często, że nie powinny się na mój widok zesrywać ze szczęścia, a jednak.

I sondujące:

- Masz pępek?

- Mam.

To pokaż. Pokazałam, zachwycone były.

I Alienek, drążący dalej:

- A siusiaka masz?

- Mam, ale innego niż ty, bo ja jestem dziewczynką...

- Nie masz takiego - i aparat na wierzchu.

- Nie... nie tracę zimnej krwi.

- Pokażesz swojego?

- Nie, bo siusiaków się nie pokazuje, każdy ma swój.

- A koty mają pępuszki?

Auć... Moje dzieci nie były aż tak zainteresowane :)

A ja w sumie zielona, ale skoro ssaki są jakie są, zatem i koty mają pępuszki. I nie, nie łapaliśmy kota, by sprawdzić.

Za to oglądanie zdjatek z mojego ajfonika było nowym powodem do  przygody, albowiem Alienek nigdy nie widział filmy, gdy nie chciał w nocy spać i uroczyście o 23 w nocy zaczęliśmy go karmić chlebem i zasypiał w trakcie karmienia.

I inne łobuzerki z okresu tuż przed urodzeniem Kalafiorkówny.

I święte oburzenie onej, że ma mniej zdjęć, że jej nie ma, że jest mała, i że nie, nie ma opcji, że w tym brzuszku siedziała, bo ona nie chce do żadnego brzuszka i nie chciała...

I ostatnia zabawa w "psujemy babcię", babcia pada jak ten kogucik, co w pokrzywy wpadł nieżywy, ani drgnie, a potem rzucamy się na nią grupowo (ten seks grupowy), wrzeszcząc "pobudka", a gdy znienacka babcia jakiegoś delikwenta złapie, wrzask: ratuj mnie...

Dziwię się, że sąsiedzi policji nie wezwali, bo ja ich wrzaski słyszę na 1. piętrze, a jak wiadomo, kaleka ze mnie...

I tak dotrwaliśmy do powrotu rodzicieli rzeczonej bandy, a banda nawet nie zauważyła, że wrócili i to z wałówką. 

Z McD, ale to już nie mój ból :) 

Nakarmiona czule, żegnana jeszcze czulej i zapewniająca, że idę do domu, gdzie będę na nich czekała wiernie, jak kiedyś na ich ojca, polazłam do Żabki na rogu (wiem, wstyd) po wino, połączenie złapałam idealnie (Inżynier z okazji rocznicy był po spożyciu, niewielkim, ale zawsze), dotarłam do my home...

I...

To był wspaniały dzień.

Chociaż z Łobuzami jestem kompatybilna.

Cieszą się na mój widok. 

Marszczą noski, a i łezka leci, gdy ich strofuję.

Ostatnio, pomijając Alienka, który wszystkim szepce do ucha, że ich lubi, a mi mówi, że mnie kocha, nawet niedotykalska dotąd Kalafiorkówna tuli się i mimo strofowania doprasza o pieszczoty...

C'est la vie.

Amazing...

 A tak na serio, literek się uczymy :) I o dziwo, idzie nam to pięknie :) Alienek jest bardziej techniczny, w czym mnie przerasta, bo ja w testach technicznych mam IQ równe zeru, ale Kalafiorkówna literki łapie jak babcia :) 

No dobra, samochwała w kącie stała :) 




2 komentarze:

  1. Jesu, ale ten czas gna do przodu, tez masz takie wrazenie? Dopiero co urodzone, moje beda konczyc cztery i piec lat, to trzecie to jeszcze malutkie, ale pewnie tez ani sie obejrze, jak zacznie chodzic do szkoly.
    Wszystkiego najpiekniejszego dla uroczej Jubilatki! ♥

    OdpowiedzUsuń
  2. W imieniu Jubilatki dziękuję, aczkolwiek wątpię, czy ona urocza, bliżej jej do Jędzy, jak do uroków, ale może się mylę (a jędze mają w życiu dobrze, aczkolwiek pod górkę i pod wiatr). Moja najstarsza za chwilę będzie miała 12, a Kalafiorkówna ma 3, więc rozrzut spory. Tak, Aniu, życie pędzi coraz prędzej. I ojciec Kalafiorkówny z łezką w oku mówi o koleżance z klasy, której dziecko ma już 20 lat - ta to ma dobrze, może z dzieckiem chodzić na piwo. Nie bierze chyba pod uwagę ciężaru mania niemowlęcia w wieku 17 lat. Jakie dziwne są losy ludzkie... Tak, mam wrażenie, że zapinkala jak Zatopek, a ja za niedługo nie dam rady się zaczepić na tej karuzeli...

    OdpowiedzUsuń