niespodziewajka, Kochany Pamiętniczku :)
Znienacka bladym świtem podrzucono mi Łobuzów sztuk dwie, które aczkolwiek długo nie gościły i w sumie nawet nie nabałaganiły, to jednak dały mi popalić, tak że dochodziłam do siebie do poniedziałku.
W poniedziałek zaś wstawszy, pierwsze co zrobiłam, to odpaliłam pocztę i a jakże, robótka była, a że warzywkowa, tom szybko ogarnęła i kopnąwszy się w tę tłustą kubańską dupę...
Okna pomyłam :)
Wszystkie, z czego jestem niesamowicie dumna, ale wykąpać się musiałam drugi raz, bo woniałam jak onuca. Nie ruska, ale onuca jednak.
A teraz chodzę po chałupce i podziwiam czyste okna.
No ba, kiedyś myłam co miesiąc, a teraz co kilka miesięcy.
Ale cóż, SKS :)
A teściowa mówiła, że jaki poniedziałek, taki cały tydzień, więc powinien być pracowity i dobrze, bo sporo się już nazbierało.
A teraz dupsko na fotel i odpalam Netflixa, a co, zasłużyłam :)
Nooo, ja w sobote ruszylam na podboj kuchni, bo mi sie lapek zbiesil i nie chcial sie polaczyc z internetem, mialam zatem wiecej czasu, bo nie lubie slepic w telefon. Wyszorowalam piekarnik na blysk, ogarnelam zapomniane zakamarki i nawet zahaczylam o okno, w nadziei, ze zaraz potem spadnie deszcz. Mamy bowiem susze, a ZAWSZE, kiedy umylam okna albo samochod, to padalo. Nie tym razem jednak, susza trwa nadal.
OdpowiedzUsuńReszte czasu wolnego przenetflixowalam.
To chyba wszystkie straciłyśmy tę moc, bo ja zawsze tak miałam - okno-deszcz, a teraz od paru lat dupa :) Coś się w naszych mocach zacięło, o :)
Usuń