poniedziałek, 29 sierpnia 2022

W sobotę

 niespodziewajka, Kochany Pamiętniczku :)

Znienacka bladym świtem podrzucono mi Łobuzów sztuk dwie, które aczkolwiek długo nie gościły i w sumie nawet nie nabałaganiły, to jednak dały mi popalić, tak że dochodziłam do siebie do poniedziałku.

W poniedziałek zaś wstawszy, pierwsze co zrobiłam, to odpaliłam pocztę i a jakże, robótka była, a że warzywkowa, tom szybko ogarnęła i kopnąwszy się w tę tłustą kubańską dupę...

Okna pomyłam :)

Wszystkie, z czego jestem niesamowicie dumna, ale wykąpać się musiałam drugi raz, bo woniałam jak onuca. Nie ruska, ale onuca jednak.

A teraz chodzę po chałupce i podziwiam czyste okna.

No ba, kiedyś myłam co miesiąc, a teraz co kilka miesięcy.

Ale cóż, SKS :)

A teściowa mówiła, że jaki poniedziałek, taki cały tydzień, więc powinien być pracowity i dobrze, bo sporo się już nazbierało.

A teraz dupsko na fotel i odpalam Netflixa, a co, zasłużyłam :)


2 komentarze:

  1. Nooo, ja w sobote ruszylam na podboj kuchni, bo mi sie lapek zbiesil i nie chcial sie polaczyc z internetem, mialam zatem wiecej czasu, bo nie lubie slepic w telefon. Wyszorowalam piekarnik na blysk, ogarnelam zapomniane zakamarki i nawet zahaczylam o okno, w nadziei, ze zaraz potem spadnie deszcz. Mamy bowiem susze, a ZAWSZE, kiedy umylam okna albo samochod, to padalo. Nie tym razem jednak, susza trwa nadal.
    Reszte czasu wolnego przenetflixowalam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To chyba wszystkie straciłyśmy tę moc, bo ja zawsze tak miałam - okno-deszcz, a teraz od paru lat dupa :) Coś się w naszych mocach zacięło, o :)

      Usuń