ja, Kochany Pamiętniczku.
Jak zawsze. Niepotrzebnie wdałam się w pyskówkę na stronie osiedlowego FB.
A bo wypatrzyłam, że zaczęli, kurwa
cudne nowe ławeczki montować. Osiedle się sypie, windy mają ponad 30 lat, jeżdżą jak chcą, balkony się sypią, dachy przeciekają, ale mam się podniecać, że nowe ławeczki montują (kurwa, kto ze znajomych królika ma interes z nowymi ławeczkami, oby nie takimi, jak poprzednie, te narodowe?).
I na moje, że się trupa nie pudruje, gremialny atak na mnie, że wina poprzedniego zarządu.
Grzechy poprzedniego zarządu odczułam na własnej skórze, ale i nowy nie jest lepszy.
Bo jak nie mam kasy, to ścibolę grosz do grosza, a nie wydaję na pierdoły, co nie?
A ławeczka, a postawili ich pierdyliard na osiedlu nie jest artykułem pierwszej potrzeby.
I znów się podłożyłam i jestem ta, kurwa, co jej wszystko przeszkadza.
Tak jak przeszkadza mi, że w pobliskich barakach znów palą plastikiem, bo w nocy, kurwa, zimno, całe 12 stopni.
I mimo przepisów, że moje dziecko, gdyby nie zainstalowało pompy ciepła, miałoby przejebane, w okolicy będą bezkarnie palić plastikiem, bo jak to, może mają małe dzieci, może tam niepełnosprawni mieszkają i im zimno?
No wiadomo, jestem pojebana.
Wczoraj znów zdychałam, łeb mi pulsował i myślałam, że wieczorem będę dzwoniła po pogotowie...
Jakoś noc przeżyłam, choć znów miałam ciśnienie z nawrotu.
Rankiem oczy otworzyłam i zaczęłam myśleć, że chyba to nie tylko pogoda...
Pojemniczek z lekarstwami otworzyłam, tknęło mnie, jedną pigułkę wywaliłam.
A taką bez recepty, diosmina.
Znaczy się, na moje bolące żyły, sama sobie zaordynowałam, działa.
Ostatnio w tej innej aptece gość wlepił mi diosmineX za niebotyczną cenę, więc w osiedlowej poprosiłam o diosminę, nie było, więc pani zamówiła.
Odebrałam, ale nie wiedziałam, że jest to diosmina z ruszczykiem. Kurwa, z ruszczykiem niewskazanym przy nadciśnieniu.
Bo prosiłam o diosminę.
Pani od lat odbiera ode mnie receptę na leki na nadciśnienie, kojarzy mnie.
Dzisiaj wywaliłam tę diosminę z ruszczykiem i czuję się coraz lepiej. Wciąż dycham, więc?
No i wczoraj było jak było, dobrze, że się rano budziłam. Bo już myślałam, że pożegnam ten najpiękniejszy ze światów, ale że ja niedzwoniąca, to nie dzwoniłam nigdzie.
Inżynier przeżyje, nie ma innej opcji (chociaż jego zaboli, jako i mnie), Łobuzy też, a reszta przejdzie nad incydentem do porządku. No, może i Pierworodny z Inżynierem w bólu się połączą :)
Nie wiem, nie oceniam :)
A dziś, maszerując lewa prawa, lewa prawa, przeszczęśliwa, bo w szparze unijnej znalazłam
doszło błyskawicznie...
Aczkolwiek w środku było tyle błędów, że ojapierolę.
Dla zwykłego człowieka bez znaczenia. Dla mnie ogrom.
Myślałam potem standardowo.
Że życie nie składa się z oddychania.
I że life is a journey, not a destination...
I że jak mam z tym żyć?


O kurcze aż sprawdziłam swoja diosmine i tez jest z ruszczykiem a mam tabsy na ciśnienie.Nigdzie nie pisze na opakowaniu ze nie można przy ciśnieniu.,a to tutejsza i droga jak diabli.Dobrze ze ustalilas przyczyne tego cisnienia.Ty jesteś biedna ,wszędzie tyle błędów ze czasem trudno zrozumieć o co chodzi,a Ty widzisz okiem fachowca.Mam tez taka jak nazywam "chorobę zawodowa" jak źle uszyte są teraźniejsze ciuchy i wyglądają często jak szmaty.Bom krawcowa z zamiłowania.Życzę miłej imprezki rocznicowej.Marta uk
OdpowiedzUsuńDzisiaj kupiłam "normalną" diosminę w "mojej" aptece, tę, co zawsze stosowałam, nic się nie dzieje, sama diosmina obniża ciśnienie. Rozmawiałam z panią farmaceutką, a ona nawet nie wie, że ruszczyk szkodzi na nadciśnienie. No może ja jestem wybitnie na niego uczulona, nie wiem. Zażyłam tę normalną i jest OK. Aż wspomniałam, jak lata temu "wyciągnęłam" przyszywanego wujka z rąk śmierci, bo studiowałam "Vademecum leków współczesnej terapii", jeszcze nie pracując w wydawnictwie medycznym (takie hobby w rodzinie, gdzie 90% ludzi to byli lekarze). Wujek zdychał, chodząc od lekarza do lekarza. Przeanalizowałam leki i... wujek ozdrowiał. Zięć wujka, notabene psychiatra, powiedział, że jestem geniuszem zbrodni. Córka wujka była lekarzem, nie pamiętam już jakiej specjalności, poszła w przedstawicielstwo handlowe, przedtem uratowawszy mi życie, gdy umierałam na zapalenie cycków :) Jaki ten świat jest dziwny, co nie? O, to jesteś dobrym fachowcem od ciuchów i sklęłabyś mnie, bo ja sama siebie klnę co dzień w lustrze, z łezką w oku wspominając panią Urbaniakową, do której wlokła mnie mama i która miała inną wizję moich kiecek, niż ja, a w których - dziś wiem - wyglądałam obłędnie :) Dziękuję, postaram się, żeby była miła :)
UsuńStandard z tymi laweczkami. U nas syf na klatce, wywloka-pijaczka-menelica dozorczyni brudaska, cuchnaca winda, obdrapane sciany wszedzie, obite juz nowo zrobione gresowe posadzki, chamscy sasiedzi, wrzaski meneli pod oknami a sp-nia przyznaje sobie nagrody (przez cala pandemie), podwyzki, organizuje swieta i festyny (najwazniejsza potrzeba, kiedy syf wokolo), sadza nowe krzaczki i kwiatki....
OdpowiedzUsuńLadna zielen ma sens, jak najblizsze otoczenie wspolgra. A jesli nie - jest tylko zgrzyt bo syf dokola, a administratorka-ogrodniczka kurwa mac!
Spieprzam stad, jak tylko bede mogla. 22 lata tego g.. wystarczy!
Atka
Powodzenia. Sama nie chcę się stąd wynosić, nie przesadza się starych drzew.
UsuńA Tobie sie wydaje, ze tak jest tylko w Polsce? Otusz jestes w mylnym bledzie! Ja mam teraz, jak wiesz, spoldzielnie pod oknami, wiec widze te grille, dostawy, cateringi. Nie wiem tylko jeszcze, jak sobie w srodku urzadzili, ale moge sie domyslac wypasow. Nam podniesli czynsz o ponad 100 euro i teraz bawia sie i zra za moje. I nawet laweczek nie ma.
OdpowiedzUsuńNo to cierpimy razem, dalej cieszę się, że się nie wyniosłam w Pl w czasie stanu wojennego, mimo namów. Byłam wtedy w DE z Eksem i Pierworodnym. Z moim słuchem przerażająca była zmiana. Miałam szansę, jak i Eks, na obywatelstwo, ale nie chciałam. No cóż, każdy jest kowalem własnego losu. Nie żałuję.
UsuńChciałam zauważyć, że mi też by łezka spadła. Właśnie ostatnio weszłam na blog Janeczki i odkryłam, że w maju odeszła i mimo, że nie miałam z Nią takiego kontaktu jak z Tobą to żal, robiła piękne rzeczy, mam kilka jej prac ;-) Ale nie wygłupiaj się jeszcze i nie śpiesz za tęczowy most :*
OdpowiedzUsuńW naszej spółdzielni w miarę dbają no ale długo było właśnie tak jak u Ciebie.
też mam zboczenie zawodowe , chyba każdy ma hahaha
No nie spieszę się aż tak bardzo, ale nie chcę, żeby mnie już tak bolało. I oślepnąć też nie chcę, z moim słuchem to masakra. Blog Janeczki podczytywałam, przykro mi, że tacy ludzie odchodzą. I tak patrząc - pokończyły się czatowe bajki - nie wszystkie, ale jednak, teraz odpadają blogowe - coraz mnie osób pisze i czyta. Mnie blog nie boli, po piszę z nadzieją, że zostawię ślad dla wnuków, wszak Inżynier przetrzepie kompik, jak mu matka pójdzie do Abrahama na piwo, ale czy pokaże Łobuzom, to nie wiem. Zaczęłam pisać z myślą o Małej Wiedźmie, ale to chyba nie ta bajka.
UsuńA spółdzielnie są ogólnie przereklamowane.
I cieszę się, że Ciebie realnie znam.
Wciąż Cię bardzo kocham, choć brakuje mi Twojego bloga.
Ale cóż - życie.