niedziela, 20 sierpnia 2023

Jeżu

 kolczasty, Kochany Pamiętniczku :)

Sobota minęła spokojnie, aż tu pod wieczór wyskakuje mi na MSG wiadomość od Grzegorza. Takie ą, ę, bułkę przez bibułkę i że cytuję: Przepraszam, że przeszkadzam ! Jestem Grzegorz K. uczeń Twojej Mamy. Mieszkałem w Cegielni i naprawiałem samochody Twojemu Bratu Pawłowi. U Pani H.j bawiłem się z Tobą pod stołem. Czuję jakąś wewnętrzną potrzebę kontaktu z Tobą. Oczywiście nic na siłę. Faceboka mam od Tygodnia i nie specjalnie się w nim czuję. Uwielbiam Whats App, bo jest dla mnie najprostszy. Ładne zdjęcie masz z rodzicam. Jacy Oni młodzi tu są. Czas niestety, zbyt szybko płynie. Pozdrawiam serdecznie.

Akurat Grzesia dobrze pamiętam, choć tej zabawy pod stołem nie, ale nie bawiliśmy się jeszcze wtedy w doktora :) Jest ode mnie 3 lata starszy i jego klasę najlepiej pamiętam, bo przesiadywałam w niej, jak mama miała z nimi lekcje, a nie miała mnie z kim zostawić. Byłam grzecznym dzieckiem (czasami). Kilka lat temu odezwał się do mnie na FB chłopak z tamtej klasy i mówił, że Grześ mnie szuka, ale... chciał dzwonić. Powiedziałam, że dam maila, ale nie chciał go przekazać i sprawa umarła śmiercią naturalną, ale jak widać, Grzegorz zaczął powoli oswajać internety. Odpisałam, poprosił o telefon na wszelki wypadek, no i na razie zobaczymy. Nic na siłę, wszystko młotkiem. Synowa pyta, o czym będę rozmawiała z kimś, z kim przez ponad pół wieku nie miałam kontaktu. No i? Jak się nie będzie kleiło, to się nie sklei, mnie to rybka. Ale miłe, szalenie miłe, że ktoś po tylu latach pamięta jeszcze moich rodziców i mnie...
No a w tę niedzielę pojechałam na włości na tę pizzę, bo Inżynier robi genialną. Ja się w życiu nie zhańbiłam pizzą, może kiedyś kupiłam gotowca, ale żeby się bawić w swoją, to nie. Nie jestem fanką tej części włoskiej kuchni i makaronu, zjeść, zjem, ale żebym nie musiała robić. A dziecko sobie zażyczyło do kamienia do pizzy, który dostało w prezencie na Gwiazdkę specjalnych łopatek do pizzy i takie ode mnie dostało :) 

Jechał do mnie i nie zauważył, że w odwrotną stronę jest megakorek, no cóż, upał... Twierdzi, że jak jechał po mnie, to korka jeszcze nie było. I utknęliśmy, nawigacja też milczała jak zaklęta, wciąż z nią jeździ właśnie na taki wypadek i tylko dobry los sprawił, że jednak nasz zjazd był otwarty, bo gdyby nie, to musielibyśmy kilka kilometrów jechać płatną autostradą (tak, tak pisiory obiecały bezpłatną, ale jest jak jest). I takie dwa wiadukty minęliśmy, wlekąc się żółwim tempem, co mnie rozśmieszyło, a dziecko mnie mitygowało, że remonty są potrzebne. No są. Ale ekipa pomarańczowych akurat w cieniu cała stała, patrząc z politowaniem na tych, co w korku. I tych dziecko tłumaczyło, że może przerwa na lunch, że może czekają na sprzęt albo na materiały. 

Ja tam taka łagodna i wyrozumiała nie jestem.


Potem wyściskana nawet przez Kalafiorkównę, o Alienku nie wspominając, spędziłam miłe popołudnie. Na pizzę dojechał jeszcze Z. ze swoją flamą, bo po klucze wleciał - będzie ogarniał sierściuchy, jak oni wyjadą. Mnie uratowała właśnie praca, bo przenieść się musiałabym z drukarką, bo to firmowy sprzęt i nie da się do niego podłączyć innej drukarki bez hasła. Za co dzięki niebiosom i partii, bo ogarnianie sierściuchów to dla mnie średnia zabawa, a i moje badyle w tym czasie padłyby od upału. Nie ma tego złego... :)

Zaproponowali mi podwózkę, bo chciałam wracać autobusem, ale podziękowałam. Z. ma jakieś małe, dwudziestoletnie autko, jeździ jak wariat, a na dokładkę bierze leki, po których nie powinien prowadzić. Raz z nim jechałam i w miejscu, gdzie 3 dni temu był wypadek, o którym mu mówiłam i ograniczenie prędkości (gość się właśnie dlatego rozbił, że jechał jak wariat), Z. dodał gazu i jechał nieprzepisowo. Sorry, Winnetou, śmierć to małe miki, ale wylądować na wózku? Jako że już wiem, gdzie jedzie autobus, PEKĘ odzyskałam, to mimo obaw rodziny, że zabłądzę, umrę z upału, że dojadę do Berlina, zamiast do wioski, zaryzykowałam, pomaszerowałam lewa, prawa, wysyłając im fotki, że wiem, gdzie lezę. Dolazłam, sporo za wcześnie, ale to nic, stanęłam nieopodal przystanku w cieniu i dotrwałam. Autobus miał klimę, huuuurra, miejsce moje ulubione, na przodzie i pod klimą było moje, bilet kosztował 2,27... W słuchawkach leciała muzyczka, picie miałam, więc do domu dotarłam. 1,5 godziny, ale sama i bez szwanku, jestem z siebie dumna jak paw :) Będą ze mnie jeszcze ludzie.

Pizza była przepyszna, jak zawsze 


tylko zapomniał o szpinaku, a zorientowałam się dopiero przy przedostatnim kawałku, ale może to i lepiej, bo szpinaku nie powinnam jeść.

A dąb Alienka żyje i ma się dobrze, nawet mu to przygryzienie posłużyło, nie wiem, czy to, czy też fakt, że ma swobodę, bo rośnie w ziemi, więc ma duuużo miejsca na korzenie. Ma kilkanaście liści, w doniczce miał marne 3. A i - prowizorycznie, ale zawsze - Inżynier zabezpieczył go choć tak :) 

 


 

No i teraz rozpuszczając się powoli, czekam na jutro, wciąż nie wiedząc, ile dni będę jeszcze pracować.


 

8 komentarzy:

  1. Tez wolalabym wracac klimatyzowanym autobusem niz z wariatem.
    No i widze, ze syn poszedl za moja rada i zabezpieczyl drzewko, bo poki ono nie urosnie i sil nie nabierze, to narazone jest na tyle niebezpieczenstw, ze glowa mala.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No wracałam, kontemplując krajobrazy i wsłuchując się w muzykę, z pełnym brzuszkiem. I lepiej niż z Z., bo u niego siedziałabym z tyłu, a tu obok kierowcy - tak jak lubię :) A te kilkaset kroków do przystanku to dla mojego zdrowia. No posłuchał, ale co mnie kosztowało nerwów jojczenie, bo oczywiście, matka się czepia. Ale najważniejsze, że dąb żyje. Na trzeci rok mu chyba idzie. Dąb ojca mojego szwagra, Niemca, polskiego oficera, który zginął w Katyniu, za co szwagier go znienawidził i olewał, bo się nie przyznał do tego, że jest Niemcem, wyglądał jak trupek, ale odżył, wystrzelił i dziś pięknie rośnie, sfocę go i wrzucę gdzieś. Szwagier nie żyje, a wnuk tego bohatera chyba nawet nie wie, że jego dziadek ma taki wspaniały pomnik. Ot, takie pokręcone losy, ale dęby to twardzi zawodnicy są, więc mam nadzieję, że i Inżynier na stare lata spocznie na leżaku pod dębem Alienka... Takie śmieszne marzenie ;)

      Usuń
  2. Tez wariatow drogowych puszczam solo i przodem :DD przezylam pare razy chwile grozy i nie mam checi na wiecej.

    U Ciebie pelnia zycia i lata, u mnie kryzys ale minie. Upaly mnie wykanczaja. I pisalam 2 notki temu ze moze po malutku zacznij sie detemu bosowi przeciwstwiac ale zezarlo mi wpis.

    To b dziwne jest ze jeden syn z rodzina Cie zapraszaja i macie kontakt a drugi ma Cie w tylku :((( zwazywszy na wnuki, bo kochac mamusi nikt mu nie nakaze...ale zeby wnuki babci nie widzialy? Hmm? Grunt, ze Ty juz sie tym mocno nie martwisz. Bo co by to dalo?

    U mnie byla podobna sytuacja - matka w swojej glupocie i chorej nienawisci odizolowala mnie od babci, matki ojca. Byla trudna, niezbyt mila ale wcale jej nie poznalam. Dopiero jak zmarla nagle mamuni sie zebralo na szczerosc i zaczela zalety babki mi przedstawiac. Trudno sie dziwic ze wyjatkowo nie znosze mojej matki. Wredna p...zda. Odetchne z ulga kiedy zniknie. Tak podlego, chorego czlowieka nie ma drugiego w rodzinie blizszej ani dalszej...

    Do napisania w lepszym humorze!
    Atka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No cóż. Już nie roztrząsam, nie analizuję, jest OK. Nie moja strata, czego nie mogę zdobyć, omijam. W sumie dobrze mi samej ze sobą :) Nie mam do nikogo o nic żalu. Może trochę do siebie, że nie jestem idealna, ale się nie da :P

      Usuń
  3. Przeczytałam dzisiaj 2 miesiące hurtem! W wakacje prawie nie siadam do kompa, a na telefonie nie lubię czytać. Dobrze, że przynajmniej na FB conieco widzę:) Pozdrawiam serdecznie :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. MamoKlary, cześć Ci i chwała za Twoje poświęcenie :) Mam nadzieję, że miałaś udane wakacje i jak zawsze na początku września myślę o Tobie. Pociesza mnie, że z tego co widzę na FB masz "swoje" dzieci, jak moja mama i to jest super. Że Cię lubią i kochają :) Odpozdrawiam serdecznie Ciebie i Klarę i... brak Twojego bloga jednak. Towarzystwo się wykrusza...

      Usuń
  4. To była czysta przyjemność, a nie poświęcenie!
    Wakacje udane bardzo. Szkoda, że tak szybko minęły.
    Mój blog został skasowany, bardzo jestem zła, bo myślałam, że Klara kiedyś go przeczyta!
    Klara od września zaczyna naukę w liceum! Sama nie mogę w to uwierzyć;) Przecież ja po ciąży jeszcze nie schudłam!:))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mi miło, mamoKlary :* No i oczywiście żal Twojego bloga. Ja swój co jakiś czas zapisuję na dysku. Chociaż w sumie nie za bardzo wiem po co :)

      Usuń