się dziś aż miło, Kochany Pamiętniczku :) To naprawdę fajna opcja, leżeć w łóżku z ajpadzikiem, grać, łazić po stronkach i nic nie musieć.
Jak mnie natura z łóżka wywali, to myję rączki, zakraplam oczka i...
Robię to, na co mam ochotę.
Wczoraj pościel zmieniłam, badylki do domu wniosłam z balkonu, bo już takie noce, że mogą się zmarnować, a nie mam ochoty wnosić, wynosić, przekładać, więc wróciły na stałe już... aby dow wiosny (zakładam, że dociągnę razem z nimi, każdej jesieni mam taką zagwozdkę - czy znów zobaczę zielone? Cóż, swoje lata mam). Poprałam, posuszyłam, zgodnie z zaleceniami Bossa w wolnej chwili powiesiłam pranie. I zaczęłam światełkowanie w domu i na balkonie, bo coraz wcześniej zapada zmrok. A nie lubię górnego światła, ale światełka tak :)
I tak
Pięknie, a że Gwiazdka daleko? Cóż, u mnie Gwiazdka jest cały rok :P
Nowe geranium, aczkolwiek stare, ale obstrzyżone wróciło na swoje miejsce na okno w kuchni, bo tam mu najlepiej i mam nadzieję, że znów wystrzeli.
Ale jakby co - to nowe ma potencjał do rozwoju (jak piszą moje redachtóry).
Asparagus znów mnie wkurza - mam igiełki co rusz, nie mając jeszcze choinki, ale oj tam, oj tam. Z internetów wynika, że wyhodowanie asparagusa w dzisiejszych czasach to ewenement. Mojej mamie też się nigdy nie udawał, tak samo, jak mirt. A mnie się zawsze udawał, w młodości miałam przecudny okaz, wisiał nad nieboszczką toaletką, aż Eks wpadł na genialny pomysł, że zimą ma za mało światła i... naświetlił go lampą kwarcową, którą wówczas zgodnie z zaleceniami ówczesnej medycyny naświetlaliśmy nasze latorośle. Latoroślom posłużyło naświetlanie, asparagusowi nie - nazajutrz opadły mu wszystkie igiełki :)
Ale wracając do ranka. Po kąpieli, tak ryzykuję i się kąpię, szybko, ale zawsze, wszak plaster, choć wciąż ropieje mi rana i krwawi, wodoszczelny jest, a co szybkie zanurzenie się w wodzie to rozkosz, a nie jakieś tam obmycie prysznicem (ręcznym, bez zasłonki, zachlapane wszystko) szłam w stronę Manhattanu i słońca, kontemplując przecudne niebo, z lekka już spadające liście, ciszę (no, z muzyczką w słuchawkach, więc nic nie słyszałam), pragnąc jednocześnie by to trwało i by jak najdłużej żyć. W takim pięknym świecie (mimo bolącego kopytka)...
I zastanawiając się, co może przebić takie chwile? I jak bardzo nasrane we łbach muszą mieć ci wszyscy możni, rządzący światem, w którym liczy się kasa (money, money), władza (power) i chujwijeszczeco?
Że nie można się spokojnie delektować promieniami jesiennego słońca, które jeszcze grzeje, a już nie kąsa, chmurami, wspomnieniami pięknych chwil w danym miejscu (widziałam na końcu alejki mnie, w tej spódniczce w kwiaty, gdzieś mam zdjęcie, goniącą wiejącego przede mną z prędkością nadświetlną Inżyniera, a jednocześnie po prawej kawiarnię, której już nie ma - chyba nazywała się Kopciuszek, gdzie w niedzielę zawsze po kościele staliśmy w długaśnej kolejce po najlepsze ciasta na dzielni, gdzie w ogródku siedziałam, całując Pierworodnego, a brat pilnował znów wiejącego Inżyniera, w pieluszce i w body jeszcze, od małego był taki znikający, ale teraz wraca jak zły szeląg. Inżynier, nie brat).
Takie małe radości, dostępne dla każdego szarego człowieka.
I dla tego na świeczniku też.
I dlaczego ma się liczyć ropa, władza, terytorium, wyznanie, rasa, kolor skóry, orientacja seksualna i inne takie tam sranie w banie?
Kiedy może być spokojnie, sobotnie, jesiennie (bądź letnio czy wiosennie jak kto woli)?
Tak mi się filozofowało głupio, bo wiadomo, że taki szary człowiek jak ja to sobie może popierdolić jedynie i pomarzyć... No i zapierdalać do roboty :)
Pomanhattaniłam sobie, a pomidorki Marissa, smak dzieciństwa, za jedyne 14,90 smakują faktycznie jak te z maminego ogródka. Zwłaszcza posypane czarną solą z Himalajów (wiem, wiem, znam wszystkie za i przeciw, ale ten smak...). I na dokładkę polane olejem z czarnuszki. Smak ohydny, ale jakże kręcący. Cóż, moje kolejne zboczenie. Trwa, dopóki są te pomidorki, bo jak się skończą, to znów miesiące czekania i pytanie: dożyję? Bo zdrowego trybu życia nie prowadzę, a i tak już prawie pobiłam rodzinny rekord. No, babci P. nie przeskoczyłam jeszcze, a i braci ojca też nie, znaczy się, najgorszych genów nie mam, ale homoniewiadomo :)
I tak, o dziwo, dziś pamiętałam, że szynka pastrami. Mielone dokupiłam. Paprykę. Będę jutro paprykę nadziewała, bo mnie napadło. Z kaszą - dylemat - wiejską czy gryczaną, rozstrzygnę jutro. Cztery pasujące idealnie do garnka papryczki zanabyłam w markecie, bo tam mogę wybierać, na Manhattanie nie były interesujące i poza zasięgiem moich łapek :) I zapiekała w piekarniku.
Dziś odgrzałam pomidorówkę sprzed dwóch dni, bo szkoda było wywalać. A wczoraj wygrał pstrąg (o dziwo, nie ucieka mi nazwa dziś).
Śmieci wyniosłam, w ty wielki wór z loggii, gdzie wrzucałam wszystkie badyle cięte - bo mieczyki w bio się nie mieszczą - nazbierało się tego, ale zmieściło się do kontenera. I były tam resztki pomidorków - te w tym roku opanowały u mnie jakieś malutkie, białe, fruwające robaczki. Zaatakowały też moje geranium, ale wywaliłam je przed wniesieniem do chaupki. Dalej siedzą na bazylii i kleją się, ale to nie są mszyce.
I tak spokojnie minęła mi sobota. Łącznie z wyprawą do Rossmanna, gdzie....
no cóż. Zaszalałam. Kolejny raz. Perfum mam od cholery do końca życia (zakładam optymistycznie). Nie kremuję się (oprócz rąk, na których skóra pęka mi do krwi, jak o niej zapomnę), nie maluję, nie pudruję, ale wyjście bez perfum to dla mnie jak paradowanie nago.
Fajnie były przecenione i... paczula.
Miałam w siermiężnych czasach PL. Uwielbiałam (i nadal uwielbiam) ten zapach. Duszący, drażniący, smakujący jak grzech, ale wiadomo - lepiej grzeszyć i potem żałować, niż żałować, że się nie grzeszyło :) Pierwszy raz dostałam go od siostry Eksa, long story ich historia. Nevermind. Zakochałam się w nim, ale Eks oszalał. Gdym się tym wysmrodziła (pięknie mama pachnie smrodem - opinia I.) i chciałam gdzieś jechać, wywalał mnie z Malucha.
Mąż, nie I. :)
Skusiła mnie dziś cena i skład.
Pachnie do teraz.
I wiem już, że nieważna cena (na Alledrogo jest zjadliwa), będę wreszcie pachnieć smrodem, który uwielbiam.
To tylko woda perfumowana, ale wciąż po kilkunastu godzinach pachnie smrodem, co się rzadko zdarza.
Więc goła latać nie będę. A tylko to się liczy.
A poza tym w Rossmannie od lat były fajne tabletki do protez. I nie, nie Correga, o niebo od nich lepsze i sporo tańsze. Nagle zniknęły - amba fatima, było o ni ma. Poprosiłam I., zamówił na Alledrogo. Na razie mam zapas na jakieś pół roku.
Pod wieczór I. i jego połowica sprawdzali, czy żyję.
Okazało się, że jak na złość, nadal.
No dobra, doceniam troskę.
A z drugiej gałęzi nic.
I to też jest pikne...
Chociaż, jak wiadomo, jutra może nie być...
A BTW, kupiłam sobie dziś cydr. W prostej butelce, bo nigdzie wypasionej ani o wypasionych smakach nie było . Smakuje jak szampan, ale nie boli mnie po nim głowa, jak po szampanie :) Ale też dupy nie urywa :)
I szok.
Kasa z AR za wczasy pod gruszą.
Warto pracować w budżetówce, nawet krótko.



Moi chińscy sąsiedzi mają światełka na balkonie przez cały rok 🙂
OdpowiedzUsuńTe muszki to jakiś rodzaj mączlika? 🤔
Tak sądzę. Ostały się jeszcze na bazylii, ale tej do mieszkania nie zabiorę na zimę, nie mam już absolutnie miejsca na nic.
UsuńNie mam pojecia jak smierdzi paczula😂 I chyba lepiej, bo jestem tak wrazliwa na za zapachy, ze chyba bym umarla:)) Mydlo musi byc bezzapachowe, szampon i pomadka tez. Gdyby mi cos pachnialo ( smierdzialo na ustach) bym chyba zwymiotowala. Znosze tylko jeden zapach perfum, moich wlasnych, znaczy firmy Guerlain, ktorych uzywam od 30-tu lat. Moj chlop musi ostroznie wybierac pianki do golenia, bo tez niektore laduja w koszu. Wspolnie wybralismy zapach dla niego, taki ktory jemu sie podoba i mnie tez. I oczywiscie juz prawie przestali go produkowac , Higher Energy, Dior, wiec bedzie dramat. Poki co jeszcze na lotniskach go maja. Jaki smak cydru kupilas? J.
OdpowiedzUsuńTo taki lekko (dla mnie) duszący orientalny zapach. Uwielbiam. Z koleusa produkowany :) Normalny cydr, smakowych nie było, a oblazłam wszystkie markety. Może kiedyś gdzieś trafię :)
UsuńMialam perfumy w kremie o zapachu paczuli- mój luby powiedział: Pachniesz starą skrzynia🤣I bylo to chyba najtrafniejsze określenie tego zapachu:)
UsuńTak, coś w tym jest. Ale ja lubię stare skrzynie. Tak samo jak uwielbiam pomidory z solą ze siarką, polane olejem z czarnuszki :)
UsuńEee, normalny cydr to faktycznie zadna atrakcja, trza na sezonowe polowac. Ten arbuzowy byl po prostu boski, a czerwona porzeczka zaraz za nim. Taki zimny na te upaly w tym roku , byl wspanialy - z kolezanka pilysmy i ona tez nie moze o nim zapomniec😅 Z ta paczula mnie zaintrygowalyscie, stara skrzynia? Tez uwielbiam stare skrzynie. wachac na pewno, ale nie wiem czy pachniec nia bym chciala. Musze gdzies powachac te paczule ...J.
UsuńNo to mam nowy cel - upolować smakowy cydr :)
UsuńTeż kupiłam tego smroda, bardzo go lubię! On nieco daje zielskiem, takim dzikim. Kosmetycznie to u mnie na bogato, bo się maluję, kremuję i namiętnie perfumuję. No cóż, na coś trzeba zarabiać. No i królika mam, który lubi ziółka. To już czwarty z kolei, wszystkie łagodne jak baranki :)
OdpowiedzUsuń