Rano znów Kierownik Budowy mnie kusił, kochany jest. Ale podesłał fotki i nie żałuję, że nie pojechałam, bo tak jak myślałam, plackiem legli. Ja, mało że nie pamiętam, kiedy miałam kostium kąpielowy na sobie (jeszcze dzieci do szkoły nie chodziły), to jakbym legła, to bym poległa. Dźwigu nie mają, więc bym obciachu narobiła, wstając z kolan.
I dlatego grzecznie odmówiłam, bo i humoru nie mam.
Dziś mija kolejna rocznica śmierci Pawła, jutro Mamy. I o dziwo, nie mam ani kropelki wyrzutów sumienia, że nie pojechałam.
W tym upale na grobie miałabym od razu gotową kwaterę.
Pojechałam zatem do wujka Mietka, świeczuszkę zapaliłan, paciorek zmówiłam, jak nie pomoże, to nie zaszkodzi.
I poszłam w długą, ale cały czas cienistą stroną ulicy, więc nie było najgorzej. Nieliczne słoneczne odcinki kurcgalopkiem przebiegałam.
Bike Challenger Skoda był, myślałam, że zdjątek narobię, ale... nieciekawie było. Strona, gdzie wyszłyby ładne zdjęcia była cała w słońcu, a z cienistej już nie takie widoki. Poza tym maratony są ciekawsze i fotogeniczniejsze.
No ale zaliczyłam, do domu cała i zdrowa wróciłam, a to najważniejsze.
Nawet na ławeczkach poprzycupywałam, żeby nie paść, choć zazwyczaj nie siadam za Chiny Ludowe. A i dłużej ani siedzieć, ani wędrować nie mogłam, bo SJ nie wielbłąd i pić musi, co nie, Kochany Pamiętniczku, zwłaszcza w taki upał, a to się zawsze jednym kończy ;) Wróciwszy do domu zaś, wszystko, łącznie z gaciami do pralki wsadziłam, dobrze, że obiad wystarczyło odgrzać.
Ktoś mi niedawno nakopał, że kiedyś umiałam się jednym badylkiem cieszyć, a teraz wydziwiam.
Więc spróbowałam na nowo, jeśli nie wyszło, to sorry Winnetou, starość, kurwa, starość :)
Samo południe, niedziela, i można na środku alei Niepodległości spać. Koniec świata :)
Hmm... Kwarantannę w okolicy ogłosili, skoro wściekłe?
I dziś ostatni raz w sezonie zabytkowa zerówka jeździła :)
A bez tradycji to nie ma lodów i deserów?
Zachwyciły mnie te szczudła. I ten strój w 30-stopniowym upale. Było widać, że dziewczyny jeszcze nie doszły do siebie po sobotniej nocy. A może to ten upał?
I znów pustka w samo południe, tylko szeryfa brak ;)
Kocham te wiersze na murach. Ten jest taki prawdziwy, do bólu...
Przycupnęłam niedaleko na ławeczce, to ostatni rejs w tym sezonie. Wrzesień, wszystko się kończy.
Obleśnie. Nie rozumiem, czemu faceci mogą wywalać cyce. Ten ma większe jak ja... I wcale nie jest seksi. W sypialni byłby seksi, na ulicy jest oblech.
Forpoczta wyścigu.
Jadą :)
I stary autobus jechał :)
Była szybsza ;)
Takie tam i musiałam lecieć na autobus, bo zew natury narastał :)
A po drodze
Piękne, co nie?
A obok szajs...
A to cudne ;) Tez obok zaraz :)
Inne perspektywa ratusza...
... i zamku Gargamela...
Stare i nowe, miesza się, współgra :)
Wszystko jest ekologiczne. Do dupy ekologiczne. Kupujemy różową sól himalajską, za koszmarną cenę, bo czysta, sprzed 250 mln lat, kiedy nie było zanieczyszczeń. Jak nie było, jak były? To dinozaury tam mogły kupę robić, albo inne stwory. A nasza, kłodawska, też różowa, też sprzed 250 mln lat jest nie do zdobycia w normalnym sklepie, a w internetowym za wysyłkę śpiewają jak za zboże... Ojapierolę... Jaka ja nieekologiczna i sknera :P
I kamieniczki z perspektywy Wodnej. Zaklad pogrzebowy i peruki. Na co umarlakom peruki??
I tak, Kochany Pamiętniczku, jutro wracamy do pracy i nie będzie czasu na pieprzenie kotka za pomocą młotka.
Ale się staram, co nie, ze wszystkich sił. Te motylki i takie tam...
Egon, klawo jak cholera...















































