dziś, Kochany Pamiętniczku.
Zaspałam, ale oj tam, oj tam.
Chyba powoli ze mnie spływa.
Planując dzień wlazłam na stronę Enei i okazuje się, że żeby przepisać licznik na siebie, musze mieć trzy podania, klucz od mieszkania i fotografię pradziadka.
A tak na serio: ogarnięte sprawy spadkowe.
To kij im w oko, bo w dupę by przyjemność mieli. Od 18 lat płacę za prąd z mojego osobistego konta, choć rachunki przychodzą na Eksa i pies z kulawą nogą się nie zainteresował. To co się będę wyrywała przed orkiestrę, jeszcze trochę popłacę i git majonez ;)
Zatem skoro Enea odpadła, to stwierdziłam, że po EKUZ też nie pojadę, bo w sumie na co mi EKUZ, skoro się za granicę nie wybieram już? Szkoda czasu. A nie ma EKUZ-u, nie ma badań, bo dla idei się na drugi koniec miasta nie powlokę.
Poleciałam więc tylko do Warty, ubezpieczyłam mieszkanie (dziś wieczorem kolorek zaczyna na suficie blaknąć, jutro w spółdzielni zabaluje, oj zabaluję). W sumie nawet remontu nie opłaca mi się robić, bo co z tego, że zamaluje, jak tam da capo all fine będzie ciekło. O wiedzo tajemna hydraulików...
Szlafrok zanabyłam na straganie, nie że potrzebuję, ale dlatego, że piszę scenariusze :) Jakoś nie pamiętam, kiedy ostatnio chodziłam w szlafroku.
Ale jeżdżę koło szpitala i tam jest taki sklepik spożywczy i [rzy stoliku tam pacjenci siedzą. A że ja sama jak ten palec, to mi nikt po nic nie skoczy. No, nie wybieram się, ale mój panikarski łeb napierdala. Albo ewakuacja w zimową noc. Albo inny cud wianek. No dobra, mam szlafrok, bo stare są w rozmiarze 38, hahahahahahahahaha....
Stara wariatka :P Ale kto wariatce zabroni?
Pani 20 zł spuściła z ceny, bo pod pachą była plama. Sama ją uczciwie pokazała. Plama sprała się w 40 stopniach na amen. A w razie 30-stopniowych mrozów, które zapowiadają mam się w co owinąć, oprócz kocka, of course :P
A potem na Franowo ruszyłam, po fotel, co go Inżynier ma skręcić.
Fotel był, ale na wystawie, w magazynie nie mieli. Więc poprosiłam grzecznie o sprawdzenie, gdzie mają, bo nie uśmiechało mi się kupować innego, dwa razy droższego, a taki jak mam, za 150 zł zbyt wygodny dla starego dupska nie jest. A kupiłam go, bo miałam wtedy tylko tyle kasy, na najtańszy model.
Pani zadzwoniła i w Panoramie mieli. Więc poprosiłam o zatrzymanie dla mnie i sruuu, do Panoramy (myśląc, że jak to dobrze, że Inżyniera nie wyciągałam na zakupy, boby wścieklizny dostał). W Panoramie nic nie wiedzieli, ale przedzwonili do magazynu, tam wiedzieli. Ale... Magazyn w całkiem innej części Panoramy. Pani mi grzecznie tłumaczy, a ja w strachu, bo w terenie to ja w linii prostej ginę i trzeba mnie szukać z psami gończymi... Nie było tak źle, dotarłam do magazynu, gdzie cudnej urody tabliczka dyndała.
Zadumałam się, jak to przeczytać, korektorska dusza nie dawała mi spokoju, no bo jak to jeden razy raz?
I tak mi 5 minut upłynęło, uprzejmy pan wytachał mi te 15 kilo koło ławeczki, SMS posłałam po taksówkę, taksówka zajechała, uprzejmy taksówkarz wsadził do bagażnika te 15 kilo, pod domem wtachał je na korytarz, ale do siebie to już musiałam sama wlec, a tu... schody.
Starość, kurwa, starość, ale ja zawsze byłam słaba.
Dowlokłam jednak rzeczone 15 kilo, błogosławiąc windę.
A teraz siedzę i czekam, aż Inżynier wyleci, bo znów ma spóźnienie...
I tak minął mi dzień.
UPDATE
Resztę komentarzy przeczytałam. U mnie w wiosce, Doro, jest na cmentarzu miejsce pamięci, gdzie można prochy rozsypać. I kolumbarium jest, gdzie można urnę wstawić, nie trzeba jej grzebać. Zawsze można trochę prochów odsypać, kto to sprawdzi? Ale po co to w domu trzymać? Jeszcze się ktoś pomyli i zamiast kawy Inki zużyje ;P A ja zawsze mówiłam dzieciom, jak były małe, że do urenki mamusię i na telewizorek. A jak będą niegrzeczne, to mamusia wieczko uchyli i po papie natrzaska. Jakoś się tym nie przejmowały, znając swoją mamusię, ale gdzie teraz znaleźć taki telewizorek, co na nim urenka postoi?
a, to i u nas jest takie kolumbarium,ale nie masz dostępu do urenki,wsadzają betonują i szlus,no nijak wolnosci posmiertnej .W każdym razie nic mi o tym nie wiadomo, widac moja wioska daleko za afroamerykanami:)))))
OdpowiedzUsuńEKUZ niepotrzebne,skoro nie wyjeżdżasz za granice, ale w razie co to też mozna zdalnie załatwić.My nigdy nie pamietamy i dlateog jezdzimy do Wro:) Teraz mi dali na rok,więc mam z głowy.
Ja mam emeryturę, miałam rentę, to dawali bodaj na 5 lat, jak nie na 10. Nie pamiętam. Ale właśnie mi się skończyło.
UsuńPoka fotelik/krzesło.
OdpowiedzUsuńJak Inżynier skręci, pokażę, bo na razie w kartonie grzecznie leży. Chyba że chcesz na stronie Jysk oglądnąć, to proszę :)
Usuńhttps://jysk.pl/biuro/krzesla-biurowe/plus/krzeslo-biurowe-skodsborg-czarne
No też różne oglądałam,ale nie wiem czy to fajne,musi byc regulowane,dla Ani,ona wyższa ode mnie,a bolą ją plecy,niby ma dobre krzesło,ale narzeka,a J. mówi,że te co ogladamy sa do kitu i szybko się psują.To które on przywiózł jest najlepsiejsze,i weź tu dyskutuj
OdpowiedzUsuńUsiadłam na kilku w sklepach i to mi przypasowało. Czasem proste rzeczy są lepsze niż cuda wianki. W pracy pokupowali z zagłówkami, że cót, mjut i ożeszki, a nikt na nich siedzieć nie chce.
UsuńA'propos szlafroczka to do szpitala trzeba mieć ładny :) Jedna z moich koleżanek, kiedy w wieku 38 lat w trybie pilnym szła do szpitala na amputację piersi, ze złymi rokowaniami, postanowiła że za wszelką cenę chce wyglądać ponętnie :) Kupiła sobie piękną piżamkę i szlafroczek, na dobre samopoczucie :) Wkrótce po niej ja szłam na onkologię z bardzo poważnym rozpoznaniem. Hmmm, jedwabna elegancka piżama jest dobra na dzień, ale na noc zamieniałam ją na bawełnianą :) Ale to naprawdę poprawia samopoczucie! Ja mam nawet walizkę przygotowaną na okoliczność szpitala, a co! Jako weteranka po siedmiu pobytach wiem co mówię :)
OdpowiedzUsuńA na serio, jako że wypadki chodzą po ludziach, ja Ciebie odwiedzę i zaopatrzę w co tam trzeba :)
A ponieważ ja zabroniłam dokarmiania, oprócz owoców i wody nic nie chciałam, to zawsze wychodziłam pięknie odchudzona:) To jest ta lepsza strona, Star potwierdzi :)
Mam jednak nadzieję, że długo jeszcze nie będziesz zmuszona korzystać ze szpitalnego jedzenia...
Uściski, Grażyna
Potwierdzam, rak odchudza bardzo skutecznie:))
UsuńCo do szlafroczka to sie nie wypowiem, bo nie mam doswiadczenia:) W naszych szpitalach sie lezy a nie paraduje w szlafroczkach. Jak czlowiek jest juz zdolny do paradowania to wysylaja go do domu:))) Nie ma tu rewii mody;) Lezalam glownie w izolatkach, albo na sali dwuoosbowej. Nawet jak bylam zdolna lazic po korytarzach to musialam za soba ciagnac caly stojak z kroplowkami. Jak sie ma port to musi byc do niego calodobowy dostep. Nie widzialam nikogo w szlafroczkach a troche w szpitalu jednak bylam. Jedyne na co moglam sobie pozwolic to legginsy lub szorty, zeby dupa byla zakryta:)))
UsuńPolskie szpitale słyną z tego, że trzymają cie w weekend bez daj racji, bo... tak im się opłaca. A wiesz, ja mam tylko koszule nocne, nienawidzę gumek i ściskania. Zatem kolejne szaleństwo to jakaś piżama ;) Przezorny zawsze ubezpieczony :P
UsuńGrażynko A. :* Tez taką nadzieję żywię, bo ostatni raz byłam rodząc Inżyniera, a i to po dwóch dniach prysnęłam w takim stanie, że o mało się nie przekręciłam na drugi świat :P Ostatnio Baran mnie siłą trzymał pod kroplówką, jak dostałam uczulenia po ugryzieniu meszki, ale to leżałam w stroju niedbałym, tzn. dżinsy i T-shirt, a Barana się boję. Mam nadzieję, że moimi składkami zasilę innych, sama z tego nie korzystając. Ale serce mi zapikało na Twoją deklarację, dziękuję :* Nie wybieram się, ale dobrze wiedzieć, że jak coś są dobrzy ludzie... I koniecznie musimy się na tę kawę wybrać, ewentualnie na lody z Krzysiem, po 20 października będę wolna na bank. Ty jesteś bardziej zorganizowana niż ja, bo ja to taka sierota po komunie jestem ;)
UsuńMasz po prostu więcej na głowie niż ja bo wciąż pracujesz ;) Niech Ci się poukłada to co się skomplikowało...
UsuńMy mamy w pge, 20 lat temu dziadek zmarl a rachunki do tej pory przychodza, mozliwe ze jeszcze inny nr domu na rachunku, ale najwazniejsze dla nich ze zaplacone.
OdpowiedzUsuńI dlatego olałam energetykę. Ich obchodzą tylko zapłacone rachunki.
OdpowiedzUsuń