poniedziałek, 26 marca 2018

Niekompatybilna

jestem, do wszystkiego, Kochany Pamiętniczku.
Absolutnie niekompatybilna i żadna przejściówka ani inne cuda wianki nie pomogą.
Dziwadło.
To jedyne słowo, które wiernie oddaje to, co się dzieje i to, co czuję.
I na dokładkę nikomu do niczego niepotrzebne :)
Ale ad rem.
Się zamknęło, mniejsza z większym.
 Z przygodami, ale się zamknęło.
Tuż przed zamknięciem okazało się, że praca mnie kocha.
Tak, kurwa.
Więc drep do Bossa i pytam: a dlaczego jeszcze nie płaci?
Nie płaci?
Serio?
Proszę napisać emilka i mieć czas na next work.
Emilek napisany, do banku nie wchodzę. Zobaczymy po świętach :P
A zamiast byczenia się do góry dupą przed świętami arbeit macht frei, a i zaraz po świętach również.
Zapisać w kajeciku: dobrze, że praca cię kocha, dupa w troki i nie rób scen :)

Buty wiszą na drucie już dobrych kilka lat. Solidne, nic im nie szkodzi. Niebo niebieskie, pogoda cudna...
Dwa dni spędzone na pracowitym przenoszeniu badyli w miejsca bezpieczne przed Alienkiem, na zakupach, ogarnianiu kuwety.
Duży pokój jak pustynia, serce pęka, ale czego się nie robi, żeby badyle ocalić :D Bo ponoć Alienek to tornado.
Żurek z nowego zakwasu jest przesolony jak cholera, choć grama soli nie wrzuciłam. Gotowanie surowej pyry załatwia sprawę, żurek jest żurkowaty :) 
Samolot ma ponad 5 godzin opóźnienia, lądują o północy. Dojeżdżają do mnie przed pierwszą i walczą z łóżeczkiem turystycznym dla Alienka, bo nie chce się rozłożyć. Tłumaczę, że to na pewno nie jest urządzenie do rozkładania na siłę, ale nikt mnie nie słucha. Rzucają się, duszą, naciskają i nic. Mówię spokojnie, że to jak kompik, jak nie działa, zrestartować . Męczą się pól godziny, Inżynier jęczy tym tonem: mamoooo. (Baran: ale mamo, ale mamo to nic w porównaniu z tym mamoooo - rozumiesz?)
Jakimś cudem Synowa, zwana dalej S., zamyka i ostatkiem sił szarpie... Łóżeczko gotowe.
O to mi chodziło.
Kurtyna.
Spadamy spać.
Alienek, śpiący w foteliku animrumra, gdy go wrzucają do łóżeczka,
Na śniadanie żurek, bo znikają zaraz na spotkanie ze znajomymi, więc obiadu nie zjedzą.
Żurek okazuje się za kwaśny i niedobry. Aczkolwiek ja zjadam z przyjemnością.
No ba...
Wracają śpijmą nocą.
Więc tylko na moment mam Alienka i do wyra...
W poniedziałek S. leci do dentysty z rana, a ja z I. i A. do urzędu skarbowego.
Trafiamy na przesympatyczną urzędniczkę, która tłumaczy nam jak krowie na rowie i...
Adwokat dał dupy na całej linii.
Nie te egzemplarze.
A 1000 zł wziął.
Nieważne. Wiem już, jak wszystko ogarnąć. W domu ściągamy formularz i TADAM, naumiałam się wypełniać PDF, a zmotywowany Pierworodny dostaje wypełniony formularz i już w czwartek mam w szparze unijnej podpisane egzemplarze, dziecko ODZYSKAŁO rozum i nawet nie muszę kserować, bo wydrukował DWA podpisane egzemplarze :) Więc nie jest taki głupi, na jakiego wygląda :)  Dobrze się maskuje :P
Ale wracając do naszych baranów.
Po urzędzie skarbowym, gdzie wizytę A. przespał idealnie jedziemy do Avenidy, gdzie S. wpadła w szał zakupów. Nieważne. W dupie mam tłumaczenia, że przytyła, nie schudnie i musi się obkupić.
Nie moja broszka.
A. śpi ja aniołek, a ja z I. idę na


 Polecam :)
Potem miał być obiad w knajpie, ale S. straciła tyle czasu w sklepach, że idziemy po linii najmniejszego oporu - do Sfinxa w Avenidzie, zamiast na dobry obiad.
A. śpi.
Budzi się gdy kelner donosi jedzenie i nie, żadne tam chrupki ani to coś do ssania gotowiec z pojemniczka.
A. stanowczo żąda frytek.
I dostaje, choć ja za każdą próbę dania w domu dziecku czegoś dla dziecka zostałam sprowadzana do parteru, mieszana z błotem i słuchałam tekstów: mama się nie zna. Frytki są tak słone, że wieczorem, po umyciu resztek zębów wciąż czuję sól. Mimo że piję i wodę, i piwsko :P
No nie zna, ale podłogę sprzątać musi, bo A. żywiony metodą BWL, znaczy się, co mu nie pasuje, rzuca na prawo, na lewo, do przodu, do tyłu, czasem komuś udaje się coś schwycić. Dwa dni po ich wyjeździe na kolanach (!) szorowałam podłogę, a i tak jeszcze są ślady :P


No nic.
Mają wyjechać we wtorek rano. Ja w środę do pracy. Okazuje się jednak, że babcia ma sepsę. Znaczy się, miała sepsę, ponoć sepsa zaleczona, bo babcia w domu. Ale dzwoni kuzynka związana ze służbą zdrowia i mówi, że odradza wyjazd na D.
Więc pytanie, czy pozwolę zostać u mnie i u mnie urządzić urodziny A.
Mogę odmówić?
Nie, więc nie odmawiam :)
W środę zostawiam ich i jadę do pracy, bo muszę, warzywka się kłaniają.
Jadą do znajomych, wszędzie wożą prezenty, nie tylko dla ludzi, ale i dla kotów.
Śmieję się, że jestem gorsza od kotów.
A nie jestem?
W prezencie dostałam kosmyk włosów z pierwszych postrzyżyn A.
Super :)
I kazanie po raz kolejny, że wózek nie pójdzie do komórki, bo za drogi i mogą ukraść, że nie wystawią go na balkon, bo się zniszczy.
Wózek ostatecznie ląduje na balkonie, bo nie ma gdzie rozstawić suszarki, a pranie na balkonie nie wyschnie...
I inne takie tam, przerywane znaczącym mamooooo Inżyniera.
Kurwa mać.
Czuję się jak intruz we własnym domu i w końcu to mówię.
A S. siedzi albo na kanapie i klika, klika, klika. Najczęściej na fejsbuczku, z bardzo głębokimi refleksjami.
A ja...
Nie mam wyjścia.
Zaprzyjaźniam się z A., jak czekista z czekistą. Dostępuję zaszczytu kąpieli Księcia Pana i to są najmilsze chwile, bo Skunks uwielbia kąpiel. I mizianie po pleckach. I moje "babababa", na które odpowiada tak samo. I "papa" robi na samo powiedzenie bez kiwania. Rodzice muszą kiwać. I na moje nieszczęście uczę go baran barana... ale to działa przy każdym płaczu. I pampersa umiem zmienić, i odważam się gada ubierać, choć tego nie cierpi i sceny balkonowe robi, ale umiem glośniej płakać.
Jakoś tak wyszło :P Wygrywa tylko cycek :P
I tak lecą dni.
W piątek zawituje do nas wiosna :D





 Wracają. Kota byś sobie kupiła, a nie kolejne badyle.
Pomijam milczeniem.
W dupie to mam.
Na uwagę I., że mój dom to składowisko pierdalnik odpowiadam, że to mój dom i moje pierdalniki.
Słyszę, że za dwa miesiące, jak przyjadą na ślub, to będą na D., nie u mnie, że do mnie wpadną tylko z Alienkiem.
Jakoś mnie to nie martwi, patrząc na obtłuczone od walizek i wózka ściany.
Będę z tym musiała żyć.
Choć komitywy z Alienkiem żal, bo aczkolwiek uparty jak ja, na widok grożącego mu palca, gdy zbliża się do kurków od maszynki gazowej pokornieje od razu.
W międzyczasie zmiana planów, że pierwsze urodziny Alienka u siostry S. Bo tam więcej miejsca, a siostra ma wyposażenie, a ja nie.
Ok.
Dzień później jednak okazuje się, że u mnie, bo współlokatorka siostry S. ma grypę.
I cyrk, że mam za mało miejsca, za mało naczyń, bo będzie aż 12 osób. Tak się złożyło, że mam tyle naczyń, ale mniejsza  z większym :)
Szanowna rodzina mojej Synowej ma same zalety, których nie mam ja. Trudno. Jak każda teściowa jestem do dupy. Amen,
Ogarniamy tę kuwetę.
Wielkie oczy, że jak to, po co to?

Bo chciałam podać widelczyki do ciasta. Bo mokre. Ciasto. Jak to, widelczyki? U nas w domu się je łyżeczką. A u mnie, kurwa, zawsze mokre ciasta jadło się widelczykami. I mam ich, kurwa, 12. I kosztowały 66 tys. za 6 sztuk. Podałam widelczyki, aczkolwiek nikt  z szanowanej rodziny N. nie umiał nimi jeść.
No bo ja, kurwa, mam taki pierdalnik i tyle staroci w domu i na chuj to komu?
Na chuj jakieś tam noże do tortów i inne takie tam?
Najlepsze rzeczy są z IKEA.
OCZYWIŚCIE, powiedział góral, wieszając gały na drzewie.
Przyjechała szanowana i szlachetna rodzina N.
A ja cały czas, jak nie zajmowałam się bawieniem Alienka, to myślałam, kiedy KURWA, będę mogła się napić?
Bo szlachetny ród nie pije.
Przyjechała kuzynka S. z mężem i dziećmi. Młodsze nieco starsze od Alienka, córka, sama umie się sobą zająć, ale ręka boska broni zabrać jej coś. A że bawiła się zabawkami A., to raban był na maksa.
Starsza, w wieku Małej Wiedźmy, zaniedbywana przez matkę, działała na własny rachunek...
Wujek Alienka zajety swoim smartfonem i pochłanianiem wszystkiego, co na stole. W ostateczności zeżarł chrupki Alienka, jedyną rzecz, którą podawano Jubilatowi i skończyło się rykiem.
Dziadek pompujący konika...
Ojapierdolę...
I ja...
Milcząca.
Patrząca na odbijanie ścian, na bajzel do ogarnięcia, bo wynieśli do małego pokoju nawet książki mimo moich protestów.
Tak, nikt nie jest panem we własnym domu, a nie miałam ochoty na kolejne starcie z I., w którym będzie bronił racji swojej i swojej żony.
Goście wreszcie się wynieśli i mogłam pić.
I piłam.
I mimo picia wstałam o 3.30.
Bez budzika.
Bo mimo zmiany czasu jechałam na lotnisko.
Bo żadna taksówka w PZ nie ma fotelika.
A Alienek musi jechać w foteliku. Z czym się w zupełności zgadzam.
Taksówkarz był erotoman gawędziarz. Analizował szczegółowo wysadzoną kamienicę na Dębcu.
Ojapierdole.
W drodze powrotnej starał się ze mnie wydobyć informacje o moim życiu prywatnym, ale zgrywałam głupią :)
Niedziela upłynęła mi pracowicie na wstawianiu badyli i innych pierdalników na miejsce.
W poniedziałek spałam do oporu. Ojciec S. miał przyjechać po walizkę, łózko polowe i fotelik. Nawet się nie odezwał.
W dupie to mam.
Poszłam na Manhattan :)

Okna pomyłam.
Wszystkie. Poprałam.
Myjąc okna spadłam ze stołka, z wielkim hukiem, bo... zamiast z niego zleźć, starałam się dosięgnąć rolkę ręczników na stole. Spadł jednocześnie przedwojenny dzban do herbaty, któremu też nic się nie stało. Mam jedynie spuchnięty mały palec u lewej ręki. jest szansa, że przeżyję, aczkolwiek  przez kilka minut macałam się, czy wstać :) Za to okna mam tip-top pomyte :P I osteoporozy na pewno nie mam :P

Nikt nie zainteresował się hukiem.
Więc tak jakoś - niekompatybilna jestem ze wszystkim.
Jak zdechnę, zorientują się, jak zacznę się rozkładać i śmierdzieć.
Nie umiem nic: gotować, żywić dzieci.
Mam wymagania: że mój dom, to moja twierdza. A dzieci, które się z niego wyprowadziły, mając wszystko w dupie powinny się stosować do MOI|CH reguł.
Że moje NIE to NIE i kurwa, nie obchodzą mnie uczucia innych.
NIEKOMPATYBILNA  jestem z systemem i niby dlaczego ważniejsze jest zdanie innych, a nie moje?
Bo jestem złą matką i nie pozwalałam dzieciom na manie zwierzątek?
I dlatego są nieszczęśliwe?
W dupie to mam.
Dałam im wykształcenie.
Moim kosztem.
Kosztem moich marzeń i pragnień,
Nigdy im tego nie wygadałam.
I dlaczego mam od tego płacić rachunek?
Niekompatybilna jestem z ich nowymi rodzinami.
Pora umierać?
 Jeśli już, to w fajnej dekoracji mojego pierdalnika :)


 A dużo by jeszcze gadać...
I dlatego się zamknęłam.
I z powodu niekompatybilności będę się z państwem powoli żegnała, bo jak to?
Niekompatybilnie wpychać się w rzeczywistość ze swoimi popierdolonymi problemami?
Lepiej zamilknąć, co nie? :)
 W lodówce masa rzeczy, których kijem nie tknę, bo nie... Soków, pepsi, masa chemii. Nie ja ją kupowałam. Chyba wyniosę na śmietnik. Nie ja za to płaciłam i nie ja kupowałam.
Niekompatybilna jestem chyba z życiem, co nie?

41 komentarzy:

  1. ej no , żurek gotujesz pyszny , ja też jadam mokre ciasto widelczykami ale mam takie z Tchibo i tylko sześć :D i też uważam że w nie swoim domu trzeba stosować się do zasad tam panujących , a na koniec napiszę że okien nie pomyłam i nie pomyję bo jest zimno i mi się nie chce :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też nie pomyłam, może tylko szybę umyję w 1 oknie bo Ignacy lubi palcem poslinionym bazgrać, tylko nie wiem kiedy najlepiej żeby na dłużej starczyło.

      Usuń
    2. Zmorko, ciesz się, że nie pomyłaś. Odpokutowałam. I faktycznie, dziś jest zimno. Ale każdy ma jakieś zboczenie :)

      Usuń
    3. Jola, rozumiem :) Ślady zbrodni Alienka odkryłam na lustrach i nie usuwam...

      Usuń
  2. W Pepco albo bierze były jajko-bombki świecące, tak mi się skojarzyło to drzewko świąteczne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tu świecą lampki bożonarodzeniowe. Nie zdejmuję, za co oberwałam osobny opierdal :)

      Usuń
  3. Niepierdol,że tak się wyrażę, co do tej niekopatybilnosci.

    Mlodzi tak maja,ze muszą się powymadrzac, przejdzie im za jakiś czas,kazdemu przechodzi z wiekiem.
    Ale bałaganu i nieposzanowania nie cierpię i też mnie wkurza. Przytulam Cię mocno i glaskam po głowce!

    My jadamy łyzeczkami ,a czasami widelczykami, jak kto ma kaprys. W niewielu domach spotkałam sie z widelczykami do ciasta.Może to regionalne?:)


    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, nie jest regionalne. Moja mama, córka szewca, przedwojennego szewca, w czasie okupacji otarła się o wyższe sfery na robotach. I dlatego do ryb mieliśmy w domu specjalne noże, a ciasta jadło się widelcem. Jak u królowej angielskiej :)

      Usuń
  4. Ojej, współczuję. Moim zdaniem gość powinien szanować zwyczaje gospodarza. Przemeblowanie chaty bez jego zgody nie mieści mi się w głowie. Najważniejsze, że dałaś radę i już po wszystkim. Też mam widelczyki do ciasta, dzisiaj podałam teściom do wilgotnego murzynka, ale nie skorzystali :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moje dziecko wciąż myśli, że to jego dom. Co jest miłe, ale wkurwiające. Jego dom jest wciąż jego domem, ale nie do końca :P A teściowie widocznie Kamyczka w Przekroju nie czytali, ich strata :)

      Usuń
  5. Tez mam synowa, ale chyba powinnam dziekowac wszystkim silom ziemskim i niebieskim, ze ma bardzo podobny charakter do mojego:)) Jestesmy wrecz bardziej zzyte niz matka z corka:)) Ale tez ani jej ani Juniorowi nie przyszloby do glowy dyktowac warunki w moim domu.
    Podziwiam, ze to wytrzymujesz.
    Nie umieja jesc ciasta widelczykiem??? to skad ta szlachta pochodzi?
    Nie wazne co, ale jak sie jest u kogos w domu to sie przystosowuje do tego co gospodyni podaje i tyle.
    To co lapami jedli czy wcale?:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Synowej zazdroszczę. Łyżeczka wcinali, bo podałam łyżeczki też, bo niektórzy słodzą napoje. Nie mam zielonego pojęcia, nie interesują mnie cudze rodowody. Jestem wnuczką szewca i pracownika folwarcznego i jestem z tego dumna :)

      Usuń
  6. Jędzo droga,
    zanim zadelektuję się lekturką wpisać muszę podziękowania za otwarcie. Znów zimny pot mnie oblał... Jak miło, wieczór z J. Wracam do lektury.

    OdpowiedzUsuń
  7. po lekturze: pierwsza prywata: bez widelczyka nie zjem ciasta/tortu. Wyznam nawet: wolę widelcem, niż łyżeczką. Ad synowe - widzisz, Jędzo, wszystko względne. Twoje takie sobie, a ja narzekam na brak. Nie dogodzisz, never, zawsze cóś źle! Głupio pewnie, ale WYDAJE mi się, że wolałabym brać na własną klatę, byleby synkowie moi zadowoleni byli i życiorysy "poukładane" mieli. Bosz, i jeszcze te Twoje zawsze-czyste-okna. Wstyd mi.
    PS Nie życzę, z nadzieją na przeczytanie jeszcze przed.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Serio? Oddam moje i dopłacę. Nie układałam synom nic, sami sobie ułożyli, a że nie po mojej myśli i nie mam żadnej miłej kobiety w swoim życiu? Trudno :P Muszę mieć czyste, bo mam od wschodu i nie mam firan, więc spuszczając rolety rano widzę każdą plamę :P To takie rodzinne zboczenie. Siostra mojej mamy mówiła, że myła i ona, i moja mama okna raz w miesiącu. Przed okresem. Jak już nie miała okresu, też myła w okolicach daty. Mam i ja takie zboczenie, nic na to nie poradzę. Geny :)

      Usuń
  8. Tesknilam za Toba Jedzo Kochana

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem mile zaskoczona :) Pozdrawiam serdecznie wierną czytelniczkę.

      Usuń
  9. Po pierwsze ciesze sie bardzo ze wrocilas. Po drugie widelczyki czy nie , grunt ze z Alienkiem nadajecie na tych samych falach. Po trzecie jak Ty nie jestes kompatybilna, to nie wiem kto jest. Po czwarte i nastepne synowa tez zrozumie ale pozniej. A adwokata bym scigala za niekompetencje, bo w koncu za co sie placi. Przesylam pozdrowienia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po pierwsze, dziękuję :) Po drugie, Alienek taki sam agregat jak ja :P Po trzecie - nie jestem. Jestem wyalienowana :) Po czwarte - jej reakcja jest mi obojętna, martwi mnie odmóżdżenie osobistego dziecka. Adwokat pracowy. Nie mam wyjścia. Resztę spraw postaram się załatwić z jego pominięciem.

      Usuń
  10. Ufff, jak dobrze że jesteś :) Przykro mi że tak się czujesz. Masz rację w tym co piszesz i nie daj sobie wmówić że jest inaczej! Jesteś kompatybilna z nami i proszę, nie strasz nas więcej zamykaniem bloga.. Najazd Hunów za Tobą i teraz zostało delektować się wiosną :)
    Moc uścików :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, Grażynko :* A następny mi nie grozi i juuupppiii :) Nie straszę. Musiałam zamknąć, bo padłyby słowa, których bym sobie nigdy nie wybaczyła.
      A wiosna jest piękna. Przez Hunów straciłam wiec, na którym byłaś!

      Usuń
  11. Uff,wróciłaś...
    Wiesz,zrobiło mi się strasznie przykro jak to przeczytałam.Jak można tak nie szanować Twojego domu,Twoich rzeczy i wgl Ciebie?Zazdroszczę Ci miejsca jakie masz na książki,bo moje mają strasznie ciasno,ale do cholery nie pozwoliłabym ich wynieść nikomu,bo to są moje książki.Nie rozumiem jak można tak się rządzić u kogoś w domu i nie rozumiem też jak Twój syn moze na to pozwalac. Nosz cholera.
    Moja córka nie mieszkała z nami prawie trzy lata i stało się tak,że rozstala się z chłopakiem i wróciła do domu i niestety trochę się u nas pozmieniało,wiec od razu powiedziałam jej,że teraz trochę inne zasady panują...Musiała się przystosować,bo ja lubię spokój.Nie powiem,że nie lubię jak np siedzimy wszyscy razem czy jest gwar czy nawet hałas,bo lubimy sobie posiedzieć,pogadać,zaprosić gości,ale jeśli ktoś by się za bardzo u mnie panoszył to nie będę cicho.
    Trzymaj się kobieto,bo wg mnie jesteś dobrym i wartościowym człowiekiem i należy Ci się szacunek.A jak jedna pinda z drugą tego nie potrafią zrozumieć to chyba ktoś powinien im to uświadomić.
    Ja mam nawet widelczyki do sledzi😉

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Za wszystkie podbijające mój osobisty bębenek słowa dziękuje. Macierzyństwo bywa trudne, ale dopiero tesciowanie jest prawdziwym wyzwaniem. Im przeszkadzał nawet mój komputer. Bo mam głos na maksa, aczkolwiek staram się zawsze wyłączać jak ktoś jest. Jestem niedosłysząca. Trudno. Nie słyszę, że coś gra. Jakoś to synom nie przeszkadzało (mężowi tak, zawsze mówił: słyszysz to, co chcesz), tej od Pierworodnego też to lotto, ale Inżynier i jego połowica zawsze mają wątły. Do śledzi też mam :) Ale ze u mnie nikt śledzi nawet kijem nie tknie, pozostają w konspiracji. Chyba je kartką opiszę, bo jak kopyta wyciągnę, nikt nie będzie wiedział do czego jest to dziwne urządzenie :P

      Usuń
  12. O Jędzo Wyrozumiała, dlaczego Ty sobą pozwalasz tak pomiatać? No wiem, wiem, łatwo mi tak pisać z zewnątrz.
    Strasznie przykro, gdy czyta się jak ludzie potrafią traktować innych ludzi z taką dogłębną wyższością i pogardą. I że chyba nie zdają sobie z tego sprawy. A może zdają?
    Nie kończ bloga, bo będzie nudno.
    Z primmaprilisowymi życzeniami świątecznymi ode mnie, Mistrzyni Brudnych Okien z okazji Każdych Świąt.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obiecuje nie kończyć. Nie wiem, dlaczego inni czują się lepsi? Może sa tak zakompleksieni, że muszą się dowartościować, negując innych? W sumie, gdy emocje opadły, rybka mi to.
      Żeby mnie obrazić, trzeba do mnie dorosnąć.
      Primaaprilisowe życzenia odwzajemniam świątecznie. To będzie akurat 65. rocznica ślubu moich Rodziców. Czasami mam wrażenie, że całe życie jest wielkim kawałem :) Jak masz firanki, to nie ma problemu i jesteś Mistrzynią, która lubię :) I której zazdroszczę :P)

      Usuń
    2. Mam firanki. I też są brudne.:-D
      A życie bywa podstępnie wesołe.

      Usuń
  13. Cieszę się bardzo, że znów mogę czytać co u Ciebie. Mam wrażenie, że nie tyle Ty jesteś niekompatybilna co świat dookoła coraz mniej przystaje do normalnych ludzi. Masz święte prawo bronić swojego domu i swoich zasad olewając to, że komuś się to może nie podobać. Dużo pogody ducha Ci życzę i mam nadzieję, że jeszcze długo będę mogła wirtualnie uczestniczyć w Twoim życiu. Bo lubię tę melancholię, refleksyjność i ironiczne poczucie humoru w Twoich wpisach. Ciebie też lubię, chociaż straszysz żeś jędza. Buziaczki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie straszę. Jestem. Autentycznie :) Pozory mylą :) Pozdrawiam serdecznie :*

      Usuń
  14. Bardzo cieszy mnie Twoja decyzja o powrocie :)))
    Ja tez często czuję się niekompatybilna ze światem :((
    I bardzo proszę, nie znikaj..
    Wszyscy Twoi blogowi goście Cię lubią :))
    No i Twoje pisanie :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozpłynęłam się w tych komplementach, choć zimno. Czasem zamykam sama przed sobą. Bo poszłabym siedzieć za złe myśli. Bo one działają. Taki urok bloga, jak ktoś nie lubi, nie czyta :P

      Usuń
  15. Ufff, na wdechu czytałam. Że piorun jaśnisty nie walnął na rozjaśnienie umysłu. Co się porobiło z tymi dziećmi, zasada wolnoć Tomku w swoim domku nie działa. Matka jako służbowa podaj, przynieś ,pozamiataj. Moja synowa nie chce do mnie przyjeżdżać bo wie, że u mnie zasada " gość w dom, Bóg w dom" nie działa. Musi być normalnie ,bez panoszenia się. Co ja nie zdążę zrobić, zrobić musi ona lub syn czy tam córka lub zięć.Wnuki muszą być nauczone że rodzina wielopokoleniowa to dziadkowie, rodzice i oni. Że dziadkowie wychowali jak umieli, dali co mogli na ich start w życie by z kolei nasze dzieci dali dobry przykład dla swoich dzieci. Szacunek dla rodziców. A nas czeka starość i to samotna , bo te nasze cium cium cium dzieciaczki wyemigrowały.
    Cholerka to nie o tym miałam pisać, miałam napisac o tym że jak się nazbierało to się musi ulać. Nie zamykaj się na kluczyk. Pozdrawiam serdecznie .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aniu, rozumiemy się bez słów. Życie. Ty wiesz, ja wiem, jak zmieniają się ludzie. Nas teraz boli. Ich zaboli później, ale to będzie już za późno. Ciesze się, że nie jesteś sama, że ktoś Cię wspiera.

      Usuń
  16. Uff. Dobrze, że znów otworzyłaś, bo podczytywałam zawsze, ale nie komentowałam. U mnie, kiedy któreś z dzieci próbuje coś przestawiać, lub zmieniać, słyszą tylko jedno, że ja im nie przestawiam, więc lepiej niech trzymają się od tego z daleka. Tym bardziej od moich wszystkich książek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że skomentowałaś, to mój dobry dzień. Witam w moich niskich progach. Książki wróciły na swoje miejsce, choć przypłaciłam to bólem krzyża. Ale dzięki temu nie zostały podarte na strzępy i pożarte przez dwójkę żądnych papieru do żucia niszczycieli :)

      Usuń
  17. popatrz Jędzo jak z kątów powyłaziły jak karaluchy :D
    ale prawdę prawią , nie zamykaj się , gdzieś musisz ulewać

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lubię robale, maja prawo do życia, jak każde stworzenie.
      Czasami muszę zamknąć, bo powiem słowo za dużo.
      A tego nie chcę.

      Usuń
  18. Jeden raz tylko tesciowej powiedzialam zeby cos wyrzucila, a byly to stare ubrania Ksiecia, ktorych nie mial zamiaru brac ze soba i ich nosic, a szafy juz sie nie domykaja, ale co mnie to ich szafy.
    W moim przypadku jest odwrotnie. Jak jestesmy u nich to oni na wszystko pozwalaja wnusiowi a ja zabraniam, cos zwali albo czyms rzuci to sie jeszcze ciesza w glos, zadnych zasad bo wnusio. A potem porownywanie do innych dzieci w rodzinie bo tamten taki grzeczny a ten bije albo placze. Jak zyc?

    OdpowiedzUsuń
  19. Pomijam wydzrzenia, bo szlag mnie trafia od samego czytania. Pozachwycam się stylem, okropnie mi się podoba:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Eulampio, dziadek był szewcem, więc pewno po nim mam taki barwny język :P

      Usuń