wtorek, 27 marca 2018

Jeszcze

mi się do końca nie ulało, Kochany Pamiętniczku.
Bo tak do końca nie poznaje Inżyniera.
Zawsze był uparty jak osioł, nic dziwnego, po takiej mamusi.
Ale tym razem przeszedł samego siebie.
Bo...
Kąpię Alienka. Inżynier wpada z inspekcją, czy czasem gada nie topię i puszcza wodę. Więc proszę, żeby nie puszczał więcej.
I afera na całego, bo dziecku wody żałuję. Dziecko miało wody dość, a ja wodę oszczędzam.
No i zaczęła się pyskówka, że jak ich pobyt generuje koszty, to on mi stówę da, tylko nie mam żałować Alienkowi wody.
Kurwa.
Trzy osoby przez okrągły tydzień. Z tego dwie napuszczające pełną wannę.
Sama pełną napuszczam rzadko, kąpię się codziennie, przy mojej suchej skórze moczenie nie jest wskazane. Oprócz nich przyjeżdżają też Pierworodni, to też trzy wanny dziennie (bo dzieci kąpią się na razie razem).
Nie wytrzymałam, wyszczekałam mu podwyżkę, która mu nie wystarcza. Podwyżkę w wysokości moich dwuletnich zarobków.
Dla mnie dopłata 1000 zł do czynszu (bo zazwyczaj tyle mam niedopłaty), to więcej niż połowa mojej pensji.
Nie zrozumiał.
Że jego stówą mogę sobie dupę podetrzeć.  On mi da stówę.
Fuck.
I krytykowanie mojej kuchni do upadłego. Że nieergonomiczna, że za mało blatów, że jak żyć, kurwa, jak żyć, pani matko w takiej kuchni?
Seriously?
Czuję się w niej znakomicie, chociaż czasem nie ogarniam tej kuwety. To moja kuchnia, moje mieszkanie. Nikt mi nie pomagał przy remoncie, oprócz Kierownika Budowy, który działał jak działał.
Trudno, żebym pomagał z 1500 km dalej - odpowiedź Inżyniera.
Seriously?
To zamknij pysk, dziecko...
I kretyńskie pytanie, czy 5 lipca 2009 roku był dla mnie dniem, w którym poczułam się wolna i odżyłam.
Nie, kurwa, miałam wtedy uczucie, że drugie pisklę wyfrunęło z gniazda, zadowolone z życia. Kosztowało mnie sporo ułożenie sobie życia na nowo, poukładałam sobie świat i nie zostawię tego już. Do dziś brakuje mi dziecka, czekającego na mnie na murku na Garbarach w piątek. Wiernie. Bo czekał wiernie, szliśmy na zakupy, później na obiad do knajpy, a później szedł w długą. Ale czekał na tym pieprzonym murku wiernie. Nawet wtedy, gdy założył sobie kolczyk na brew, za własną kasę, bo ja nie dałabym na to grosza. Gdy wstał, a ja rzekłam: seksownie wyglądasz. Później opowiadał  na prawo i lewo, jak matka mu zepsuła wejście. Bo liczył na scenę balkonową za ten kolczyk, na opierdol, na jazdę bo bandzie. A matka nic, tylko że seksownie wygląda. Do dziś nie wie, ile mnie to kosztowało :)
Dziecko straciłam 21 maja 2016 roku. Tak do końca. Drugie. Zaczęło mu się w mózgu pierdolić i proces postępuje.  Straszne dzieciństwo miał, bo wbrew jego marzeniom nie dostał ani pieska, ani kotka. Dostał żółwie, bo miało być jakiekolwiek zwierzątko. Żółwie po miesiącu spadły na matki łeb. Kolejne były rybki, które też wkrótce wylądowały na moim łbie. Nikt nie pytał mnie, czy mam czas na oprzątanie gadziny. Kotka nie było, bo nie, a pieska nie, bo lekarz nie zalecał ze względu na chorobę Eksa. Ponoć to są wykręty z mojej strony. Maybe. Ale dziękowałam niebiosom, wstając do pracy i widząc przez okno wyprowadzane pieski. Bo musiałabym wstać pół godziny wcześniej. Co najmniej. A później? Nad tym już nie miałam kontroli.
Takie są fakty, nic tego nie zmieni.
Wracają (w planach do PL). Co sprowadza się do tego, że po każdym spotkaniu ze znajomymi rzucają się śpijmą nocą do kompa i analizują, gdzie kupią dom. Kolejne spotkanie, jazda taksówką. Taksiarz biznesmen, wynajmuje multum mieszkań. I rzucają się do kompa...
Ojapierdolę.
Zredukowali liczbę wnucząt do dwójki. Ze względu na trudy wychowania potomstwa.
Alleluja. Trudy? Jakie trudy? Dzieci same rosną, nie trzeba się o nic starać.
I krzywdę mu uczyniłam, nie szczepiąc. Nieważne, że wyciągnęłam z powikłań poszczepiennych po polio, że chodzi normalnie. Skrzywdziłam go. I tyle w temacie.
Liczby kotów i psów nie redukują, bo zwierzęta są łatwiejsze w obsłudze :)
No i na miejscu jest babcia (huuura), która zajmie się wnukami. A oni poużywają życia.
Seriously?
Pytał mnie ktoś o zdanie? A co potem, jak babcia będzie potrzebowała opieki nie daj buk liściasty?
Nie mam zięcia, na barki którego można opiekę zwalić, jak uczyniła to szlachetna rodzina Synowej.
A Synowa prędzej hospicjum dla kotków i piesków urządzi, niż zajmie się głupią teściową. Bo ludzie to świnie (znaczy się ja, nie ona), bo warunki mam na kotki i pieski, a taka szuja nieużyta badyle hoduję.
Amen.
I na badylach umrę.
Bo taką mam fantazję.
Ale koniec lamencenia :)
Jednak się potłukłam i to nielicho. Sińce mam, oj tam, ta przemoc w rodzinie to już norma, za to okna lśnią i rzucają blask :P Szkoda, że słońca nie ma, które podkreślałoby to lśnienie :P
Więc olałam wszystko, na obiad zrobiłam naleśniki bananaowe, bo została góra bananów po Alienku.
Więc ległam i pachniałam, może jutro uda mi się dotrzeć do US, może się lepiej poczuję.
W czwartek muszę do pracy.
Muszę. Słowo, wyryte na czole.
Musisz.
Kurwa mać :)
A do Eksa nie dojadę, bo siły nie mam. Wystarczy, że śni mi się co noc.
Życie nie składa się z oddychania.
Jakoś mi już nic tchu nie zatyka, oprócz wleczenia się pod górkę przy wyjściu z osiedla.

Dech coraz częściej zapiera, więc pora iść w stronę słońca. 



29 komentarzy:

  1. Zupelnie mi mowe odjelo, moze to i lepiej, bo jak mialabym napisac cos co sprawiloby bol Tobie (chocby posrednio) to jednak milczenie lepsze.
    Buziam i przytulam, chociaz my (rocznik 54) to raczej za tuleniem nie przepadamy, ale sa takie momenty kiedy przytulas znaczy wiecej niz slowa.

    OdpowiedzUsuń
  2. Oj wcale się nie dziwię,że musisz sobie ulac... A ulewaj ile potrzebujesz...
    Wiesz,może jestem wredna,ale już dawno powiedziałam moim dzieciakom,że ja się wykorzystywać nie dam i nie chodzi tu tylko o przyszłe wnuki,ale także o to,że jak czegoś ode mnie potrzebują,jakiejś pomocy cokolwiek to nie,nie rzucę wszystkiego na hura i nie polecę.Owszem są sytuacje kiedy robi się to bez zastanowienia jak np córka wylądowała w szpitalu to oczywiście zaraz tam byłam,syn był u swojej dziewczyny i się rozchorowal to pojechałam.Sa sytuacje kiedy się działa,ale są też takie kiedy to moim zdaniem mogą sobie sami poradzić.Ale jedno moim zdaniem jest tu cholernie ważne SZACUNEK.To,że jestem matka,będę kiedyś babcią nie oznacza,że mam się ciągle poświęcać i być tylko dla nich.Poki co nie mogę narzekać.Wydaje się,że rozumieją i widzą moje potrzeby.Jesli zdarzyloby się coś co uznalabym za brak szacunku czy wykorzystywanie to cóż na pewno nie pozwolę...
    To co tu napisałaś boli i to bardzo,bo jak już kiedyś wspominałam przeczytałam całego bloga i wiem ile dałaś swoim synom i takie zachowanie jak teraz na pewno bardzo,bardzo kluje w serce.
    A co do kuchni i blatów,yyyy czy Ty będziesz szykował obiady i kolacje na 12 osób? No chyba nie.To co masz i jak to Twoja sprawa.Ile miejsca potrzebuje jedna osoba żeby uszykowac posiłek dla jednej osoby... No zastanówmy sie😉
    Najchętniej przylazlabym do Ciebie i zabrała Cię na piwo🍻.
    Nie pozwalaj by tak Cię traktowali,nie słuchaj.wyłącz aparaty😉i miej wszystko gdzieś
    Całuję Cię mocno
    Ty jesteś mocna baba i się nie dasz

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za zrozumienie i za ciepłe słowa :) Podniosły mnie na duchu :)

      Usuń
  3. Jak ja dobrze wiem o czym piszesz :((
    Nie przytulam bo nie lubisz ale kciuki trzymam...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przykre, że pełno takich egzemplarzy i przypadków na świecie :( Za kciuki dziękuje :)

      Usuń
  4. Lekko mnie zatkało. Ja jestem zwierzolubna, mam psa, ale nie wyobrażam sobie, że komuś narzucam zdanie, że on też musi mieć zwierzaka w domu. Nie dawaj się wykorzystywać!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie dam. Mam na uwadze dobro zwierzęcia. Żaden pies nie wytrzyma 12 godzin w zamknięciu. Nie krzywdzę zwierząt i to się chyba liczy :)

      Usuń
  5. Przeginają. Nigdy bym nie pozwoliła sobie na takie zachowanie,choćbym nawet tak myślała,bo to nie mój dom i nie za moje pieniądze. Jestem u kogoś dostosowuję się.Nie podoba mi się, wynajmuję pokój w hotelu.

    Serce boli, rozumiem to.

    OdpowiedzUsuń
  6. Wiesz, że Twoje pisanie nie idzie na marne? Oprócz tego, że sobie "ulejesz", to wiedz, że Twoje doświadczenia mogą stanowić - w pewnym sensie - wskazówki na przyszłość dla innych anonimowych matek jak ja:) Na razie nie mam "problemu" typu synowa i póki co się nie zanosi. Ale jak mojemu przyszłemu Inżynierowi zacznie odpierd..., to zawczasu będę trzymała rękę na pulsie. Pozdrawiam serdecznie. Renata.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, również pozdrawiam. Wiesz, zawsze wydawało mi się, że na dzieci można wpływać. W którymś momencie okazuje się, że już nie. Życie :)

      Usuń
  7. Gdyby Twoja synowa miała bloga, i opisywała tam swoje ciężkie życie, ciekawe co by napisała o swojej teściowej.
    Czy ona wie, że piszesz na blogu?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem. Może ma. Nie zabraniam jej. Nie, nie wie, że piszę. Tak, ma strasznie ciężkie życie i parszywą teściową.
      Syn wie, nie chce czytać. I dobrze. Zawsze mogę zamknąć :P
      Bo jest moje miejsce na ziemi, moje odczucia, moje opinie.
      Inni mogą myśleć inaczej. Wolno im.
      Mój Przyjaciel w którymś momencie rzekł: Tobie żadna nie dogodzi. Mieszkał z moimi obiema Synowymi we wspólnym mieszkaniu kilka lat. I zmienił zdanie, zostając moim fanem. Nie ich. Co mnie wcale nie cieszy :)

      Usuń
  8. Przykre. Wkurza mnie Twoja synowa.
    Wesołych świąt!

    OdpowiedzUsuń
  9. Jedź do nich, wypierdol koty na dwór, bo Ci sierść przeszkadza, zalej mieszkanie wodą, wpuść rybki i zacznij wędkować. A co! Wolno Ci ! W końcu gościem jesteś! Trzymam kciuki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, genialny plan. Ale mieszkają na pietrze, zalałabym sąsiadów. I koty niczemu nie są winne, wprawdzie nie cierpię sierściuchów, ale one mnie lubią, to jak mam im krzywdę zrobić?
      Popłakałam się ze śmiechu widząc mnie w akcji... dziękuję :)

      Usuń
  10. Tak,sądzę,że pomysł M.J.jest B.dobry bylabym za rozbudowaniem go😉😉😉

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może zaczniemy ciągnąć wątek. Gdzieś w necie krąży taki mem, co zrobi matka na starość swoim dzieciom...

      Usuń
  11. Mało która matka jest aż tak obiektywna, gratuluję. Zapewniam, że większośc zamknie oczy i zatka uszy ze szczęścia, że przyjechali, są i pozwalają się obsługiwać. Większość dzieci jest bezmyślna i niewdzięczna, chociaż dookoła słyszymy same zachwyty:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A dziękuję. Chociaż Ty mnie pochwaliłaś, bo wszyscy mówią, że nie mam serca i jak tak mogę, przecież to dzieci i wnuki. A potem żalą się, że muszą wnuków pilnować, że dzieci wciąż muszą obsługiwać. A u mnie, co w sercu to na jęzorze. Poszły swoją drogą, swoją drogę mam i ja, więc dlaczego mam z niej zbaczać. Kocham je, ale każda miłość ma swoje granice. Reszta to literatura :)

      Usuń
  12. Jędzo - wszystkiego dobrego dla Ciebie! O dzieciach nie będę pisać, bo i moi dokładają do pieca i nerwowość wielką wzbudzają. Spokojności wewnętrznej Ci życzę, jako i sobie, ja akurat jestem na etapie - póki żyją i zdrowi są, reszta nieistotna. zaprawdę, wszystko względne. uciesz się tym, że prowadzą własne życiorysy i, dajbuk, w nich spełnieni. a piję winko za zdrowie Twoje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mądrze piszesz i smacznego winka :) Dziękuję :*

      Usuń