niedziela, 1 kwietnia 2018

Ulało

wylało, przelało, wyrzygało się, Kochany Pamiętniczku.
Zapłaciłam za to srogo, poniekąd z własnej głupoty.
Było, minęło i mam nadzieję, że se ne vrati :)
I jakkolwiek dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane, mam nadzieję, że jednak wyjdę na prostą.
Jeszcze.
Kolejny raz.
Szczęście jest w samotności i wbrew twierdzeniu, że człowiek nie jest samotną wyspą - jestem nią.
Oczywiście, doceniam ludzi będących w moim życiu, zarówno realnie, jak i wirtualnie (tych ostatnich, o dziwo, czasem jest więcej), ale najlepiej czuję się sama w swoim towarzystwie :)
No bo jak mogę źle czuć się z kimś, kto zna mnie do szpiku kości i kto nigdy, przenigdy mnie nie opuścił, zwłaszcza wtedy, gdy niebo spadało mi na głowę?
Więc było, minęło.
Wczoraj nie wróci, jutro jest pełne niewiadomego i może go nie być.
A ja jestem tu i teraz i teraz mnie boli.
Tego mi nikt nie zabierze, to jest tylko moje.
Ale wracając do naszych baranów...
Zaopatrzenie uzupełniłam, nawet w gratisie dostałam drugie zwłoki, z upchnięciem których miałam kłopot, bowiem zamrażalnik pełny. Ale upchnęłam, bo więcej już nie popełnię błędów w gotowaniu i nie będę tydzień jadała na okrągło tego samego. Tylko malutki garnuszek rosołu popełniłam, z włoszczyzny sałatkę, a reszta na pohybel wrogom. Miałam robić faszerowane jajka, ale stwierdziłam, że co za różnica, czy będę faszerować, czy wciągnę wszystko razem, w żołądku się samo wymiesza, a roboty i zmywania mniej.
Tort daquoise kupiłam i skusiłam się na kawałek pleśniaka i sernika z wiśniami. Sernik jeszcze nietknięty, dużo tego, zobaczymy co się zje :D
Zero wędlin, zup, mięs.
Jak na coś mam ochotę, to sobie zrobię.
I herbaty, morze herbat.
Jako że w serialach posucha odświeżam Czarodziejki, głupie, ale jak duszę koi.
I radio Pogoda, moje kochane, jedyne, do bólu.
Melodie, które budzą wspomnienia. Lepsze, gorsze, ale zawsze ciepłe.
W sobotę poleciałam tylko po pieścichłopy i do wujka Mietka ze światełkiem. Wróciłam rozebrana w sensie, że mnie zmogło, bo piździ wciąż jak za cara, więc Eks musi się zadowolić światełkiem wspólnym.
We wtorek muszę być w pracy, silna, zwarta, gotowa.
A i tak szklanki wody nikt mi nie poda, jak się rozłożę do reszty, więc pierdolę wszystko :)
Siedzę w dresach i w polarku. Ja w polarku. Koniec świata pani Popiołkowa.
Rabanek w tym roku z foremki uciekł, może dlatego, że masło było ekologiczne ;)
Trochę kaprawy, ale jest i pilnuje interesu :)

Do święconki nie poszłam, jako żem rozłożona, nie po drodze mi coś ostatnio z tym wszystkim. Jak patrzę, co się wywija, to trafają do mnie słowa Franciszka, że piekła nie ma, a źli ludzie po prostu przepadną. To przepadnę i ja i już mi nikt po mordzie za całokształt nie nałoży. Zasłużenie zresztą  byłoby takie mordobicie, więc może lepiej, że się wywinę?
I nic już mnie nie będzie bolało?
A czekają na mnie tacy tam między innymi

Dziś obchodziliby 65. rocznicę ślubu. Tak, brali ślub 1 kwietnia i to też była Wielkanoc. Czas zatacza koła. Ojciec był 7 lat młodszy od Mamy. Ja też lubię młodszych, ale mi się jakoś żaden nie nawija :D
Są jak z przedwojennego filmu, nieprawdaż?
A ja takie niewydarzone cuś :D Życie :)
Ale za to wnuki :)

Strzeliły sobie dziś fotkę na prośbę babci, bo spotkali się w podobnych okolicznościach, co na Gwiazdkę, tylko babci nie było. I dobrze.

A Alienek na roczek wybrał książkę (wiadomo, mój wnuk, ale i mamę ma książkoholiczkę, więc się geny wymieszały, Inżynier czytał to co mu było do życia potrzebne, lektor kijem nie tykał, obecnie jak ja mam czytaniowstręt, czasu nie ma. Synowa w którymś momencie rzekła do mnie, że jak na kogoś, kto tak mało czyta jest bardzo inteligentny. Seriously? Miał inne wyjście, mając taką matkę?). Potem sięgnął po pieniądz, kieliszkiem wzgardził, a różańca mu nie dali, bo są niewierzący.
Chociaż kazali poszukać i dałam :) Tak więc rośnie nam nowy Einstein :P

W czwartek przeklinałam znów ich wizytę, bo wynosząc mi rzeczy z  półek spowodowali, że nic nie leżało na swoim miejscu. A miałam kupkę ze sprawami spadkowymi i... wsiąkł mi akt notarialny. Co ja się tego naszukałam, mało na zawał nie zeszłam. Zginęły też moje okulary słoneczne, a to duża strata, bo mam korekcyjne i nie zastąpię ich tak łatwo innymi, a korekcyjne to zawsze spory wydatek. Trudno. Kupię sobie nowe oprawki, chodzą za mną takie modne, duże, kolorowe. Po powrocie do pracy znalazłam kopertę na biurku. Myślę: premia, a w środku skierowanie na badania okresowe. Mam je co dwa lata i chuj mnie strzela. Ale tym razem mi na rękę, bo dostanę zaświadczenie, że mam mieć okulary do kompa, więc należy mi się 200 zł dopłaty z firmy, zawsze to coś. Ostatnio pisałam do prezesa i zrefundowali mi całość. Ale i 200 zł piechotą nie chodzi. Więc OK. Na koncie oko mi zbielało, szczypałam się. Wiedziałam, że ma być premia, ale... Chyba jednak dołożył do tego zaległą kasę, nie będę drążyła, bo ładna sumka. Więc jednak okulary kupię :P
Ale...
Przyjechała do pracy dziewczyna, która niedawno urodziła dziecko. Pracowała parę lat, wciąż na śmieciówce. W końcu wywalczyła umowę na rok. I zaszła wkrótce w ciążę. Nie, że celowo, po prostu zaszła. A że jest już po trzydziestce, stwierdziła, że urodzi. Umowa jej się kończy, więc ją wezwali. I... nie przedłużyli, bo szczery do bólu Boss orzekł, że mu się nie opłaca.
Nie wiem, jak z ojcem dziecka, ona nie mówi, ja nie pytam.
Ale moim zdaniem to po prostu nieludzkie.
Dlatego nie pójdę walczyć o podwyżkę, bo można się spodziewać ciosu poniżej pasa. A mi zależy na pracy. Na etat, nie na zlecenie, bo jednak emerytura mi rośnie, niewiele, ale rośnie, a przy tych kwotach każda setka się liczy.
I co innego pierdolenie o obronie zygoty, a co innego życie.
Wiem, Boss to nie rząd.
Ale świństwo takie samo.

Jednak moje pokolenie miało ochronę. Ja po skończeniu urlopu macierzyńskiego po Inżynierze przeszłam na rentę ze względu na słuch. Nie dlatego, że musiałam, ale że mogłam. Frustrowały mnie cośrodowe dyżury w czytelni, gdzie musiałam odbierać książki. Ludzie nie mówią wyraźnie swoich nazwisk, a ja wtedy nie byłam gotowa na podsunięcie karteczki i prośbę o napisanie nazwiska. Teraz bym zrobiła to bez zmrużenia oka, ale wtedy nie było opcji. Zresztą teraz są karty biblioteczne i komputery, czytniki i inne bajki (nad czym moje koleżanki boleją). Więc skorzystałam z okazji, a ze renta III grupy była prawie równa pensji, miałam zabezpieczenie, mogłam spokojnie wychowywać dzieci, a i jeszcze Eksa niańczyć :) W tym czasie skończyliśmy spłacać kredyt dla młodych małżeństw. Połowę. Drugą połowę spłacał zakład - takie były warunki. No ale że już tam nie pracowałam, a inflacja wtedy już szalała, spłaciłam hurtem drugą połowę, wychodząc z założenia, że zakład nic nie musi. I... bank odesłał mi kasę z powrotem, bo zakład musiał tak czy siak :) A moja macierzysta uczelnia do dziś mam mnie pod opieką, refundując mi co roku wczasy, jak dzieci były małe, dostawały paczki na święta. Budżetówka i wszystko jasne, ale... Komuny już dawno nie ma, oni mają budżet jaki mają, ale zawsze jest tam miejsce dla człowieka.
I dlatego uważam, że kiedyś było lepiej, mimo biedy i szarości.


Pojemniki na bioodpady wreszcie wstawili, ja na to jak na lato, bo mnie to akurat bawi. No i oddzielam pracowicie moje bio, idę wywalić i co ja paczę? W Bio pełno bio, a jakże, ale... w folii. no i cały pogrzeb na nic, bo miało tam być tylko bio :) Ja wywalam też z folii, bo mam pojemnik na bio wyłożony foliówką, żeby go nie myć na okrągło, ale wywalam odpady z folii, a folię do ogółu. I jak to u nas, znów nie wyszło.

Czytaczom, stałym i okazyjnym, wesołych, spokojnych świąt życzę. Takich, o jakich każdy z Was marzy :)

Upływa szybko życie - tak mi śpiewa właśnie radio...

19 komentarzy:

  1. Stała czytaczka odwzajemnia życzenia.

    A co do ciazowej koleżanki z pracy, to powinni jej przedłużyć umowę do porodu a potem macierzyński z zusu i rejestracja w urzędzie pracy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ona już urodziła. Zwolnili ją już po porodzie, mała ma jakieś pół roku już.

      Usuń
    2. A trąbią na lewo i prawo że w ciąży i na macierzyńskim kobieta jest chroniona, ciekawe gdzie tak jest.

      Usuń
  2. Dziękuję, miłego świętowania jeszcze jutro.
    Seriali niem a? A oglądnęłaś może,,Counterpart", b.fajny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przebrnęłam przez pierwszy odcinek, mam uszykowaną resztę, ale mam odmóżdżenie i nic mi nie pasuje. Nic mnie nie wciąga, a to, co bym chciała to napisów nie ma :(

      Usuń
  3. Cieszę się, że mogę poczytać Twojego bloga. I dzięki za życzenia- odwzajemniam.

    OdpowiedzUsuń
  4. Dziękuję. Sympatycznego Poniedziałku.
    Glukoza

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuje, spełniło się, był przemiły, radiopogodowy i cichy :)

      Usuń
  5. No moje święta w tym roku rozpoczęły się super gigantyczną migreną.Calą sobotę od godz 6.40 do niemal 21.00 mam wyjętą niemal z życiorysu. Dzień dzisiejszy to było odchorowywanie wczorajszego.Tak więc został mi poniedziałek.Moze będzie lepszy...
    Tobie Jędzo najlepszego😁😁😁

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Współczuję Ci bardzo! Mnie migrena opuściła 30 lat temu, jakoś tak i wcale za nią nie tęsknię...

      Usuń
  6. Człowiek się starzeje i w związku z wiekiem napiszę o czymś. Wczoraj zginął mi schab pieknie upieczony i pachnący. Odstawiłam aby wystygł. Szukałam go, nie miał kto go zajumać a schabu nie ma. Mąż niewinny bo nie wtrąca się do kuchennych rewolucji. Ogłupiała i zdziwiona byłam,że co że jak, a schabu niet ;) Okazało się że nie mając miejsca na stole i blacie kuchennym postawiłam pieczeń na parapecie okiennym zasłoniętym zasłonką. To był odruch , automatycznie zadziałałam. I gdyby nie to że musiałam podlać roślinkę na parapecie to pieczeń szukałabym do dziś :)Tak więc Kochana Jędzo życzę Ci zdrowia i abyś długo pracowała bo czas Ci szybko umyka i masz zaplanowany dzień co do godziny, nie tak jak ja bezrobotna emerytka nie pracująca zawodowo.Mająca monotonny rytm dnia i automatycznie wykonująca codzienne obowiązki :) Miłego drugiego dnia Świąt życzę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. LOL :) Ale moje okulary się nie znalazły, więc Miśki dalej podejrzane :) Tak, praca to jest to, co mnie ratuje. Moja teściowa kiedyś korek od zlewu schowała do zamrażalnika. Jakim cudem, nikt nie wie, kobieta była niepijąca :D

      Usuń
  7. Chyba to juz gdzies pisalam, ale najwyzej powtorze: dbaj o siebie, bo tylko Ty jestes najwazniejsza cala reszta moze sie bujac.
    Wnuki masz przeslodkie i to juz jest jakis plus dodatni:)
    Zdjecie slubne rodzicow to taka klasyka, tez mam takie w zbiorach. Niby to bylo nie az tak dawno, a jednak inny swiat.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlatego dodatni, że odległy, bo trudno to wszystko pogodzić :) Pamiętam o tym, żem pępek mojego świata :)

      Usuń
  8. Dobrze ze sie odhaslowalas, stesknilam sie :)
    Zatem swietego spokoju ci zycze!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja się nie hasłuję, ja się zamykam. Nikt wtedy nie ma kluczyka :) Dziękuje :)

      Usuń
  9. no witam po świętach :) miło, ze się nie odbiłam od ściany, bo hasła nie znałam ;)buziaki :)))

    OdpowiedzUsuń