sobota, 7 kwietnia 2018

Farta

niesamowitego miałam, Kochany Pamiętniczku.
Rzepakiem się zajmując, skoczyłam w międzyczasie na to badanie, o czym oczywiście wszyscy wiedzieli, bo marudziłam, jak potępiona.
Zażywszy rano całą pigułę na nadciśnienie, zamiast pół.
Wchodzę, a tam pusto, tylko pod gabinetem, gdzie krew i mocz pobierają i prześwietlają kolejka zakręcona, jak świński ogonek.
A ja hyc na mierzenie ciśnienia, a aparat badziewny mają. Nawet źle nie wyszło, biorąc pod uwagę, że u lekarza mi zawsze rośnie :) Pyta, zwyczajowo, ile mierzę i ważę. Nosz, za tę kasę, co golą, powinni mieć wagę. A niby dlaczego ja mam mieć w domu i wiedzieć, ile ważę?
Czy palę i pierdolę i takie tam :)
Okulista.
Mam wizytę na 12.30. Jest 12.15. Wychodzi z gabinetu akurat, pytam, czy mogę. Ależ i owszem :)
Okazało się, że przez dwa lata mojemu wzrokowi nic się nie stanęło, mimo intensywnej i bezlitosnej eksploatacji, nawet ta pieprzona czarna kropka co lata mi czasami się schowała. Dno oka OK. Papierek, że należy mi się refundacja i do widzenia ślepa Genia :)
Jest 12.25...
Jeszcze ten, co pieczątkę dowala.
Drzwi od gabinetu otwarte.
Doktor, wyglądający jak bezrobotny małorolny je. I mówi, że zawoła. Wizytę mam na 13.10 :)
12.30 woła.
Wchodzę.
Kaszle jak gruźlik w ostatnim stadium galopujących suchot.
I krzyżyki stawia.
Nie maca.
Nie osłuchuje.
Zdolność na 3 lata, bo do 2021.
Pytam, czy nie można do śmierci. Nie, bo przepisy. No, rozumiem, że pan doktor też musi zarobić. To nie o to chodzi, żachnął się. Takie są przepisy.
Sranie w banie.
Rozumiem: lotnik, kontroler lotów, operator dźwigu, kierowca.
Ale ja, korektorka? Jakie ja zagrożenie dla kolegów z pracy stanowię? Jak mi banię zryje, a może, bo ta praca wszystko może, to mnie w kaftanie zwiną, niezależnie od medycyny pracy.
Wychodzę z gabinetu 12.32. Ojapierdolę. Mogę być pojebana, chora na maksa, jak chcieli to stwierdzić w takim tempie i bez badań? Z moich pieknych oczu wyczytali?
A ja...
Sruu do mojego rzepaczku.
Wchodzę i wszyscy happy.
A ja: nie pracuję. Jak to nie? Bo nie mam zdolności.
Uwierzyli.
Powiedzieli, że nie ma opcji, że będę pracowała, bo innej nie chcą, że trzeba coś z tym zrobić. Już komitet w mojej obronie chcieli zakładać.
Ojapierdolę.
Nice, co nie?
W piątek zamknęłam rzepaczek dość wcześnie, ale melodii nie miałam, więc ległam.
I przypomniało mi się na moje nieszczęście, że mam ostatnią baterię do aparatu, a nie lubię bez aparatów pracować.
Zwlokłam więc szlachetne zwłoki i pojechałam po baterie, bo w sobotę wszystkie salony audio są zamknięte, a nie mam pojęcia, czy gdzie indziej dostanę takie cuś. I klęłam, bo miasto sparaliżowane, na przystankach dzikie tłumy, po dwa autobusy wypadają z kursu, a tramwaje tkwią w korkach (sic!). What the fuck?
Targi motoryzacyjne.
Łomatkozcórkom.
A na dokładkę wolna niedziela, niehandlowa.
Więc w sobotę muszę wszystko ogarnąć.
Rano wiadomość od Barana. Łajdak Kijankę sprzedał. I nowego grata kupił. Nie podoba mi się. Mówię Vader, ale protestuje.
Pytam, dlaczego przepił biedną Kijankę.
Bo już po gwarancji.
Focha strzelam z podtekstem, piszę, że ja też po gwarancji.
A ten mi kadzi: ale lepszego modelu od ciebie nie ma.
Pochlebca pieprzony się znalazł, ale...
Tak jak w pracy - nice.
Też Go kocham :)

Kolejne bratki posadziłam, chaupkę z grubsza ogarnęłam, a teraz ku pamięci notka i idę poczytać :)

Prawie lato jest, więc może jutro gdzieś prysnę.
Ciężki tydzień przede mną, a w następną niedzielę półmaraton.
Pobiegnie moja redakcyjna koleżanka i będę na nią polowała.

I tak dni lecą, jak głupie, robię już majowy numer.
A przecież dopiero niedawno był Nowy Rok...


Z koleżanką rozmawiałam, która jest optykiem. I jako że zgubiłam słoneczne okulary, chodzą za mną fotochromy. Poleca. Chyba się skuszę, choć to dość droga zabawka.
Ale w końcu dlaczego czasem siebie nie popieścić. Jak się sama nie popieszczę, nikt tego nie zrobi.
Jeszcze się prześpię ze ślimakami :)


11 komentarzy:

  1. Mój R. przyczynił się do tych korków, był służbowo na tych targach. A ja ostatnio byłam w Twojej wiosce w operze i dziękowałam bogu, że to nie ja jestem kierowcą...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takiej wiosce jak moja tylko kłopot z parkowaniem, a MPK można dojechać wszędzie. I książkę poczytać, jak się w korku stoi :) Taki urok targów w wiosce. A teraz chcą jeden most rozebrać, więc znów będzie się działo :)

      Usuń
  2. No oczywiscie, ze nice:)) Nie moze byc inaczej, w koncu jestes Jedza:***

    OdpowiedzUsuń
  3. Fotochromy mają tą zaletę, ze nie trzeba dwóch par okularów :)) Ale mnie zawsze wkurzało, ze trzeba odczekać az się rozjaśnią lub przyciemnią :((
    Dobrego weekendu :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To samo mowi Wspanialy a ma fotochromy od chyba 8 lat. Juz sie przyzwyczail, ale mowi, ze na poczatku to go wnerwialo.

      Usuń
    2. Mam koleżankę optometrystke i poleca. Nie sądzę, żeby wciskała mi kit. Co najwyżej będę chodziła w starych, a fotochromy na słońce, bo w sumie to ja okularów zmieniać nie muszę, mam dobre, zgubiłam słoneczne, ale... Lubię zmieniać okulary, to jest seksi :)

      Usuń
  4. A ja nie znoszę fotochromów i już więcej nie zrobię. Pokazuje zakłamany świat. Nie po to kocham słońce, żeby zawsze mieć pochmurno.
    Ha, nie maca, krzyżyki skreśla i jeszcze udaje, że przepisów przestrzega:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale to nie będą fotochromy starego typu, tylko najnowsza technologia. I zielone, bo takie nie przekłamują kolorów. No i zawsze można je zdjąć :D

      Usuń
  5. Nosze fotochromy od 25 lat, teraz juz progresywne plus fotochromy, nie ma lepszych okularow ktore chronia oczy i pomagaja widziec. Nowe technologie powoduja sciemnianie czy rozjasnianie szkiel blyskawicznie. Nie taki diabel straszny , jak go maluja , z tymi badaniami przeszlo gladko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jedna zadowolona i tego się trzymam, też chcę najnowsze. Z progresywnymi poczekam, bo... Nie umiem czytać w żadnych okularach, nawet w tych do czytania, czytam na wydrukach gołym okiem. Mam tyle wad, że chyba i progresja nie pomoże, a jak nie mam okularów, to nie widzę, co ludzie mówią :D

      Usuń