wtorek, 3 kwietnia 2018

Zanosi

się na jazdy bez trzymanki, Kochany Pamiętniczku.
Przed pracą poleciałam do urzędu skarbowego, żeby popitolić. I jahhhhhhhhhhhhhhhhhhaaaaaaaaa, parę osób tylko stało w kolejce.
Już byłam w ogródku, już z gąską się witałam. Pit roczny sruu, poszedł, ale przy spadkowym biurwa się zacięła. Nie ten urząd, bo spadkodawca mieszkał na Nowym Mieście. Urząd skarbowy Nowe Miasto zatem. Zamarłam, bo muszę złożyć do 18, a nie wiem, czy mi papiery znów obrócą z UK.  Nie pomyślałam, że wystarczy tylko pierwszą kartę zmienić, a że wypełniane w PDF, a nie ręcznie, to żaden problem. I mówię, że przeciez pani w informacji mówiła, że Wilda...
Biurwa woła koleżankę.
Nowe Miasto, bo zamieszkanie za granicą, a to Nowe Miasto.
Nieśmiało protestuję, ale nie.
Mam iść jeszcze raz do informacji...
Na szczęście mój numerek wyświetla się błyskawicznie, ale jestem już mokrzuteńka i ciśnienie pewno mam ze 200.
Gość z informacji mówi Wilda, ale upewnia się u koleżanki.
I idzie ze mną do biura podawczego i mówi, że brać i nie marudzić.
Biurwy: ale...
Wilda, bo mieszkanie jest na Wildzie, a chodzi o mieszkanie, a nie o żadne inne bajki.
Biurwa bierze papiery, ja oddech i spadam do pracy.
Mija spokojnie, ale...
Myślę sobie, że jak już, to wolnym walcem.
Chcę kupić sieciówkę, ale jest akurat autobus, a mogę jeszcze  cztery dni jeździć.
Więc wskakuję i...
Ląduję w okolicach spółdzielni.
Raz kozie śmierć.
Włażę.
Biurwa pierdzistołkowa na słowa "mąż zmarł i..." robi się tak uprzejma, że ojapierdolę.
Okazuje się, że muszę mieć akt dziedziczenia, co mam.
Więc kseruje i mówi, że się odezwą, żeby podpisać ze mną umowę.
Ale... Nie mają nic, że mieszkanie miało zmienianą własność. Tłumaczę, że nie notarialnie, bo nie dokończyłam, ale że zapłaciłam.
Ale ona nic nie ma.
Ale ja mam.
Będzie ciężko, ale może się uda. Bo faktycznie nie jest załatwione jak być powinno, ale zapłacone jest, a gdzie oni kasę zgubili, buk liściasty wie. Bo zaksięgowali mi to jako nadpłatę czynszu. Po mojej interwencji, że to nie nadpłata, tylko inna opłata powiedzieli, że przepiszą. A nie przepisali. Ale później już nie miałam nadpłaty :P
Kazała przyjść z papierami, jak będzie umowa.
No to przyjdę.
Ojapierdolę, jak ja kocham bajzel i papiery.
Potrwa to jeszcze, więc poszukam jeszcze pisma z nadpłatą. Gdzieś jest. Papierów ci u mnie dostatek, a mnie kurwica strzela.
W najgorszym przypadku Inżynier ma tu zameldowanie, a ja mam zamiar jeszcze pożyć, co najwyżej dostaną wkład, czyli nic :D
Trudno.
Inaczej tego wtedy nie mogłam załatwić. To był 2009 rok.
Życie.
A w czwartek do medycyny pracy, kolejna sraczka i stracony czas.
Ciekawe, co tam wymyślą, bo z góry powiedziałam, że żadnych badań ani analiz nie zrobię, bo nie.
Bo nie dojadę na czczo, a i sikać do kubeczka nie będę.
Pierdolę :)

8 komentarzy:

  1. Czyli nie było najgorzej! Był czas, że latałam do niemieckiego i polskiego US i choćbym nie wiem jak przewidująca była, zawsze czegoś brakowało. Jak miło mi się zrobiło, że już nigdy nie będę musiała tam iść. A kubeczek to już mnie tak rozbawił, że ryknęłam śmiechem:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A co, lubisz sikać do plastikowego kubeczka i potem się z nim przez pół miasta tachać z trzema przesiadkami, żeby oddać mocz do analizy?
      Co komu po analizie mojego moczu?
      Jak będę się źle czuła, sama pójdę do lekarza. A medycyna pracy co dwa lata to zwykłe złodziejstwo, strata czasu i wkurw :P

      Usuń
  2. Nienawidze papierow, zadnych wiec szczerze wspolczuje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, a myślałam, że tylko ja tak mam. Dziś zaginął mi kolejny, który wczoraj miałam w ręku i odłożyłam na miejsce. Nie znalazł się jeszcze, ale nie jest potrzebny :)

      Usuń
  3. Czyli jest dobrze. Masz przynajmnij jasnosc co jeszcze trzeba i moze sie to uda przepchnąć. Powodzenia i cierpliwości .

    OdpowiedzUsuń
  4. No niestety w naszych kochanych urzędach coś załatwić tak od razu jest chyba niemożliwe.Cztery lata temu sprzedawalismy dom,który wybudowaliśmy ma działce przeksztalconej z ziemi rolnej.Nie nasze to było przedtem pole,to ważne.Wlasciciel tego pola wszystkie papiery miał w porządku.No i co przy sprzedaży się działo to śmiechu warte.My mieszkaliśmy tam trzy lata,działkę kupiliśmy niecałe trzy lata wcześniej i wiedzieliśmy na 100%,że wszystko powinno być ok.Najpierw doczepili się,że będziemy płacić podatek,bo za wcześnie sprzedajemy.no nie za wcześnie, bo musi minąć pięć lat i minęło,dwa że nie ma zakończenia budowy i dziennika.wszystko było,tzn zapis,że budowa zakończona,wszystkie odbiory itd.A gdzie zapis o sluzalczosci drogi?Ze co? Otóż właściciel pola po przekształceniu na działki musiał oddać część tych działek na drogę,proste?proste.zapisane to jest w dokumentach,ale Pani notariusz najwidoczniej do papierów nie zajrzała,bo jeszcze na sam koniec opierała się,że nie ma takiego nr księgi wieczystej.I tu ważna sprawa,że jak kupowalismy działkę i jak ja sprzedawalismy z tym domem to wszystko odbywało się w tym samym biurze notarialnym,u tej samej Pani notariusz🤗

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzy podania, klucz od mieszkania i fotografia pradziadka, żeby coś załatwić.
      A co biurwa, to inne przepisy.
      A co urząd to inna interpretacja. Wiem, bo korekcę takie teksty i prezes jednej z wojewódzkich izb skarbowych wyjaśniając zawiłości, zawsze zastrzega, żeby o interpretację danego przepisu wystąpić do regionalnej izby skarbowej :P

      Usuń