cyrograf w spółdzielni, Kochany Pamiętniczku.
Teraz mam złożyć podanie o zmianę statusu mieszkania.
Biurwa twierdzi, że spółdzielnia nie musi się na to zgodzić.
Więc trzymajcie kciuki, żeby się zgodziła.
Podanie nasmarowane, jedno zdanie, ale co ja się będę w Pana Tadeusza bawiła,wicie, rozumiecie.
Nie wiem tylko, czy uda mi się to jutro wydrukować, jako że wszystko w mieście w proszku, długi weekend wszak mamy.
Obaczymy.
W sobotę poleciałam na giełdę, bo Eks za mną chodzi.
Sytuacja popierdolona, bo nie mam zielonego pojęcia, co tam na cmentarzu jest, czy zostawili rozgrzebane, czy położą z powrotem pomnik, bo był.
Problem w tym, że w tym grobie leży też teść mojego teścia i sam teść.
Więc nie będę się wpierdalała w rodzinne grobowce.
Sama bym to ogarnęła, nieważne, że za moją kasę.
Ale... Nie ma chuja we wsi, że będę rozmawiała ze szwagrem. Nie i już, choćbym w piekle gnić miała.
Nikt już nie będzie mną pomiatał, nigdy, nikt mi już nie powie "czego, kurwa, chcesz".
Tak, jestem kurwa, ale na własny rachunek i nikt z nich mi nigdy za nic nie płacił.
Amen.
Sorry, Eks...
Zatem kupiłam doniczkę z badylkami, wychodząc z założenia, że płyta czy gleba, doniczka postoi. A że pada co i rusz, o czym świadczą moje biedne, brudne jak dzika świnia okna, zatem badylki powinny jakiś czas wytrzymać.
A takie tam kupiłam
eks fanem badylków nie był, ale paczki ćmików mu na grobie nie zostawię.
Już byłam w ogródku, już z gąską się witałam w tę sobotę, robiąc szybki plan, ale na szczęście luknęłam na rozkład jazdy autobusów.
Trzy godziny musiałabym w tej pipidówie, którą beretem nakryć można, siedzieć, bo nie ma autobusu. A autobus jedzie tam prawie godzinę, a jest to raptem 15 km :)
Więc pojadę jutro, bo wtedy jest autobus raz na godzinę. Na szczęście ichni przewoźnik nie ma sobotniego rozkładu jazdy przez cały tydzień, jak moje kochane MPK :)
Bzy kwitną jak szalone już...
Wyeksmitowałam na balkon amaryliska, zła, bo ledwo zakwitł, to zaraz padł, a czynszu nie płacił, więc mu wody żałowałam.
I co ja paczę któregoś dnia?
Odbił.
A dziś już
Same niespodzianki wokół.
Sprawa Alfiego skończyła się, zanim się zaczęła. Zmarł. Niech spoczywa w pokoju, w lepszym świecie.
Ale co się pod to podpięły wszystkie hieny, łącznie z Rutkowskim w ząbek czesanym, co sobie nabili punktów wszyscy mniej i więcej popaprani, tego się nie odzobaczy i nie odsłyszy.
A na co dzień nie widać nikogo, bieżącego z pomocą do takich ludzi, trzymających za rękę, pomagających.
Bez fleszy, bez huku, bez ścianek i bez wiadomości medialnych.
Bo nawet matka Teresa miała dobry PR, a i kasę ponoć na tym niezłą trzepała.
U nas zaś dalej walka niepełnosprawnych, no ale kasy nie ma, więc solidarnie kto ma się zrzucić? Naród.
A ojczulek z Torunia nie łaska?
Bo wszak Kościół jako instytucja ma owieczki swoje hołubić. I to nie tylko te ledwo poczęte, ale te, co się już na tym padole zameldowały.
Hołubić, chuchać, dbać.
Nie strzyc do gołej skóry.
Kiedyś tak było, w mrocznych czasach komuny, kiedy Kościół w PL był prześladowany.
W mojej rodzinnej wsi, gdzie psy dupami szczekały, było przedszkole. Kto je prowadził? Siostry zakonne. Nie mam zielonego pojęcia, jak wyglądała sprawa opłat za przedszkole, bom dziecięciem niewinnym wtedy była, ale było. I chodziła do niego cała wiocha, moja klasa jak jeden mąż i jedna niewiasta.
Łącznie z córką ówczesnego komendanta milicji w wiosce. Rok 1961. Ja na samym szczycie na tle zakonnicy. A ten młody przystojny ksiądz to odnalazł się po latach i do dziś jest w mojej (byłej, bo zrobili nam nową) parafii, już na emeryturze.
Punkt pielęgniarski, bo nie wiem, jak to nazwać też obsługiwała siostra zakonna. Robiła zastrzyki i inne takie tam. Bo we wsi był tylko felczer i ona.
I stała szpitalka. Stoi do dziś zresztą. Mieszkały tam staruszki z różną przeszłością. Każda miała swój pokój i kuchenkę. Rezydentki, dziś byśmy powiedzieli. Siostry się nimi opiekowały. Była tam też Agata bez nosa, z czarną przepaską, której panicznie się bały dzieci. Dziś wiem, że nie miała nosa, bo jej kiła czy inne paskudztwo wyżarło.
Ale i tacy ludzie nie byli zostawieni sami sobie.
A my, dzieci, chodziłyśmy ich tam odwiedzać w tej szpitalce.
I tak się życie toczyło, chociaż internetów nie było i nikt nie chwalił się zwykłym, codziennym miłosierdziem i pomocą bliźniemu.
Pewno, że i wtedy homo homini lupus był :)
Ale więcej było serca, dobroci i pracy u podstaw.
Zwykłej. Bez poklasku i oklasków.
W tym ciemnym czasie.
A książkę bym mogła napisać, ale kto to będzie czytał.
Tak mi się po prostu smęci :D
I miło mi, że na swojej drodze spotykam ludzi, myślących jak ja, hurtem dziękuję za wszystkie miłe komentarze pod poprzednią notką. Jestem zaszokowana, że ani jednego hejtu, ale widać nie nadaję się na celebrytkę, skoro nikt na mnie pomyj nie wylewa :D

Nie każdemu celebryctwo wróżone:)) Amarylisek się zawziął był i Ci pokazał!:)
OdpowiedzUsuńCzekam na bzy tutaj,bo jeszcze nie kwitną,duzo innego kwiecia, jeszcze duzo żonkili, tulipanów ,serduszki już, forsycje przekwitają,już zaraz będą okazałe, może w jakiś wolny dzień odwiedzimy ogród botaniczny w Kiel,to zobaczę więcej kwiecia. Póki co zielonosć wielka , trawiastośc i ptice swiergolą ile wlezie.
To pięknie masz, Doro. I spokój od codzienności z PL :)
UsuńJak mam czas popatrzeć,ze pięknie,to i owszem:)
Usuńie do konca mam oddech z polskim domem,bo niemal codziennie relacje od szwagra,i corek.Z teściową jakby nagle gorzej, jak dla mnie caly czas tak samo, ale szwagier sieje panike,wzywa doktorów, cyrk na kółkach. Teraz sie zastanawiajaczy zastosowac sie do zalecenia lekarki i udac sie do szpitala na diagnostyke ,tesciowa nie chce,szwagier nie umie byc zdecydowany i ją nakłonic i tak się bujają.
Trochę celebrytka jesteś, bo masz fankę:) Jejku, exowi woził badylki może tylko osoba o wielkim sercu, której nawet amaryliski zaschnięte wypuszczają. Niesamowita historia o przedszkolu i zakonnicach. A dziewczynka z warkoczykami na tle zakonnicy -śliczna. U mnie wogóle nie ma bzów, za to jak zobaczę raz na kilka lat, to dopiero będę się cieszyć i wąchać. Pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńSerdeczności, Eulampio :)
UsuńTo nie serce, to zboczenie. Tak mam, że się uduszę, jak nie ogarnę. Bo zawsze staram się pamiętać rzeczy dobre, złych nie warto. A oni teraz są bezbronni, to co, leżącego mam kopać? Jak ogarnę, to potem mam spokój na dłużej. Nie śnią mi się :P
Nie ukrywam, że lubię takie fanki :)
Ale miałaś kokardy! Fajne dzieciska na tym zdjęciu, oj,to też były ciężkie czasy,ale jakże inne.Wydaje się,że z większym szacunkiem do człowieka i pracy.Chociaż też pewnie różnie to bywało.
OdpowiedzUsuńBywało,każde czasy mają swoje minusy. Ale było jakoś bardziej po ludzku. I jak patrzę na swoje fotografie z tamtych lat, a na dzieci współczesne w analogicznym wieku, to wiesz, mieszane uczucia mam. Choć wtedy kobiety trzydziestoletnie wyglądały na starsze matrony od dzisiejszych pięćdziesięciolatek. Więc dziwnie się to wszystko kręci :)
Usuń