piątek, 13 kwietnia 2018

Kurcgalopkiem

ten tydzień przeleciał, Kochany Pamiętniczku.
Rach ciach ciach i już okazało się, że jest piątek.
Pierwsze dwa dni pracowałam jak dziki osioł, ale wreszcie (chociaż raz) udało mi się technikę wychować. Zostały im dwie strony i zamiast mnie męczyć, powiedzieli, że jutro.
Choróbska poszły jak po maśle, tak że nie wnerwiałam się, a i powroty do domu piękne były, nawet potuptałam starą trasą drugi raz :)
Ciężko było, ale...
Chce się żyć :)
Chociaż mój pracowy grudzień mówi, że to nie koniec :)


Dostałam nową kartę do kasy, o której chłop nie wie, niepotrzebnie się na zapas martwiłam. Prawie wszystko mam tam spłacone, więc jak coś to jest na wybryki. I udało mi się bez zbędnych kłopotów aktywować ją w punkcie, bo przecież nie zadzwonię na infolinię.
Rozpędziłam się jak torpeda i do Enei wleciałam znienacka. Wreszcie przerejestrowałam licznik na siebie, nie bez zawracania dupy, bo to i trzy podania, klucz do mieszkania i fotografię pradziadka trzeba mieć. W sumie, jak powiedział mi przemiły konsultant, nieważne na czyje nazwisko jest, ważne, żeby kasa się zgadzała. Ale jak chłopcy będą kiedyś chcieli cos z tym fantem zrobić, musieliby wyciągać najpierw ojca z grobu, więc lepiej, że to już formalnie przepisane. Jeszcze w spółdzielni muszę do końca dopiąć, ale na samą myśl o spotkaniu z biurwą pierdzistołkową mam dreszcze. Zimne :P  Ale załatwię, nie ma innej opcji. Ciekawe, ile będę płaciła czynszu, bo w kiwetniu mi podnieśli, a za własnościowe czynsz jest niższy ponoć.
I wisienka na torcie - dziś mi rozliczyli media za ubiegły rok.
Inżynier się tak rzucał, jak mówiłam o oszczędności wody, a dzięki oszczędzaniu i wody, i ogrzewania mam 2,5 miesiąca mieszkania za darmo i niższy o 50 zł czynsz od maja.
Chyba warto?
Inna para kaloszy, że znów finansowałam spółdzielnię, a odsetek mi nikt nie zwróci, ale mniejsza z większym, lepiej mieć nadpłatę, jak niedopłatę :)
I... Od lat chodzą za mną czerwone sandałki.
Ale z maciejkowych nigdzie mojego rozmiaru nie było.
Aż przypadkiem znalazłam na Alledrogo.
I w te pędy do Sikory, bo ja na Alledrogo jestem lajkonikiem i nie, nie ma opcji, że rozgryzę, zakładałam konto chyba z trzy razy i dupa :D
Sikora kochana była, kupiła i tadam :)

 Mam dwie pary nówek nieśmiganych. Te niebieskie kupiłam pod koniec sezonu w ubiegłym roku, szkoda było mi je nosić, więc teraz mam dwie pary nowe.

Mieszkanie ogarnięte, poprane, gros zakupów zrobione, jeszcze tylko jutro Manhattan i hulaj dusza, piekła nie ma. Burza przeszła bokiem, a w Wielkopolsce w niektórych miejscach armagedon był.
A na niedzielę półmaraton planuję, koleżanka z pracy biegnie, chcę ją upolować.

Jakieś dziwne uczucie mam. To chyba zasługa czasu. Wiem, że czas leczy.
Eks mnie już tak nie boli. Nie mam już poczucia winy z tego powodu, że ja żyję, a on nie.
Czuję się tak, jakbym pewniej stała na ziemi.
Chociaż sny wciąż mam okropne i zakręcone, ale na to nic nie poradzę.

Od Pierworodnego przysłali film z knajpy, jak dzieci jedzą lody. Ojapierdolę, ręce załamałam. Papryczek ma prawie 3,5 roku a je jak świnia. Dosłownie.
Zero kindersztuby u obu :(
Pierworodny jest tak oderwany od życia, że pewno nawet tego nie zauważa.
A jej metod wychowawczych nie śmiem krytykować.
Zawsze wydawało mi się, że kindersztuba jest ważna.
Sama nie muszę się wstydzić, umiem się posługiwać sztućcami, chociaż akurat pałeczkami nie potrafię :) Nie chwaląc się, nawet u Elżuni bym się nie bała.
Ale zupełny brak kindersztuby, plus nieumiejętność używania słów: proszę, dziękuję, przepraszam, to mogiła.

Moja teściowa wciąż podkreślała, że ona przed wojną z ojcem u hrabiego w Kórniku na obiedzie była.
A jej osobiste dziecko, nie bacząc na to, że reszta ludzi je, odsuwało talerz, podnosiło okulary i... dłubało w nosie.
Na moją delikatną uwagę odpowiadała, że Jasiu jest młody i głupi. Jasiu miał wtedy 30 parę lat :)
Nie, to nie był mój Eks.

Inżynier był zawsze podziwiany przez gości, bo gdy to byli moi goście, to obsługę mieliśmy jak w pięciogwiazdkowym hotelu, łącznie z ręczniczkiem przerzuconym przez dłoń :) Skunks umiał robić wrażenie :) 

Boję się o moje wnuki, a opcji lekcji grzeczności, która nie jest nauką łatwą ani małą nie ma...

C'est la vie...

11 komentarzy:

  1. Nauka grzeczności na co dzień jest długa i ciernista :) My naszego 2,5 latka bez przerwy tego uczymy, choć zwykle mu się myli i zamiast "uję" mówi "plosie". Ale życie pokazuje, że da się :)
    Ja też kupiłam nowe sandałki przez internet. Wydawało się że koturn dość okazały, a tu zonk, tylko 6 cm... Pomyślałam sobie - jakieś babciowe te buty (zaznaczam że zwykle noszę na dość wysokich o bcasach). Ale wszak jestem babcią, może już pora się ustatkować :)
    Miłego weekendu, Kochana :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie kupuję w ciemno. Lata temu kupiłam ten model w sklepie stacjonarnym i jestem mu wierna. Inaczej bym nie kupowała online.
      Był miły, dziękuję :) Mam nadzieję, że Twój również :)

      Usuń
  2. zajefajne sandałki;D
    nie mogę kupować w ciemno, bo noga nietypowa;/
    Ale już dawno nie marudzę, tylko cieszę się, że MAM nogi;D
    Z oszczędnościami muszę poczekać, aż mi się Luśka wyprowadzi, na razie gadanie jak do ściany.;/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) też nie kupię w ciemno, wiem, co biorę.
      A Luśkę zdyscyplinować: pokazać rachunki. Moi chłopcy wiedzieli, za co płacimy i na czym można oszczędzić. Nie przelewało nam się, więc nie było innego wyjścia.

      Usuń
  3. Miło taki optymistyczny wpis poczytać, lubię czytać że Ci się wiedzie. Sandałki ładne i wyglądają na wygodne. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Zaiste są wygodne :P Pozdrawiam serdecznie :*

      Usuń
  4. Czytałabym bez końca o teściowych, co się o arystokrację otarły:) Nie ma co się martwić o dzieci, same się zawstydzą i nauczą, a po drodzę może zdążą narobić obciachu rodzicom.
    Gratuluję bucików i darmowego mieszkania, miłego weekendu:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. rodzicom nie narobią obciachu , bo skoro teraz ich to nie rusza to dlaczego miałoby w przyszłości ?

      Usuń
    2. Rodzicom nie narobią, ale babci tak. Już narobiły kiedyś, więc teraz nie ma opcji wyjścia do knajpy. Same sobie nagrabiły...
      Eulampio, dzięki za ciepłe słowa :) Wszystkim też dobrze życzę :D
      O teściowej to można by telenowelę nakręcić, Moda na sukces to małe piwo przy tym :)

      Usuń
  5. Slowem wszystko jak po masle i niech tak zostanie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano...
      Ale trochę dziegciu w beczce miodu musi czasem być, nie ma innej opcji ;)

      Usuń