piątek, 13 grudnia 2019

Jest

cudnie, Kochany Pamiętniczku, jest cudnie i niech nikt nie odważy się tego spierdolić :)
Zamknęłam styczniowy numer nawet o całkiem przyzwoitej godzinie, bo co to jest 10 godzin w pracy, z tego 3 godziny pracy, a reszta czekania na pracę.
I nawet Boss czekoladą poczęstował dwa razy, raz na korytarzu, a drugi raz personalnie  w pokoju, a na protesty, że dupa już nie ma miejsca na rośnięcie zapytał, czy czekolada nie smakuje?
Smakowała, a jakże, nowozelandzka była.
A taka tam służbowa wycieczka do Nowej Zelandii :)
I nie, nie zazdroszczę, bo nie.
Może kiedyś zazdrościłabym, ale teraz już nie.
Bo cenię sobie swoje miejsce na Ziemi i najszczęśliwsza jestem wchodząc do domu, witając Miśki i wiedząc, że nic nie muszę.
A nie muszę do 6 stycznia (ojapierdolę), pomijając jeden dzień na wydruki z warzywek i drugi na czekanie na komentarz i spis treści, ale już online.
Takie piękne, nudne życie.

Wracając wczoraj z pracki autobusem, na przednim siedzeniu,  tak jak lubię, co chwilę miałam żołądek w gardle.O tej porze roku po 16 pieszych po prostu nie widać, nawet na tych "prawie" oświetlonych przejściach. Poleciałam w domu od razu po odblaski, które leżą w szafie na starej torebce. Pisałam do Pierworodnego, pytając, czy mają odblaski, ale olał pytanie ciepłym strumieniem moczu. To groszowy wydatek,  w niedzielę mam randkę z Synową, więc dopytam. Jadąc przez Świerczewo dojrzałam do odblasków.
Chociaż nie jestem kierowcą.
I będę je nosiła, jakkolwiek głupio w nich nie wyglądam, albowiem kto będzie korekcił ukochane gazetki i inne takie tam, jak ja będę rozjechana?
Czy to czarna czekoladka, czy czerwona marmoladka? Nie, to Jędza ukochana przez auto rozjechana :P
No proszę, jaki piękny wierszyk...

Niedzielna randka mnie przerasta, bo Synowa wybrała jazdę świąteczną bimbą, a to jest ojapierdolę, masakra.
Ale, czekając na pracę czytam wszystko i...
Co rusz młodsi ode mnie, a to wylew, a to paraliż, a to armia chińska, połączona z przemarszem wojsk radzieckich...
I jak pisał mój ukochany Sztaudynger: myjcie się dziewczyny, bo nie znacie dnia ani godziny...

Przypominam sobie, jeszcze z łatwością, że kiedyś miałam to wyhaftowane na sztandarze...
Który dumnie powiewał nad moją głową.
Zatem...
Bez marudzenia...
Umyję się, jakby co :)

A juterko w planach randka na szybko z W., skąd dziś dostałam filmik,którego zazdroszczę do bólu, no ale nie miałam opcji nakręcenia równie słodkich scen, zasługujących na Oscara, bo po prostu narzędzi nie było ku temu :)
A gad, znaczy się dziecko moje Drugorodzone odpisuje, że na przyjemność trzeba sobie zapracować.
Kiedyś go uduszę i każdy sąd mnie uniewinni :P

I jakoś nie mam tradycyjnej chandry unyńskiej z mordobijskiego powiatu w tym roku.

Nie wiem, cieszyć się z tego, czy martwić.

Jest jak jest...

Rozmawiałam dziś z panią K., i jakkolwiek biorę poprawkę na jej osobowość, bo to przemiła kobieta, ale - każdy ma jakieś ale - niebiosom dziękuję, że nie pojechałam na tę wigilię firmową. Firma firmą, ale sorry Winnetou - business is business.
Tak jak powinien być rozdział Kościoła od państwa, tak samo powinien być rozdział pracy od życia  prywatnego.
Nikt by na tym nie stracił, a wielu by zyskało...


Chodzi za mną ubieranie choinki...

Serio?

SJ, weź się ogarnij, zanim całkiem padnie ci na mózg :P

9 komentarzy:

  1. J.też marudzi o choince,zmówiliście się?😀
    No,super,żeposzło raz,raz i masz,prackę z fłowy i tyle wolnego.Pław się, delektuj, przetrzep Miśki😀 Czy wnuki się nimi bawią?

    OdpowiedzUsuń
  2. Ręka boska broni. Z nikim się nie zmawiałam, po prostu delektuję się ty czasem po 15 latach niebycia tu. Jest - cudnie :) Nie, moje wnuki nie bawią się z Miśkami, absolutnie ich pluszaki nie kręcą :) Za to ja bawię się znakomicie, bo wpadnę na jakiś pomysł i ba :) Zrobione :P

    OdpowiedzUsuń
  3. a ubierz se tę choinkę, co ci szkodzi?
    Wiedźmo, czy ty lubisz jak autor/tłumacz książki używa określenia "dekolt w serek" bo mnie ostatnio się to bez przerwy rzuca na oczy i jak przeczytam jeszcze gdzieś, że bohaterka miała bluzkę z dekoltem w serek to przysięgam, że ja się zacznę rzucać na tłumaczy/autorów i będę im przegryzać tętnie.
    Choć to i tak nic w porównaniu do powszechnego obecnie "ubrała bluzkę". Ja rozumiem, że ulica tak gada, ale jak ma gadać jak tak mówi literatura. Robiłabym kęsim...
    Ze Sztaudyngera najbardziej lubię "Cnota z ochotą razem noc przespały. Cnoty nie było kiedy rano wstały". Albo to: Kolejność rzeczy: Moment, sentyment, lament, aliment.
    Choć nie wiem czy to nie Tuwim.

    ...Telegrafista Piotr Płaksin nie umiał grać na klarnecie...
    Ależ ten poemat ma melodię. Czy ktoś go prócz nas jeszcze pamięta?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pamiętam:) I uwielbiam ten rytm!

      Usuń
    2. Hmmm. Nie czytam lektur, w których są dekolty w serek, ale kiedyś sama miałam taką bluzkę, mama mi zrobiła na drutach, bo taka była wtedy moda. Ja też ubieram płaszcz, bo ja poznańska pyra jestem :) Oczywiście, gdybym poprawiała teksty z Literatury przez duże L, czepiałabym się tego, ale na co dzień mi to nie przeszkadza, też wołałam: ubierz czapkę, bo zmarzniesz :) Może bohater tej powieści też był poznaniakiem z krwi i kości i tak mówił? Nie ocenię, nie znając treści. Ja lubię Sztaudyngera i Tuwima od lat i mogę cytować bez końca. Jak i innych poetów :) Pomagają zwłaszcza gdy człowiek zawija na stację Chandra Unyńska, gdzieś w mordobijskim powiecie :) Nie denerwuj się tak :)

      Usuń
  4. Czyżbyśmy obie nie kochały "pracowych" spotkań po pracy? Taka niby modna ostatnio integracja, a tak naprawdę jaka integracja? Ja bym wolała pointegrować się z lasem albo choćby parkiem miejskim w tym czasie. Więcej pożytku by było....

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie poprawiaj tak namiętniej, jak Ci się rączka omsknie. Ja rozumiem, a po miłych ludziach nie poprawiam, serio. Nie można na mnie patrzeć przez pryzmat korekty :D I nie przegryzaj nikomu tętnic, bo zostaniesz wampirem :D

    OdpowiedzUsuń
  6. A idź pani z tą integracją. Ludzie, którzy na co dzień mnie wkurzają, bo ma być jak im pasuje, a nie tak, jak być powinno, mało że jestem na nich (jak i oni na mnie) skazana, to jeszcze po godzinach? Mam życie osobiste i żaden z tych ludzi nie ma w nim żadnego udziału. Pracuję, żeby żyć, nie żyję, żeby pracować. Więc i te spotkania nie są mi do niczego potrzebne. Kiedyś dostawaliśmy fajne premie świąteczne i wolałabym kasę, niż takie integrowanie. Mając kasę zintegrowałabym się z czym bym chciała :D I oczywiście, może być przyroda, jak najbardziej :)

    OdpowiedzUsuń