cudnie, Kochany Pamiętniczku, jest cudnie i niech nikt nie odważy się tego spierdolić :)
Zamknęłam styczniowy numer nawet o całkiem przyzwoitej godzinie, bo co to jest 10 godzin w pracy, z tego 3 godziny pracy, a reszta czekania na pracę.
I nawet Boss czekoladą poczęstował dwa razy, raz na korytarzu, a drugi raz personalnie w pokoju, a na protesty, że dupa już nie ma miejsca na rośnięcie zapytał, czy czekolada nie smakuje?
Smakowała, a jakże, nowozelandzka była.
A taka tam służbowa wycieczka do Nowej Zelandii :)
I nie, nie zazdroszczę, bo nie.
Może kiedyś zazdrościłabym, ale teraz już nie.
Bo cenię sobie swoje miejsce na Ziemi i najszczęśliwsza jestem wchodząc do domu, witając Miśki i wiedząc, że nic nie muszę.
A nie muszę do 6 stycznia (ojapierdolę), pomijając jeden dzień na wydruki z warzywek i drugi na czekanie na komentarz i spis treści, ale już online.
Takie piękne, nudne życie.
Wracając wczoraj z pracki autobusem, na przednim siedzeniu, tak jak lubię, co chwilę miałam żołądek w gardle.O tej porze roku po 16 pieszych po prostu nie widać, nawet na tych "prawie" oświetlonych przejściach. Poleciałam w domu od razu po odblaski, które leżą w szafie na starej torebce. Pisałam do Pierworodnego, pytając, czy mają odblaski, ale olał pytanie ciepłym strumieniem moczu. To groszowy wydatek, w niedzielę mam randkę z Synową, więc dopytam. Jadąc przez Świerczewo dojrzałam do odblasków.
Chociaż nie jestem kierowcą.
I będę je nosiła, jakkolwiek głupio w nich nie wyglądam, albowiem kto będzie korekcił ukochane gazetki i inne takie tam, jak ja będę rozjechana?
Czy to czarna czekoladka, czy czerwona marmoladka? Nie, to Jędza ukochana przez auto rozjechana :P
No proszę, jaki piękny wierszyk...
Niedzielna randka mnie przerasta, bo Synowa wybrała jazdę świąteczną bimbą, a to jest ojapierdolę, masakra.
Ale, czekając na pracę czytam wszystko i...
Co rusz młodsi ode mnie, a to wylew, a to paraliż, a to armia chińska, połączona z przemarszem wojsk radzieckich...
I jak pisał mój ukochany Sztaudynger: myjcie się dziewczyny, bo nie znacie dnia ani godziny...
Przypominam sobie, jeszcze z łatwością, że kiedyś miałam to wyhaftowane na sztandarze...
Który dumnie powiewał nad moją głową.
Zatem...
Bez marudzenia...
Umyję się, jakby co :)
A juterko w planach randka na szybko z W., skąd dziś dostałam filmik,którego zazdroszczę do bólu, no ale nie miałam opcji nakręcenia równie słodkich scen, zasługujących na Oscara, bo po prostu narzędzi nie było ku temu :)
A gad, znaczy się dziecko moje Drugorodzone odpisuje, że na przyjemność trzeba sobie zapracować.
Kiedyś go uduszę i każdy sąd mnie uniewinni :P
I jakoś nie mam tradycyjnej chandry unyńskiej z mordobijskiego powiatu w tym roku.
Nie wiem, cieszyć się z tego, czy martwić.
Jest jak jest...
Rozmawiałam dziś z panią K., i jakkolwiek biorę poprawkę na jej osobowość, bo to przemiła kobieta, ale - każdy ma jakieś ale - niebiosom dziękuję, że nie pojechałam na tę wigilię firmową. Firma firmą, ale sorry Winnetou - business is business.
Tak jak powinien być rozdział Kościoła od państwa, tak samo powinien być rozdział pracy od życia prywatnego.
Nikt by na tym nie stracił, a wielu by zyskało...
Chodzi za mną ubieranie choinki...
Serio?
SJ, weź się ogarnij, zanim całkiem padnie ci na mózg :P
J.też marudzi o choince,zmówiliście się?😀
OdpowiedzUsuńNo,super,żeposzło raz,raz i masz,prackę z fłowy i tyle wolnego.Pław się, delektuj, przetrzep Miśki😀 Czy wnuki się nimi bawią?
Ręka boska broni. Z nikim się nie zmawiałam, po prostu delektuję się ty czasem po 15 latach niebycia tu. Jest - cudnie :) Nie, moje wnuki nie bawią się z Miśkami, absolutnie ich pluszaki nie kręcą :) Za to ja bawię się znakomicie, bo wpadnę na jakiś pomysł i ba :) Zrobione :P
OdpowiedzUsuń😀😀😀
OdpowiedzUsuńa ubierz se tę choinkę, co ci szkodzi?
OdpowiedzUsuńWiedźmo, czy ty lubisz jak autor/tłumacz książki używa określenia "dekolt w serek" bo mnie ostatnio się to bez przerwy rzuca na oczy i jak przeczytam jeszcze gdzieś, że bohaterka miała bluzkę z dekoltem w serek to przysięgam, że ja się zacznę rzucać na tłumaczy/autorów i będę im przegryzać tętnie.
Choć to i tak nic w porównaniu do powszechnego obecnie "ubrała bluzkę". Ja rozumiem, że ulica tak gada, ale jak ma gadać jak tak mówi literatura. Robiłabym kęsim...
Ze Sztaudyngera najbardziej lubię "Cnota z ochotą razem noc przespały. Cnoty nie było kiedy rano wstały". Albo to: Kolejność rzeczy: Moment, sentyment, lament, aliment.
Choć nie wiem czy to nie Tuwim.
...Telegrafista Piotr Płaksin nie umiał grać na klarnecie...
Ależ ten poemat ma melodię. Czy ktoś go prócz nas jeszcze pamięta?
Pamiętam:) I uwielbiam ten rytm!
UsuńHmmm. Nie czytam lektur, w których są dekolty w serek, ale kiedyś sama miałam taką bluzkę, mama mi zrobiła na drutach, bo taka była wtedy moda. Ja też ubieram płaszcz, bo ja poznańska pyra jestem :) Oczywiście, gdybym poprawiała teksty z Literatury przez duże L, czepiałabym się tego, ale na co dzień mi to nie przeszkadza, też wołałam: ubierz czapkę, bo zmarzniesz :) Może bohater tej powieści też był poznaniakiem z krwi i kości i tak mówił? Nie ocenię, nie znając treści. Ja lubię Sztaudyngera i Tuwima od lat i mogę cytować bez końca. Jak i innych poetów :) Pomagają zwłaszcza gdy człowiek zawija na stację Chandra Unyńska, gdzieś w mordobijskim powiecie :) Nie denerwuj się tak :)
UsuńCzyżbyśmy obie nie kochały "pracowych" spotkań po pracy? Taka niby modna ostatnio integracja, a tak naprawdę jaka integracja? Ja bym wolała pointegrować się z lasem albo choćby parkiem miejskim w tym czasie. Więcej pożytku by było....
OdpowiedzUsuńNie poprawiaj tak namiętniej, jak Ci się rączka omsknie. Ja rozumiem, a po miłych ludziach nie poprawiam, serio. Nie można na mnie patrzeć przez pryzmat korekty :D I nie przegryzaj nikomu tętnic, bo zostaniesz wampirem :D
OdpowiedzUsuńA idź pani z tą integracją. Ludzie, którzy na co dzień mnie wkurzają, bo ma być jak im pasuje, a nie tak, jak być powinno, mało że jestem na nich (jak i oni na mnie) skazana, to jeszcze po godzinach? Mam życie osobiste i żaden z tych ludzi nie ma w nim żadnego udziału. Pracuję, żeby żyć, nie żyję, żeby pracować. Więc i te spotkania nie są mi do niczego potrzebne. Kiedyś dostawaliśmy fajne premie świąteczne i wolałabym kasę, niż takie integrowanie. Mając kasę zintegrowałabym się z czym bym chciała :D I oczywiście, może być przyroda, jak najbardziej :)
OdpowiedzUsuń