środa, 19 lutego 2020

Ku pamięci

Kochany Pamiętniczku.
Dwa dni, kiedy na życie zostały mi tylko dziennie 2 (słownie: dwie) godziny. Tradycyjnie nikt nie widzi w tym nic dziwnego, "bo ja też siedzę". Opcja, że siedzi na własne życzenie nikogo, kurwa, nie wzrusza.
Moja sąsiadka, widząc mnie mocującą się z zamkiem, z ironicznym uśmiechem rzecze: co tak późno wracamy?
Bo, kurwa, pracujemy.
Po pijaku łatwiej otworzyć zamek, powinna o tym wiedzieć, ale ona chyba w życiu pijana nie była, taki model :)
Alienek na prośbę Synowej (bo ja prosiłam, żeby tak powiedziała, jako że ma fazę na nierobienie mu zdjęć: Alienek, uśmiechnij się dla babci, odrzekł stanowczo: No, thank you.
Zapisałam w kajeciku. Nie wybaczę, a może u wybaczę.
Cholera wie.
A dziś nieco krócej, ale się działo.
Znaczy się, do 14 nic. Ale siedziałam cicho na dupie, nie denerwując ludzi.
O 14 emilek od Bossa, że dupa w troki, bo drukarnia czeka, więc silni, zwarci gotowi, pracujemy...
Ano, pracowali, co polegało na tym, że co chwilę drzwi się uchylały i banda sępów sępiła, czy pracuję, czy gram i dlaczego ich tekst tak długo lezy odłogiem.
Pomijając, że to nawet merytorycznie nie było dopracowane, bo nazwy związków chemicznych, których ja, kurwa, nie mam prawa znać, marki, preparaty, daty były w chuj w Kosmos...
Tak, wiem, Inżynier zwrócił uwagę, żeby nie kurwować, bo dzieci powtarzają. Mniejsza z większym, nauczą się, jak nie ode mnie to gdzieś tam :)
Ogarniałam zatem, sypiąc w końcu kurwami bez krępacji, jako że co poniektórzy dziś na ciężkim kacu pracowali.
Ja nawet nie miałam gdzie piwa kupić, bo do Żabki się nie zniżę, a na stację benzynową nie dowlokę, choć to rzut beretem niby jest. 
A na dokładkę Boss znalazł dwie literówki, tragedia. Dramat. Szekspirowski.
Znalazł PRZED wysłaniem do druku, więc?
Mówię, że nadaje się do korekty i jak go zwolnią z szefowania, ma posadę jak znalazł :)
Myślałam, że jebną wszyscy ze śmiechu.
Coś tam jeszcze, idę do niego do gabinetu i... ma kolejną literówkę.
Cud, że wylewu nie dostałam, już wypowiedzenie chcę składać, ale idę, sprawdzam i...
Co ja paczę?
Sprawdza teksty złamane "na ślepo", przed jakąkolwiek korektą.
KURWA MAĆ.
A ja już jedną nogą na OIOM...

Więc drukuję tekst aktualny, niosę i mówię: konia z rzędem, jak pan znajdzie błąd...
No ja przecież żartowałem.

KURWA.
A ja ciśnienie mam chyba poza skalą.
Ale uśmiech na ustach, choć w sercu ból...
Będziemy JUTRO rozmawiali, bo ta kasa się nie zgadza.
Chce mi zwiększyć etat.
A ja w dupie mam zwiększenie etatu za 82 zł :)
Mi dobrze na tym co mam.
Zwiększy mi etat, kasy nie da oprócz tych 82 zł, a ja będę musiała w miesiącu więcej siedzieć, przynajmniej symulując pracę, a on będzie mnie wymagał na każde skinienie, a urlopu - już większego i tak nie będę miała jak odebrać.
W mordę jeża.
Trzymajcie kciuki jutro, bo nie dam się, a mogę wszystko stracić :)

On marzy, żeby wszyscy pracowali 24 godziny na dobę, bo to świadczy o zaangażowaniu.
A ja taka jakaś niepasująca.  No dobra, idealna, ale na moje, że trzeba mu w tekst powstawiać symbol "razy", a nie zwykłe x odburkuje, że się zawsze czepiam. Nie czepiam, kurwa, nie moja wina, że nie umie tego wstawić. A dla kogoś, kto dba o jakość - iks a razy robi naprawdę różnicę...
Wystarczyło dać w innym programie do poprawy, ale cóż...
Dobra, olewam.


W szparze unijnej kolejne awizo do Synowej.
Jej Tato był w MOPR, ale nie mieli czasu z nim rozmawiać. Tacy zawaleni robotą. I reszta rodzimy też dostaje nowe pisma.

Cóż rzec: kurwa mać. Machina urzędnicza wobec umieszczenia babci w domu opieki. Której nikt tam nie zamierza umieszczać.
I jak nie kurwować?

Polecony odbiorę, jak znajdę czas.
Czeka na mnie fryzjer, z dala mi się już kłania.
Kuchenka gazowa.
Akademia Rolnicza.
Teatr, nie wiem, czy mają jeszcze formularze.
Teatr nie dosłał PIT.
PIT do wypełnienia.
Co dzień mam problemy z routerem wracając z pracy, od lat tego nie miałam.
Poszłabym do kina.
Na kijki tylko z utęsknieniem patrzę.
Mam stos zaległych lektur, nie mówiąc już o serialach i filmach, aaaaa, a gazety?

No ale Arbeit macht frei.
Wiadomo od dawna. Nawet jak za tym kasa nie idzie...
Bo była literówka...

I tym optymistycznym akcentem się żegnam z tobą, Kochany Pamiętniczku :) 

Odpalam i od razu wyskakuje Inżynier...
Skype...
Bo ledwo dycha, bo to mieszkanie, bo chce wyjechać już, bo...

Mimochodem mówię, że brać na wstrzymanie. Że tego też się trzeba nauczyć. Bo spierdalał do UK tak, że w niedzielę odebrał dyplom, a w poniedziałek już był w UK.
Nie polemizowałam, nie zatrzymywałam, była swoboda.

Wiem, że mnie kocha, chociaż słowa, że wraca m.in. bo ja się starzeję wrzucam na luz i nie pękam...

Każdy jest kowalem swojego losu, nic nie żałuję.
Ale czasem wystarczyło posłuchać matki.
Nie zawsze dobrze się wychodzi na niesłuchaniu rodziców.

Ja wyszłam dobrze na słuchaniu matki, która umierając młodo, tłukąc się latami z mężem alkoholikiem, mówiła mi: ty się, dziecko, ucz, bo tego co masz w głowie, nikt ci nie zabierze. I zawsze bądź niezależna od mężczyzny. Ona zarabiała jako nauczycielka 920 zł, do dziś pamiętam, a ojciec jako kierownik w spółdzielni 2500 zł.Utrzymywała za tę kasę dom. On swoją pensję przepijał, bywało, że po wypłacie wracał do domu bez niczego. A ja nie dostałam ani akademika, ani stypendium, bo ojciec za dużo zarabiał, nie muszę chyba mówić, że nie dostawałam od niego ani grosza, bo miał już drugą żonę, która stwierdziła, że skoro jej córka poszła po maturze do pracy, to dlaczego mają mnie na studiach utrzymywać, też mogę pracować :)

A, long story.
Moje dzieci znają tę bajkę, przeżywały ją razem ze mną latami, gdy utrzymywałam nas z mojej pensji, bez grosza alimentów, bo szkoda mi było zdrowia i kasy na szarpanie się. Gdybym wystąpiła o alimenty, rodzina Eksa zadziałaby tak, że to my jemu musielibyśmy płacić alimenty :P Mieli w kieszeni całą masę prawników :)
Pierworodny był dzielny, pomagał, studiował zaocznie i pracował.
Wyjeżdżając, a właściwie wiejąc na skutek swojej głupoty przed wojskiem obiecywał: pomogę mamie dociągnąć Inżyniera.
Potem pojawiła się jak diabeł z pudełka Synowa i wszystko poszło się jebać, ale co tam :)
Inżynier też pożył po swojemu, może mądrzej, ale po swojemu, był raj i hasta manana do czasu aż pojawiła się... kolejna Synowa. Sama w pewnym momencie - jak na złość dziś przyznała oficjalnie na FB, że umie o siebie zadbać. Cenię taką bezpośredniość, albowiem czasami myślę, jaka to ze mnie zimna suka.
The bitch.
Ano :)

Jest cudnie :) Niczego nie żałuję, mam wspaniała życie, cudną rodzinę, ale może i ja któregoś dnia...
... zapragnę żyć po swojemu...

... wsiąść do pociągu byle jakiego...

... nie martwiąc się, że komuś sprawię ból.

Kusi.




8 komentarzy:

  1. Byle czasu nie marnować 🙂

    OdpowiedzUsuń
  2. Jutro będę trzymać! bosze, jak dobrze, że już nie mam szefa!

    OdpowiedzUsuń
  3. Jędzuniu, już, spokojnie, odpręż się, wyśpij, a jutro nie daj się emocjom, negocjuj, będzie dobrze!
    Przytulam.

    OdpowiedzUsuń
  4. Gdzies przeczytalam, ze matrwienie sie jest modlitwa o porazke,ze trzeba w sobie wzbudzic uczucie radosci i poczuc ,ze to czego pragniemy jest juz nasze .Ja wyobrazam sobie koncowa scene w tym przypadku zamiast przerabiac w myslach co powiem szefowi zobaczylabym w wyobrazni trzymany w mojej rece czek na taka sume jaka chce i slyszala glos zyczliwej osoby mowiacej gratuluje! Setki razy uzywalam tej metody w wiekszosci przypadkow dziala i efekt jest lepszy od spodziewanego.

    OdpowiedzUsuń
  5. U mnie nie zadziała ta wizualizacja, bo nie ma opcji z człowiekiem, z którym pracuje :) Ale dzięki za radę, pracuję nad tym :P

    OdpowiedzUsuń