czwartek, 29 kwietnia 2021

Z przytupem

 kwiecień się kończy, Kochany Pamiętniczku :)

Miałam mieć wolne, no miałam, ale pyry.

A w międzyczasie ten festiwal, pani na początku mówiła, że mogą mi zapłacić 200 zł, bo tyle mają na korektę, no nie uśmiechało mi się, ale słowo się rzekło, kobyłka u płota. I tu tadam, pani dosyła umowę zlecenie i 1000 zł brutto, więc nie jest źle.

A dziś T. tajne przez poufne pisze, że walczył z Bossem jak lew i dwa niedźwiedzie i wytargował za atlas 1900 brutto, bo Boss to wszystko brutto daje, myśląc, że daje więcej. Dupy nie urywa, ale nie mam nerwów na szarpanie się z nim. T. prosi, żebym sprawdziła wypłatę. Sprawdzam i... mam 2 tys. więcej, więc jednak i za inserty zapłacił. Nie będę reklamowała, kwota wygląda zacnie, w sumie mogłabym sobie tego Chanela kupić bez drgnienia oka, ale nie pali się, co nie? :)  Mam czym śmierdzieć.

A jeszcze wleci za prosięta, bo się kończy, ale o to się personalnie umawiałam i podawałam netto, nie brutto, a na jojczenie Bossa, że on nie wie ile to brutto odpowiedziałam, że to już zmartwienie księgowej, nie nasze ;) 

A, właśnie odpisał, że wino było od Bossa, więc cóż, Wahałam się, ale napisałam emilka, że dziękuję i doceniam. W sumie, jak nie wiem, jak postąpić, lepiej być grzecznym, co mi szkodzi? Fakt, że należało się jak psu zupa, ale marchewka zawsze lepsza od kija, nic mi nie ubyło.

A z kroniki parafialnej...

W niedzielę pogoda była jak marzenie




gdy jechałam do Inżynierostwa.

Oberwałam na wstępie, bo i Alienek, i Kalafiorkówna zamiast dzień dobry pytali, co dla nich mam, więc kazanie, że ble, ble, sama mama sobie tak narobiła, że dziadek bez łapówek, a babcia z łapówkami. No cóż, babcia pracuje to ma na łapówki, co nie? Ale spoko, pozwolili mi się rozebrać, ręce umyć i cierpliwie poczekali na wziątek. Dwie duże czekolady kinder dostali, ale karnie pozwolili sobie je podzielić tak, jak mama kazała i tata :) 

Są za mali, by im kieszonkowe dawać, a co mi szkodzi wziątek mieć? Jak nie mam, też się przytulają.

A potem poszliśmy na spacer i był cyrk na kółkach, jak zawsze. 



bo wszystko robią na zasadzie "ja sam". Ja sam skończyło się, gdy wracaliśmy do chaty i na schodach Alienek zażyczył sobie wniesienia do mieszkania. Mieszkają na 3.piętrze, z trudem się tam wdrapuję, a wnuczę me kochane swoją wagę ma. Oświadczyłam więc stanowczo, że niestety, jest za duży, za ciężki, ja stara i nie chcę się zepsuć. Reszta rodziny wlazła raz-dwa, a my, sieroty, wlekliśmy się powoli, co mnie urządzało :) No, wlazł sam, jeszcze nie zwariowałam, żeby czterolatka po schodach wnosić, jak pod chatą nie ma karetki reanimacyjnej. 

Postawiłam jedzonko w budce, dzieci lody dostały (niestety, lód matki spodobał się Kalafiorkównie i były sceny balkonowe), a ja skusiłam się na frytki belgijskie, raz, że nie jadłam frytek od wieków (chyba od UK), a dwa, że  belgijskich nigdy nie jadłam. Pyszne były, Inżynier też się skusił :) Naparłam się, że zapłacę i oczy mi z orbit wyszły - nie bywam na takich imprezach, ale 45 zł za dwie porcje pyrów i 2,5 loda to jednak... No nic. Oczywiście, dla mnie nie problem, ale dziękuję niebiosom, że nie mam na co dzień na stanie małolatów... 

To był dobry dzień. Naładowałam akumulatory.

W domu z zanabytej w sobotę 

 


 rozchodziły się wszystkie wonności Arabii, do dziś w mieszkaniu pachnie, dusząco, a nie boligłówkowo i mam jutro zamiar skoczyć po następną leluję, bo mieć cały tydzień zapach za jedyne 12 zeta bez chemii - to się opłaca. 

W poniedziałek się spitoliłam. Co mnie to nerwów kosztowało, mimo że papiery były gotowe, nic nie odliczałam, tego na wołowej skórze by nie spisał. Policzyłam w elfinie, wyszła dopłata 4 zł. Policzyłam w epicie, - złotówka dopłaty, Inżynier mówi, że może epit odliczył mi 3 złote nadpłaty z zeszłego roku, których mi złodzieje nie oddały.  No ale okazuje się, że musiałabym jechać do kasy. Auććć... I że muszę miec mikrorachunek podatkowy. Wygenerowałam, zgrzytając zębami. I dupa... Żeby nie Sikorka, która mnie za rękę poprowadziła, chyba wyjebałabym się poza nawias kwadratowy :) Ale udało się, złodziejskim chujom dopłaciłam złotówkę, niech się moją krzywdą udławią. Parę lat temu musiałam godzinę kolędować na jedynej poczcie, która przyjmowała za darmo przekazy skarbowe, inaczej musiałabym zapłacić 5 zł za wysłanie złotówki. Rozumiem, że jak milion obywateli nie wpłaci złotówki, to państwo jest w plecy milion, ale... Ile, kurwa, nakradła już dobra zmiana?

Nie denerwować się...

Inżynier zaskoczyła mnie, jak zepsuty motocykl, normalnie. O badylek na szafkę do biura zapytał, bo mu się ckni po roku home office i potrzebuje zieleni. No cóż, są kotełki, zazwyczaj egzystujące w biurze, mają tam nawet kuwetę, więc badyl musi być absolutnie kotełkoprzyjazny. Zamiokulkas zatem odpada. Ale mam chamedorę, a że ostatnio badyle oszalały i już mi się nie mieszczą, przesadziłam i wmelę Inżynierowi chamedorę... A jak ją kupowałam, była w maleńkiej doniczusi :) 


Chciałam mu jeszcze parę badyli wmelić, ale kwardy jest.
We wtorek na zesłanie przyjadą Łobuzy, bo Inżynier ma urlop i jadą do architekta (drga im wreszcie z budową, powoli, ale drga), uszykowałam klocki Lego na spacyfikowanie hołoty, to i chamedora zmieni lokum. 

Pyry idą wg rozkładu, na spokojnie, nie czekam, robię z doskoku.

Chatę dziś ogarnęłam dokładnie (no w miarę dokładnie, żeby się ruszać, bo wszystko mi już siada), z łazienki wyniosłam siatkę nieużywanych kosmetyków, wystawiłam przy kontenerach, wszystkie jebane przydasie wywaliłam, łazienka się jakaś większa zrobiła, do Lidla skoczyłam, ale jeden pieron - Lidl, Biedronka - kasa leci, nawet bez wózeczka za 100 zł zakupy bez trudu bym doniosła, no cóż. Dobra zmiana.

Zatem jutro tylko szybki numerek - piekarnia, Manhattan, skończenie pyrów i... długi weekend. Pęczek szparagów i truskawki i 41 złotych idzie się jebać. Znakomita zmiana.

Niby ceny nowalijek to nie wina rządu, bo i zimnisko piekielne jest... ale...

Sny mam koszmarne. Śniło mi się, że teściowa wysłała mnie do kantoru, żebym jej 4 tys. dolarów wymieniła (miałam takie akcje, nie te kwoty, ale akcje tak) i ukradli mi tę kasę. Chyba nie muszę mówić, że jako stara wariatka obudziłam się o 6 rano (o 6 budzę się, jak nie mam pracowych dni) i pierwsza myśl: skąd ja 4 tysiące dolców wezmę, zanim dotarło do mnie: że to tylko sen, że teściowa od lat nie żyje.

Lata temu, jadąc do DE, chciała zachomikować lewą kasę przed resztą rodziny (a, long story, miała ukochanego wnuka, który ją okradał, gdy wyjeżdżała, miała sztaby srebra pod łóżkiem, to je dobrze wykorzystał, syna, którego rolowała na kasie w imię "no ma dużo, nie ubędzie mu), no kto był porządny w rodzinie? Ja. Nie, nie chwalę się. Wróciłam do domu z duszą na ramieniu, kasa, którą dostałam, była dla mnie niewyobrażalna, w popłochu upychałam ją w książkach, oczami duszy widząc włam (drzwi były blokowe, z dykty, dziecko by kopniakiem wywaliło, a zamek trzymał się na zapałce, Eks był geniuszem)... Teściowa wróciła z DE. Odnoszę jej kasę, a ona: a co to za pieniądze? Już wtedy miała początki demencji. 

I tak się nie wzbogaciłam, ale za to spałam spokojnie aż do chwili, gdy musiałam jej oddać te jebane 4 tysiące dolarów :)

I tak mija czas...

 


 

Nieustająco kocham. Rita Hayworth - wersja OK, aczkolwiek słuchając jej zawsze myślę, jak biedna była...

A to wykonanie zawsze rozrywa mi duszę na strzępy, ale...

... love me forever...




5 komentarzy:

  1. Kochana Jedzuniu,kup " sobie tego Chanela"
    to taka za..jefajna aromaterapia jest !
    (przynajmniej dla mnie ,sie spryskam i od razu lepiej:)
    Duzo zdrowia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jolu, ja mam perfum i to tych z wyższej półki od metra, to po prostu fantazja z tym Chanelem. Obecnie to mogę sobie nim śmierdzieć w Biedronce, a to raczej mało balowe miejsce jest ;) Kupię, kiedyś kupię, ale... Lubię mieć marzenia nie do końca spełnione ;) Pozdrawiam :)

      Usuń
  2. chemadora jest trująca dla kotów!!!!

    OdpowiedzUsuń
  3. Nieprawda. https://www.koty.pl/chamaedorea/
    Specjalnie sprawdzaliśmy wszystko, bo chciałam dać zamiokulkasa, jako zupełnie bezproblemową roślinę.

    OdpowiedzUsuń
  4. Wchodze juz trzeci raz i nie potrafie nic madrego napisac, bo sie na niczym nie znam. Ani na kfiotkach, ani na kotkach:)) te drugie wiem, ze gdybym sie ich nie bala i nie brzydzila to nauczylabym je fruwac:)))

    OdpowiedzUsuń