piątek, 10 czerwca 2022

A leci

 jak krew z nosa, Kochany Pamiętniczku.  Nie wiem, skąd takiego pierdalca dostałam, że wstałam bladym świtem, olewając oba ajpadziki, wszystkie gry i must have, kąpiel, śniadanie i tadam, lewa, prawa na Manhattan.
Pojebało mnie zwyczajnie, a może nie?

Na Manhattanie zostawiłam prawie pół emerytury (żart, ale żałosny) i wróciłam dokładnie 8.48, jeszcze zdążyłam do śmietnika polecieć i wywalić bio i nie bio...

A potem już szło, jak krew z nosa albo i z tego odciachanego szpona :) 

I tak dotrwałam do 16.30, w sumie lajtowo - korekta, film, przerwa, bo emilek, film, obiadek...

Gdy wtem odezwał się Inżynier z propozycją nie do odrzucenia. Że wlecą. A ja umówiona (teoretycznie, bo cisza w eterze) z Pierworodnym, i dalej nie wiem, czy z kompanią, czy saute. Więc mówię, że jak coś, to będzie banda albo Samotny Biały Żagiel, ale że mogą wlecieć na obiad. Wiem. Jestem padlina do kwadratu, albowiem Pierworodnego na obiad nie zapraszałam, ale na kawę.

Wic polega na tym, że ja u Inżyniera przez te dwa lata z hakiem byłam nie wiem ile razy na obiedzie, a u Pierworodnego słownie raz na tej jebanej zupce z serkiem topionym, podanej z taką pompą, jakby to było przyjęcie u Elżuni.

I nie, nie wymagam gościny, czerwonych dywanów i jebanych złotych sztućców, na co dzień jem nieobrane młode pyry, polane olejem z ostropestu, bo lubię i mogę. Chodzi o fakt, że zapraszają mnie do siebie, że ani Inżynierowa, ani Inżynier nie robią z tego cyrku i chociaż czasem - nie ukrywam - przeszkadza mi brudna podłoga - nie mój cyrk, nie moje pchły, moje osobiste dyżurne kapcie wyciąga z szafki Kalafiorkówna, zawsze chętna do takich posług, a na podłodze nie siadam, albowiem nie mają w chacie takiego dźwigu, który by mnie z podłogi podniósł. Mimo zachęt Kochanych Aniołków, nie siadam na podłodze, choć w panice szukają dźwigu w klockach Lego, przekonując mnie, że on na pewno mnie podniesie.

Więc (wiem, nie zaczyna się zdania od więc) pytam: pizza czy pierogi...

PIEROGI - taki jęk się wydarł z gardła dziecięcia, więc ubierając się w popłochu, googlając, do której czynna jest Neonova, na łeb i na szyję zdążyłam :)

Ba, powinnam lepić te jebane pierogi, albowiem za całość z lodem dla mnie, bo myślałam, że płuca wypluję kaszląc z zaschniętym gardłem zostawiłam tam 75 zł. 

A, nieważne, raz się żyje, potem się straszy.

Wróciwszy do domu, pełna energii (ja i energia - coś mi się zdrowo wygło), upiekłam 


kolejny chlebek bananowy, albowiem zanim Inżynier się odezwał wyciągnęłam z zamrażalnika zamrożone banany, raz, że czas je wyciągnąć, dwa, że odkąd nie kupuję czekolady coś za mną łazi. A czekolada podrożała tak, że nie, nie będę jej żarła, nie ma opcji.

I jak krowie na rowie wytłumaczyłam sobie, że przecież lata całe pracując, ogarniałam i zakupy, i gotowanie i inne takie tam, więc ruszając do boju powinnam mieć interes z głowy koło 19.

I miałam, o 18.30, łącznie z przemeblowaniem, wywalaniem badyli do loggii, przestawianiem (mój kręgosłup mówi tank you, czytaj: co cię popierdoliło)


prawda, że lepiej widać dracenę na tle pustej ściany, niż na tle książek?

Kurze starte (no dobra, na widoku, ale co tam), bez okularów chata oko cieszy. Spotify gra, pranie się suszy (ostatnio zginęła mi skarpetka, dziś przedłużka od cyckonosza, ale to drobiazg).


Na moje piwoniami lato się zaczyna, Smarkacz jeden poprawił korektę, że piwami...

Więc życząc wszystkim piwoniowego bądź piwnego weekendu, pięknego, idę do lodówki po już schłodzone miodowe...


4 komentarze:

  1. a ja Ci powiem, ze u nas Ukrainki się reklamują, że robią pierogi za 20 -25 zł za kg, u mnie na wiosce nie ale w Bydzi już tak, mam taką grupę na fejsie że tam z różnych miast, zawsze mówię, ze jak będę wiedziala że jak pojadę do Bydzi to se zamówię ale zawsze to spontan i chuj
    lubię swoje pierogi ale nastaje czas że ja bez mocy, nic tam na jesień się nażrę ;-)
    dziś mamy rocznicę popełnienia głupoty i pojechaliśmy do ulubionej knajpki w Koro i co się okazało ? otóż chyba kucharz się zmienił bo oboje stwierdziliśmy że już nie jest naszą ulubioną
    miłego weekendu dla Cię :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam mieszane uczucia co do pierogów, nawet z najlepszych rzekomo źródeł. Wiesz, moje dziecko, żeby wydawać kasety VHS w Beverly Hills musiało mieć badania sanitarne. Jak ja sama chciałabym plędze sprzedawać, smażone w domu, a takie były plany kiedyś, to sanepid by mnie udupił. Więc nie, nie mam zaufania do żywności sprzedawanej na zasadzie: bo z Ukrainy. Wpłacam co miesiąc na pomoc, ale podziękuję, postoję.Gratulacje z okazji rocznicy, super, że wciąż świętujecie, niezależnie od okoliczności. A Twoje pierogi żarłabym bez wahania, nie ma innej opcji :) Jeszcze raz najlepszego :)

      Usuń
  2. Nie mam piwa w lodowce, a powinnam, bo lato sie zbliza, a ja latem czasem lubie , na tyle lubie, ze szesciopak wystarcza mi na rok. Dobrze, ze podsunelas mi pomysl z pierogami, trza sie wybrac do ruskiego sklepu i zakupic zapasik polskich z kapusta i grzybami, bo sie wyczerpal.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tylko z kapustą i grzybami? :P Tu mam w lodziarni z dobrej firmy do wyboru kilkanaście rodzajów nadzienia. W ukraińskich pierogarniach (z certyfikatem) w wiosce też, ale osobiście nie jestem aż taką fanką pierogów. Ułatwiają życie w momencie, gdy nie mam czasu na nic, więc jem je na zasadzie z braku laku dobry kit :)

      Usuń