dość, Kochany Pamiętniczku, comiesięcznego lamencenia o robocie, bo nic się nie zmienia.
Czasami tylko opluwam monitorek, czytając takie kwiatki:
W deklu konwi od wewnętrznej strony w króciec od mleka należy zamontować wyprofilowaną rurkę z tworzywa, tak aby woda uderzała w dekiel i spluwała po ścianach bańki.
Wyobraźnię to ja mam i widzę tę wodę, jak uderza w dekiel i spluwa na ściany...
I dopiero po chwili olśniło mnie, że ona nie spluwa, tylko spływa.
Takie tam zawodowe.
Ale idąc ulicą, nie że czytam plakat, ale w oczy mi się rzuca
widzicie, bo ja od razu zobaczyłam :) I nawet googlowałam, żeby się upewnić, że to nie jest celowy zabieg. Ale nie... A pożałowali paru groszy na korektę, a plakat oglądało przedtem całe znamienite grono: sponsorów, twórców i innych elyt, plus ekipa drukująca rzeczony cud. Pewno, że za te parę słów to w sumie może 5 złotych korektor może wziąć. Ale... Patrząc na prestiż, ludzi, którzy to czytają, na sponsorów i inne chuje muje - co szkodziło dać korekcie 100 zł i nie świecić oczami? Pewno, niewielu ludzi zauważy błąd, ale od takich małych niechlujstw zaczyna się ogólna bylejakość.
A zauważyłam to lecąc na pociąg, a samo lecenie przeżywałam jak mrówka okres, albowiem zakładałam najczarniejsze scenariusze, łącznie z tym, że mnie bana rozjedzie.
Inżynierostwo zaprosili mnie na lody do Puszczykówka, na których to lodach ostatni raz byłam, jak dzieci moje miały naście lat...
Jechali pociągiem, a ode mnie do Puszczykówka pociąg jedzie... 9 minut :) Sami wsiedli na Głównym, a ja na całe szczęście wzięłam poprawkę na to, że już nie jestem sarenką i wyszłam z domu odpowiednio wcześnie, bilet kupili mi na Głównym, albowiem na mojej prowincjonalnej stacji w święta kasa jest zamknięta (dziś Boże Ciało), a na dokładkę upał od rana był (ma być jeszcze gorszy, a dzisiejszy ledwo przeżyłam).
Po drodze
nie licząc oczywiście słupa z ogłoszeniem, natknęłam się pod moim starym kościołem na stragany (jprdl,, od lat nie wychodzę w takie dni z domu i pojęcia nie miałam, że wciąż takie stragany stoją), zatem sfociłam i Inżynierowi posłałam dowód na istnienie Pana Boga.
Albowiem w czasach, gdy jeszcze chodziliśmy do kościoła, stały pod nim co niedziela stragany z piernikami i pańską skórką. Inżynier wielbicielem tych pierników był, zagorzałym. Jeszcze małym pacholęciem był, gdy jego ojciec wylądował w szpitalu, no i modliliśmy się i powrót do zdrowia. Kiedyś (pechowo) weszliśmy się pomodlić w tygodniu (Eks długo był w szpitalu). Wychodzimy z kościoła, dziecię się rozgląda i pyta: a gdzie pierniki? Tłumaczę, że w tygodniu ich nie ma, a mądrala na to: jak nie ma pierników, to nie ma Pana Boga.
Coś w tym chyba jest :)
Więc posłałam mu dziś dowód, ale obśmiał :)
Pociąg zajechał punktualnie, wkroczyłam do pierwszego wagonu dumnie, witana przez komitet powitalny wrzaskiem chóralnym: bapcia, poczułam się lepiej niż niejedna gwiazda na oscarowym dywanie, albowiem taka bapcia to więcej niż jakiś tam Oscar.
Alienek już bezinteresownie mnie obściskał, natomiast Kalafiorkówna strzeliła megafocha, albowiem nic dla niej nie miałam. Inżynier zaś znęcał się nade mną, mówiąc, że mam to, co sobie wytresowałam...
W Luboniu dosiadła reszta ekipy z Elfikiem, a Inżynier odrabiał pańszczyznę, wnosząc kolejne wózki do wagonu, tak, tak, platforma załadowcza stała, ale nie miał jej kto uruchomić.
I tak całą bandą dojechaliśmy do Puszczykówka, lody wszamaliśmy (kiedyś jednak smakowały lepiej) i poszliśmy w siną dal, lewa prawa...
Sporo nas było, w pewnym momencie Inżynier wpadł w popłoch, albowiem Kalafiorkówna zniknęła mu z radaru, a ona tylko wózek Elfika pchała, taka mała jest, że jej zza wózka widać nie było, widać było tylko rękę cioci, pchającą wózek. Z tej drogi wypłoszyło nas stado dzików, ale tubylec, ostrzegany przed dzikami dalej śmiało szedł, mówiąc, że one niegroźne.
My jednak zmieniliśmy ścieżkę i podziwialiśmy
szyszki, morze szyszek, ponoć dobrze się palą...
bogactwo chrustu, cudne formy drzew, szałas gotowy na przyjęcie takich sierot jak my...
Kalafiorkówna nie dała nawet matce strzelić fotki, albowiem zajęta była szukaniem potwora, Alienek ze mną długie i uczone rozmowy toczył i tak nam pięknie płynęły chwile...
Samo Puszczykówko też nas zaskakiwało
to znany poznański grafficiarz...
Wróciliśmy do wioski i na krzywy ryj poszłam z Inżynierostwem do McDonald'sa na obiad, albowiem Kochane Aniołki miały to obiecane...
No a ja raz na rok mogę niezdrową szamę wsunąć, co nie?
I dzięki temu jednak Kalafiorkówna nie została bez łapówki, ale to już inna bajka :)
Wróciłam do domu ledwo żywa, ajfonik pokazał 10 500 kroków, temperatura oscylowała w granicach 28 stopni, a dla mnie 20 to już tragedia, ostatnio tygodniowo nie robię tylu kroków, więc wróciłam do domu czerwona jak burak (oczywiście żadnym kremem niesmarowana i teraz mnie wszystko piecze), mięśnie bolą mnie tak, że z trudem wstaję, a i wciąż za mało sikam (proza życia), albowiem w tym upale nie piłam, żeby nie musieć korzystać z publicznych toalet.
Ale i tak to był wspaniały dzień i niezapomniane chwile.
A, Pierworodnego zgwałciłam, nie wiem, czy było mu to w smak, bo on się z wyprzedzeniem (jak zawsze, klasyk, jak mówi Inżynier) zarejestrował na Disney+, ale nie podzielił się tym z nikim. Oddałam mu kasę i podzieliłam konto na nich obu.
Po prostu mam dość oszczędzania na wszystkim w tym pojebanym na maksa kraju i na coś chcę wydać.
Niekoniecznie logicznie, ale cóż.
Włości. Tam też są dobre lody :)
I nie, nie byłam, fotki dostałam.
A ponoć w weekend ma być u nas w granicach 38 stopni, więc wstanę jutro rano i ogarnę zakupową kuwetę. Skoro przy 26 padam, to jednak w chacie zawsze mogę wejść do wanny z zimną wodą. Oby była. Woda, bo wanna jest :)




.jpg)






Jestes bardzo dzielna, ze w taki skwar chcialo Ci sie latac po lesie, ale z lodami chodzi sie jakos latwiej, co nie? ;)
OdpowiedzUsuńBlad na plakacie od razu wyczailam, "interaktywKa". Mogie korekcic, prawda?
A ja znowu wgapiałam się jak wściekła w ówże plakat i zauważyć błędu nie mogłam. Aż w końcu go zobaczyłam, i wtedy znowu pojąć nie mogłam, że go nie widziałam... Taki człowiek głupi, ślepy...
UsuńAgniecho, tam jeszcze kilka innych błędów jest, ale widocznych tylko dla oka fachowca. Jest na przykład zapis m3, bez wyniesienia 3 w górny indeks, co oznaczałoby prawidłowy zapis m sześc. :) Wiesz, nie każdy ładnie pisze i może zostać kaligrafem, nie każdy ma pociąg do cyferek i ogarnia księgowość, nie każdy pięknie maluje. Korekta to dziwny zawód i nie, nie jesteś ani głupia, ani ślepa. Jesteś dobra w tym, co robisz. I mam nadzieję, że jesteś ze swoją pasją szczęśliwa :) Zadaniem korekty jest zaś wychwytywanie błędów tak, by ci, którzy ich nie widzą nie musieli się tym stresować :) Pozdrawiam :)
UsuńAnna Maria P. możesz. Ale musisz (chyba) opanować po drodze jeszcze kilkadziesiąt innych zasadzek ;) Moja synowa zrobiła za niemałe pieniądze kurs na korektę i na copywritera, ale jak na razie cichosza :) Wiem, ma małe dzieci, ale wiem również, co to znaczy słomiany zapał. Sama, zaczynając pracę w korekcie, śmiałam się, że robię to, co lubię (znaczy się - czytam) i jeszcze mi za to płacą. Po 30 latach pracy w korekcie na palcach mogę policzyć książki, które przeczytałam dla przyjemności, nie mówiąc już o gazetach, które zwyczajnie odpuściłam. Rzygam słowem pisanym, tym w necie też. A net nie ułatwia mi zadania, bo czasami nie wiem, czy naprawdę, czy na prawdę :) Masakra :)
UsuńZaraz jadę do Lusowka,zapytam gdzie te dobre lody 😁
OdpowiedzUsuńCzeka nas tam dzisiaj mała impreza rodzinna z przepieczona jak zawsze karkówka,której na pewno nie zjem 😜
Koło Dino stała taka przyczepa. I tam były lody. Zwiedzanie L. jako takiego jeszcze daleko przede mną, albowiem dzięki fotelikom dla Kochanych Aniołków (używanie zwrotu Łobuzy jest surowo zakazane), babcia się do samochodu (słusznych gabarytów) nie mieści i nie było jeszcze wędrówki po okolicy, jezioro i wszystko inne to dla mnie tabula rasa :)
UsuńPS Mam nadzieję, że impreza się udała :) Mimo tej karkówki :) Brzmi przerażająco, jak dla mnie o tej porze roku. Kiedyś może znów zatęsknię za grillowaną karkówką :)
UsuńDziekuje za wiadomosci z Polszy,swiat jednak kreci sie dalej,bez wzgledu na problemy .....
OdpowiedzUsuńa zdjęcia nowego domu to bym oglądała i oglądała
powoli będzie coraz piękniej, czego z całego serca życzę :)
Dziękuję, Jolu, sama na razie tylko fotkami ogarniam, nie ma czasu nawet, by pojechać na włości, to jednak cała wyprawa jest. Ale sukcesywnie będę fotki wrzucała. Tak, świat się kręci w szalonym tempie i oby z orbity wywaliło wszystkich pojebów typu naszego rządu, rządów Johnsona, no i tego chuja Putina.
UsuńPomarzyć można.
Ale i u Was nie jest za różowo, bo wszędzie wszystko się za szybko kręci i każdy ma swoje piekło, nieprawdaż? Pozdrawiam serdecznie :)
Co za miła niespodzianka dziś mnie spotkała :) Przez dłuższy czas sprawdzałam Twojego bloga po kilka razy dziennie, w końcu przestałam :( Dziś bez większej nadziei zajrzałam znowu i JEST !! Tyle czytania!! Jak fajnie, syn z rodzinką wyjechali na 10 dni, mąż na spotkaniu z dawną klasą (też wyjechany) a ja wolny ptak :) Pisz proszę, bo już czekam na następny wpis ! Jak nałogowiec któremu ciągle mało :)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam bardzo, bardzo !!
Grażyna And.........a
Cieszę się, że się cieszysz, ale i tak jesteś mniej więcej na bieżąco :) Super, że masz trochę czasu dla siebie, czasem to jest bardzo potrzebne. A nałogi się leczy, kochana :) Mam nadzieję, że zdrowie Ci dopisuje i masz teraz dobrą opiekę :* Serdeczności :)
Usuń