piątek, 23 czerwca 2023

Niepotrzebnie

 się nakręciłam wczoraj, Kochany Pamiętniczku.

To i duchota na maksa (znów wróciłam do spania w dużym pokoju, w małym się duszę), no i natłok myśli - gdzieś do drugiej w nocy układałam emilki w myślach, pławiąc się, niepotrzebnie, bo obiecywałam sobie, że nigdy więcej, w tym, co wywalę...

No bo jak na dłoni wychodziła cała hipokryzja ich wszystkich: jak podjudzali mnie, że nie mam odpuścić swojego, że mam walczyć w sądzie z tym chujem. Nikt tylko nie powiedział mi, skąd mam wziąć pieniądze na adwokata, skoro z jednej pensji utrzymywałam cały dom i dzieci, bez grosza alimentów. Bo tak, bo mieliśmy ambicję stanąć na nogach sami, bez łaski. Co nam się zresztą udało, łatwo nie było, ale co tam. Byliśmy razem i mieliśmy święty spokój :)
A potem, już na pogrzebie Eksa, gdy TEN odczytał ten obrzydliwy list, szkalujący mnie i dzieci, odsądzający nas od czci i wiary, za który jego osobiste dzieci przepraszały na tymże cmentarzu mnie i Inżyniera.
I szwagierka, sytuowana, a jakże, lekarka z DE, żona lekarza, mówiąca spokojnie, że to grosze były ten zachowek, ale dała to synowi na mieszkanie.

I nie, nie czuła zażenowania, mówiąc to do mnie i do Inżyniera, a przecież to my byliśmy w tym wszystkim okradzeni bezczelnie, albowiem teść w testamencie napisał, że willę dostaje Eks, jako najbiedniejszy i najmniej z nich zaradny, żeby mógł wychować dzieci spokojnie.

Ani on, ani jego dzieci nie widziały z tego ani grosza.

Ale mam superdzieci.

Po tych wszystkich krętactwach i korowodach ze spadkiem, już tylko naszym, willi już dawno nie było, niebiosom dziękowaliśmy, że mieszkanie jest spółdzielcze i temu chujowi nic do tego, a i to chciał mi odebrać.

Cóż, nie wyszło, a mieszkanie mam własnościowe już.

O całą resztę mógł się bić, jedyne co zostało po Eksie, to encyklopedia Meyersa i komoda biedermaier. 

Ale i to dałoby się podciągnąć pod wspólnotę małżeńską, jako że kupił to już za czasów małżeństwa, a komodę teściowa darowała nam, nie jemu, ale nam :) 

A moje przekochane dzieci od razu powiedziały, że pierdolić to wszystko, najważniejsze, że matka ma dach nad głową, one sobie poradzą, zrzekły się swojej części spadku na moją korzyść bez drgnienia oka.

To, co się udało wyrwać, a były to dosłownie grosze, podzieliłam po równo.

I tak sobie to kulaliśmy spokojnie do wczoraj, a raczej do telefonu od tego chuja. I ciągu dalszego.

I mojej nieprzespanej nocy.

Bo gdy już zasnęłam, to rozpętała się taka burza, że musiałam wszystko zamknąć - mnie burza rzadko budzi, ale ta mnie zbudziła.

I gdy rano wstałam wpółprzytomna, ogarnęłam się i 


 po skorekceniu jednego zabłąkanego tekstu, czekałam cierpliwie na prackę.

A to pograłam, a to na fejsika wskoczyłam i tak czas leciał...

Aż nagle... jebut.

Nie ma prądu.

Co robimy?

Wchodzimy na fejsika, a jakże, na grupę osiedlową i okazuje się, że nie ma prądu na całym osiedlu.

Mogiła, bo dziś wszystko musi iść do drukarni, a ja jestem jedyna i niezastąpiona.

Okazuje się, że... naładowany jest tylko laptop, no i super.

Z ajfonika mam internet, a że mam jakieś 40 parę GB, to spoko.

Ale... tragedia.

Telefon ledwo zipie.

Lecę po ładowarkę i hahahahahahahaha... przecież nie ma prądu.
W panice piszę emilka do pracy, że sorry Batory, trup i mogiła i robi mi się coraz goręcej.

Cisza, nie ma odpowiedzi na emilka, moja panika sięga zenitu, piszę do Inżyniera, żeby dzwonił do Enea, że...

Inżynier odsyła mi linka, że to planowe wyłączenie prądu. Do 15.

A ja już spakowana, ubrana, kontroluję: aparaty, zęby, baterie do aparatów, biust gumowy, sztuczna noga.... ostatkiem sił wzywam taksówkę SMS, ale nie ma odpowiedzi od nich.

Piszę SMS do ludzi z pracy i nic, cisza.

Moja panika sięga zenitu, gdy wtem...

TADAM.

Z obłędem w oczach rzucam się do szafki  i jest :)

JEST :) 


 Wyciągam drżącymi rękami, pot się ze mnie leje.

Kupiłam to cudo, gdy wybuchła wojna w Ukrainie i gdy z Inżynierem przeprowadzaliśmy akcję gromadzenia rzeczy do przetrwania w razie W.

Jakoś tak z nudów naładowałam to pół roku temu i wsadziłam do szafy.

Wyciągam dziś, podłączam zdychającego ajfonika i TADAM :) 

Jest naładowany wciąż na maksa (powerbank), ładuje mi i ajfonika, i iPada padającego, no i mam internety, wszędzie :) 

Piszę więc emilka do pracy, że nie jadę, nie zaszczycę ich swoją obecnością, że korekta tylko w Wordzie i na PDF, ale damy radę.

O dziwo, godzą się, a ja powoli uspokajam drżące dłonie i żałuję, że nie mogę wina otworzyć, że może wieczorkiem...

Prąd włączają godzinę przed terminem, dobrze, że nie pojechałam do redakcji, dostałabym na łeb bez jedzenia, nie wiem, jak z moim pokojem, bo Boss powiedział, że go zlikwiduje.

Gazetkę ukochaną zamknęłam spokojnie przed 20 (szlag by mnie w redakcji trafił), nic się z mojej winy nie spóźniło.

W międzyczasie chaupkę posprzątałam, ze Spotify szło to śpiewająco.

Pranie też zrobiłam, awansem.

I kocham od dziś powerbank miłością wielką, jak cały świat, będę pamiętała, żeby nie oszczędzać prądu i zawsze mieć naładowanego lapka i powerbank, reszta to pikuś. Żeby zużyć te mobilne gigabajty musiałabym się starać, a starać.

I tak warto żyć.

A w międzyczasie spłodziłam emilka do tego chuja.

Dużo mnie to kosztowało, bo ą, ę, bułkę przez bibułkę.

Bo ja, chociaż taka kurwa (a tak, tak mnie kiedyś w rozmowie telefonicznej teściowa nazwała, na co odpowiedziałam: tak, ma mama rację, co do dziś powoduje niepowstrzymane wybuchy radości u moich niecnych dzieci), to jednak klasę mam. A co.

I tak poleciał emilek, choć chciałam go wysłać po niedzieli, ale nie chcę w weekend podskakiwać na każdy dzwonek do drzwi, więc poszło: 

Dzień dobry :)
Nie umówię się z Tobą, bo ta rozmowa nie ma absolutnie sensu. Nie jestem zainteresowana pracą u Ciebie, nawet za wynagrodzeniem. Mam swoją pracę, swoje życie. Nigdy nie byłam ani ja, ani moje dzieci częścią Waszej rodziny. Skrzywdziliście nas tą przemową nad grobem W. i to bardzo. Nie widzę najmniejszego powodu do zmieniania status quo teraz, po latach. Pozdrawiam, zdrowia życzę Basia

No bo taka ze mnie zwykła dziwka.

A tak nawiasem mówiąc, zastanawiam się, co kombinowali znów?

Bo nawet druga żona mojego teścia, która miała prawo do zachowku, niezbite, do zachowku, o który upominała się moja teściowa, będąca już 10 lat po rozwodzie, została nazwana tą pojebaną babą. Dwanaście lat się procesowali. Adwokaci w wiosce kochają tę rodzinę. A gdy ja załatwiałam swoje sprawy, ten chuj skomentował: o masz dobrego adwokata. Znam jego starego, a skąd ty znasz syna?

Nie wyjaśniałam, że syn pracuje w mojej firmie. I że zapłaciłam za jego usługi jak za zboże, żeby tylko moje dzieci mogły spokojnie spać.

No może i ja z leksza jestem pojebana, ale jak coś...

Alienek będzie wózeczek pchał z babcią, a Kalafiorkówna będzie witką muchy odganiała...

Tfu, tfu, utinam falsus vates sim. 

Jak coś, most blisko i to mniejsza trauma, niż taka opcja.

Bo w tym państwie wszystko jest pojebane i nawet spokojnie zejść się z tego padołu łez nie da.

Ament :)


11 komentarzy:

  1. Super. Bezczelność takich typów nie zna granic.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano. I cóż na to poradzisz?

      Usuń
    2. I to znów ja, autorka bloga :)

      Usuń
  2. Kto ma mientkie serce, musi miec... no?... taaak!... twardy zadek. I tu przydaje sie Twoj kubanski tylek, jak na zamowienie. Po co bylo po nocach nie spac? Sie denerwowac? Na dodatek, zamiast faceta xujami obrzucic, Ty lecisz wersalem, co mu na pewno mocniej dokuczy i bardziej wqrwi.
    Brawo Ty!
    A z tym prundem to tez niezla przygoda. Nie zapominaj na przyszlosc, ze powerbanka masz w szafie. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam go już na wierzchu, pod ręką, Z należytą czcią i szacunkiem będę go doładowywała (ajfonika naładował na 100% na jednej kresce, jeszcze cztery mu zostały), a i obsługiwał ajpada i WiFi... A facet się dalej odgryzał, bo musi być jego na wierzchu, ta rodzina zawsze ma rację, a ja jestem córką wsioka, a moja szwagierka jest "ze Swarzyndza" (nikt, kto nie mieszka we wsi nie ogarnie rozmiaru terj pogardy). Jeden szwagier (z DE) jest zwykłym robolem, a nasza siostra jest panią doktor (inna bajka, że ten robol i ta pani doktor byli ze sobą bardzo szczęśliwi, zanim ona nie zmarła). Tutaj nawet uje nie pomogą,tu agrafka nie pomoże, tu potrzebne nici, bo się gołe świci fest a fest :)

      Usuń
  3. Ciekawe jak się wkurwi ze go olalas,tak grzecznie to chyba się nie spodziewał.Jaki miał niecny plan nagle po latach proponując prace i nawet place?Tez bym pewnie nie mogła spać z nerwów.Marta uk

    OdpowiedzUsuń
  4. Szacun, emilkowa elegancka forma "spieprzaj dziadu"😀😀😀. Zaboli, do myślenia na własny temat raczej nie da😀.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I tu masz rację, wciąż lansuje swoją wersję, ale prawda jak dupa - każdy ma swoją.

      Usuń
  5. Myślałam, że tylko ja spotkalam w życiu takich ujów, ale widzę, że Twoi biją moich na głowę🤔Powerbank i zapas baterii juz tez nam się przydał( na wsi brak prądu często ).Miłego doktorka w pn😉!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podziękowała, poniedziałek się udał... No widzisz, są gorsze chuje od Twoich. Ciesz się :)

      Usuń