poniedziałek, 26 czerwca 2023

Pojebało

 ze szczętem co poniektórych, Kochany Pamiętniczku.

Na maksa pojebało.

Bo ja, po zakończeniu wszelkich spraw po śmierci Eksa, grzecznie zapisałam w telefonie numery, na "serdeczne": jak coś potrzebujesz, to dzwoń, odpowiedziałam: zadzwonię. I z ulgą zamknęłam ten rozdział mojego życia.

Może i biedniejsza, ale spokojniejsza.

To, co było z Eksem, to tylko moja bajka. 

Rozłączyła nas mineralogia i termodynamika, poszło nam o to, kto ma nosić węgiel do piecyka.

Ale już wtedy, gdy jeszcze różowe okulary nie spadły z mojego nosa, gdy zakochana byłam, z motylami w brzuchu wciąż, gdy ojciec mówił mi: spierdalaj stąd, ja byłam. Przez 23 lata. Tyle wytrzymałam. Ale potem czara się przelała, bo cierpiały na tym dzieci.

Moja teściowa wciąż powtarzała, że "rozwiodła się ze starym dla dobra dzieci".

No cóż, poszłam w jej ślady, aczkolwiek nie rozwodziłam się, bo i dzielić nie było czego - znaczy się, w tle była ta chata za milion, ale na drugiej szali był spokój w domu. I dzieci.

Więc wybrałam tak jak ona - dzieci. 

Że straszył odejściem i odszedł - wolna wola, wolna droga.

Wychowałam do końca dzieci bez alimentów.

Z pensją 2600 netto, czynsz 500 zł.

Taka ze mnie matka Polka, ale co tam.

Wróćmy jednak do naszych baranów. 

Na poczcie znów emilek, że pozwolę sobie zacytować.

A przyszedł w momencie, gdy mnie olśniło, że to "utrzymanie porządku w bibliotece i w bieżących sprawach w gabinecie" to wcale nie musi być posadka dla jaśnie pani magister bibliotekoznawstwa i informacji naukowej, ale zwykłe sprzątanie.

Dobra, żadna praca nie hańbi, byłam 10 miesięcy na bezrobociu i jeździłam na lewo na mopie, zanim znalazłam znów pracę w zawodzie.

Tyle że... miałam wtedy niecałą czterdziestkę, byłam szczupła, energiczna.

Teraz sprzątnięcie mojej ciupy to dla mnie jednak wysiłek, chociaż całość ogarniam zazwyczaj w dwie godziny co tydzień.

Ale mniejsza z większym :) 

Wracając do emilka, nieszanowany chuj odpisał mi:

Basiu.
Przykro mi, że moja dobra intencja spowodowała Twoją tak wrogą reakcję. Szkoda.
Bez komentarza zostawiam Twoje przyznanie  się , że ani Ty, ani Synowie Twoi i W. nie byliście w naszej rodzinie.
Dlaczego nie byliście w naszej rodzinie?
Byłaś żoną mojego brata, a obecnie jesteś byłą żoną mojego brata.
Basiu, czujesz się skrzywdzona "przemową nad grobem W.", który przecież po wyrzuceniu z Waszego małżeństwa i domu przez 20 lat miał u mnie dom i pełną opiekę jakiej wymagał.
Bez komentarza pozostawiam fakt Twojej reakcji przy ustanawianiu mnie opiekunem prawnym W.

z pozdrowieniami ,
Piotr  
 Ktoś musiał mu to pisać, bo w porównaniu z poprzednim emilkiem błędów nie było.

A mój wkurw wystrzelił w Kosmos.

Pomijając fakt, że prawda jest jak dupa i każdy ma swoją, ja się, kurwa, o żadne dobre intencje z jego strony nie prosiłam.

I nie, nie byliśmy w tej rodzinie, bo gdy zbierali się wszyscy, to ja zawsze słyszałam od teściowej: wy i tak nie przyjedziecie, bo kładziecie wcześnie dzieci spać. A potem okazywało się, że na komunie w rodzinie też nas nie zapraszano, bo nie dawaliśmy kopert, tylko symboliczne prezenty.
I jakkolwiek moje dzieci mają 8 kuzynostwa stamtąd, nigdy się nie spotykali w zasadzie i nie utrzymują z żadnym z nich stosunków.

Spotykają się na pogrzebach i rączka, rączka, buzi, buzi i obyśmy się spotkali w lepszych okolicznościach.

Syn Piotra, na pogrzebie swojej ciotki, a mojej szwagierki, poproszony przeze mnie o pomoc w niesieniu wieńca, wzruszył ramionami i udał, że nie słyszy.

Moje dzieci nie dostały nigdy żadnego prezentu od wujostwa, a są to wszyscy ludzie sytuowani i to dobrze. Nikt nie zapytał nigdy, jak żyję, co z dziećmi. Nawet gdy Inżynier leżał w szpitalu umierający. Wiedzieli, że leży.
Nie odwiedził go nikt, nikt z tej lekarskiej rodziny nie pomógł.

Nie muszę się tłumaczyć, ludzie, którzy byli z nami wtedy znają NASZĄ prawdę.

Więc nie, kurwa, nie miał tej opieki, Eks na pogrzeb swojej matki przyszedł w garniturze wyciągniętym z pralki bez prasowania. Co mnie, lecącej co dzień ze świeżymi gaciami w zębach, zatkało dech. Bo Eks na propozycję wzięcia gaci ze swojej półki, gdzie stały w karnym słupku, odpowiadał: nie wiem, gdzie są. Na co ja: w lodówce. Wracał i mówił; tam nie ma. I nie, to nie były małżeńskie przekomarzania się, on już wtedy miał odchyły...

I wiele innych takich historii... Ale po co?

Piszę do Inżyniera. Ten rozsądnie odpowiada: niech się mama z koniem nie kopie.

Ale we mnie zagrała ta krew chłopów pańszczyźnianych i szewców, od których pochodzę i nie, moje musiało być ostatnie.

Więc odpisałam:

Piotrze, winny się tłumaczy. Ja nie muszę.
I nie jesteśmy ani nie byliśmy nigdy w Waszej rodzinie.
Za tę "opiekę" nad W. wziąłeś to, co chciałeś - willę. Nie jestem byłą żoną. Jestem wdową po Twoim bracie.
A do sprzątania zatrudnij sobie Ukrainkę, są tanie. Na mnie Cię nie stać.
Daj mnie i moim dzieciom święty spokój.

Barbara 

Ha... I ulżyło mi do końca, gdy Inżynier powiedział mi, że emilki też można zablokować.

Pokombinowałam i zablokowałam.

Bo nie będzie byle chuj pluł mi w twarz.

Brałam ślub z Eksem, nie z jego rodziną.  Choć miałam nadzieję, że będziemy jedną wielką rodziną, patrząc na ten 24-osobowy stół w jadalni i marząc, by teściowa zastąpiła mi mamę, bo bardzo mi matki brakowało.

Gdybym zaczęła wywlekać wszystkie brudy z tej rodziny, mogłabym scenariusze pisać.

Ale nie, nigdy nie byłam jej członkiem pełnoprawnym ani ja, ani moje dzieci.

Byłam do roboty, do pomocy, do ogarniania.
A teraz okazuje się, że jeszcze powinnam być byłą żoną brata mojego szwagra i tańczyć tak, jak on mi zagra.

Gość, który skrzywdził i swojego brata, i swoich bratanków. I jeszcze mu chatę sprzątać? Nie wiem, co chciał osiągnąć, może go kurwica bierze, że nie ma już się kogo czepiać i kim dyrygować?

Nie umiem zablokować na maksa, emilki powinny lecieć do spamu.

Na razie spam mam czysty.

Drogi Piotrze, chuj ci w plecy, bo w dupę byś jeszcze miał przyjemność. I mam zapisane wszystkie jego telefony, wiem, czego nie odbierać.

Bo na serio, mam się czuć winna, że gość wziął willę za milion, obiecując bratu, że to dla niego, potem go ubezwłasnowolnił, a teraz stara się we mnie wmelić winę za to, że nie opiekowałam się mężem? Serio?
Więc z proletariackim pozdrowieniem: chuj ci w oko, jak nie w plecy.

Bo tak, bo mogę.

I tyle w temacie, jak nie znajdę nic w spamie, mam nadzieję, że się szwagier ode mnie odpierdolił raz na zawsze.

Ament :)

A dziś zerwałam się bladym świtem i doczekawszy godziny, pomaszerowałam do POLMEDU na badania. Klnąc na namordniki, bo co za różnica w tych namordnikach ten tydzień?

Dla mnie ta cala medycyna pracy w przypadku osób na takich stanowiskach jak ja, to wyciąganie kasy od pracodawców.

I tu się jeszcze wycwanili, teraz dostaję formularz, gdzie sama muszę wszystko zaznaczać. Znaczy się, swoje dolegliwości, nie pyta o to lekarz, zaoszczędzają dosłownie minuty, bo tam taśma jest. A ja miałam rozpisane na cały dzień (no i cały dzień miałam z głowy). Laboratorium odmówiłam. Okulista pół godziny po terminie, wykryła, że mam początki zaćmy jądrowej. Mam ogarnąć. OK. Ogarnę, bo pracuję oczyma. Termin w wiosce na NFZ jakieś 3 miesiące, nie jest źle. Prywatnie chyba nie pójdę, bo operacja ponad 10 tys., a za coś przecież kurwa tyle lat płacę składki. W razie W wyprawa do Czech, koszty pokrywa NFZ.

Zobaczymy, nie wpadam w panikę, czułam, że coś się kićka z oczami, ale spoko :) 

Wracam do domu, bo lekarz ogólny o 15, a dojazd mam niecałe 40 minut.

Do Lidla lecę, pierożki azjatyckie na obiad kupuję (Inżynierowa polecała, faktycznie, nie są złe, choć dupy nie urywają i na pewno nie będą w mym jadłospisie na stałe).

Gierka, fejsik, podlewanie badylków, ogarnianie i pora znów do POLMEDU.

Lekarz medycyny pracy jak zwykle z opóźnieniem. Ale nawet ja mogłabym tak pacjentów odprawiać. Pyta, a jakże. Ale co z tego, że pyta o wzrost i wagę? Przecież to powinno być zbadane, a nie, że ja sobie odjęłam 5 kilo...

Mam nadciśnienie, w gabinecie nie ma śladu ciśnieniomierza. I na słowo harcerza przyjmuje wiadomość, że ciśnienie mam uregulowane i biorę leki.

Takie to tam badanie. 

Tylko zakład pracy kosztuję, bo morfologia i OB oraz mocz raczej nie wykazują przeciwwskazań do pracy takiej, jak moja.

Ale nieważne, doktor był uprzejmy, namordnik zdjął, tym razem nawet nie chciał oglądać orzeczenia o inwalidztwie, gdy pokazałam mu zżółkły ze starości świstek, zmęczył się, szukając piszącego długopisu w kosmetyczce z pierdyliardem długopisów, po czym znalazłszy piszący, upragniony przeze mnie papierek podpisał...

Więc wyjąwszy aparaty z uszów, włożywszy słuchawki w nie w rytm rozdzierającego duszę Amado mijjjjo w wykonaniu Pink Martini poszłam, wolna, zdolna...

Podjechała bimba jadąca na Heimat, więc super, cudnie...

W tym upale szłam jak pijana, "mój" żul, któremu lata temu podrzucałam puszki, siedział na ławce w Alei Żula i lał pod siebie, a ja doszłam do poczty z awizem, że mam do zapłacenia 8,50 za przesyłkę, na Dorotę, więc nic urzędowego...

Ale przesyłki jeszcze nie było więc do domu polazłam, na progu padłam, wstałam, ogarnęłam się i znów...

Polazłam na pocztę i tadam :)

Tak jak myślałam :)



Od Barana naparstek był. Cudny. Kochany Baran, wojażuje i zawsze moją kolekcję powiększa. Tu z Mauritiusa naparsteczek jest :)
A 8,50 do zapłacenia? No cóż, Poczcie Polskiej coś nie pasowało, a jakże, standardowa pieczęć, że przesyłka nadeszła uszkodzona, blebleble... Oclili, bo spoza UE. Pani, cytująca paragrafy mówi, że blablabla, albo płacę i biorę, albo odsyłają. 

Brałam...

:) 

Takie to wszystko pojebane jest, począwszy od przepisów, skończywszy na ludziach.

I nie, że się bronię.

Moja teściowa twierdziła, że Piotr to najuczciwszy z lekarzy na świecie. Moja znajoma mówiła, że zawsze brał łapówki aż furczało. Za dawnych lat. A moja inna znajoma, chodząca do niego teraz, prywatnie, nie wystawiła mu laurki. Nawet nie wiedziała, że to mój szwagier, zapytała, bo zbieżność nazwisk.

Ja w sumie używam panieńskiego (w pracy tylko takie znają). Dzieci się z tym pogodziły, nie chcą zmieniać. A ja żałuję, że nie zapisałam, że mają nosić moje albo podwójne. Na mnie się moje nazwisko kończy.

Są inne linie, ale to już inna bajka.

Bo ja jestem JEDYNA I NIEPOWTARZALNA :)

A jutro do pracki z wynikami i niech się na zapas nie cieszą.

Ale ja się cieszę, że wciąż mogę pracować.

Co ma być, będzie.

Na razie idzie potężny burz.

Już do mnie pisał Inżynier, żeby mu powiedzieć, że nie ma nas w domu.

Taki stary bon mot...

I to jest piękne, że je mamy :)





15 komentarzy:

  1. Czasem naprawde latwiej byc jedynakiem, corka jedynakow, nie miec rodziny, kuzynow, ciotek, pociotkow, szwagrow i innych takich. Przynajmniej zostalo mi oszczedzone uzeranie sie i decydowanie, czy do tej rodziny naleze, czy tez nie zasluzylam.
    Trzymaj sie, SJ, jestes bardzo dzielna kobieta.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jako Twoja siostra nie mam innego wyjścia. Ale wciąż aktualne: zapytaj mamy, czy mnie gdzieś nie sprzedała :P

      Usuń
    2. Nie no, moze tylko zawieruszylas sie w szpitalu podczas remanentu noworodkow i przez pomylke trafilas do Koziolkowa zamiast do miasta Uc.

      Usuń
    3. Kocyk wzięłam i zwiałam do Wielkopolski na wieś :) Tak było, nie zmyślam :)

      Usuń
  2. No, i teraz mi się Twoja odpowiedź podoba, a po za wszystkim uwazam, że zupelnie niepotrzebnie babrzes się w bylym bagienku, było ,mineło, zapominamy. Nie mamy nr. telefonow i ogólnie zero kontaktu. Buziaki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, Doro. Kolejnego emilka odpuściłam. I tak nic mądrego nie napisał. Nie wiem, czy ma mój telefon, pewno ma, bo przecież załatwialiśmy wszystko po śmierci Eksa. Ja w żaden sposób nie dążyłam do jakiegokolwiek kontaktu, spotkaliśmy się potem na pogrzebie szwagierki, to nawet się z nim nie przywitałam :) Serdeczności :)

      Usuń
  3. Bardzo podoba mi się Twoja odpowiedź , podziwiam asertywność ! Szwagrowi należało się, szkoda tylko, że Twoje nerwy szarpie.
    Te badania pracownicze jednak nie były całkowitą stratą czasu i kasy, skoro zwróciły Twoją uwagę na to, że pora zadbać o oczy .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tam, oj tam :) I tak miałam iść do okulisty, ale masz rację :)

      Usuń
  4. W identycznym tonie i nawet slowach! odpisuje mi co jakis czas moj pojeb.. ojciec-agresor-sk...syn. Ostatnio sklada mi zyczenia z pouczeniami (co powinnam, wg niego), wiec juz teraz sie nie pier.. tylko rabie mu prawde w oczy. Po ostatnim wyrabaniu odpisal: smutno mi, ze wciaz piszesz mi takie slowa. Hahhahah! On nie ma uczuc! Wiec ten Twoj szfagierek to tez niezly kutas! Manipulant i wkur.. bo nie dalas sie zlapac na haczyk. Z takimi ludzmi lepiej nie miec w ogole zadnych kontaktow. Po co tracic czas i nerwy? Ja sie od moich odsunelam (najblizsza tfu! rodzina) i mam na ogol spokoj. Az nadchodza swieta i lajzy sobie o mnie przypomna. Nigdy ich z nimi nie spedzam, wiec choc tak mi dowala. No, probuja.

    Bardzo podoba mi sie druga Twoja odpowiedz do tego drania. Pierwsza byla zbedna. Nie warto rzucac perel przed wieprze.

    O lekarzach nie mam dobrego zdania. To czesto szumowiny i wykolejency. Tylko bogaci i wyksztalceni. Czyli nic nie stracilas nie podtrzymujac kontaktow. A teraz moze czas zakonczyc je definitywnie z kimkolwiek stamtad?

    W tekscie jest powtorzenie (Twoim - zrob sobie korekte ;)))
    Badz soba. Lubie Cie czytac.
    Atka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, Atko, poprawiłam. Faktycznie pisałam w nerwach i nie czytałam potem. Tak się składa, że rodzina męża to prawie sami lekarze, on był czarną owcą, bo nie poszedł na medycynę, tylko na polibudę. I nie, z nikim nie utrzymuję kontaktów, tylko ze szwagierką, która wyjechała na drugi koniec Polski. Też nią podłogę wycierali, bo "una była ze Swarzyndza"... Taka dziewczyna do czarnej roboty. Jak coś trzeba było zrobić, to albo ona, albo ja. Ja się odcięłam dużo wcześniej, ona przerabiała jeszcze zmienianie pampersów teściowej, ale i tak była ze Swarzyndza.

      Usuń
  5. Widzę,że prawie każda "Rodzina"jest podła i poj....ana.Marna to pociecha dla mnie,dla Ciebie,dla nas..E.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja osobista nie jest (no, nie do końca) - mam tu na myśli moich synów. I to mnie pociesza. Ani oni, ani ja nie chcemy mieć nic wspólnego z resztą. Mają tylko tamto nazwisko i to wszystko. Nie latamy po opłotkach, nie obgadujemy, gdy czasem ktoś pyta, czy to rodzina (a rodzina znana), odpowiadamy wymijająco, a za to słyszymy wiele ciekawych historii. :) Takie jest życie ;) Tylko po co chcą się znów pchać w nasze, ustabilizowane - tego nie ogarniam zupełnie.

      Usuń
    2. Zawsze mozna odpowiadac, ze to zaginiona odnoga rodziny :PPP - tamci. Albo, ze nie wiecie; przeciez nie musicie wiedziec.

      Bywaja oczywiscie lekarze prawdziwi, uczciwi i pracowici, oddani swojej pracy. Tyle, ze kiepsko koncza - z zawalami, nowotworami, nalogami. To b ciezka praca. Malo kto to wytrzymuje i pozostaje zdrow;

      A co do rodzin - tak, w Pl a moze i na swiecie wiekszosc rodzin jest pojeb... Sposrod moich znajomych, kolezanek, sasiadow - naprawde wiekszosc to nieudane rodziny i relacje miedzy nimi. Sporadycznie sa te fajniejsze. Moze w mlodszym pokoleniu? Mam wiec nieco mniejsze poczucie winy, ze tak wczesnie sie odcinalam, wyprowadzilam, nie chcialam z nimi kontaktow. Scigaja mnie do dzis, ale nieskutecznie. Umiem sie chronic. Cale lata mi to zajelo :(((
      Atka

      Usuń
    3. Oczywiście, nie neguję, są lekarze i są lekarze. Sama znałam kilku takich przez duże L. I w tej rodzinie też taki był.
      Moja osobista rodzina też nie była całkiem normalna, ale pomijając wszechobecny w niej alkoholizm, to nie byli ludzie żyjący z kłamstw i intryg. I taka jest też moja rodzina - złożona z moich dzieci. Nie jest idealna, ja też nie jestem święta, ale nie kopiemy pod sobą dołków i zawsze jeden na drugiego może liczyć. Nie dzielimy ludzi na lepszych i gorszych, choć oczywiście nie ze wszystkimi nam po drodze.

      Usuń
    4. Niestety moi to narcyzi i podelcy, egoisci i egocentrycy, "gwiazdy". Lata mi zajelo dochodzenie do siebie i nauka od podstaw dbania o mnie sama. Nie chce dzis miec z nimi nic wspolnego, za duzo to kosztuje. A ja nic nie otrzymam w zamian, za to wyeksploatuje siebie. Zawsze mialam dobre serce. Ciezka ta nauka egoizmu, jesli nie ma sie takiego ego-charakteru. Ale da sie. Ciagle robie postepy, natychmiast juz sie orientuje, ze cos sie dzieje. Kiedys orientowalam sie dluuuugo po fakcie. No nic. Grunt, ze jest mi spokojniej. A oni kiedys wygina :DDD
      Atka

      Usuń