piątek, 21 lutego 2025

No tydzień


był pracowity, Kochany Pamiętniczku.

Z domu nosa nie wychylałam, bo raz, że mróz nieludzki, obawiam się, że moje słabe serce by tego nie wytrzymało, tym bardziej że nawet mieszkania nie wietrzyłam, bo przez szpary wdzierał się zapach palonego plastiku, a jakże, baraki na Czechosłowackiej rzut beretem. Tak, tak, wciąż mamy Czechosłowacką i Opolską, a na niej baraki, które Niemcy wybudowali dla Polaków wysiedlonych z mieszkań na Wildzie w 1941.  Cóż, wciąż mieszkają tam ludzie. Biedni, skoro nie zdołali się stamtąd wydostać, więc palą tym, co im w ręce wpadnie. 

Tak było za oknem, piękna szadź, ale...

Nie szłam do pracy lewa prawa, to i nie miałam co focić, prócz tego za oknem


 

Anyway...

Za dużo po godzinach nie siedziałam, bo...

Ja tam nie mam siły przebicia, ale drukarnia ma.

Ja nie w temacie, ale sądzę, że zagrozili im karami, więc pracują ze śrubką w dupce, okrętową numer 5, aż się w pewnym momencie bałam, że nie ogarnę, ale na całe moje szczęście, mimo tego, że z oczami już nie za bardzo (ale cicho, sza), łatwiej się męczą - byłam na mecie pierwsza i to nie ja opóźniałam robotę.

I tak sobie pomyślałam, że w sumie to ja jestem wykorzystywana i...

Kocham drukarnię.

Wczoraj wprawdzie siedziałam do 18, ale to mały pikuś, inna bajka, że życie uratował mi rosołek, przerobiony na  pomidorówkę błyskawicznie i groszek ptysiowy z Auchan, bo nawet nie miałam czasu makaronu wstawić. 

Groszek ptysiowy w pomidorówce to jest to.

A dziś polazłam po takiej pobudce


 do Lidla, ale mimo OGRANICZANIA zakupów, jako że na wycug pójdę i tak zostawiłam tam prawie 200 zł.

A ponoć inflacja spada, cuda wianki zatem.

No dobra, wydałam prawie całe 8 zyla na


 ale jak mogłam nie kupić?

Dobre było i mocne. Poprawiło mi humor...

Bo tak ogólnie jest nieciekawie...

W polityce, of course...


 

 Cóż mam rzec? Prawie na noże poszłam a AMP. Rozumiem (może nie do końca, bo nie mieszkam w DE, ale znam sytuację, zresztą sama wybiłam z głowy Pierworodnemu posrany pomysł wyjazdu do DE, gdzie chciał jechać po powrocie z UK, bez kasy, w ciemno)...

Do Ulm...

Pod Ulm, pod Ulm, pod Austerlitz, Austriacy brali w dupę i nie mówili nic...

A i wciąż nie mogę sobie przypomnieć tytułu książki, w której zaczytywałam się w młodości, zakochana w jej bohaterach, dziś fabułę widzę jak przez mgłę, gdzie młodzi, idący jak kamienie na szaniec, nucili:

Zdobędziem  Krym i Zaporoże, z krzyżackich kufli będziem pić.

Oprzemy się o Czarne Morze i w wolnej Polsce będziem żyć... 

Może i mam gdzieś tę książkę na półce, ale jak się do niej dokopać?

 

Jak to historia kołem się toczy...

A ja, między młotem a kowadłem, bo MOJA rodzina z chmurki wygraża mi, mówiąc, że Niemiec to zło, a rodzina Eksa wyklina mnie, bo jak to, oddaliśmy Lwów Ukrom? 

Moja rodzina doświadczyła prześladowań i strat od Niemców.

Rodzina Eksa zostawiła majątek we Lwowie (inna para kaloszy, że kombinowali potem jak koń pod górkę i odbili sobie to z nawiązką, strat MOJEJ rodziny nie dało się cofnąć, niestety).

 I w tym wszystkim ja, pamiętająca, jak mój ulubiony przyszywany wujek D. na samo zestawienie żółtego i niebieskiego schodził na zawał.

Ja, Stara Jędza, żyjąca po swojemu.

Chcąca tylko SPOKOJU i szczęśliwego życia dla moich wnuków.

Bo mnie jest już wszystko jedno, ale nie chcę, by i one miały taką traumę z dzieciństwa, jak ja, a już nie daj borze, żeby żyły w świecie postapokaliptycznym. 

Nie przetrwają.

Nie umieją rozpalać ognia, nie znają się na roślinach.

To nie jest gra w Minecrafta czy inną grę.

 No dobra.

Odpuszczam politykę, nie zgadzając się z AMP, rozumiejąc jej rozgoryczenie z powodu  polityki rządu niemieckiego.

Jednocześnie czasami myślę złośliwie: przecież nikt jej nie zmuszał do wyjazdu do DE? A może zmusiło ją do tego życie? Nie wnikam. Córki mojej teściowej wybrały życie tam, ich wybór, wbrew matce, różnie to było, nie oceniam, różnie się ich losy potoczyły.

Moja teściowa była wrogiem Żydów. Z dziwnego powodu, jak tłumaczyła.  W zawiłych kolejach losu kiedyś w czasie okupacji do ich domu przyszło żydowskie dziecko i... chciało pić z miski wodę po praniu farbującego na buraczkowy kolor swetra, myśląc, że to barszcz, tak było głodne. Serio?

Słuchając tej historii, a podkreślała namiętnie, że w JEJ rodzinie wszyscy byli Polakami z krwi i kości do któregoś tam pokolenia, zapytałam kiedyś złośliwie: mamo, matka jest zawsze pewna, ale ojciec nie. Nie badano DNA, a może któraś z babć spotkała superatrakcyjnego Żyda, no i... Krew nie woda...

Zostałam wyklęta i mam to szczęście, że nie sprawdzano DNA chłopców, byli tak podobni do Eksa, że wątpliwości nie było.

I nie, nie spałam z nikim innym, to jego dzieci :) 

 Tak więc pomijając wątki rasowe, Inżyniera, który się ze mną komunikuje regularnie w sprawie trampkowej, ale i tak czekamy na tę podwózkę, kiedy się nagadamy...

Mnie się ostatnio uczepiło.

W liceum siedziałam w jednej ławce z dziewczyną, dojeżdżającą ze mną baną.

A.

Jakże pragnęłam być jej przyjaciółką. Równać do niej. Ona, córka dyrektora mleczarni. Ja, córka alkoholika. często wracającego z nami baną, w stanie wskazującym na spożycie...  

Chciałam znajomości na wyłączność.

Wkroczyła między nas ta trzecia.

Ewa S., córka uwielbianego w K. lekarza, teraz wiem, że też alkoholika.

Niby spotykałyśmy się we trójkę i było OK. Mama Ewy była przecudna, ale... taka lekceważona i przez męża, i przez córkę kura domowa.

 A ja - wciąż czułam że jestem piątym kołem u wozu. Przeżywałam jak mrówka okres.

 Po latach, cóż.

Z A. odnalazłam kontakt na FB.

 A. dalej jest atrakcyjną laską, za którą latają faceci. Czas ją ominął, ale... Chyba dokopało jej życie i to mocno.

Nie przyjechała na zjazd, chociaż ja, na jej miejscu, będąc dalej tak atrakcyjną laską (fizycznie, mentalnie by w naszej bandzie przepadła, pisiorzy aż się kurzy, wielbicielka Andrzeja Dudy do wyrzygania) leciałabym na zjazd na skrzydłach. No ja, stare pudło, pojechałam i było super :) 

Ewa zaś na zjeździe odegrała rolę umierającego łabędzia, przewracając oczami na wszystko, biadoląc nad pacjentami, dobijającymi się do niej - jest lekarzem, no ogólnie był śmiech na sali, bo lekarzy było u nas więcej. 

I tak sobie dziś rano, kąpiąc się, myślałam, że jak bardzo zbliżyłam się dzięki FB do M., z którą wtedy nic mnie nie łączyło, chociaż ona widzi to inaczej, że ja wszystkim pomagałam w polskim...

A A. do dziś czasami na FB zwraca mi uwagę, że nie jestem ą, ę, bułkę prze bibułkę, że damie nie przystoi.

I tak sobie myślę, czy faktycznie nie jestem damą, nie godząc się, ja, z najniższych warstw społecznych, na rządy takich WIELKICH   ludzi, jak ten butek, trampek, jak ten faszysta, godny spadkobierca i Lenina, i Stalina.

Że dla mnie jest znaczący Żelenski, Ukraińcy (tak, wiem o gangach ukraińskich w PL), będący przedmurzem przed Putinem i powrotem ZSRR do mojej ojczyzny?

Dlaczego przyszło mi żyć w tak pojebanych czasach?

I jak mam patrzyć na to, że jebanego Kaczora zgarnęli do szpitala w sumie z ulicy i jako NN dostał obsługę, o jakiej ja, płacąca składki nawet nie śmiem marzyć?
 

A niby czasy się zmieniły...

I znormalniało.

Niby.

We mnie nadal kołacze jedno życzenie: nigdy więcej wojny i niech idi na chuj wszystkie pojeby typu tej tenisówki i tego ruskiego faszysty.

Z całym szacunkiem dla narodów borykających się z poprawnością polityczną i najazdem imigrantów.

Jak już pisałam: teraz nie ma MOJEGO Paryża, Londynu, Berlina.

Ale to nie jest moja wina.

Wybacz AMP :)


 

 

 

2 komentarze:

  1. Moich Niemiec tez juz nie ma, gdzie wieczorami po ciemku snulam sie z jamnikiem i ani przez mysl mi nie przeszlo, ze moglabym byc w niebezpieczenstwie. Teraz za dnia sie boje, boje sie mniej o siebie, ale o dzieci i wnuki, ze ktos w nie wjedzie albo upusci frustracje przy pomocy noza. A rzad nastepnego dnia zaplaci antifie za udzial w protescie przeciwko prawicy. Zawsze bylam lewicowa, sama w to nie wierze, kim sie stalam za sprawa niemieckich politykow na uslugach unijnego kolchozu i jego mocodawcow.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moje dziecko właśnie dziś wraca z DE. Jeszcze nie wiem, jak tam było, ale wiem, że hardcore, bo znów strajk na lotnisku w Monachium i cudem zdobył bilety na pociąg, żeby wrócić. Pociąg był spóźniony i też ledwo zdążył na przesiadkę w Berlinie... Strasznie tam...

      Usuń