uciekł gdzieś, niespodziewanie, Kochany Pamiętniczku.
Ale przedtem w niedzielę przez moje mieszkanko przeszło tornado. Wywlokłam wszelkie kartony, kartoniki, skoroszyty, pudełka i inne takie tam, poupychane po katach od czasu remontu, a zawierające cenny papierek.
Przed remontem z zamkniętymi oczyma znalazłabym ten papierek. Leżał w charakterystycznej foliówce, w środku było pudełko po śliwkach w czekoladzie, a w pudełku książeczki mieszkaniowe i inne mieszkaniowe cuda wianki.
Gdzie jest to cholerne pudełko po remoncie?
I czy nie przeniosłam papierów w inne miejsce?
Wprawdzie miałam dużo czasu na znalezienie bezcennego papierka, ale pamiętając, że przydziału na mieszkanie szukałam 10 lat...
Wpadłam w czarną rozpacz w czerwoną kratkę...
Śniadanie zjadłam, ale...
Rzuciłam się w wir pracy :P
To zawartość tej jednej szafki, A mam ich kilka. Pełnych papierów.
Niszczarka się zepsuła, a nie wyrzucę nawet starych i nieaktualnych papierów, zawierających PESEL i inne tam bajki.
I nagle, gdy już umierałam, oblana zimnym potem...
Jest...
Jest...
Pudełeczko.
Ale co jest w środku?
Papiery tak kruche, że w rękach się rozsypią po dotknięciu (taki urok papierów z tamtych lat, dodawali tam czegoś za dużo, już nie pamiętam czego).
A w tej niebieskiej, spłowiałej kopercie. Jest.
Skrypt dłużny, bohater tej bajki.
Nie mogłam wiadomości do Inżyniera wysłać, tak mi się ręce trzęsły.
Na najgorszym kacu tak mi nie latały.
Mam nadzieję, że to już koniec mojego szarpania się w życiu z papierami. Jeszcze tylko niszczarkę kupię i biorę się za generalne wyrzucanie papierów. Ale już wiem, że nie kupię niszczarki za grosze, tnącej na paski.
A reszta to już nie moje zmartwienie.
Chociaż bez bicia przyznaję, że jestem Starą, nie, nie Jędzą. Wariatką.
Ale... Jak mam wyrzucić do śmieci kartkę od nieżyjącej już Cioci, która była dla moich dzieci jak babcia, której tak naprawdę nie mieli? Jak babcia, dla której byli: wyczekani, chciani a nie dopustem bożym? I słała im życzenia na każde urodziny i imieniny. Na piśmie.
Nie wiem, może dla nich to bez znaczenia, ale dla mnie nie.
Jak i zagraniczne kartki, które przeżywaliśmy (tzn. ja z bratem), jak mrówka okres, bo w siermiężnej rzeczywistości naszego dzieciństwa to był powiew dalekiego, kolorowego świata. W którym na parę pończoch pracowało się 10 minut, nie cały dzień...
Kolory tamtych kartek do dziś są żywe i soczyste...
Wiem, jestem Głupią, Starą Wariatką, ale lubię siebie :)
I swój bałagan też.
A potem nie chciało mi się nic do tego stopnia, że nie skorzystałam nawet z sugestii Inżyniera, że należy mi się wieczorem piwo, jak psu zupa i... nie poszłam po piwo, bo tylko się wykąpałam z kurzu popapierowego i do sklepu nie poszłam, no bo w piżamie, jak to tak? :)
A w poniedziałek rano Zmorka u mnie zlądowała.
Miałam czekać koło kościołka na Piotrowie, ale Skubana wcześniej dojechała, zaliczyła kibelek i kawę na polibudzie i siedziała na przystanku na ławeczce grzecznie i animrumrała.
A ja utknęłam, bo bimba się spsuła.
I ramy wycieczki uległy zmianie. Z tego powodu zdjątków nie ma, bo aparat został w domu na stole, z opcją planów: jedziemy do mnie, śniadanie, siku i w plener. Niestety, nie pojechałyśmy do mnie :P
Więc poczłapałyśmy do Latarnika, potem do bosonogiej panienki, po zdjęcia proszę pukać do Zmorki :P
Zaciągnęłam ją do Starego Młynka na kawę...
... sama racząc się herbatą i naprawdę tak zajefajnej herbaty nie piłam od lat :)
Potem wylądowałyśmy w Brovarii, choć Zmorką targały wątpliwości, że jak to, alkohol przed 12?
Ale kto bogatemu zabroni? Więc piłyśmy zdrowie nasze, wasze i wszystkich pięknych panów, bo za brzydkimi się już nie musimy oglądać :P
A potem szukałyśmy miejsca na obiad, bo my luksusowe kobiety jesteśmy i byle gdzie nie jemy. niestety, meksykańska knajpa po raz drugi odprawiła nas z kwitkiem, bo nie te godziny. Przy Starym Rynku żadna knajpa nie była gościnna, z jednej kelner nawet nosa nie wysunął, tosmy poszły do nowej naleśnikarni Gramofon, chociaż w planach była pierwotnie pierogarnia.
Jeden taki naleśnik spokojnie starcza za obiad.
A potem pojechałyśmy do mnie, powąchać ten oliwnik, ale Zmorka twierdziła, że nic nie czuje i nic jej nie pachnie.
Za karę będzie musiała przyjechać do mnie wkrótce. Jesteśmy umówione :>
Szalona kobieta, BlablaCarem jeździ.
Umówiła się koło stadionu, a ja ze zdziwieniem odkryłam, że tam lokomotywa stoi :P
Fotki Zmorki na lokomotywie posiada li i jedynie Zmorka.
I aczkolwiek nie rozwiązałyśmy żadnego światowego problemu, to był cudowny dzień.
Przynajmniej dla mnie :)
Dziękuję, że jesteś.
poniedziałek, 21 maja 2018
sobota, 19 maja 2018
Nowina
goni nowinę, Kochany Pamiętniczku, że ojapierdolę.
Znów zaniedbałam telefonik, co ja paczę?
Jest SMS od Szwagierki, że Szwagier jej przywiózł książeczkę mieszkaniową Eksa i że dostarczy mi ja, jak wyzdrowieje, bo srogo chorzała.
Szok w rodzinie.
Zatkało kakao :)
Wczoraj rozwaliłam sobie krzyż albo nereczki, bo coś mnie boli, ale też odstawiłam akcję szatańską.
Jako że nierasowy chomik ze mnie i gromadzę wszystko, moja loggia powoli zarastała i to nie tylko badylami...
A to koszyczek, a to wiadereczko, słoik, doniczka...
Tfuj.
Wczoraj wywaliłam, nie, jeszcze nie wszystko, bo zabiłabym się, ale sporo śmietnika zapchałam.
No i teraz boli, ale dziś dzielnie po Manhattanie polazłam w długą, bo trza być kwardym, a nie miętkim.
I tak do wujka Mietka wleciałam, tradycyjnie zapalając dla wszystkich jeden ogarek, niech się sprawiedliwie dzielą, a co, przecież pensji mi nie starczy, jak będę każdemu osobną świeczuszkę stawiała, a i miejsca pod pomnikiem zabraknie.
Nazbierało mi się tych Umarlaków...
No a dalej poszłam w stronę słońca
Przy fontannie przy Operze aniołek siedział...
Na tym murku ktoś maluje mądre napisy, muszę częściej tu wpadać :D
Tu wciąż czuje się jak w obcej wiosce :P
Dziewczyna narzekała, że gorąco, ale w futrzanej czapie szła :D
A pod Kaponierą inwazja...
... chociaż temu czarnemu miecz się zaplątał i afera była :D
Potem już szli razem ze mną w stronę słońca...
I coraz więcej i więcej cudaków było...
... a pod murkiem znana w całej wiosce babka żebrząca. Ponoć całkiem niezłą brykę ma...
Dziewczyny były tak miłe i przystanęły na chwilę :)
Kulson pasował jak ulał do tej bajki, co nie? :)
Gość uzależniony od smartfona :)
Niektóre stroje dopracowane w szczegółach...
... a tych nie powstydziliby się w Hollywood...
I Gwiazdor też był, chłopak wlazł mi w kadr i fotka jest jaka jest :)
To był Lucyfer. Czarne skrzydła nióśl. A jak Lucyfer, to i Ruda musi być :D
Son of Anarchy. Kiedyś oglądałam, ale za dużo mordobicia było i przestałam. Zresztą żaden fajny harleyowiec się nigdy mną nie zainteresował.
A w poniedziałek Zmorka do mnie wleci. Będziemy wąchały :)
UPDATE
Własnie się doczytałam, że księżna Kate była trzeci raz w tej samej sukni na ślubie Harryego i Meghan.
Ja na ślubie obu synów byłam w tej samej kiecce i wyglądałam za każdym razem równie paskudnie.
A w międzyczasie byłam w tej kiecce na ślubie Kierownika Budowy.
I żadne media o tym nie pisały.
Skandal.
I do trumny mnie w niej włożą, jeśli się zmieszczę jeszcze :)
I o tym też nie napiszą :P
Znów zaniedbałam telefonik, co ja paczę?
Jest SMS od Szwagierki, że Szwagier jej przywiózł książeczkę mieszkaniową Eksa i że dostarczy mi ja, jak wyzdrowieje, bo srogo chorzała.
Szok w rodzinie.
Zatkało kakao :)
Wczoraj rozwaliłam sobie krzyż albo nereczki, bo coś mnie boli, ale też odstawiłam akcję szatańską.
Jako że nierasowy chomik ze mnie i gromadzę wszystko, moja loggia powoli zarastała i to nie tylko badylami...
A to koszyczek, a to wiadereczko, słoik, doniczka...
Tfuj.
Wczoraj wywaliłam, nie, jeszcze nie wszystko, bo zabiłabym się, ale sporo śmietnika zapchałam.
No i teraz boli, ale dziś dzielnie po Manhattanie polazłam w długą, bo trza być kwardym, a nie miętkim.
I tak do wujka Mietka wleciałam, tradycyjnie zapalając dla wszystkich jeden ogarek, niech się sprawiedliwie dzielą, a co, przecież pensji mi nie starczy, jak będę każdemu osobną świeczuszkę stawiała, a i miejsca pod pomnikiem zabraknie.
Nazbierało mi się tych Umarlaków...
No a dalej poszłam w stronę słońca
Przy fontannie przy Operze aniołek siedział...
Na tym murku ktoś maluje mądre napisy, muszę częściej tu wpadać :D
Tu wciąż czuje się jak w obcej wiosce :P
Dziewczyna narzekała, że gorąco, ale w futrzanej czapie szła :D
A pod Kaponierą inwazja...
... chociaż temu czarnemu miecz się zaplątał i afera była :D
Potem już szli razem ze mną w stronę słońca...
I coraz więcej i więcej cudaków było...
... a pod murkiem znana w całej wiosce babka żebrząca. Ponoć całkiem niezłą brykę ma...
Dziewczyny były tak miłe i przystanęły na chwilę :)
Kulson pasował jak ulał do tej bajki, co nie? :)
Gość uzależniony od smartfona :)
Niektóre stroje dopracowane w szczegółach...
... a tych nie powstydziliby się w Hollywood...
I Gwiazdor też był, chłopak wlazł mi w kadr i fotka jest jaka jest :)
To był Lucyfer. Czarne skrzydła nióśl. A jak Lucyfer, to i Ruda musi być :D
Son of Anarchy. Kiedyś oglądałam, ale za dużo mordobicia było i przestałam. Zresztą żaden fajny harleyowiec się nigdy mną nie zainteresował.
A w poniedziałek Zmorka do mnie wleci. Będziemy wąchały :)
UPDATE
Własnie się doczytałam, że księżna Kate była trzeci raz w tej samej sukni na ślubie Harryego i Meghan.
Ja na ślubie obu synów byłam w tej samej kiecce i wyglądałam za każdym razem równie paskudnie.
A w międzyczasie byłam w tej kiecce na ślubie Kierownika Budowy.
I żadne media o tym nie pisały.
Skandal.
I do trumny mnie w niej włożą, jeśli się zmieszczę jeszcze :)
I o tym też nie napiszą :P
czwartek, 17 maja 2018
Jak co roku
Kochany Pamiętniczku...
ciemnych irysów dostałam pęk...
Wracając dziś z pracy widziałam po ogródkach tyle różnych moich ukochanych irysów, że ojapierdolę.
Może mi się uda i obfocę, ale nie gwarantuję.
Bo życie pędzi galopem i nie zwalnia.
Tyle mam do napisania, a padam na mordę.
Tak wyszło...
Pracowałam w pocie czoła i prawie że umarnęłam, ale miałam
takie zapasy i to mnie ratowało.
Z tą trawką, of course (żart, w życiu nie próbowałam i nie ma opcji).
Szósty numer za mną.
Zobaczymy, co będzie dalej, będzie, co ma być.
Jutro muszę do spółdzielni, bo mam iść do notariusza,
Problem w tym, że poza datą nie znam innych namiarów, w tym i adresu notariusza.
To sobie emilka popisali, co nie?
A emilek wylądował w spamie, dobrze, że spam monitoruję.
Truskawki u mnie po 9 zł, a dobre, że ojapierdolę.
Na diecie truskawkowo-pomidorowo-ogórkowo-rzodkiewkowej powinnam być jak szparag, a nie jestem.
Wola boska i skrzypce.
Ważne, żem zdrowa :P
W szparze unijnej znalazłam dziś
ale nawet Synowa tym pogardziła, bo mówi, że jak wrzucają w szparę, to musi być nic nie warte.
No nic, może się znajdzie amator, a jak nie, zostawię na stare lata. Dla siebie, of course. Ponoć całkiem nieźle smakuje :D
Podsumowując:
Jestem lepsza, mam T-shirta
I odpowiadam :P Ulubiony T-shirt mojego naczalstwa :P
ciemnych irysów dostałam pęk...
Wracając dziś z pracy widziałam po ogródkach tyle różnych moich ukochanych irysów, że ojapierdolę.
Może mi się uda i obfocę, ale nie gwarantuję.
Bo życie pędzi galopem i nie zwalnia.
Tyle mam do napisania, a padam na mordę.
Tak wyszło...
Pracowałam w pocie czoła i prawie że umarnęłam, ale miałam
takie zapasy i to mnie ratowało.
Z tą trawką, of course (żart, w życiu nie próbowałam i nie ma opcji).
Szósty numer za mną.
Zobaczymy, co będzie dalej, będzie, co ma być.
Jutro muszę do spółdzielni, bo mam iść do notariusza,
Problem w tym, że poza datą nie znam innych namiarów, w tym i adresu notariusza.
To sobie emilka popisali, co nie?
A emilek wylądował w spamie, dobrze, że spam monitoruję.
Truskawki u mnie po 9 zł, a dobre, że ojapierdolę.
Na diecie truskawkowo-pomidorowo-ogórkowo-rzodkiewkowej powinnam być jak szparag, a nie jestem.
Wola boska i skrzypce.
Ważne, żem zdrowa :P
W szparze unijnej znalazłam dziś
ale nawet Synowa tym pogardziła, bo mówi, że jak wrzucają w szparę, to musi być nic nie warte.
No nic, może się znajdzie amator, a jak nie, zostawię na stare lata. Dla siebie, of course. Ponoć całkiem nieźle smakuje :D
Podsumowując:
Jestem lepsza, mam T-shirta
I odpowiadam :P Ulubiony T-shirt mojego naczalstwa :P
Subskrybuj:
Posty (Atom)




































