poniedziałek, 21 maja 2018

Poniedziałek

uciekł gdzieś, niespodziewanie, Kochany Pamiętniczku.
Ale przedtem w niedzielę przez moje mieszkanko przeszło tornado. Wywlokłam wszelkie kartony, kartoniki, skoroszyty, pudełka i inne takie tam, poupychane po katach od czasu remontu, a zawierające cenny papierek.
Przed remontem z zamkniętymi oczyma znalazłabym ten papierek. Leżał w charakterystycznej foliówce, w środku było pudełko po śliwkach w czekoladzie, a w pudełku książeczki mieszkaniowe i inne mieszkaniowe cuda wianki.
Gdzie jest to cholerne pudełko po remoncie?
I czy nie przeniosłam papierów w inne miejsce?
Wprawdzie miałam dużo czasu na znalezienie bezcennego papierka, ale pamiętając, że przydziału na mieszkanie szukałam 10 lat...
Wpadłam w czarną rozpacz w czerwoną kratkę...
Śniadanie zjadłam, ale...
Rzuciłam się w wir pracy :P


To zawartość tej jednej szafki, A mam ich kilka. Pełnych papierów.
Niszczarka się zepsuła, a nie wyrzucę nawet starych i nieaktualnych papierów, zawierających PESEL i inne tam bajki.
I nagle, gdy już umierałam, oblana zimnym potem...
Jest...
Jest...
Pudełeczko.
Ale co jest w środku?

Papiery tak kruche, że w rękach się rozsypią po dotknięciu (taki urok papierów z tamtych lat, dodawali tam czegoś za dużo, już nie pamiętam czego).
A w tej niebieskiej, spłowiałej kopercie. Jest.
Skrypt dłużny, bohater tej bajki.
Nie mogłam wiadomości do Inżyniera wysłać, tak mi się ręce trzęsły.
Na najgorszym kacu tak mi nie latały.
Mam nadzieję, że to już koniec mojego szarpania się w życiu z papierami. Jeszcze tylko niszczarkę kupię i biorę się za generalne wyrzucanie papierów. Ale już wiem, że nie kupię niszczarki za grosze, tnącej na paski.
A reszta to już nie moje zmartwienie.
Chociaż bez bicia przyznaję, że jestem Starą, nie, nie Jędzą. Wariatką.
Ale... Jak mam wyrzucić do śmieci kartkę od nieżyjącej już Cioci, która była dla moich dzieci jak babcia, której tak naprawdę nie mieli? Jak babcia, dla której byli: wyczekani, chciani a nie dopustem bożym? I słała im życzenia na każde urodziny i imieniny. Na piśmie.
Nie wiem, może dla nich to bez znaczenia, ale dla mnie nie.
Jak i zagraniczne kartki, które przeżywaliśmy (tzn. ja z bratem), jak mrówka okres, bo w siermiężnej rzeczywistości naszego dzieciństwa to był powiew dalekiego, kolorowego świata. W którym na parę pończoch pracowało się 10 minut, nie cały dzień...
Kolory tamtych kartek do dziś są żywe i soczyste...
Wiem, jestem Głupią, Starą Wariatką, ale lubię siebie :)
I swój bałagan też.
A potem nie chciało mi się nic do tego stopnia, że nie skorzystałam nawet z sugestii Inżyniera, że należy mi się wieczorem piwo, jak psu zupa i... nie poszłam po piwo, bo tylko się wykąpałam z kurzu popapierowego i do sklepu nie poszłam, no bo w piżamie, jak to tak? :)
A w poniedziałek rano Zmorka u mnie zlądowała.
Miałam czekać koło kościołka na Piotrowie, ale Skubana wcześniej dojechała, zaliczyła kibelek i kawę na polibudzie i siedziała na przystanku na ławeczce grzecznie i animrumrała.
A ja utknęłam, bo bimba się spsuła.
I ramy wycieczki uległy zmianie. Z tego powodu zdjątków nie ma, bo aparat został w domu na stole, z opcją planów: jedziemy do mnie, śniadanie, siku i w plener. Niestety, nie pojechałyśmy do mnie :P
Więc poczłapałyśmy do Latarnika, potem do bosonogiej panienki, po zdjęcia proszę pukać do Zmorki :P

 Zaciągnęłam ją do Starego Młynka na kawę...

 ... sama racząc się herbatą i naprawdę tak zajefajnej herbaty nie piłam od lat :)
 Potem wylądowałyśmy w Brovarii, choć Zmorką targały wątpliwości, że jak to, alkohol przed 12?
Ale kto bogatemu zabroni? Więc piłyśmy zdrowie nasze, wasze i wszystkich pięknych panów, bo za brzydkimi się już nie musimy oglądać :P
A potem szukałyśmy miejsca na obiad, bo my luksusowe kobiety jesteśmy i byle gdzie nie jemy. niestety, meksykańska knajpa po raz drugi odprawiła nas z kwitkiem, bo nie te godziny. Przy Starym Rynku żadna knajpa nie była gościnna, z jednej kelner nawet nosa nie wysunął, tosmy poszły do nowej naleśnikarni Gramofon, chociaż w planach była pierwotnie pierogarnia.


 Jeden taki naleśnik spokojnie starcza za obiad.
A potem pojechałyśmy do mnie, powąchać ten oliwnik, ale Zmorka twierdziła, że nic nie czuje i nic jej nie pachnie.
Za karę będzie musiała przyjechać do mnie wkrótce. Jesteśmy umówione :>
Szalona kobieta, BlablaCarem jeździ.
Umówiła się koło stadionu, a ja ze zdziwieniem odkryłam, że tam lokomotywa stoi :P
Fotki Zmorki na lokomotywie posiada li i jedynie Zmorka. 

I aczkolwiek nie rozwiązałyśmy żadnego światowego problemu, to był cudowny dzień.
Przynajmniej dla mnie :)
Dziękuję, że jesteś.

8 komentarzy:

  1. Hehehe my po prostu czasem obie potrzebujemy swojego towarzystwa ....taka niezobowiązujaca miłość 😉😉 dzieki za fajny dzień...A knajpie meksykańskiej nie odpuścimy 😎😎

    Ps do reszty
    Nie spodziewajcie się u mnie fotek 😜

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zaraz tam niezobowiązująca. Jak niektórzy pamiętają, kiedyś jej obiecałam, że się z nią ożenię, ale ona jak na razie mówi NIE :)
      Tak, knajpę zdobędziemy, jak Krym i Zaporoże :P

      Usuń
  2. He he he , wczoraj był Dzień Odnawiania Znajomości to odnowiłyście kontakt z wirtualnego na rzeczywisty. Fajne są takie spotkania. Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Babciu Aniu, my się już realnie znamy od dawna. To jedna z moich pierwszych netowych znajomości przekuta na real.

      Usuń
  3. babciu Aniu serio ? bo wczoraj właśnie ktoś dawno nie czytany się do mnie odezwał :D a my ze Starą Jędzą już się widziałyśmy dobrych parę lat temu ...hmmm ciekawe kurde nie pamiętam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dat to ja też nie pamiętam, ale my się nawet we trójkę z Żabą szlajałyśmy :P

      Usuń
  4. Sylwia,nie bądź ZMORA, zapodawaj foty, bez gadania, raz,raz!
    Fajnie,że udało się Wam wreszcie uskutecznić spotkanie na szczycie!:)

    Ex-ruda to szukanie jest okropne,coraz więcej rzeczy szukamy, zamelinuje sie cos a potem nerwówka.Nie cierpię tego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taką ksywę ma i to PRAWDA. jest Zmorą :)
      Tak, ja mam tak od zawsze z szukaniem.
      Dziś był replay :P Na szczęście już po :)

      Usuń