środa, 30 maja 2018

Ja pierniczę

Kochany Pamiętniczku :)
Pojechałam na Ławicę, z duszą na ramieniu, jak zawsze, że się spóźnię, ale luz i hasta manana, opóźnienie mieli.
Pół godziny, mniej więcej tradycyjnie, chyba w UK znów śniegu napadało, ale dolecieli.
Tym razem mialam przyjemność czekać na nich z teściem Inżyniera i od razu zaczęło się niefortunnie, bośmy na strajk niepełnosprawnych wdepli.
Zapytał tylko: po co oni strajkują...
A mnie moja osobista krew zalała, bo ja, kurwa wiem, jak to jest być niepełnosprawnym.
I szlag, że tak pierdoli facet od lat opiekujący się niepełnosprawnymi babami.
Bohater pieprzony się znalazł.
Więc żeby nie psuć Inżynierowi stosunków rodzinnych, zagadałam, czy poleci do nich, jak zmienią lokum (nigdy u nich nie był, a Inżynierostwo są ze sobą, żebym nie skłamała, co najmniej 5 lat)... Gały wybałuszył i mówi: zmieniają? Nic o tym nie wiem.
Ojapierdolę (potem rozmawiając z Inżynierem w taksówce dowiedziałam się, że mówili mu, widocznie nie słuchał. A to ponoć ja jestem głucha).
Na kawę miałam wlecieć, tom wleciala, bom za Alienkiem stęskniła się okrutnie. I jak to rasowy czekista z czekistą,  dogadaliśmy się w oka mgnieniu, nakarmić się dał bez animrumrania, wszystko zjadł, zabawką posługiwać się babcię nauczył i w ogóle luz i hasta manana. Tylko kundel szczeknął, jakby go złowrogie siły nasłały i Alienka zestresowanego musiałam oddać w ręce.
Potem do chatki mej wróciłam i...
Zaproponowali wycieczkę do ZOO w ramach prezentu urodzinowego dla Inżynierowej.
Doceniłam, że chce z teściową iść.
Doceniłam tak bardzo, że składając życzenia nawet jej nie przytuliłam, na co miałam ogromną ochotę, ale wiem, że ona tego nie toleruje, więc wyglądam jak teściowa żmija i...
Rewiduję plucie z moich urodzin.
Nie przytula, bo nie lubi.
Aczkolwiek skoro wie, że ja lubię...
Ale nie bądźmy drobiazgowi, ważne, że Alienkowi na mój widok papa się banani i żeby nie to, że swoje waży, byśmy się miziali bez ustanku. Namawiał mnie nie tylko do miziania, ale i do całowania, ale hmmm... Moja gęba jest stara i pełna bakterii, więc odwróciłam uwagę smarkacza od nadmiaru pieszczot. Nigdy nie całowałam dzieci, nawet swoich w usta. Moje, tresowane, podchodziły i dawały albo czółko, albo łebka.
Alienka kiedyś wytresuję, a co?
I tak zaliczyliśmy jazdę Maltanką, szarańcza też jechała i załapaliśmy się na dodatkowy kurs dla niej, bo był wolny wagonik.
Z naszej czwórki szalała Synowa, a i Inżynier był rozanielony. Alienek, jak i babcia, miał do imprezy stosunek ambiwalentny, moja krew :D
Zastanawia mnie, jak Synowa, miłośniczka sierściuchów i niesierściuchów do kwadratu pi er dwa może chodzić do ZOO.
Dla mnie widok zwierząt za kratami, zwłaszcza ptaków, jest porażający,
Pomijająs smród, którego nawet na hektarach ZOO nie da się uniknąć.
Ale milczałam, bo to jej bajka, nie moja.
W jakiś sposób zepsułam tę imprezę, bo powiedziałam, że w barze w ZOO nie będę jadła, śmierdziało starym olejem od frytek tak, że ojapierdolę. |Wytrzymałabym bez jedzenia, ale... Zmienili plany i pojechaliśmy do Malty. Miał być obiad w knajpie z majątku, gdzie brali ślub, ale jakąś awarię mieli i wylądowaliśmy w Pizza Hut.
Pizza wszystkim smakowała, a biedny Alienek po przebudzeniu dostał pieczywo czosnkowe. Żal było mi dziecka, ale cóż miałam rzec? Jadł, smakowało  mu, ale czy to jest obiad dla dziecka? Domagał się przy tym tego, co my mieliśmy na talerzach. Ja bym dała, ma już w końcu 15 miesięcy. Ale to nie moja działka. Miał cztery grzanki, dwie napoczął,zażądał trzeciej. Śmiali się, że nadgryza wszystko, by nikt już tego nie ruszył. Schowałam koszyczek z ostatnią grzanką, w końcu Inżynier stwierdził, że ją zje, bo Mały już gromadził jedzenie w podgardlniku. Na widok grzanki żartej przez ojca podniósł taki lament, że ojapierdolę :)
Jest: zabawny, kochany, przylepka.
Mówię, że z Papryczkiem nigdy nie miałam takiego kontaktu, ale niedowierzają.
Ale... Mam taką samą chemię, jak z Małą Wiedźmą. Papryk, jak kot, chodzi własnymi drogami.
Bywa.
Wróciłam do chatki padnięta, bo w ZOO byliśmy kilka godzin, a ja pchałam wózek i to pod górkę.
Po 20 padłam.
W tym czasie przyszedł SMS od szwagierki, że szwagier się z papierami do mnie wybiera. Telefon ładował się w dużym pokoju, nie mam nigdy dzwonka, bo i tak go nie słyszę bez aparatów.
Chyba był, bo miałam nieodebrane połączenia na telefonie. Jakoś nie dociera do niego, że nie dzwonić :D
Ale to zauważyłam rano, piszę więc Inżynierowi. A ten pyta: pogięło?
A serio, na dzwonek tuż o 22 nie otworzyłabym drzwi.
Zadzwonił dziś do szwagra i choć tego nie planował (Inżynier, nie szwagier) będzie jutro przy rozmowie.
Uff, bo czuję się, jakby mnie oplatała pajęczyna, coraz gęstsza.
Być może szwagier się zmienił, ale...
Po tylu latach nie ufam ani na grosz nikomu z ich rodziny,
Wybaczyłam, ale jak mówi francuskie przysłowie: tout comprendre c’est tout pardonner. Mais: tout pardonner ñ'est ç'est pas tout oublier. 
Pamięć mam jeszcze dobrą.

Zobaczymy, co przyniesie jutro. Cieszę się, że nie będę sama.
A Alienka dorwę znów dopiero w niedzielę.
Trudno.

C'est la vie :)  Wiem, że się mnie nie boi i to mnie wzrusza :) 
A teraz fotorelacja :)  Było gorąco jak w piekle i większość zwierząt zniknęła...






 Grzybienie :D


 Bocian! Na wolności. Alarm! Coś się święci. Ilekroć widzę bociana na żywo, rodzina mi się powiększa...
 Jak można dokarmiać trzmiele i im szkodzić? Synowa twierdzi, że można je zabić, rzucając owoce... Maybe...
Łapka misia.Misia nie było.
 Surykatki karmił taki man, że ojapierdolę...
 Starych jędz tam nie wpuszczali. O młodych nie było nic napisane, może te 30 lat temu bym spróbowała wleźć, no ale Alienek w wózku, wiecie, rozumiecie :D
 W punkt, ale i tak mnie śmieszyło :P


 Tego wilka ja znalazłam. Dosłownie kilka kroków przede mną szli rodzice Alienka (ja za nimi z mozołem pchałam wózek) i Synowa rzecze do Inżyniera: widzisz tu jakiegoś wilka? Nie widzieli, a ja tak i ich zawołałam. Jednak jak na ślepego kreta mam dobry wzrok :P


Najpiękniejszy punkt ZOO, oprócz tych grzybieni :P

10 komentarzy:

  1. Byłabyś idealną teściową dla mnie! Moja do dziś uważa, że jestem niezrównoważona psychicznie, bo zrobiłam awanturę, jak oblizała smoczek Klary (wtedy kilkudniowej). Całowanie, obślinianie było też dla niej normalne! Na samą myśl mi niedobrze! Na szczęście Klara nigdy nie lubiła całowania i tak jej zostało!
    Siostra teściowej i tak chyba wygrywa zawody, bo swoim wnukom przeżuwała jedzenie!!!!

    OdpowiedzUsuń
  2. Miło mi :) Chociaż jedna, co chce mnie na teściową :D Nie ukrywam, że namiętnie obgryzam Alienka i inne wnuki do kosteczek, ale... W piętkach, w łapkach, gdzie same nie sięgną swoimi zębalkami :) Dupka jest idealnym miejscem. Nie lubię konkurencji, proste. A tak na serio - higiena się kłania. I nie potrzebuję do tego forów i netu. Nie przeżuwałabym,
    za leniwa jestem. Mam mikser i blender oraz widelec :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehhehe,ja smoczki wyparzałam, łącznie z termometrem, który stosując się do zasad fizyki po prostu pękł (przy Pierworodnym). Taka byłam słaba z przedmiotów ścisłych i tak zwariowana, że bakterie były moim osobistym wrogiem. Do dziś mam w szafie buteleczkę spirytusu, którą dała mi teściowa po tym wyczynie, z zaleceniem, żeby niektóre rzeczy w spirytusie dezynfekować :D

      Usuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  4. Jedzo, serio 15-miesieczne dziecko nie je tego co dorosli? to czym oni go karmia?
    Moj Junior mial 8 moze 9 miesiecy jak wpierniczal kapuste z grochem bo chcial i nic mu nie bylo, ale od 5tego miesiaca zycia dawalam w malych ilosciach wszystko co my jedlismy. Podobnie nasze wnuki. Pamietam jak mnie ktos obsobaczyl bo napisalam na blogu, ze Aviva, ktora jeszcze nie miala roku upominala sie o musztarde do miesa i dostala. A dla mnie to bylo normalne, dziecko ma sprobowac wszystkiego jak nie lubi to wiecej nie bedzie chcialo, no ale jak ma sie przyzwyczaic do normalnego jedzenia do roznych smakow skoro ich nie zna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Serio, serio.
      A ja, jako teściowa nie mam nic do gadania.
      Bo chcę być z Alienkiem.
      Bo taki los teściowej.
      Bo stara jestem i się nie znam.
      Bo ona wie lepiej, co jest dobre dla jej dziecka.
      A na serio: nie lubi gotować i nie umie, to najłatwiej stwierdzić, że mały woli z tubki. I po problemie.

      Usuń
  5. W kwestii żywienia dzieci jestem tego samego zdania co Wy :) Dla mnie powiedzmy od roku życia nie było problemu gotowania osobno dla dzieci. Jadly wszystko i smakowalo.
    Mój wnuk ma prawie 3 latka i wciąż dostaje jedzenie bez smaku - jakieś kasze bądź ryż z mrożonymi warzywami (tak tak, nawet latem!), oczywiście zupełnie bez soli, tylko mięsa z jakimiś ziołami. Jak robię dla niego jakieś pieczone wędliny do chleba to też muszę bez soli...
    Teraz te młode mamy uważają internet za najwyższy autorytet i trudno z tym polemizować. Ja nawet nie próbuję :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się z Tobą w stu procentach. Dzisiejszy dzień to potwierdził u mnie, że na moim, nieorganicznym, nieekologicznym wikcie dziecko by źle nie miało. No ale to trzeba kupić i gotować. Całą notkę popełniłam :P I tak przechodzę nad tym do porządku, tylko dziecka żal. Dobrze, że chociaż dobrze wygląda, może jednak to żarcie jest jakoś zbilansowane. Ale... Wzdech...

      Usuń
  6. Jeśli już, to wybrałabym jedzenie z ograniczoną ilością cukru niż soli.Wszystko z umiarem, a gotowce są paskudne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ponoć dlatego Alienek nie może nawet sporadycznie jeść wszystkiego, bo zero cukru i zero soli. Ale dostaje gotowce z ciekawym składem, trudno. Organiczne, a jakże. Ktoś, kto pracuje w branży rzekł mi kiedyś, że etykieta dużo zniesie :P

      Usuń