jest dla bogaczy, Kochany Pamiętniczku, dla niebogaczy są prognozy złe...
Dla mnie jest pogoda.
Jadąc z urzędu skarbowego gapiłam się przez okno autobusu i cieszyłam każdym listkiem, każdym pieprzonym kwiatkiem, każdym jebanym motylkiem za oknem. Mniszkiem, który już prawie nie kwitnie. W tym roku w maju już prawie pękają kwiaty lipy (sic!). Życie pędzi coraz prędzej.
Jestem bogata, bo od lat zamartwiam się, gdy opadają liście, czy dożyję kolejnego zielonego listka i... jakoś dożywam.
Dziękuję ci za to, życie...
W całym domu pachnie kiszonymi szparagami (ukiszone wczoraj zeżarłam dziś w mgnieniu oka, zamiast obiadu, ale kto bogatemu zabroni?) i młodą kiszoną kapustką, z marchewką i papryką, of course...
Martwi mnie tylko jedno, że w tym jest sól, aczkolwiek dozuję ją rozsądnie i oszczędnie, w ogóle jej nie czuć, no ale sól :)
I oliwnikiem zza okna, którego Zmorka nie czuła... Nic na to nie poradzę...
I jest jasno, jaśniutko.
Bo okna umyłam.
Ja, chujowa pani domu, od wielu dni żyjąca przy spuszczonych non stop roletach, bo brud aż z nich kipiał.
A teraz jasno, czysto, aczkolwiek ledwo dupą ruszam, ale oj tam, oj tam :)
A na wsi
czapeczkę temu dzikiemu sublokatorowi założyli na lato. Pinkową, psiakrew :)
I pomidorciów coraz więcej jest...
A będą w tym roku nawet takie, które są z wierzchu zielone, a w środku czerwone :)
I kalafiory różnokolorowe mają być.
I jak tu nie być szczęśliwą i się nie cieszyć?
Każdym dniem, kiedy mogę stukilowe cielsko z łóżka zwlec i dalej żyć?
Ale chwile grozy przeżyłam, zabierając się za mycie okien. Ściągaczkę diabeł ogonem nakrył. I nawet mimo założenia bryli nie mogłam jej znaleźć. Miski, bite bez litości twierdziły, że one w tym pazurów nie maczały. Grzebałam w szafce, w której POWINNA być, dziesięć razy. Ale jej nie było. Snułam już hipotezy, że wypierdoliłam ją ze śmieciami, mrucząc do siebie, że to już ten Austriak, co mi klucze chowa, że takie tam...
Za jedenastym razem znalazła się i ULGA, bo ta biedronkowa na teleskopie jest do dupy.
Dokładnie do dupy...
I tak powoli bratki odchodzą w siną dal, u mnie nigdy dłużej nie wytrzymają, jak do czerwca, komarzyce się rozrastają, okna błyszczą czystością, radio Pogoda gra, warzywka zamknięte.
Prezes, kurwa jebana jego mać. ponoć po operacji kolanka dochodzi do siebie i wraca na arenę...
Ale i tak życie jest piękne :P
Kochana przepis na kiszone szparagi, proszę... bardzo proszę!
OdpowiedzUsuńObrane szparagi wsadzasz w to, w co wsadzasz małosolne. Z tym, że ja wszystko zalewam wrzątkiem ze solą i jak tylko przestygnie, żrę. I nie kiszę w słoikach, ale w kamionkowym garnku. Jeżu kolczasty, żeby nie ta moja dna, żarłabym dniem i nocą. Lepsze od gotowanych. Chrupią w zębach i... Są lepsze od seksu :D
OdpowiedzUsuńZachęciłaś, nie powiem.
UsuńTo skorzystaj :)
Usuńale wkładasz normalnie chrzan i koper ? dokładniej pisz , jutro mam okazję kupić świeżutkie szparagi
OdpowiedzUsuńtak, wszystko dodaję to, co do małosolnych. O ile o czymś nie zapomnę :P Ale i tak są chrupiące i znikają błyskawicznie :) Smacznego, udanego kiszenia :)
OdpowiedzUsuńKtóre się kisi - zielone czy białe?
OdpowiedzUsuńWszystkie. Zielonych nie kisiłam, bo aż tak ich nie lubię, korzystam z sezonu na białe, które uwielbiam. Z Zielonych ponoć tylko główki kiszone są smaczne. Może na próbę zrobię. Kisiłam rzodkiewki - wnuczka się nimi zażerała. Kalafior jednak nikomu nie podchodzi kiszony. Kisić można wszystko, ale ja np. nie przepadam za kiszonymi buraczkami, wolę je gotowane. Lubię małosolne, paprykę, kapustę, rzodkiewki i szparagi :)
UsuńDzięki wielkie! Jak tylko dostanę odpowiednio świeże, natychmiast robię. U mnie, niestety,trudno o świeże, a podstarzałe też wsuwam, tyle, że gotowane.
OdpowiedzUsuń