świata blisko chyba, Kochany Pamiętniczku.
Synowa nr 1 postanowiła o mnie zadbać.
Padłam.
Ale powstałam.
Fotki mi podsyła. Mała Wiedźma pojechała do Gulliver's Land ze znajomymi (tu foch w stronę Barana, bo nawet mi nie powiedział, że w okolicach coś takiego jest i mnie nie zabrał! Foch jak chuj i nie ma zmiłuj).
Pitu-pitu, gadu-gadu, zdjątka przeglądam i wypytuję...
I co się okazuje?
Mała Wiedźma ma przyjaciela. I jaka to piękna przyjaźń...
No proszę, czyż nie urocze?
Lata lecą, a oni wciąż się dobrze bawią...
Pojechali razem do tego landu, bo on o to prosił. Bo Mała Wiedźma jest jedyną osobą, w towarzystwie której czuje się sobą.
Chłopiec jest niepełnosprawny, a MW od zawsze jest za nim.
I rozmawiała ze swoim ojcem, a moim Pierworodnym, ten tłumaczy jej, co to jest rasizm, a ona, że nie rozumie, bo jak tak można być rasistą.
Łezka mi się w oku zakręciła i dumna jestem, jak paw.
Jednak moje życie nie poszło na marne.
Przy wielu błędach, które popełniałam, udało mi się dzieci wychować na dobrych ludzi, a i one swoje dzieci też tak wychowują.
I cokolwiek mam do moich synowych, jednak chapeau bas i oddaję im należne uznanie: nie są nietolerancyjne. Wiem, co mówię, a i niektórzy to potwierdzą.
Tak że o Alienka też się nie boję, bo na pewno nie wyrośnie na white power.
A zaczęło się od mojej mamy, która uczyła mnie szacunku dla wszystkich.
Dla wsiowego przygłupa, któremu grzecznie zawsze mówiłam dzień dobry, a nie wołałam za nim głupi Edzio...
Long story.
Tolerancji z domu nie wyniósł Eks, który co prawda serce miał dobre, ale przesiąknięty był ideologią teściowej, że Żydzi, że "un taki niewykształcony", że "una jest ze Swarzyndza", że "jesteś złośliwa jak każda kaleka" - to z miłością o mnie :)
Ale udało mi się chłopców przed tym uchronić.
I dlatego mają dobrze w życiu, aczkolwiek mają pod górkę i pod wiatr, zaś jedyne, co ich kocha to robota :P
U nas to rodzinne i mówię to z dumą.
Kocham Małą Wiedźmę i jestem z niej dumna.
Jak cholera :)
A najlepszy cyrk jest z moim słuchem: muszą poczekać aż mi włosy wyschną, żebym mogła założyć aparaty. Od małego nauczone, że do mnie mówić rano wprost i pokazywać buźkę. Albo ciągnąć za kieckę. I... jakoś im to nie przeszkadza.
A ja lata całe żyłam zakompleksiona.
I po cholerę? :)
Piekne to, ze tak od malego dzieci sa wyczulone jak postepowac z babcia z rana. To niby takie nic a tak wielkie ma znaczenie. Przyjazn MW z mlodym tez piekna, wzruszajaca i niech trwa.
OdpowiedzUsuńDobra tresura nie jest zła :D Tak, niech trwa. Chłopiec jest naprawdę pokrzywdzony przez życie, a sama wiem, jak to jest mieć kogoś...
Usuńale że koniec to się wystraszyłam, że się żegnasz!!!
OdpowiedzUsuńI gratuluję!;D
Nie rób scen, proszę :) Jestem uzależniona i nie zawsze AA pomaga :) Dziękuję :D
UsuńSuper:) A przyjaźń MW i chłopca piękna.
OdpowiedzUsuńTak, tym bardziej, że to już tyle lat, a w tym wieku ludzie raczej nie są wierni sobie...
UsuńAle piękne i budujące.
OdpowiedzUsuńZe smrodkiem dydaktycznym :)
Usuń