sobie, Kochany Pamiętniczku, z Inżynierem piłeczkę odbijamy...
Bo przez to, że wigilia ma być u jego teścia, to jest kupa luda i wyszło jak wyszlo, jak dla mnie głupio, albowiem to oprócz mojej synowej i mamy Małego T., a siostry synowej są pisiory do kwadratu. Więc wzdech, nie rozmawiamy, a jakże, co mnie wkurwia, bo miło siąść i popyskować, że jebać PiS i Konfederację, nawet przy wigilijnym stole, kiedy wszyscy raźno jebią.
Z tego powodu wywaliłam ze znajomych na FB (takie czasy) brata mojej synowej, który jest pisowo świętojebliwy do upierdolenia. Gdyby znał mój życiorys i moje życiowe dokonania, w życiu by się do mnie nie zbliżył. Ale on i z własnymi siostrami ma stosunki bardziej niż luźne, no ale co mówić o gościu, który na urodzinach Alienka siedzi w telefonie i ma w dupie resztę.
To w ogóle jest nieco dziwna rodzina. No dobra, bardzo dziwna. Bo teść Inżyniera z zaparciem opiekuje się swoją teściową, po swojemu, ale od lat jej pampersy zmienia, podczas gdy rodzone dzieci babci, która całe pokolenia młodych wyniańczyła są tak popierdolone, że głowa mała. Ale żadne z nich nie weźmie matki do siebie, bo nie.
Więc jestem rozdarta - pełna podziwu dla niego, jako do człowieka, a zajebałabym za jego poglądy.
Ale szanuję go - nie wiem, jak postąpiłabym na jego miejscu - nigdy nie opiekowałam się nikim, moi bliscy odchodzili młodo i nagle, teściowa to inna bajka.
A ta piłeczka to dlatego, że wszystkie media trąbią, że będzie armageddon, że zasypie nas i zawieje, i zamiecie, i w ogóle.
A z tego powodu, że mam tam jechać nazbierało się prezentów (i znów cała historia, bo teoretycznie nie ma prezentów dla dorosłych, ale teoria teorią, a praktyka swoje). Więc u mnie bagaż wygląda tak
a same piwska dla Inżyniera ważą tonę i do wózeczka się nie zmieściły, gaci i skarpetek mu nie kupię, bo nawet rozmiaru już nie znam, dla jego teścia mam 1,5-litrową butelkę Grolschsa... A reszta to pierdoły, bo co mam kupić ludziom, których teoretycznie nie znam, a i Inżynier jest w tym temacie jak tabaka w rogu?
Gdybym jechała do I. na wigilię jak w zeszłym roku, to luz, bo prezenty dla Łobuzów są na miejscu, a synowa szczęśliwa, że zleciłam jej pakowanie, bo ona uwielbia, a ja nienawidzę :)
A i jeszcze pierogi ruskie, zaraz kartkę położę, bo jak znam życie, zapomnę :)
Nie wiem, czy to nie są ostatnie święta na bogato, powłączałam wszystkie lampki, dom wygląda jak w amerykańskim serialu, ale w sumie - może jutro będzie potop?
Zakupy dokończyłam na spokojnie, wypłaciłam kasę na taksówkę w razie W, bo za płatność kartą przepada 20% zniżki za wzywanie SMS - nie uznaję Ubera, bo nie i już...
Spacerek zaliczony, korytarz, a jakże, posprzątany, mieszkanie też.
Baran mnie wyśmiewał, że szczepienie zmienia ludzi, bo okien nie umyłam. No nie umyłam, w sumie kto bogatemu zabroni? Tęsknię za UK, ale jest jak jest i dobrze, że nie jest gorzej ;)
Młodzi się testowali, żeby dziadostwa nie wykończyć, ja się nie testowałam nigdy, a jak przeczytałam instrukcję obsługi testu, pomyślałam, że za głupia jestem na to. Staram się nie przeziębić i tyle.
Wczoraj cały dzień poświęciłam na dokończenie
Co z tego, że głupie? Ale dzięki temu nie ląduję na kozetce u psychoanalityka. I patrząc na Dynastię - ma sens.
Więc za prasowanie coroczne wzięłam się o 20, bo potrzebowałam małych gwiazdkowych serwetek, te duże obrusy się nie sprawdzają, więc
się napracowałam.
A dziś zima jakaś niezdecydowana, słoneczko też, przez moment już wiosennie świeciło, ale ponoć jutro sajgon?
Zobaczymy.
I życzenia, zerżnięte w fejsa, ale moje i osobiste, poza Norwidem, of course, bo wiadomo, część czytaczy niefejsowa, a mnie się natchnienie skończyło, więc
W
ogólnym szaleństwie gotowania, doprawiania, kupowania, szczepienia,
nieszczepienia, kwarantanny, izolacji, testów, maseczek, zachowywania i
niezachowywania dystansu społecznego, nakazów i zakazów, moim
Najbliższym, Przyjaciołom, Znajomym życzę, by spędzili święta mimo
wszystko z ludźmi bliskimi ich sercu. By nakaz zachowywania dystansu
społecznego nie oddalił nas od siebie tak, że nigdy nie znajdziemy
drogi powrotnej. Niech człowiek człowiekowi będzie człowiekiem, nie
zagrożeniem. By pusty talerz wciąż miał sens, a nie był tylko pustym,
nic nieznaczącym gestem.
A Słowo ciałem się stało i mieszkało między nami...
Zdrowia, bo ono najważniejsze w tych szalonych czasach.
Wesołych Świąt! Merry Christmas! Frohe Weihnachten! Feliz Navidad y Próspero aňo Nuevo! Veselé Vánoce! Tanti auguri di Buon Natale! Joyeux Noёl! Cчастливого Рождества!
I oczywiście
***** *** i Konfederację, nie ma innej opcji ![]()
Bo jak dziś doczytałam, że pojebany Pinokio będzie dopłacał do dekoderów dla TV (kurwa, jakie dekodery, na chuj one komu), ale ja nie dostanę tej stówy, z tego prostego powodu, że jebanej TV nie mam od 15 lat, a z moich podatków na to pójdzie, to jakkolwiek staram się być damą i nie ***** ***, to jak mam nie kalać ust korali przekleństwami?
Niech to już jebnie, z hukiem, czego wszystkim normalnym ludziom na te święta życzę, aczkolwiek sama będę w mieszanym towarzystwie, starając się być dobrym człowiekiem, co mi z trudem przychodzi...
A Słowo ciałem się stało i mieszkało między nami...
Tak nawiasem - wchodzę do łazienki i kolędy od rana śpiewam, zboczucha ze mnie na medal :)

















