potrafi, Kochany Pamiętniczku :)
Jako kobieta przezorna i zorganizowana, o dziwo, noc bez szaleństw przespałam, więc rano
spakowałam gacie, koszulę nocną, szlafroczek i inne tam do torby, żeby Inżynier nie miał kłopotu.
Inżynier wszedłszy zarechotał i mówi: jeżeli mamę to uspokoi, bierzemy torbę.
Ale nie wzięłam, bo jak coś to jeszcze ładowarka i inne zabawki, więc mówię: jak coś to sobie pojeździsz...
Jadąc (najpierw odwieźliśmy Pierworodnego, bo wleciał po naklejki dla MW), pięknych przekleństw słuchałam, albowiem dziecko me, niesłuchające matki, postanowiło słuchać GPS, a jakże, zaktualizowanego, który wywodził nas w pole, ale co ja tam wiem o objazdach, skoro nie mam samochodu...
Hahahaha...
Po drodze wpadłam na szatański pomysł, że po prostu tego wstrząsu nie zaznaczę i co? Jedziemy do szpitala, jak mnie trafi, to zabiorą na oddział i Inżynier powie prawdę wtedy.
Obsługa na Szwajcarskiej jak w przedwojennym Hiltonie, rozlazła mi się chińska maseczka, to pan pospieszył z pudełeczkiem autentycznych medycznych maseczek i prosił, by wziąć dwie :)
Żeby nie Inżynier miałabym jak w ruskim czołgu, bo pani z dyżurki rejestrującej nie rozumiałam, akurat bateria siadła, no ale wiadomo - wierny tłumacz u boku, poszło gładko.
Jako że wszystko było zaznaczone na opak, chwila i byłam na krzesełku, a uprzejma pielęgniarka maseczkę zdjęła, poinstruowała, nalegając by zaraz zażyć dwa apapy i koniecznie apapy... I oczy kwadratowe zrobiła, gdym rzekła, że w ogóle nie czuję ukłucia, bo ona się panicznie bólu boi.
Po naklejeniu plasterka
nie dali wprawdzie odznaki Dzielnego Pacjenta, ale dali certyfikat szczepienia, a na ajfonika momentalnie wleciał SMS, że następne szczepienie już tuż za rogiem, a że w sobotę, to I. po powrocie do domu mówi, że jedzie ze mną, bo tam dojazd jak do piekła jest.
Wysiedzieliśmy 10 minut i zarządziłam odwrót, bo mi się nudziło, a rozmowa w maseczce to o kant dupy potłuc.
I pojechaliśmy, chociaż mówiłam: skręć w lewo, a GPS kazał w prawo, no i... utknęliśmy w korku na remontowanym od wieków rondzie Rataje... Nie słuchała myszka mamy, nie miałam nic do jedzenia oprócz cukierków z imprezy z Francuzami, a kiszki nam marsza weselnego grały... Inżynierowi cukierek wleciał, nie miałam nic do popicia, dobrze, że staliśmy w korku, bo byłaby draka (zapisać w kajeciku: wozić picie i batoniki).
Odkorkowaliśmy i pojechaliśmy po jedzenie do Piccollo - i znów na prostej drodze GPS wywiózł nas w ślepą uliczkę. Ale co ja będę kierowcę uczyć, jak ma jeździć :)
W Rossmannie znów przemiła panienka doprowadziła mnie do półki z lekami, bo to duży sklep był i szukałabym apapu godzinami, zabraliśmy jedzonko i do domu.
Łobuzy aż na schodach na mnie czekały, tupiąc nogami z niecierpliwości i rzucając się na mnie zespołowo, a ja tchu nie mogłam złapać, I. pękał ze śmiechu, bo sama sobie takie żmije na memłonie wyhodowałam: co masz dla nas, co masz w torbie. No, miałam, miałam, bo jak tłumaczę dziecku, miło będą wspominać, że babcia zawsze o nich pamiętała, a na razie są na etapie, że zadowoli ich wszystko.
Posiedziałam i podwózka odsapnęła, jednak chciałam do domu, bo nerwy...
I tak jak rano scenariusze pisałam z torbą w tle, tak home sweet home...
Już świątecznie, a jednak nie do końca. I zaproszenie na Wigilię na D., i tak jak nie cierpię, tak cieszę się.
A przy okazji - odbieram już nie tylko 5G, ale i mam robocze wejście do portu dla 6G i jak mi się pierdoli, to I. mówi, że tak to jest jak się bierze wersję beta, niedopracowaną ;)
I lekturę sobie przywiozłam
Herbatka, Pogoda, książka, światełka i chce się żyć. Wprawdzie Pierworodny mnie "pocieszył", że poszczepienne szydło z worka może wyleźć później, ale... cieszę się.
Czasem trzeba skoczyć na główkę.
MW jest już po rezonansie, wyniki będą w poniedziałek. Była też na Szpitalnej w związku z podejrzeniem tła stresowego.Więc obadana od stóp do głów. I dobrze.






Gratulacje! W punkcie szczepien nie dopatrzyli, wiec dostajesz ode mnie odznake dzielnego pacjenta. Odpoczywaj, dbaj teraz o siebie, wszystko okaze sie jutro. Ale nie musi, wiec trzeba byc dobrej mysli.
OdpowiedzUsuńDzięki za odznakę, tego mi brakowało ;)
UsuńCieszę się z Tobą:)
OdpowiedzUsuń:) Jak miło :)
UsuńBrawo Ty, za całokształt:)
OdpowiedzUsuńSpuchłam z dumy :)
UsuńA Musierowicz zażyczyłam sobie na gwiazdkę! Teraz żałuję, że nie na imieniny:)
OdpowiedzUsuńJa sobie nie życzę nic, sama się dopieszczam :) Jak jakaś mądra głowa powiedziała - trzeba o siebie dbać ;)
UsuńHej ,jak się czujesz po.Ja tez w sobotę 3 dawka Pfizer ,trochę mnie osłabiło ,głową,ręką i lekka gorączka.Mam nadzieje ze u Ciebie lepiej.Pozdrawiam Marta uk
OdpowiedzUsuńTak, u mnie przeszło w sumie bezobjawowo. Mam nadzieję, że tak już zostanie ;)
UsuńS.J! Daj znak, jak się czujesz?
OdpowiedzUsuńNapisałam post, dziękuję za troskę, jest dobrze, nic się nie dzieje.
Usuń