poniedziałek, 1 listopada 2021

Znów

 wstał piękny dzień,Kochany Pamiętniczku.

Wyspana się obudziłam, wszystko szło jak z płatka, gdy wtem na FB wyskoczyło mi zdjęcie synowej z tą jej nową psiapsiółką, wieczorem, na Starym Rynku, obie odpindrzone jak stróż w Halloween pod ratuszem. W sumie rybka mi to, ale... Pierworodny nie pojechał ze mną, bo... mieli jechać do O. I to mnie wkurwiło.
Napisałam więc parę ciepłych słów do Pierworodnego, po czym biorąc pod uwagę fakt, że ciśnienie wyjebało mi mimo leków w Kosmos, ubrałam się i poszłam w świat, olewając wiadomość, że Papryczek się rozłożył i dlatego nie pojechali. Serio? Zawsze rozkłada się jak na zawołanie, gdy ja o coś proszę. Więc olałam wiadomość i poszłam lewa, prawa, a słońce grzało jak latem...

Kierunek Samotna, ale żeby nie przechodzić pod tunelem, poszłam trochę dalej i...

... jeden przejazd był już zablokowany, a drugi zablokowali mi przed nosem. A że tam lubią czyhać, to stwierdziłam, że postoję na słoneczku. I MSG od P., że pójdą ze mną na Samotną, mam poczekać. W pierwszej chwili chciałam nie odpisywać, ale sobie myślę: co dzieci winne? 

W międzyczasie przejechał towarowy, a w nim jakieś 100 wagonów, wypakowanych identycznie

Nosz, kurwa jego mać... Pisowski nierząd.
 

Więc odpisałam, że jestem już w drodze na Samotną i po licznych układach i czekaniu na rogu spotkaliśmy się w połowie drogi, przy czym ja na kijkach leciałam jak torpeda, a Mała Wiedźma wciąż chodzi o kuli. Papryczek też nie wyglądał na zachwyconego, więc mówię, że to daleko dla dzieci, że może pójdziemy rzut beretem na Bluszczową, ale nie, chcą na Samotną. No to OK, ten jeden przystanek podjechaliśmy bimbą. 

Słońce cały czas grzało, a dzieci ubrane na cebulkę, no nic, nie protestują, niech mają jak chcą. A na Samotnej bawiliśmy się wspaniale, o ile można tak powiedzieć o wizycie na cmentarzu. Smrodek dydaktyczny też był, bom parę historii rodzinnych dzieciom zapodała, co Papryczka może i z lekka znudziło, ale Mała Wiedźma, i owszem, zainteresowana była.





Nie wiem, czy wyprowadzanie psów na cmentarzu jest OK, ale jeżeli ktoś sprząta po nich, to dlaczego nie? Nikomu nic złego nie czynią, w przeciwieństwie do ludzkiego śmiecia, który nawet na pomnik potrafi swoje gówno wsadzić...











Spotkaliśmy też przemiłego pana, o którym czytałam właśnie dziś rano, że zajął się tym cmentarzem i własnym sumptem go odrestaurowuje. Pan kwestował, więc wrzuciliśmy kaski do puszki, szkoda, że nie wiedziałam, z karty się nie da zapłacić do puszki. 

I tak jak zawsze, stwierdziłam, że tylko tu jest duch tych dni, bo po mieście przewalały się dzikie tłumy, w pobliżu Bluszczowej trudno było chodnikiem przejść, a tam jest mały, parafialny cmentarz,nie taki moloch jak Miłostowo czy Junikowo.

No nic, trzymałam dystans, aczkolwiek Papryczka uściskałam na pożegnanie, chociaż szczerze mu powiedziałam, że boję się wirusa :) 

Zaproponowałam obiad u mnie, zamówiłoby się pizzę, ale Pierworodny stwierdził, że wrócą do domu. Nie nalegałam zbytnio, ale taką lampucerę, jak on ma, to bym pogoniła. Przez moment byliśmy sami i powiedziałam mu, co myślę o niej. Oczywiście bronił i tłumaczył, że on nie chciał i jej kazał się zabawić. Powiedziałam, że zastanawia mnie jedno: jaka matka zostawia sześciolatka, który zaczyna się rozkładać i idzie na imprezę halloweenową, skoro ta nie była planowana i mieli jechać na cmentarz? 

Bo ja zostawiłam dziecko z gorączką raz i poszłam na imprezę firmową tylko dlatego, że właściciel zapowiedział, że jak kogoś na niej nie będzie, to zwolni go z pracy. A to ja utrzymywałam cały dom, byłam jedynym żywicielem. Impreza była, a jakże, wódczana do wyrzygu, właścicielem był niejaki Świtalski, miejsce pub na Półwiejskiej. Na schodach goryle z bronią. A mnie chronił młody łamacz, który siadł koło mnie i na wszelkie próby dolewania mi wódki pokazywał butelkę i mówił: już nalałem. Przez dwie godziny, speech, wręczanie dyplomów z okazji 150-lecia gazety, gdzieś ten jebany dyplom mam, tak się opiłam soku pomarańczowego, że gdy naczelny obiecał mnie kryć, gdyż połowa ludzi już na oczy nie widziała i puścił do domu, szłam Półwiejską na taksówkę i rzygałam tym sokiem. Do dziś nie cierpię soku pomarańczowego. A w domu Pierworodny Inżynierowi na czółko przykładał mokrą szmatkę i jakoś dotrwali do mojego powrotu. Komórek wtedy nie było, żeby w razie W coś zrobić, a teściowa miała globusa. Ojciec zaś, jak to ojciec, pojechał do mamusi, bo mamusia była chora.

Więc nie, nie rozumiem zostawienia chorego dziecka pod opieką najkochańszego ojca i pójścia na imprezę. Zdrowe - tak. Ale zastanawia mnie, co ona tak wciąż z tą swoją przyjaciółką wychodzi. Bo jest na tyle głupia, że opowiadała mi ze szczegółami o swoich podbojach miłosnych. Nie komentowałam, nie oceniałam, nie mój cyrk, ale zastanawiam się, jaką kretynką być trzeba, żeby teściowej in spe, która była zawsze zdystansowana, grzeczna i poprawna, takie historie nawijać i to nie raz?

Więc jak mam patrzeć teraz na to wszystko?

Nie wiem, może złe scenariusze piszę, ale oceniając książkę po okładce, a rzeczoną koleżankę po FB - nie wygląda to OK.

Kurwa.

A i okolica Samotnej fajna jest, domki jak z bajki


 

... a i kotek był



Gdy wracałam do domu zaczynało słoneczko znikać, zrobiło się chłodniej, ale szczęście mi sprzyjało, bo zachmurzyło się na amen, gdy już byłam w domu i raczyłam się rosołkiem. 


:)

A jutro ma cały dzień padać, więc pewno nie połażę...



10 komentarzy:

  1. No to musisz sobie kupic bieznie do domu, zeby moc cwiczyc podczas padania ;)
    Fajny ten cmentarz, zero ludzi i to we wszystkich swietych... Prawie jak u nas :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest zamknięty od dawna cmentarz. Wciąż go próbują reanimować. Ale ma to coś w sobie...

      Usuń
  2. Cudny ten cmentarz, ale ja chyba nie widzialam brzydkiego cmentarza.. :))Najsmutniejszy byl chyba w Szwecji, po prostu plaski i lysy jak nalesnik, sama trawa i zadnych drzew, a na trawie kwadratowe placuszki , jedna tabliczka przy drugiej , wszystkie podobne. Takie to bylo bylejakie choc porzadne w rzadek:)) I nie, nie odwiedzamy cmentarzy tylko raz w roku, odwiedzamy kiedy tylko mozemy, o wszystkich porach roku. Nie rozumiem tego trendu i corocznego nowomodnego biadolenia, ze " to na pokaz" , ze to raz w roku , ze teraz to sie na pokaz nie chodzi w tym dniu itp - really? nikt jakos sie nie dziwi , ze obchodzimy raz w roku Dzien Nauczyciela, Dzien Kobiet czy Dzien Babci - to takie dziwne, ze raz w roku narod czci dzien swoich zmarlych ? Narod, ktory nie pamieta o swoich przodkach tez bedzie zapomniany. Jako dziecko wyruszalam z rodzicami rano i musialam obejsc i objechac trzy - cztery wielkie cmentarze w Trojmiescie poprzez Gdansk, Sopot i Gdynie ( mamy wielka rodzine) ... mordega to byla nieslychana , nie powiem... ale do dzis pamietam ten widok po zmroku : widok plonacych swiec , widok tych tysiecy swiatelek miedzy drzewami ...i wiem, ze to jedno z cenniejszych moich wspomnien... No i na koniec smak przepysznej drozdzowki z kruszonka , na ktora zawsze jechalismy do cioci na zakonczenie dnia , z cala masa moich kuzynow i kuzynek ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kitty, u nas nigdy to nie było czczenie zmarłych, ale spędy. Ludzie, którzy raz do roku zjawiają się na cmentarzu by się oceniać. I teraz to już poszło w paranoję, bo jak kiedyś były proste groby, często ziemne, to teraz są całe kaplice zamiast grobów. Oczywiście, możesz mieć na ten temat swoje zdanie, ale ja od dawna nie bywam w tym dniu na "normalnym" cmentarzu. I u mnie w rodzinie nigdy nie było celebrowania tego dnia w rodzinnym gronie, może dlatego, że rodzina porozrzucana była po całej Polsce i tylko na grobie moich dziadków spotykała się moja mama ze swoją siostrą?

      Usuń
    2. No to masz odpowiedz:) A nasza rodzina spotykala sie bardzo licznie w ciagu roku, i na cmentarze tez jezdzilismy o kazdej porze roku. Spotkanie przy grobie babci i dziadka co roku bylo bardzo uroczyste, i bardzo bardzo liczne, wszystkie dzieci dziadkow z druga polowka i swoimi dziecmi. Bywalo nas po kilkadziesiat osob. My dzieciaki moglismy palic znicze, biegac miedzy drzewami, znikakismy w lesie , gdzie byl grob Zolnierzy Nieznanych, a pozniej chodzilismy na grob Janka Wisniewskiego, ( Chlopcy z Grabowka, chlopcy z Chyloni dzisiaj milicja uzyla broni), ale o 15.00 meldowalismy sie przy grobie dziadkow , bo odbywala sie msza. Dopiero po niej, juz po ciemku wracalismy i jechalismy na gorace kakao i drozdzowke do cioci, ktora mieszkala blisko cmentarza. I tak bylo przez chyba 20 lat, az wszyscy doroslismy, rozjechalismy sie po swiecie i wszystko sie zmienilo.

      Usuń
  3. Jedzo, nie zazdroszcze ci synowej, ale niestety, syn wybral i jest wobec niej bardzo lojalny, co bardzo dobrze o nim swiadczy. Obys sie mylia, bo rodziny szkoda 😘

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No sama sobie bicz na własną skórę ukręciłam, widzę to coraz wyraźniej.I wcale mi ta satysfakcja nie pomaga, że go dobrze wychowałam :)

      Usuń
  4. a ja chciałabym wiedzieć co się stało z tym facetem co stoi za szlabanem ? pociąg go zabrał hahaha?
    Kitty te światełka i ten przepych może i ładne ale pomyśl ile to generuje śmieci, poza tym te nagrobki jeden przez drugiego większy a miejsce na cmentarzu nie jest z gumy i coraz mniej takich miejsc gdzie można zrobić cmentarz. Na naszym komunalnym cmentarzu jest miejsce gdzie zakopują urny, robią małe pomniki takie płyty ale podwyższone i tam też można postawić kwiatek i znicz, i tak powinny wyglądać wszystkie cmentarze a nie czasem budowle, że człowiek się zastanawia czy pozwolenie na budowę musieli mieć
    co do synowej to czasem to tylko z boku nie fajnie wygląda, ja czasem też szłam sama z kumpelami ba jechałam do innego miasta na noc do znajomej którą znałam tylko z netu i to tylko z literek ( nigdy nie rozmawiałyśmy telefonicznie i ja ufnie wsiadłam w pociąg i jechałam do Poznania, dopiero po wjechaniu na peron się ocknęłam że kurde a co jeśli to jest jakiś facet zbok ? ) okazało się, że to jednak Stara Jędza
    Jest takie powiedzenie " jak się naje w domu nie szuka po mieście" można iść i się dobrze bawić nie robiąc nikomu krzywdy
    a co do syna to fakt, bardzo dobrze go wychowałaś skoro "stoi" murem za żoną
    no i na koniec u nas dziś też pada ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sylwio, calkiem sie zgadzam, ze produkcja smieci powinna byc zabroniona, zawsze uzywam tylko szklanych zniczy , ktore mozna "resajklingowac". Pomniki tez mozna jakis uregulowac, tak wszyscy narzekaja , a potem zachwycaja sie cmentarzami typu Powazki, czy Pere Lachaise w Paryzu ( bylam), gdzie turysci przyjezdzaja ogladac i podziwiac roznorodne pomniki. Wierz mi, w Pere Lachaise ledwo mozna bylo noge przecisnac w niektorych miejscach... Dzisiejsze pomniki tez ktos kiedys bedzie podziwial. Tak miejsca brakuje, ale jest przeciez coraz wiecej kreamacji , wiec chowa sie wiele osob w jednym grobie. Osobiscie tez jestem za wyborem i jesli ktos chce to niech jego prochy rozsypia gdzie sobie zyczy...Slad zostanie tylko w pamieci zywych. Jednak uwazam ze wazne jest zachowanie sladow dla przyszlych pokolen , chocby w jakims stopniu. Kto wie czy oni nie beda sie zachwycac tym co my uwazamy za kicz. Zreszta kto komu daje prawo aby twierdzic, ze cos jest ladne czy brzydkie? Narzucona moda, narzucone standardy, zdanie ogolu? Jestem za wolnoscia wyboru i prawem do decyzji o tym jak i gdzie mam byc pochowany/pochowana.

      Usuń
    2. Akurat wlazł mi w kadr. Zdążył spokojnie przejść, tam świeżo zamknęli szlabany, a zamykają z 15-minutowym wyprzedzeniem. Były zamknięte te drugie, te spuścili mi przed nosem, ale nie chciałam ryzykować, bo tam za budką bardzo często SOK czyha.
      Mnie szalenie podobają się stare angielskie cmentarze, przy kościołach. Na tych nowych nie byłam, ale takich przykościelnych zwiedziłam kilka. I te wieńce z maków - zawsze mnie to chwytało za serce. Żadnej pompy - małe wieńce.
      Kitty, kiedyś robiono zdjęcia ludziom w trumnach. Sama mam w rodzinnym archiwum kilka takich i za każdym razem mam dreszcze, jak na nie wpadam. Na jednym mojego ojca brat, wyglądający jak skóra zdarta z mojego ojca, jako dziecko traumę miałam po tym zdjęciu. I moja mama w trumnie, jak nie ona, a ja miałam 16 lat jak zmarła. I nie, to nie są trumny jak z amerykańskich filmów, z odpicowanym nieboszczykiem tak, że lepiej wygląda po śmierci, jak za życia.
      Ja, chowając moich Umarlaków, jeśli rodzina chciała, mogła oglądać w otwartej trumnie, ja się do niej na kilometr nie zbliżałam.
      Zdjęć nie robiłam.
      Pamiętam ich bardzo dobrze, mimo nieupamiętnienia tych chwil.
      Więc pamięć pamięcią, ale lepiej upamiętniać dobre chwile, nie takie tragiczne.
      Nie niszczyć zabytków, zgadzam się. Ale te nowe pomniki to w większości bezguście i nawet za 100 lat, o ile przetrwają, nie będą zabytkami. A już na pewno nie będzie w glorii leżał na Wawelu ten wypierdek. Historia go zmiecie.

      Usuń