sobota, 27 listopada 2021

Polak

 potrafi, Kochany Pamiętniczku :)

Jako kobieta przezorna i zorganizowana, o dziwo, noc bez szaleństw przespałam, więc rano


spakowałam gacie, koszulę nocną, szlafroczek i inne tam do torby, żeby Inżynier nie miał kłopotu. 

Inżynier wszedłszy zarechotał i mówi: jeżeli mamę to uspokoi, bierzemy torbę. 

Ale nie wzięłam, bo jak coś to jeszcze ładowarka i inne zabawki, więc mówię: jak coś to sobie pojeździsz...

Jadąc (najpierw odwieźliśmy Pierworodnego, bo wleciał po naklejki dla MW), pięknych przekleństw słuchałam, albowiem dziecko me, niesłuchające matki, postanowiło słuchać GPS, a jakże, zaktualizowanego, który wywodził nas w pole, ale co ja tam wiem o objazdach, skoro nie mam samochodu...

Hahahaha...

Po drodze wpadłam na szatański pomysł, że po prostu tego wstrząsu nie zaznaczę i co? Jedziemy do szpitala, jak mnie trafi, to zabiorą na oddział i Inżynier powie prawdę wtedy.

Obsługa na Szwajcarskiej jak w przedwojennym Hiltonie, rozlazła mi się chińska maseczka, to pan pospieszył z pudełeczkiem autentycznych medycznych maseczek i prosił, by wziąć dwie :)

Żeby nie Inżynier miałabym jak w ruskim czołgu, bo pani z dyżurki rejestrującej nie rozumiałam, akurat bateria siadła, no ale wiadomo - wierny tłumacz u boku, poszło gładko.

Jako że wszystko było zaznaczone na opak, chwila i byłam na krzesełku, a uprzejma pielęgniarka maseczkę zdjęła, poinstruowała, nalegając by zaraz zażyć dwa apapy i koniecznie apapy... I oczy kwadratowe zrobiła, gdym rzekła, że w ogóle nie czuję ukłucia, bo ona się panicznie bólu boi. 

Po naklejeniu plasterka


 nie dali wprawdzie odznaki Dzielnego Pacjenta, ale dali certyfikat szczepienia, a na ajfonika momentalnie wleciał SMS, że następne szczepienie już tuż za rogiem, a  że w sobotę, to I. po powrocie do domu mówi, że jedzie ze mną, bo tam dojazd jak do piekła jest.

Wysiedzieliśmy 10 minut i zarządziłam odwrót, bo mi się nudziło, a rozmowa w maseczce to o kant dupy potłuc. 

I pojechaliśmy, chociaż mówiłam: skręć w lewo, a GPS kazał w prawo, no i... utknęliśmy w korku na remontowanym od wieków rondzie Rataje... Nie słuchała myszka mamy, nie miałam nic do jedzenia oprócz cukierków z imprezy z Francuzami, a kiszki nam marsza weselnego grały... Inżynierowi cukierek wleciał, nie miałam nic do popicia, dobrze, że staliśmy w korku, bo byłaby draka (zapisać w kajeciku: wozić picie i batoniki). 

Odkorkowaliśmy i pojechaliśmy po jedzenie do Piccollo - i znów na prostej drodze GPS wywiózł nas w ślepą uliczkę. Ale co ja będę kierowcę uczyć, jak ma jeździć :) 

W Rossmannie znów przemiła panienka doprowadziła mnie do półki z lekami, bo to duży sklep był i szukałabym apapu godzinami, zabraliśmy jedzonko i do domu.

Łobuzy aż na schodach na mnie czekały, tupiąc nogami z niecierpliwości i rzucając się na mnie zespołowo, a ja tchu nie mogłam złapać, I. pękał ze śmiechu, bo sama sobie takie żmije na memłonie wyhodowałam: co masz dla nas, co masz w torbie. No, miałam, miałam, bo jak tłumaczę dziecku, miło będą wspominać, że babcia zawsze o nich pamiętała, a na razie są na etapie, że zadowoli ich wszystko.

Posiedziałam i podwózka odsapnęła, jednak chciałam do domu, bo nerwy...

I tak jak rano scenariusze pisałam z torbą w tle, tak home sweet home...




Już świątecznie, a jednak nie do końca. I zaproszenie na Wigilię na D., i tak jak nie cierpię, tak cieszę się.

A przy okazji - odbieram już nie tylko 5G, ale i mam robocze wejście do portu dla 6G i jak mi się pierdoli, to I. mówi, że tak to jest jak się bierze wersję beta, niedopracowaną ;) 

I lekturę sobie przywiozłam


Herbatka, Pogoda, książka, światełka i chce się żyć. Wprawdzie Pierworodny mnie "pocieszył", że poszczepienne szydło z worka może wyleźć później, ale... cieszę się. 

Czasem trzeba skoczyć na główkę. 

 

MW jest już po rezonansie, wyniki będą w poniedziałek. Była też na Szpitalnej w związku z podejrzeniem tła stresowego.Więc obadana od stóp do głów. I dobrze.


12 komentarzy:

  1. Gratulacje! W punkcie szczepien nie dopatrzyli, wiec dostajesz ode mnie odznake dzielnego pacjenta. Odpoczywaj, dbaj teraz o siebie, wszystko okaze sie jutro. Ale nie musi, wiec trzeba byc dobrej mysli.

    OdpowiedzUsuń
  2. A Musierowicz zażyczyłam sobie na gwiazdkę! Teraz żałuję, że nie na imieniny:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja sobie nie życzę nic, sama się dopieszczam :) Jak jakaś mądra głowa powiedziała - trzeba o siebie dbać ;)

      Usuń
  3. Hej ,jak się czujesz po.Ja tez w sobotę 3 dawka Pfizer ,trochę mnie osłabiło ,głową,ręką i lekka gorączka.Mam nadzieje ze u Ciebie lepiej.Pozdrawiam Marta uk

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, u mnie przeszło w sumie bezobjawowo. Mam nadzieję, że tak już zostanie ;)

      Usuń
  4. S.J! Daj znak, jak się czujesz?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Napisałam post, dziękuję za troskę, jest dobrze, nic się nie dzieje.

      Usuń